Barania Góra z dzieckiem przez Stecówkę i Przysłop

13.11.2018 | Stęskniliśmy się trochę za górami w pobliżu Wisły. Nie byliśmy tam kawał czasu, bo aż kilka miesięcy. 🙂 Dzisiaj w planach Barania Góra, Stecówka oraz schronisko PTTK Przysłop pod Baranią Górą. Dzień wcześniej odwiedziliśmy schronisko na Błatniej, gdzie smakowaliśmy żurek oraz spotkaliśmy wielu turystów, którzy wyruszyli na szlak wykorzystując dzień wolny.  

Dojeżdżamy na parking i startujemy z Przełęczy Szarcula znajdującej się na wysokości 759 m n.p.m. Dotrzeć na nią można z Przełęczy Kubalonka lub z Wisły. Udajemy się w podróż za czerwonymi znakami. Jest to odcinek Głównego Szlaku Beskidzkiego. GSB jest to najdłuższy szlak w polskich górach biegnący z Ustronia w Beskidzie Śląskim do Wołosatego w Bieszczadach. Mierzy prawie 500 kilometrów, a jego pokonanie spokojnym tempem zajmuje kilkanaście dni.

Nasza ścieżka najpierw doprowadza nas do Dorkowej Skały – pięknej wychodni skalnej. Dzięki niej czujemy się co najmniej jakbyśmy byli w Górach Stołowych. Nazwa pochodzi od imienia żeńskiego Dorota (Dora, Dorka). Wiąże się ze starą legendą o córce miejscowego bacy, która miała tu zginąć, walcząc z pasterzami słowackimi o tereny wypasowe. Czym dalej się poruszamy tym jest gorzej. Podmokły teren bardzo utrudnia i opóźnia przejście. Bardzo męczące jest obchodzenie zalegającej wody na szlaku. Ba! Jakby jeszcze się dało ją spokojnie obejść. W niektórych miejscach trzeba stawiać kroki tutaj, gdzie jest mniej wody. Niestety ten teren jest cały czas zakryty drzewami i bardzo długo trzeba będzie czekać, żeby się osuszył.

Wreszcie dochodzimy do asfaltu. W końcu jest spokój. Musimy na nim przyśpieszyć. Dalej wędrując mijamy zamknięte prywatne schronisko „Stecówka”, a dalej kościół pod wezwaniem MB Fatimskiej. Sytuacja ze schroniskiem jest naprawdę dziwna. Na pierwszy rzut oka wygląda jakby było opuszczone i zamknięte na cztery spusty. W Internecie jak to w Internecie opinie są różne. Syf, brud, zamknięte lub czysto, fajny klimat, dobre jedzenie. Z większości wypowiedzi wynika, że faktycznie jest zamknięte. Nieopodal tego miejsca rozpoczyna się Droga Różańcowa Stecówka – Przysłop.

Schronisko Przysłop pod Baranią Górą

Wędrujemy tą drogą, aż do schroniska na Przysłopie pod Baranią Górą. W międzyczasie łączymy się ze szlakiem czarnym, który wiedzie z Wisły Czarne. Tego odcinka jeszcze nie znamy, ale patrząc na mapę to 5 kilometrów po asfalcie nie jest dla nas. Po betonie idziemy na szczęście tylko kilkanaście minut. Potem odbijamy w lewo i ostro podchodzimy pod górę. Jesteśmy już prawie w schronisku. Widać między drzewami zarys budynku. W nim robimy sobie przerwę. Przede wszystkim ze względu na naszego bobasa. Chętnie wchodzimy do środka. Za nami ponad 8 kilometrów trasy i 350 metrów podejścia. Ostatnio jak tutaj byliśmy to był remont. Jedliśmy żurek i był bardzo smaczny. Ciekawe jak jest po zmianach? Znowu zamawiamy żurek. Smaku nie zmienił, jest wyśmienity. 

Wszyscy pojedzeni ruszamy przed siebie. Tym razem czerwonym wraz z niebieskim i zielonym szlakiem próbujemy się dostać na szczyt. Wędrówka na Baranią Górę to nie lada wyczyn, a to dlatego, że musimy zmierzyć się jeszcze przez blisko godzinę z 250-metrową wysokością na odcinku około dwóch kilometrów. Idziemy drogą kamienistą. Widać że turyści chodzą górą brzegu, ścieżki w tych miejscach są wydeptane. Szczerze to czasem lepiej iść tymi ścieżkami obok, bo mniej nogi bolą.

My nie zatrzymując się szybko zdobywamy wysokość i docieramy do Wierchu Wisełka 1192 m n.p.m., a w międzyczasie zdobywamy Wierch Równiański 1160 m n.p.m. Tego ostatniego nawet nie odczuwamy. Leży na terenie spłaszczonym, polanie, która jest zarośnięta, a dodatkowo sam nie jest oznaczony. Zdobywamy go nawet o nim nie wiedząc. Miejsce to ma drugą, bardziej tradycyjną nazwę. Otóż jest to Mysia Polana, a nazwę zaczerpnięto od mającej w tym miejscu sytuacji – plagi mysz.

Barania Góra – Beskid Śląski

Po dojściu do czarnego szlaku skręcamy w lewo i niebawem przed oczami mamy szczyt z charakterystyczną wieżą koloru żółtego. Po dość stromym zboczu dochodzimy na Baranią Górę 1220 m n.p.m. Staramy się od razu wyjść na dostępną wieżę. Trzymamy się mocno, żeby nie porwał nas wiatr. Na samej górze nie jest dość przyjemnie, więc nie siedzimy zbyt długo. Widoki mimo wszystko są przepiękne.  

Całość trasy do tej pory to dopiero połowa. Teraz czeka nas powrót tymi samymi szlakami do samochodu. To już jest mniejszy problem. Od szczytu do schroniska to około 40 minut. W międzyczasie mijają nas turyści zmierzający na szczyt, a także rowerzyści. W jednym miejscu jest powalone drzewo, które blokuje przejazd. W tym miejscu spotkamy gości, którzy odkopują swój samochód, bo zatrzymali się na korzeniu. W mgnieniu oka pojawia się nam przed oczami ponownie schronisko. Zamierzamy do niego, aby przebrać dziecko i sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Okazuje się, że tak. Maja wybudzona z chusty po chwili marszu ponownie zasypia.

Od schroniska musimy trochę przyśpieszyć, bo jest po godzinie 14. Staramy się szybko dotrzeć do mijanego rano kościółka. Tam zmieniamy kolor czerwony na literę H, czyli szlak Habsburgów. W Wiśle możemy obejrzeć pałacyk myśliwski tej niemieckiej dynastii. Idziemy już cały czas asfaltem, aż na parking. Wersja ta jest o tyle lepsza, że nie musimy się męczyć z podmokłym terenem i na pewno zaoszczędzimy trochę czasu.

Pod koniec wędrówki, na wysokości Dorkowej Skały znajduje się po prawej stronie drogi punkt widokowy. Możemy skorzystać z drewnianej, niewielkiej platformy widokowej, na którą wchodzi się na własną odpowiedzialność. Pięknie widać z niej zbiornik wodny Wisła-Czarne, a także pobliskie szczyty: Cienków Niżni czy Cienków Postrzedni. Po kilku godzinach marszu docieramy na parking. W nogach mamy ponad 20 kilometrów. Słońce zachodzi za chmury i robi się coraz ciemniej i chłodniej. Pakujemy się do samochodu i wracamy do kwatery w Wiśle, o której możesz przeczytać tutaj

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl oraz wsparcia naszej pracy. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *