Beskid Śląski: Gościnne schronisko na Błatniej pełne turystów

Upragniony krótki urlop, który był możliwy dopiero pod koniec pierwszej połowy listopada, w końcu nadszedł. Zaplanowaliśmy 5-dniowy pobyt w Beskidzie Śląskim. Byliśmy tutaj całkiem niedawno, gdy odwiedziliśmy Klimczok. Nie mieliśmy dokładnie sprecyzowanych szczytów, które chcemy zdobyć. Wszystko miało okazać się na miejscu. Noclegu w sumie też szukaliśmy dopiero podczas porannej drogi do Jaworza znajdującego się obok Bielska-Białej.

12.11.2018 | W tym roku z racji setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości dzień 12 listopada był wolny. Wspaniała pogoda sprawiła, że wiele ludzi, zwłaszcza z województwa śląskiego przyjechała w góry. Pierwszą perełką do zdobycia miało być schronisko na Błatniej. Wspomnień zbytnio z tym obiektem nie mamy. Byliśmy tutaj tylko raz w życiu i to przy fatalnej pogodzie. Mimo to zawsze miło mówimy o tym miejscu, bo zjedliśmy w nim bardzo smaczne zupy – pomidorową i żurek. Pamiętamy, że schronisko na Błatniej było wtedy puste. O tym możesz przeczytać tutaj. Tym razem zdecydowaliśmy, że pójdziemy szlakiem, którym jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji maszerować.

Podjeżdżamy do miejscowości Jaworze-Nałęże przed godziną 9 i kierujemy się do kaplicy pod wezwaniem św. Jana Nepomucena. Stajemy na parkingu obok i pakujemy co potrzeba. Za nami przyjeżdża wiele samochodów i zatrzymuje się kilkadziesiąt metrów dalej na obszernym, darmowym parkingu. Najpierw ruszamy czerwonym szlakiem. Kierując się za asfaltem mijamy wspomniany duży parking po lewej stronie, a za jakiś czas skręcamy w prawo. Jest wiele znaków, więc nie martw się, skręcisz dobrze. Wiele osób szło przed nami i za nami, ale mieliśmy wrażenie, że każdy poszedł szybszym wariantem.

Po pewnej chwili dochodzimy do Przełęczy pod Zebrzydką 621 m n.p.m. Tam dołącza do nas zielony szlak z Górek Wielkich, którym można zdobyć Zebrzydkę 577m n.p.m. My natomiast kierujemy się póki co na południe. Obchodzimy szczyt Łazek 713 m n.p.m. po jego wschodnim zboczu. Niestety nie prowadzi na niego żaden znakowany szlak. Wędrujemy piękną szeroką drogą. Tak wygląda większość naszej trasy. Jak pojawi się rozejście dwóch dróg to należy wybrać tę po prawej. Od czasu do czasu zauważamy po naszej lewej stronie drogę, którą będziemy wracać. Mamy w planach powrót Szlakiem Szklanym „S”.

Docieramy w okolice szczytu Czupel 746 m n.p.m. jednak nie zauważamy żadnej tabliczki. Przychodzi tutaj Szlak Myśliwski z Brennej-Spalonej. Od tego momentu dzieli nas odcinek mierzący blisko trzy kilometry, idealny przed dotarciem do naszego celu, a to dlatego, że od czasu do czasu przechodzimy przez otwarty teren i mamy co jakiś czas widoki. Przechodzimy przez szczyt Mały Cisowy 829 m n.p.m., gdzie znajduje się punkt widokowy. Dalej zmierzamy już na Wielką Cisową 878 m n.p.m. Za kilka chwil przychodzi do nas Szlak Harcerski „H”, którym też można wrócić do miejsca, gdzie startowaliśmy, czyli do kaplicy pod wezwaniem Jana Nepomucena w miejscowości Jaworze.

Dołącza do nas szlak zielony z Brennej. Wędrujemy wraz z nimi do Schroniska PTTK na Błatniej. Tam jemy pyszny żureczek. W tym dniu na Błatniej jest istne urwanie głowy. Tłumy ludzi, kolejki do kasy ciągnące się po kilkanaście osób. Wszystkie stoliki prawie zajęte. My z racji tego, że jesteśmy w trójkę wraz z Mają musimy być w środku. Chcemy ją tutaj spokojnie nakarmić, przewinąć i troszkę osuszyć. Pomimo pogody i temperatury na zewnątrz, wraz z tatusiem potrafią mieć mokre podkoszulki. Maja jest takim małym grzejniczkiem i w sumie tatuś dla córeczki też. Im nigdy nie będzie zimno, jak będą trzymać się tak blisko siebie (w chuście). 

Zbieramy się powoli i najpierw kierujemy za żółtymi znakami, aby dojść do naszego Szlaku Szklanego. Na Siodle pod Przykrą farby żółte i niebieskie rozchodzą się. My kierujemy się dalej za żółtymi szlakami. Za drugimi można zdobyć szczyt Przykra 824 m n.p.m. i dojść aż do Doliny Wapienicy. W międzyczasie można obejrzeć dalekie widoki na miasto Bielsko-Biała.

Idąc w lewo po chwili spotykamy szlak „S” i nim schodzimy w dół. Na tym odcinku spotykamy kilka osób, bo na poprzednich nie nadążyliśmy liczyć. Ale w sumie po co? Są lepsze rzeczy do roboty. 🙂 Po prostu było ich sporo. Jeśli chodzi o samo zejście to nie jest jakoś specjalnie atrakcyjne. Na początku są zakręty. Zbocze jest dość mocno nachylone, a następnie delikatnie łagodnieje. Ostatecznie od połowy wędruje się ubitą drogą i asfaltem do parkingu. W połowie trzeba przejść po kamieniach nad potokiem Jasionka. Po kilku godzinach jesteśmy na dole. Pogoda cały czas się nie zmienia. Jest pięknie.

Kwaterę mamy zarezerwowaną w Wiśle i właśnie do niej jedziemy. Przez cały tydzień będziemy nocować w Agroturystyce Aleksandra. Podsumowując już na początku ten obiekt to możemy stwierdzić, że: pokoje i łazienka czyste. W pokoju 2 łóżka – mniejsze i małżeńskie, duża szafa, do której można schować rzeczy, lodówka, TV i WIFI dobrze działające. Aneks kuchenny bardzo ubogi. Brak możliwości gotowania, bo jest tylko mikrofala i czajnik. Plus za darmową herbatę oraz dodatkowo ręczniki w pokoju. To zdarza się w kwaterach bardzo rzadko. Bardzo dziękujemy gospodyni za udostępnienie kuchenki do gotowania obiadów dla dziecka. Brakuje w kuchni nawet małej kuchenki na 2 palniki do przygotowania własnych posiłków. Lokalizacja dla nas nie odgrywała większego znaczenia, ponieważ wszędzie jeździliśmy samochodem. Uciążliwy był uliczny hałas, gdy otwierało się okno. Przy zamkniętym było OK. Przed domem duży zamykany na noc parking oraz kosz na śmieci przy schodach, opróżniany bardzo często. O porządek gospodarze bardzo dbają. 🙂 Ogólnie polecamy.

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl oraz wsparcia naszej pracy. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *