10 najlepszych opowieści o ukochanym miejscu podróży

Na początku grudnia został dodany na blogu wpis konkursowy i każdy kto chciał wziąć udział musiał dodać opowieść o swoim ukochanym miejscu podróży. Czytelnicy bardzo chętnie opisywali w komentarzach różne rejony Polski. Każdy wpis nas zachwycił, ale musieliśmy się ograniczyć tylko do 10. Do wygrania był voucher dla 2 osób na 3 dni w Bieszczadzkim Domu. 

Laureatką konkursu została Izabela, która swoją opowieść dodała 20 grudnia 2017 o 23:54

„Ukochane miejsce podróży? moje serce skradły Bieszczady. Góry zawsze były tym miejscem, do którego chciałam uciec, wyciszyć się i rozkoszować pięknem przyrody. Pisząc góry, w moim przypadku mam na myśli dzikie, pięknie zielone, malownicze i jakże ciepłe, wznoszące się ponad małe wioski, szczyty. I tak właśnie. leżąc na polanie, wysoko, patrząc dookoła, widząc jak cudownie otacza mnie natura w czystej postaci – chciałabym rozpłynąć się na jeden moment. Pozostać tak, dopóki grzmoty nie przeszyją mej czujności, a ciepłe krople deszczu pocałują mój rozgrzany policzek. Matka natura zmienną jest, a w górach może pokazać pazurki. To właśnie uwielbiam, stoicki spokój zaburzony przez naturalne zjawiska – bo przecież w życiu piękne są tylko chwile i trzeba umieć się nimi cieszyć. Dlatego też, tak bardzo uwielbiam wracać w te dzikie Bieszczady, gdzie odnajduję szczęście i mogę nacieszyć oczy bajecznym krajobrazem, a przy tym zaznać kapryśności natury, która przyprawia o gęsią skórkę. Nie ma drugiego takiego miejsca, które budziłoby we mnie tak wiele różnych emocji. Bieszczady – jak pięknie to brzmi.”

Kolejne opowieści jakie nas urzekły i chcemy Wam je przedstawić nie są przypisane do 2,3,5, 6 czy 10 miejsca. Po prostu te osoby, które te komentarze dodały niech się czują, że mają miejsce drugie ex aequo. Niestety muszą mieć takie, dlatego, że nagrodę mamy tylko jedną w tym konkursie i ona wędruje dla miejsca pierwszego. 

Barbul 

„Tatry budzą we mnie coś pięknego. Tam potrafię żyć dla drugiego człowieka, cieszyć się na widok nieznajomego spotkanego na szlaku, a na kubek ciepłej herbaty reagować z radością dziecka. Może właśnie dlatego. Nie wiem. Ale jeśli ta niewiedza pozwala mi budzić w sobie to piękno, chcę w niej trwać jak najdłużej. Często w góry, żeby uciec od czegoś. Dla mnie wyjazd wypad w Tatry to nie tylko możliwość aktywnego obcowania z naturą, czasami spotkań bardzo bliskich z przyrodą w jej najpiękniejszych aspektach ale także możliwość poznania najwspanialszych pejzaży. To właśnie takie miejsca, nieskażonej przyrody, z niezwykłymi formami krajobrazu, gdzie mogę podziwiać najcudowniejsze widoki, siłę górskich potoków, piękno wodospadów, kaskad, czy urokliwych stawów górskich. Wędrując po stromych, przepaścistych graniach, potrafię czuć wzmożony wysiłek w celu zdobycia wymarzonego szczytu.Przede wszystkim Tatry pozwalają mi wyciszyć się, porozmawiać, ze swoimi myślami, bo tylko tutaj można uciec od zgiełku tego świata, przytłaczającej nieraz wszechobecnej cywilizacji, hałasu wielkich miast, świata i ludzi goniących ciągle za niedoścignionym. Tatry pozwalają naładować się pozytywną energią, która pozwala żyć inaczej również w dolinach, po powrocie do domu. Każdy, kto pokochał Tatry, wie jak pozytywnego kopa dostajemy przebywając wśród ulubionych szczytów i dolin, samo przebywanie daje mi radość wielką, bo jeśli coś ukochałam to wystarcza samo obcowanie z pobytem w Tatrach. Szczęście jakim napełnia się moje serce wystarcza na długo. Mnie jakoś tak zawsze ciągnie w Tatry. Szukam piękna i harmonii stworzonej bez ingerencji człowieka, głębokich przeżyć dla ciała i ducha, ze szczytu jakoś tak lepiej widać. I mniej tam ludzi, zgiełku, są takie miejsca, gdzie można być całkiem sam, samemu kontemplować to czyste piękno natury i wędrować bez końca.Za każdym razem będąc w Tatrach czuję to samo. A zdobywając jakiś szczyt toczę walkę nie tylko ze swoimi słabościami. Za każdym razem wędrując po szlakach mam namacalny dowód, że jeszcze nie jest najgorzej, że jeszcze dam radę. To mi daje siły i wiarę która jest duża jak ogrom Tatr i miłość Tatr w moim sercu”

Kinga.Cz 

Jest w naszym kraju taki zakątek,
o którym opowiem Wam na początek.
Choć wysokością może nie grzeszy,
no to turystę każdego cieszy!
Beskid Sądecki – pasmo w Karpatach,
gdy tylko znajdziesz się w tarapatach,
jedź tam odnaleźć piękno natury,
gdyż są tam śliczne widoki u góry!
I tam gdzie pasmo jest Jaworzyny,
możesz napotkać piękne dziewczyny,
jak się wspinają na Makowicę
i podwijają im się spódnice.
A wcześniej Cyrla – schronisko wspaniałe,
serwują pierogi tam doskonałe,
co dla turysty jest jak zbawienie,
jak po wspinaczce cieszy jedzenie!
Są naleśniki też z bajerami,
warto spróbować ich też czasami!
Cyrla plac zabaw również posiada,
więc z dzieciakami się chętnie wpada.
Piękne widoki, ucieszą oko,
więc to wycieczka naprawdę spoko!
Wyjdziesz tam z Rytra bez zbytnich trudów,
chyba że wolisz mieć więcej cudów,
jest stroma trasa, bardziej męcząca,
oby nie była zbyt dołująca!
Po drodze miniesz polany, lasy,
ale pamiętaj, że to nie wczasy
i idź wytrwale do swego celu,
a wtedy dotrzesz jak doszło wielu!”

Szlakowcy

„Miejsce, które pokochałem od pierwszego wejrzenia, daje mi poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Daje mi dużo satysfakcji z jego zdobycia. Uczy pokory. Miejsce to wciąż pokazuje mi prawdziwe piękno gór i moc przyrody. Ta cisza i bezgraniczne niebo, gdy stoję na szczycie daje mi siłę i radość, że znów mogę być ponad wszystko, chociaż na chwilę. Na szczycie czuć zapach drzew mieszany z wodą. Czuć wielkość gór, choć szczyt wcale nie jest wysoki. Tam problemy nie mają znaczenia. To zostawia się na dole. Gdy żona zabrała mnie tam pierwszy raz od razu wiedziałem, że będę tu często wracał. I wracam, gdy tylko mogę. Tym miejscem, a dokładniej szczytem, jest bardzo popularna Sokolica w Pieninach. Jej urok sprawił, że dla mnie nie ma piękniejszego miejsca niż to. Uwielbiam patrzeć na wijący się pod nią Dunajec. Uwielbiam przyglądać się słynnej sośnie. I patrzeć z góry na Drogę Pienińską. Będąc na szczycie czuję się sobą. Najpiękniej jest o poranku, kiedy nie ma tam tłumów. To miejsce przyciąga me serce jak magnes.”

Majek

„Każdy z nas ma swoje miejsca do których może wracać w nieskończoność. Są to miejsca z którymi wiążą nas silne więzi emocjonalne i niezapomniane wspomnienia. Moim miejscem na ziemi są Góry Stołowe. Tam odnalazłam siebie, zrozumiałam co daje mi szczęście, tam uzależniłam się od gór, wędrówki, pięknych widoków. Na Szczelińcu czas staje w miejscu, jest się w tej jednej chwili i z niesamowitą panoramą i kubkiem kawy w ręku. Mam duży sentyment do Gór Stołowych, to dla mnie wyjątkowe miejsce, w którym zostawiłam cząstkę siebie i znalazłam miłość życia.”

Tomekdam

„Moje ukochane miejsce to taki maleńki skrawek naszej ojczyzny leżący na południu Polski. Nie jest to jezioro, ani żaden szczyt. Nie jest to miasto, ani żadna wieś. Jest to niewielki park w Mogilanach, niedaleko Krakowa. Park z pozoru wygląda zwyczajnie lecz jak tylko przekroczy się jego bramę czuć powiew historii i tajemnicy tego niezwykłego miejsca. Możemy przespacerować się wśród modrzewi, które tworzą piękną zabytkową alejkę i wejść wprost do części parku nazwanej włoską. Tą część charakteryzują alejki z bukszpanu. Znajduje się tu również taras widokowy z którego możemy podziwiać panoramę Mogilan, Beskidów, a nawet Tatr. W parku znajduje się zabytkowy, bardzo zaniedbany, niestety, dworek (jednak nie można wejść do środka). Miejsce jest magiczne, pozwala na odpoczynek od miejskiego zgiełku i pośpiechu. Z racji swojego położenia i uroku często wybierane jest na sesje ślubne.”

Jacek

„Góry czy morze? Góry czy rower? Ja nigdy nie miałem podobnych dylematów, bo przy mądrym rozplanowaniu urlopu można to wszystko pogodzić ze sobą. Górską część wakacji spędzam w różnych miejscach, chcę przetrzeć możliwie najwięcej szlaków i choć najwięcej zdeptałem oczywiście w Tatrach, to nieobce są mi też Beskidy, Pieniny, Gorce, Sudety. Natomiast za swoją drugą (po Wrocławiu) małą ojczyznę uważam Kołobrzeg – urokliwe miasto nad Bałtykiem.

W Kołobrzegu wszystko jest moje. Moja jest restauracja, gdzie dostaję znakomitego dorsza, moja jest kawiarnia, gdzie mogę zjeść dobre ciasto i wypić kawę, moja lodziarnia, gdzie kupuję lody naturalne. Na campingu czuję się jak u siebie w domu – od lat już mówimy sobie z obsługą po imieniu.

Ale nie dlatego pokochałem to miasto. Uwielbiam Kołobrzeg przede wszystkim za piękną przyrodę. Można tu spacerować kilometrami po szerokich plażach – wielki plus dla włodarzy miasta, którzy zdecydowali się na remont plaż, jeszcze parę lat temu notorycznie zabieranych przez morze! Można też jeździć na rowerze – na zachód fantastyczna ścieżka rowerowa prowadzi przez las do Dźwirzyna, ale można pojechać też dalej. Mnie w tym roku udało się dojechać do samych Międzyzdrojów widokową trasą wzdłuż morza. Na wschód – droga prowadzi między innymi przez Eko Park, położony na terenie mokradeł. Ale trasę można przedłużyć też do Gąsek, gdzie znajduje się trzecia co do wielkości latarnia morska na polskim wybrzeżu. Albo do Mielna – mniej może dla słynnej promenady i zabytkowej zabudowy, a bardziej dla jeziora Jamno; znad jego brzegu rozciąga się ładny widok chociażby na wyrastającą ponad Koszalinem Górę Chełmską.

Kołobrzeg to także prawdziwa gratka dla amatorów historii. To jedno z tych miast w Polsce, gdzie można znaleźć świadectwa każdego z etapów naszych burzliwych dziejów: powstania w czasach pre-piastowskich (w Budzistowie, który dziś jest wsią nieopodal Kołobrzegu, sól wydobywano już w pierwszych wiekach naszej ery), hanzeatyckiej prosperity (czego świadectwem może być zabytkowa zabudowa centrum), w końcu – licznych wojen. Jako miłośnik militariów bardzo lubię szlak kołobrzeskich fortyfikacji (także z czasów Festung Kolberg) oraz Muzeum Oręża Polskiego ? jedno z największych w Polsce, gdzie w wystawach można zobaczyć sprzęt i uzbrojenie żołnierzy od czasów najdawniejszych do współczesnych. Niektóre z dział samobieżnych, haubic i inny ciężki sprzęt jeszcze z czasów II Wojny Światowej wciąż jest na chodzie!”

Marlena P.

„Góry Świętokrzyskie wciąż odkrywam na nowo,
nawet znane ścieżki, w zmienności pór roku,
nie wyglądają jednakowo.
Wędrując od Nowej Słupi dostrzegamy klasztor Świętego Krzyża stary,
do którego w zamierzchłych czasach, sam król zanosił swe dary.
Prowadzi do niego królewska droga, gdzie nie raz może podwinąć się noga,
na kamieniach wysypanych jak z wora, zwłaszcza gdy nadejdzie deszczowa pora.
Słychać jak skrzypi prastary buk Jagiełły,
o czasach, które pamięta i , które minęły.
Nieopodal klasztoru widać gołoborza bryły,
gdzie w dawnych czasach sabaty czarownic były.
Wędrując ze Świętej Katarzyny- zachwyca- królowa Gór Świętokrzyskich- Łysica!
Niewysoka to góra, puszczą otoczona,
każdego wędrowca przyjmie w swe ramiona,
kamieni w niej tyle co rodzynek w cieście,
tego nie znajdziecie w żadnym mieście!
U jej stóp bije źródło Św. Franciszka przeczyste,
co nie zamarza nawet w mrozy siarczyste.
Najbardziej lubię Góry Świętokrzyskie w jesiennej odsłonie, gdy las bukowy pod rdzawym dywanem liści tonie,
gdy mgły ciągną się ponad jodłami,
gdzie diabły harcują z czarownicami.
Góry Świętokrzyskie to również przydrożne kapliczki i sioła,
których nawet czas zmienić już nie zdoła,
złote łany zboża przetykane chabrami,
szumiące cichymi, czarownic chichotami
Można nie pokochać Gór Świętokrzyskich od pierwszego wejrzenia, ich uroda nie jest nachalna, lecz warte są wędrówki i w nie zanurzenia”

Kasia 

„Tatry to miejsce, do którego się wraca. Tatry to miejsce, bez którego nie można żyć, powiedział kiedyś nieżyjący już Maciej Berbeka. Mimo, że jest wiele cytatów, aforyzmów, stwierdzeń dotyczących tych gór, to te słowa wbiły mi się najbardziej w pamięć. Może dlatego, że myśląc o Tatrach, zawsze dochodzę do takiego samego wniosku, Ja, dziewczyna z nizin, mieszkająca w centrum Wielkopolski, tatrzańską przygodę rozpoczęłam dosyć późno, bo dopiero po maturze. Choć od tamtego czasu minęło już ponad 10 lat i niektóre szlaki znam prawie na pamięć, to kocham Tatry niezmienną miłością. Każdy ich widok przyprawia mnie o łzy w oczach i bezgraniczną radość w sercu. Może dlatego, że wędrując po nich, pokonuję własne słabości, a wszelkie problemy zostawiam „tam na dole”. Może dlatego, że góry uczą pokory i czasem dobrze jest odpuścić, bo jutro też jest dzień. A może dlatego, że od tych około 10 lat mogę tę pasję realizować z moją drugą połową, Michałem. To na Rysach odbyły się nasze zaręczyny, a na Rusinowej Polanie chcemy wziąć ślub. W towarzystwie najbliższej rodziny i przyjaciół, w ukochanym przez nas otoczeniu.”

Sebastian

„Wybór jest spory, ale w moim przypadku łatwy, mało oryginalny – moje ukochane miejsce to Bieszczady. Pierwszy raz byłem jeszcze za czasów słusznie minionego ustroju. Koniec lat 80-tych ubiegłego wieku, parada atrakcji – sklepy otwarte kilka godzin dziennie, chleb tylko na zamówienie, jeden bar w promieniu 30 km, pociąg przez ZSRR. Same góry zrobiły na mnie ogromne wrażenie, przepadłem na amen. Tak się składało, a raczej nie składało, że miałem ponad 20 lat przerwy w ?bieszczadowaniu?. Wróciłem 3 lata temu i okazało się się czekały. Wierne, te same , ale już nie takie same. Szukając klimatu tamtych czasów odkryłem inną, tę mniej popularną, część tych pięknych gór. Spacer do źródeł Sanu, nieistniejące wsie ? Hulskie, Krywe, Tworylne ? teraz tam zostało moje serce. Polecam każdemu odnaleźć ten spokój, tę ciszę, ten miniony świat.”

Polecamy artykuł:

Główny Szlak Świętokrzyski – nowa odznaka i zachęta do kilkudniowej wędrówki

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *