Beskid Sądecki: Kosarzyska – Eliaszówka

Kolejny dzień w górach to sama przyjemność. Wybrałem się w Beskid Sądecki, a dokładnie na Eliaszówkę za namową Rafała – znajomego z gór. Z chęcią przyjąłem jego propozycję na wspólną podróż, ale w domu musiałem być około 10, więc nie mogłem sobie pozwolić na długą wycieczkę. Ostatecznie wybraliśmy się niebieską ścieżką z Kosarzysk. Do tej miejscowości znajdującej się obok Piwnicznej-Zdroju jest ode mnie jakoś 55 kilometrów, więc miałem nadzieję, że nie zaśpię. Każde 5 minut później miałoby znaczenie, a słońce pomimo wszystko wstaje o tej porze co ma zaplanowane. Jeśli nie ma chmur to nie bierze pod uwagę żadnych spóźnień. Ale nie było tak źle, usłyszałem budzik. No to w drogę.

Na parkingu przy sklepie melduję się około 6 i to tutaj jest nasze spotkanie z Rafałem. Zostawiamy samochody i ruszamy za niebiesko-białymi znakami. Trasa na szczyt to ponad pięć kilometrów i czasowo około dwóch godzin. Mimo wczesnego poranka spotykamy jeszcze ‚wczorajszego’ gościa śpiewającego niezrozumiałe pieśni pochwalne. 🙂 Skręcamy z drogi głównej w lewo i idziemy przez las, a następnie przez otwarty teren. Przechodzimy obok domu jednorodzinnego i wchodzimy do lasu. Nie trwa to zbyt długo, bo może zaledwie pół kilometra. Co kilka gospodarstw musimy odganiać się od zaciekawionych nami psiaków. Jedne są większe, a inne jeszcze większe, także dość szybko obok nich przechodzimy. 🙂 Cały czas jest ciemno, więc nie robię zdjęć. Aparat siedzi w plecaku. Po około trzech kilometrach dochodzimy do lasu i maszerujemy na sam szczyt granicą ze Słowacją już za szlakiem zielonym. Wspinamy się coraz wyżej i wyżej, aż osiągamy wysokość 1023 m n.p.m. Wspinamy się na wieżę i wschód trwa, ale czekamy na to, aby słońce wyszło zza chmur. Myślałem w drodze, że będą nici z pięknego poranka, a tu miłe zaskoczenie. 

Niestety zachmurzenie jest duże i odległych widoków z wieży nie oglądamy, ale poranek należy do udanych. Zwłaszcza, że w ostatnich dniach nie miałem tyle szczęścia. Im dłużej jesteśmy na górze, to widoki robią się coraz lepsze. Słowackie szczyty i polany wyglądają o wiele lepiej niż nasze. Liczymy, że może Tatry się troszkę odsłonią, ale chyba nic z tego. Eliaszówka znajduje się w paśmie Beskidu Sądeckiego i jest najwyższym szczytem Gór Lubowelskich. W czasie II wojny światowej okolice Eliaszówki były popularnym miejscem przekraczania granicy przez kurierów. Było to kontynuowane również po wojnie. W grudniu 1983 roku polscy wopiści ujęli tutaj trzech młodych Słowaków przemycających w plecakach z Polski wydawnictwa religijne, których drukowanie i posiadanie na Słowacji było zabronione. Po kilkunastu minutach udajemy się w drogę powrotną tym samym szlakiem, ale już z aparatem w ręku. 

Widoki coraz lepsze, dlatego przyjemnie się idzie. Po drodze widzimy te wszystkie piękności, które ominęły nas podczas maszerowania w ciemnościach. Schodzimy do Kosarzysk przed godziną 10. Trasa początkowo jest stroma, ale potem poziomy się wyrównują. Śniegu są niewielkie ilości, miejscami tylko nawiane, także zima również zapomniała o Beskidzie Sądeckim tak jak ostatnio o Gorcach. 

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *