Beskid Sądecki: Bacówka nad Wierchomlą i Pusta Wielka

Działające od samego rana wyciągi, pełen stan w schronisku, sporo śniegu na szlaku czyli kontynuujemy nasze wędrowanie z Grześkiem po Beskidzie Sądeckim. W minionym dniu szliśmy z Łomnicy-Zdroju na Halę Łabowską, a teraz w planach jest dojście do Bacówki nad Wierchomlą i zdobycie szczytu Pusta Wielka. Zima nie odpuszcza chociaż jest trochę cieplej niż dzień wcześniej. 

Beskid Sądecki: Z Łomnicy-Zdroju na Halę Łabowską i Halę Pisaną

Jest 4 marca 2018. Zabieram Grześka z Rytra i jedziemy w kierunku Wierchomli Wielkiej. Tam zatrzymujemy się na parkingu kościelnym. Jest godzina 7:45 gdy wyruszamy drogą w stronę Wierchomli Małej. Gdy jesteśmy w cieniu to temperatura odczuwalna wydaje się być jeszcze niższa. 15 minut trwa nasze maszerowanie po betonie, bo w pewnym momencie odbijamy na drogę dojazdową do schroniska. Tam prowadzi szlak rowerowy. Jest to dłuższe podejście do bacówki, ale za to odśnieżone i niezbyt męczące. To świetna alternatywa dla szlaku czarnego. Można bez problemów wyjechać wózkiem.

Po 5 kilometrach od skrętu stajemy pod Bacówką nad Wierchomlą. Tatrzańskie widoki od samego wyjścia z lasu przykuwają wzrok. My zmierzamy prosto do schroniska. Nie ma porównania z tym co zastaliśmy wczoraj na Hali Łabowskiej, gdzie było pusto. Dzisiaj wszystkie ławki zajęte, dlatego siadamy tutaj, gdzie są okna z widokiem na raj. Trafiamy idealnie na porę śniadaniową. Grzesiek bierze zestaw, a ja tradycyjnie żurek. Smak gorącej zupy jest wyborny przy ponad 20-stopniowym mrozie. Ludzie, którzy nocowali zbierają się do wyjścia. Cieszy oczy widok wędrującego ojca z dwoma synami, którzy po wymeldowaniu schodzą czarnym szlakiem do Wierchomli. 

Po 40 minutach spędzonych w ciepłym kącie wychodzimy na pole i maszerujemy dalej. Niebieski szlak prowadzi nas przez Długie Młaki do wyciągu narciarskiego ‚Dwie Doliny’. Przejście pod Jaworzynkę po widokowych łąkach dodaje nam siły do dalszej drogi. Mimo, że śniegu jest całkiem sporo, bo czasami można wpaść po kolana to trasa pod nami jest dobrze ubita. Na razie nie napotykamy większych problemów. Górna stacja kolejki oblegana jest przez narciarzy, którzy tyle co wyjechali i przygotowują się do zjazdu. Mamy przed sobą dobrze przygotowane trasy narciarskie. Widoki z tych tatrzańskich przechodzą pomału w beskidzkie za sprawą Beskidu Sądeckiego i pasma Radziejowej. 

Znajdujemy się pod wzniesieniem Jaworzynka. Kamienna kapliczka wskazuje nam dalszą drogę. Jest też kilka tabliczek. Żółty szlak skręca w lewo i pomału schodzi do miejscowości Szczawnik. Podchodzimy kilka minut do góry, cały czas uważając na pędzących narciarzy. Nasz cel, czyli Pusta Wielka jest na wyciągnięcie ręki. Jeszcze tylko kilka chwil. 10 minut od kapliczki pojawiają się kolejne znaki kierujące nas w prawo. 

Wchodzimy do lasu i gdyby nie wycieczka, która przeszła tu przed nami to nie byłoby zbyt wesoło. Maszerujemy chwilę po prostej, a potem lekko wspinamy się pod górę. Odbijamy w prawo przy szlakowskazie, gdzie możemy skręcić do Żegiestowa i po 5 minut stajemy na szczycie. Pusta Wielka jest cała zasypana śniegiem. Dojście pod tabliczki po zdjęcie nie stanowi jednak problemu. Patrzymy jak wygląda nasz dalszy szlak, a tak dokładniej zejście czarnym kolorem, a śladów jak na lekarstwo. Tylko jedna osoba tamtędy szła! Będziemy torować drogę. 

50 metrów od szczytu znajduje się w skałach nieduża 3-metrowa grota. Chociaż jestem tam już po raz bodajże 5 to dopiero teraz się o niej dowiedziałem. Przyjdziemy na Pustą Wielką z Angeliką i Mają i ją odnajdziemy. Schodzimy czarnym szlakiem w stronę Żegiestowa. Przedzieramy się przez puszysty śnieg, aż do odbicia na ścieżkę czerwoną. Na drzewie odnajdujemy jeszcze kamerkę? Chyba tak. Ścieżka skręca w prawo i prowadzi z powrotem do Wierchomli Wielkiej zaraz obok kościoła. Nasza trasa jest świetnym pomysłem na 17-kilometrową wycieczkę i co najważniejsze – pętlę. 

Droga prowadzi przy granicy z Rezerwatem Wierchomla. Długi czas mozolnie biegnie przez las, ale za to po wyjściu z niego widzimy długą łąkę, a nad nią i pobliskimi wzgórzami Tatry. Nie są może dobrze widoczne za sprawą godziny, bo jest po 12 i słońce robi swoje. Mimo tego, że świeci mocno to najwyższe góry w Polsce są dobrze widoczne. 

Jeszcze przed nami ostre zejście i przechodzimy mostem nad potokiem Wierchomlanka. Jesteśmy już na asfalcie i widzimy kościół św. Michała Archanioła. Kończymy wycieczkę po kilku godzinach spędzonych w górach. To były 2 dni spędzone w Beskidzie Sądeckim przy świetnej pogodzie i bardzo dobrych, zimowych warunkach. Jedziemy do Rytra i tam zostawiam Grześka, przed którym kilka godzin jazdy powrotnej do domu.

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *