Beskid Sądecki: Z Łomnicy-Zdroju na Halę Łabowską i Halę Pisaną

W pierwszy weekend marca umówiłem się z naszym znajomym Grześkiem na wspólny wypad w Beskid Sądecki. Mieliśmy w sobotę przejść trasę: Łomnica-Zdrój – Hala Łabowska – Hala Pisana – Łomnica-Zdrój, a plan na niedzielę chcieliśmy ustalić podczas podróży. Grzesiek jechał do nas z Wielkopolski, czyli prawie 500 kilometrów na 2 dni tylko po to, żeby wędrować szlakami naszego Beskidu Sądeckiego. Plan na sobotę nie był zbyt ambitny patrząc na kilometry, jednak warunki zimowe i nieprzedeptane trasy sprawiły, że nie byliśmy pewni jak to wszystko wyjdzie ‚w praniu’. Lepiej przejść mniej, a bezpieczniej niż topić się w śniegu po pas. 

Trasa wycieczki 

(na mapie brak ścieżki zielonej, którą schodziliśmy)

Umówiliśmy się, że podjadę pod jego kwaterę w Rytrze i pojedziemy dalej na parking w Łomnicy-Zdroju. Po godzinie 8 jesteśmy już na miejscu. Parking jest jeszcze pusty co mnie nie dziwi, a dalej już wjazdu nie ma ponieważ jest zakaz. Jedynym szlakiem jest tutaj ten koloru niebieskiego i nim będziemy maszerować do samego schroniska na Hali Łabowskiej. Identyczną trasę robiliśmy w sierpniu 2017 roku z Justyną i Dominikiem. Można zobaczyć klikając poniżej i porównać, które warunki są lepsze – letnie czy zimowe.

Beskid Sądecki: Łomnica-Zdrój – Hala Łabowska – Hala Pisana – Łomnica-Zdrój

Idziemy niebieskim szlakiem najpierw po asfalcie, a dalej po drodze szutrowej przykrytej śniegiem. Po drodze mijamy Leśnictwo Łomnica i odbijamy w prawo w stronę potoku Łomniczanka. Czasem można przeoczyć zejście, więc trzeba być czujnym. Dokładnie jest ono po około 30 minutach marszu (2.2 km). Przedostanie się przez potok w zimie stanowi problem, bo nie ma założonych śladów innych ludzi, żadnego mostku, a pod śniegiem i lodem jest woda. W tym momencie przydają się kijki, z którymi przechodzimy na drugą stronę. Kije przydają się także przy ostrym podejściu, które mamy przed sobą. Jest to najostrzejsze podejście w Beskidzie Sądeckim na znakowanym szlaku. Ostatnio mieliśmy pytania jakich kijów trekkingowych używamy, więc mówimy tutaj ogólnie, że takich zwykłych do 40 złotych, które można kupić wszędzie. Przy podejściu przydają się raczki, które ja akurat mam w plecaku i nie chce mi się wyciągać. Stwierdzamy, że lepiej jest tędy wychodzić niż iść na dół. 

Wychodzimy z lasu na pierwszą małą nieoznakowaną polankę i możemy obejrzeć wyłaniające się zza chmur Tatry. Są one słabo widoczne, ale wyżej na Hali Groń powinno już być lepiej. Torujemy drogę miejscami zapadając się po kolana w śniegu. Mimo wszystko idzie się bardzo dobrze i sprawnie. Wchodzimy po raz kolejny do lasu, a następnie na wspomnianą wcześniej Halę Groń z szałasem po lewej stronie. Zatrzymujemy się na chwilę przerwy na końcu polany. 

Najlepsze widoki oglądamy z bezimiennej hali nieco wyżej. Ostatnio jak tędy szliśmy to padał deszcz i nic nie widzieliśmy. Teraz zimowa aura wszystko wynagradza, a nawet oddaje podwójnie. Jak nie ma śniegu to dla rowerzystów wytyczona jest ścieżka trochę poniżej hali i lasu, chyba, że ktoś lubi jeździć po śniegu.

Już prawie jesteśmy na miejscu, bo przed nami Hala Łabowska. Jest to polana w Beskidzie Sądeckim w środkowej części Pasma Jaworzyny. Znajduje się ona w Popradzkim Parku Krajobrazowym. Obszar hali zarasta coraz bardziej i jest to niekorzystne zjawisko z turystycznego punktu widzenia, ale również przyrodniczego. Od 1953 roku stoi tam schronisko PTTK na Hali Łabowskiej, podlegający pod oddział PTTK z Nowego Sącza. Poprowadzony jest tędy czerwony Główny Szlak Beskidzki, biegnący do Rytra lub na Jaworzynę Krynicką. W 1995 roku schronisku nadano imię Władysława Stendery – żołnierza Armii Krajowej. 

Wchodzimy do środka, a tam pusto. Można powiedzieć, że to standard w naszym wykonaniu, bo mamy szczęście do braku osób w budynku. Tak więc cały bufet należy do nas. Możemy jeść i pić wszystko co jest dostępne. Decydujemy się na żurek kiełbasą i jajkiem. Cena 8 złotych, czyli jest ok. W kwestii jedzenia jesteśmy zgodni. Hala Łabowska oferuje najlepsze w całym Beskidzie Sądeckim. W tym obiekcie pracują także najlepsi gospodarze jeśli chodzi o to pasmo górskie.

Po godzinnej przerwie ruszamy w dalszą drogę. Przed nami ponad 10 kilometrów. Zmieniamy szlak na czerwony – Główny Szlak Beskidzki i zmierzamy w stronę Hali Pisanej. To nasz kolejny cel. Szlak jest trochę lepiej przetarty. Mijamy się z turystą z psem, który szedł za naszymi śladami niebieskim szlakiem z Łomnicy-Zdroju. Przy podejściu na Wierch nad Kamieniem trafiamy na największy śnieg tego dnia. Dodatkowo na trasie są powalone drzewa i trzeba wszystko omijać.

Wchodzimy na Halę Barnowską, która jest bardzo długa i obfituje w widoki na Kotlinę Sądecką. Przechodzimy ją bez problemów i spotykamy kolejnych turystów na trasie. Jest to grupka kilku osób, którzy wyszli żółtym szlakiem z Piwnicznej-Zdroju przez Szałasy Jarzębackie, do których zmierzamy. Jak śnieg znika to polana staje się bardzo rozjeżdżona przez sprzęty ściągające drzewa, a także zarasta borówczyskami. 

Wchodzimy do lasku i tak idziemy do Hali Pisanej. Znaki informują, że to jeszcze kilkanaście minut. Żółty szlak skręca do Frycowej, a my dochodzimy na miejsce. Niedaleko szczytu znajduje się pomnik na miejscu śmierci żołnierza AK, Adama Kondolewicza, ps. ‚Błysk’, który zginął tu podczas obławy, zorganizowanej przez gestapo. Wzdłuż szlaku biegnącego halą ciągnie się szpaler limb, zasadzonych tu z polecenia hrabiego Adama Stadnickiego z Nawojowej. Wielka polana, od dawna już nieużytkowana, zarasta stopniowo borówczyskami i lasem.

Dalej Główny Szlak Beskidzki idzie na Cyrlę i schodzi do Rytra, a my skręcamy z kolorem żółtym. Przy znakach spotykamy narciarzy, którzy jadą na Halę Łabowską. W międzyczasie mijamy się jeszcze z parą przewodników beskidzkich. Trasa przed nami jest ubita i założony jest ślad narciarski. Przechodzimy przez trzy atrakcyjne hale: Bukowinę, Jesionową i Szałasy Jarzębackie. Dalej trawersujemy zbocza szczytu Groń i trafiamy na szeroką drogę z płyt. Tam mamy skręcić w lewo do Łomnicy-Zdroju i zejść ścieżką gminną.

Schodzimy w dół, a towarzyszy nam potok Mała Łomniczka. Kawałek możemy sobie skrócić idąc przez las, ale nie polecamy takiego rozwiązania. My je wybraliśmy i potem mieliśmy problem przy przejściu przez potok. W Łominicy-Zdroju po dojściu do drogi głównej skręcamy w lewo i idziemy na parking. To trwa jakieś 10 minut. Po dojściu do samochodu mamy godzinę 14:50 i jedziemy w kierunku Rytra, gdzie zostawiam Grześka, a następnie sam jadę w drogę powrotną do domu. 

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Z górskimi pozdrowieniami!
Angelika i Mateusz :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *