Beskid Sądecki: Świąteczna Przehyba na zimowo

Mówili, że Święta Bożego Narodzenia będą bez śniegu. Mówili, że pogoda nie będzie zachęcała do wyjścia z domu. Tradycyjnie – mylili się. Okazało się, że pierwszy dzień świętowania był śnieżny i piękny, dlatego wyruszyliśmy w Beskid Sądecki na Przehybę. A tam tradycyjnie spotkaliśmy się z bardzo miłym przywitaniem przez gospodarzy schroniska…

Rozpoczynamy świętowanie od Mszy Świętej w Białym Klasztorze w Nowym Sączu o godzinie 6:30, a tuż po niej jedziemy do Gabonia i właśnie stamtąd mamy rozpoczynać wędrówkę na Przehybę. Trasa z Gabonia jest najłatwiejszym sposobem dotarcia do schroniska. Idzie się od ostatniego parkingu cały czas asfaltem pod górę w towarzystwie szlaku narciarskiego koloru pomarańczowego. Na parkingu jest miejsce na kilkanaście samochodów, a oprócz tego jest także miejsce przy drodze. Na Przehybę dojechać można samochodem, ale trzeba mieć na to pozwolenie.

Oprócz nas stał jeszcze jeden samochód. 2 osoby widzieliśmy jak ruszały na trasę, gdy podjechaliśmy. Przy parkingu jest przystanek, na który podjeżdżają autobusy z Nowego Sącza. Już na początku przy szlabanie, spotykamy pomnik upamiętniający wieloletniego gospodarza schroniska na Przehybie – Jana Bielaka. W 1994 roku zginął on tragicznie tutaj zjeżdżając skuterem śnieżnym, nie zauważając zamkniętego szlabanu.

Szlak prowadzi łagodnie pod górę. Z lewej mijamy ujęcie wody pitnej, szałasy i mostek. Na trasie nic ciekawego się nie dzieje. Zaczyna mocniej sypać, co jakiś czas mijamy wiaty turystyczne i tablice informacyjnej ścieżki przyrodniczej. W połowie drogi doganiamy dwójkę wspomnianych turystów.

Po ponad godzinie dochodzimy do szlaku zielonego idącego z Jazowska. Nieco wyżej znajduje się ołtarz polowy i krzesło świętej Kingi. Wokół kamienia znajdują się różnego rodzaju enklawy roślinności i fauny. Ten specyficzny obiekt, miał być miejscem odpoczynku św. Kingi, która wedle legendy w 1285 roku zatrzymała się tutaj podczas ucieczki przed Tatarami. Wychodnie znajdujące się w pobliżu stanowiły miejsca do ukrycia się różnym zbiegom. Obecnie znajduje się tutaj również kaplica z rzeźbą świętej Kingi.

Do schroniska już coraz bliżej, a śniegu coraz więcej. Zaczyna mocniej sypać, a widoki zatrzymują się gdzieś na obrzeżach Kotliny Sądeckiej. Łączymy się ze szlakiem koloru czerwonego, który idzie do Krościenka przez Dzwonkówkę, a dalej ze szlakiem niebieskim biegnącym ze Szczawnicy.

Jest godzina 10:30. Wchodzimy do schroniska myśląc, że nie będzie gdzie usiąść. Okazuje się, że w środku pusto. Ani żywej duszy. Cisza i spokój, czyli zawsze tak samo jak tutaj jesteśmy. Już od połowy drogi mamy w głowie schroniskowy żurek i teraz nasz plan wprowadzamy w życie. Kartka przy okienku mówi nam, że bufet otwarty jest od rana do wieczora, czyli wiemy jedno – pojemy!!! Pukamy, wołamy i nic. Dopiero po chwili wchodzi do kuchni jakaś Pani. Pytamy czy można coś zamówić, ale niestety spotkamy się z niemiłą odpowiedzią. Pani daje nam do zrozumienia, że są święta i nikt nie ma zamiaru gotować w ten dzień, bo jest to jedyny czas, gdy mogą sobie odpocząć, bo codziennie w schronisku pracują na pełnych obrotach. Kartki informującej o takiej sytuacji nie ma żadnej. Jakbyśmy usłyszeli kulturalną odpowiedź to przecież byśmy zrozumieli, że wszyscy chcą sobie odpocząć.

A tak w ogóle… Codziennie tłumy walą do schroniska na Przehybie???

Pani wychodzi z kuchni, a my siadamy na ławkach. Po chwili wraca i pyta się co chcemy zamówić. Bierzemy żurek i bigos do tego. Żurek smaczny. Bigosu natomiast nie polecamy nikomu. Za 12 złotych wymagamy czegoś lepszego. Nie udaje nam się zjeść nawet połowy talerza. Takie same zdanie o bigosie mają turyści, których minęliśmy, bo oni również po nas go zamawiają. W międzyczasie wchodzi osoba śpiąca w schronisku. Dla niego pani jest bardzo miła i z chęcią pyta co chciałby zjeść.

Kolejny raz na Przehybie i kolejny raz świetna atmosfera… Obsługa miła jak zawsze… Kolejne schronisko, które z górskim klimatem ma niewiele wspólnego… Na koniec podbijamy pieczątkę.

Ze schroniska wracamy tym samym szlakiem do Gabonia. Nic szczególnego się nie dzieje. Spotykamy po drodze kilkanaście osób i teraz jest więcej czasu na robienie zdjęć, bo nie sypie i aparat można wyciągnąć z pokrowca. Do Gabonia schodzimy po godzinie 13 i jedziemy do domu dalej świętować.

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Serdecznie zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuTwitterzeGoogle+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentujcie i polecajcie znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Z górskimi pozdrowieniami!
Angelika i Mateusz :)

Jeden komentarz

  1. Przehyba ma pecha do gospodarzy. Albo ciągle ci sami… byliśmy tam 29 grudnia i nocowaliśmy. Bufet otwarty, jedzenie nawet znośne, ale ewidentnie przeszkadzaliśmy panu z okienka, zajętego graniem na laptopie. Aaa, prysznice zamknięte i gdybym przypadkowo nie sprawdził, to zostalibyśmy bez kąpieli. Musiałem pójść po klucz i jeszcze jakaś wredna baba rzuciła, iż mam go zwrócić do 20-tej! Na szczęście potem sami gdzieś zniknęli…

    Niesmak pozostał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *