Barania Góra – To właśnie stąd wypływa Wisła

Po ostatniej, a zarazem pierwszej wizycie w Beskidzkie Śląskim 12 września tego roku, pokochaliśmy te regiony od pierwszego wejrzenia. Zachwytów podczas tych 2 dni, które tutaj ostatnio spędziliśmy nie było końca. Dlatego nie mogliśmy się doczekać, kolejnej wizyty tutaj. W Beskid Śląski trzeba przyjechać na kilka dni, żeby w pełni móc się nim nacieszyć. Wyjście na Baranią Górę (1220) było jedynym punktem zaplanowanej wyprawy w tym paśmie, bo już w następne dni chcieliśmy przenieść się w sąsiedni Beskid Żywiecki – jak się później okazało, również fantastyczny. Może ktoś mówić, że Tatry są najpiękniejsze, jednak my Beskidy kochamy najbardziej.

W pierwszy dzień – 4 października zaplanowaliśmy zdobycie Baraniej Góry od strony Wisły. Może nie jest to jedno z najtrudniejszych wariantów osiągnięcia szczytu, jednak uznaliśmy, że będzie to idealna trasa na rozgrzewkę. Zejście mieliśmy zaplanować dopiero u góry. Podjechaliśmy na osiedle Wisła Czarne, na parking pod Ochotniczą Strażą Pożarną. Gdzieniegdzie kręcili się mieszkańcy, turystów na razie nie mieliśmy przyjemności spotkać. Na zewnątrz – 5 stopni, słońce przebija się przez drzewa, nastroje bojowe od rana, mimo długiej podróży jesteśmy pozytywnie nastawieni i ruszamy na szlak.

Przez około 2500 metrów idziemy asfaltem, wraz z towarzyszącym nam potokiem Biała Wisełka. Ze szlakiem niebieskim, którym kierujemy się na Baranią Górę, idzie także ścieżka przyrodnicza.

Darmowe mapy turystyczne w wersji online

Następnie szlak odbija w prawo na drogę gruntową i tutaj zaczął się dla nas najtrudniejszy odcinek trasy, po błocie i śliskich kamieniach. Buty brudne, aż po kostki. Po tym jak staraliśmy się unikać grząskiego terenu, dotarliśmy do kaskad Białej Wisełki. Jest to niewielki wodospad, ale jakże urokliwy.

Po minięciu wodospadu rozpoczyna się długie, około 2 godzinne podejście. Mapa podaje około 1 godzinę 30 minut, jednak ci, którzy dokumentują swoje wyjścia tak jak my, potrzebują na to trochę więcej czasu. Po chwili wchodzimy już na teren Rezerwatu Barania Góra, utworzonego 5 listopada 1953 roku.

Dotarliśmy do jednego z ciekawszych miejsc na szlaku. Drzewostany zostały wywrócone przez wiatr i uszkodzone przez owady, dlatego pozostawiono je w celu obserwacji naturalnych procesów przyrody.

Coraz wyżej odkrywają się przed nami piękne widoki Beskidu Śląskiego i Małego.

Wreszcie, na około 15 minut od Baraniej spotkaliśmy pierwszego turystę, który szedł z nami, aż na sam szczyt. Gdy ujrzeliśmy wierzchołek dominującej na horyzoncie Babiej Góry, wiedzieliśmy, że będziemy widzieć też Tatry.

Prędko pobiegliśmy na wieżę widokową, która znajduje się na szczycie. Widoki było oszałamiające, cztery strony świata otworzyły się przed nami i ukazywały swoje piękno.

Na szczycie było nas coraz więcej. Zrobiło się chłodniej i wietrznie. Po relaksie na ławeczce zeszliśmy z wieży, na jedno z powalonych drzew. Widoki mieliśmy tylko w kierunku Babiej i Tatr, ale za to jakie bajeczne. Na szczycie, gdzie oprócz wieży, ulokowane są tablice informacyjne, szlakowskazy i miejsca do siedzenia, ustaliliśmy, że zrobimy sobie dłuższą wycieczkę i pójdziemy przez Magurkę Wiślańską (1140) i Gawlasi (1076).

Początkowo idzie się lekko w dół, schodząc na poziom 1058 metrów na Przełęcz nad Roztocznym. Po naszej prawej stronie rozciąga się Hala Barania. 40 minut od Baraniej Góry znajduje się Magurka Wiślańska, na którą dotarliśmy już pośród padających na nas głosów dużej grupy osób. Gdzieś w połowie drogi między Magurką, a Gawlasim spotkaliśmy wycieczkę. Hałasu narobili, że chyba nie było osoby na szlaku, która by ich nie słyszała. Naszym oczom po raz kolejny ukazało się Skrzyczne. Wydawało się być bardzo blisko, a było oddalone o jakieś 3 godziny drogi.

Podczas drogi mogliśmy zobaczyć Żywiec i Jezioro Żywieckie.

Na Gawlasim zostaliśmy na chwilę. Może i dobrze, ponieważ znaleźliśmy odznakę turystyczną. Prawdopodobnie zostawiła ją ta wycieczka, którą mijaliśmy, bo odznaka wydawała się być pamiątkę z rajdu turystycznego. Komuś może była zbędna, a nam powiększyła domową kolekcję.

Od tego przystanku ruszyliśmy już szlakiem żółtym, na najbliżej zlokalizowany Cieńków Wyżni (957). Trasa już w żadnym momencie się nie wznosiła. Więcej podróżuje się drogami gruntowymi, niż wytyczonymi ścieżkami. Jednak my szlakiem nie mogliśmy iść do samego końca i musieliśmy znaleźć sposób na dotarcie na parking.

Gdy minie się Cieńków Postrzedni (867), to przed kolejką jest droga asfaltowa w lewo, Dobrze się składa, że jest tam zaznaczona ścieżka przyrodnicza o kolorach białym i niebieskim. Pośród domostw i kaplicy docieramy na drogę główną, obok przystanku autobusowego i idziemy w lewo około 500 metrów, asfaltem na parking. Zapłaciliśmy 6 złotych za postój, wrzuciliśmy bagaże do samochodu i ruszyliśmy w stronę centrum Wisły, w celu odwiedzenia Skoczni Wisła-Malinka im. Adama Małysza. Po drodze, na kilka minut zatrzymaliśmy się jeszcze obok Jeziora Czerniańskiego.

Będąc na skoczni, trafiliśmy akurat na bardzo dobry moment – na wycieczkę z przewodnikiem, który przybliżył krótko szereg informacji o skoczni, zawodnikach, infrastrukturze itp.

Będąc na rondzie w Wiśle, rzuciła nam się w oczy galeria naszego mistrza. Nie zastanawialiśmy się i skręciliśmy w jej stronę. Bilet kosztował 5 zł, ale naprawdę było warto. Puchary, medale, kule, odznaczenia, kombinezony, narty i tak można wymieniać w nieskończoność. Całość robi piorunujące wrażenie.

Była godzina 17 gdy zapakowaliśmy się do auta, aby dotrzeć do Ujsół , gdzie mieliśmy mieszkać przez 3 dni. Dojechaliśmy około godziny 18.15, do bardzo przyjemnego miejsca. Pokoje Gościnne u Ewy okazały się strzałem w przysłowiową „10”. Gospodyni przywitała nas od razu bardzo miło i nie czuliśmy nawet, że jesteśmy u obcych, tylko u siebie. Rozgościliśmy się w jednym z pokoi. Było tutaj bardzo przytulnie i czysto. Dodatkowo dostaliśmy przewodnik po Ujsołach, żeby zobaczyć co warto zwiedzić. Jeszcze nigdzie w miejscach noclegowych, nie czuliśmy się tak dobrze jak tutaj. Pogadaliśmy kilkanaście minut z właścicielką, przynieśliśmy z bagażnika ostatnie rzeczy i po chłodnym prysznicu przystąpiliśmy do jedzenia pizzy. Trzeba było się przygotować do następnego dnia i zdobycia Wielkiej Rycerzowej.

Słodka sielanka na Wielkiej Rycerzowej

Do zobaczenia na szlaku !

Trasa

Wisła Czarne – Barania Góra (1220) – Magurka Wiślańska (1140) – Gawlasi (1076) – Cieńków Wyżni (957) – Cieńków Postrzedni (867) – Wisła Czarne

Czasy przejść

Wisła Czarne – Barania Góra 3 godziny / szlak niebieski
Barania Góra – Magurka Wiślańska 40 minut / szlak czerwony i zielony
Magurka Wiślańska – Gawlasi 30 minut / szlak zielony
Gawlasi – Cieńków Wyżni – Cieńków Postrzedni – Wisła Czarne 1 godzine 30 minut / szlak żółty i ścieżka przyrodnicza

Punkty do książeczki GOT PTTK

* Wisła Czarne Biała Wisełka – Barania Góra 12 punktów
* Barania Góra – Magurka Wiślańska 3 punkty
* Magurka Wiślańska – Zielony Kopiec 3 punkty
* Zielony Kopiec – Wisła Czarne 8 punktów

Dodatkowe informacje

* Data wycieczki 04.10.2013

* Rozpoczęcie podróży – 7:45
* Przebyte kilometry – 20
– Suma podejść – 870 m
– Suma zejść – 790  m
* Parking przy OSP – płatny, 6 złotych za dzień

Nocleg – ocena

* Pokoje 5/5
* Łazienka w pokoju 5/5
* Wyposażenie 5/5
* Duża kuchnia z pełnym wyposażeniem 5/5
* Parking 5/5
* Lokalizacja 5/5

* Cena – 30 zł/os
* Strona internetowa – Pokoje „U Ewy”

Galeria

4 komentarze

  1. Myślę, że w każde górskie pasmo najlepiej byłoby jeździć co najmniej na dwa dni, a jeśli się da, to i na więcej. Wtedy można naprawdę nacieszyć się pobytem 🙂 My niestety w większości możemy pozwolić sobie na wypady jednodniowe, ale i tak się z nich cieszymy 🙂 Bardzo fajna wyprawa (jak zawsze) czekam jednak najbardziej na kolejne, z mojego „rodzinnego” Beskidu Ż. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *