Beskid Wyspowy: Lubień – Kamionka – Patryja – Łysina – Lubomir

Beskid Wyspowy: Lubień – Kamionka – Patryja – Łysina – Lubomir

Pierwsza wycieczka w 2017 roku. Żadnych konkretnych planów na wycieczki w 2017 roku jeszcze nie mamy, więc wybieramy te szlaki, którymi jeszcze nie maszerowaliśmy. Chcemy odkryć nowe trasy i pokazać Wam je tutaj na naszym blogu. Nowy, 2017 rok rozpoczynamy w Beskidzie Wyspowym na szlaku Lubień – Kamionka – Patryja – Łysina – Lubomir. Lubomir i obserwatorium astronomiczne są naszym miejscem docelowym. 

Z domu wyjeżdżamy po godzinie 6. Chcemy zdążyć na Mszę Świętą do Tenczyna na 7:30. Potem już o 8:30 przejeżdżamy do Lubnia i zatrzymujemy się na kościelnym parkingu. Tam zaczynamy naszą noworoczną wędrówkę. Kościół, przy którym się znajdujemy jest kościołem parafialnym pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela. Przed wojną mieszkańcy chodzili do drewnianego, zabytkowego kościółka. 4 września 1939 roku wojska niemieckie spaliły pół wsi, kościół i plebanię. Po wojnie dzięki pomocy mieszkańców zbudowano nowy obiekt. Z tego miejsca rozpoczyna się szlak czarny na Mały Szczebel, Szczebel i szlak żółty na Zębolową i Łysinę.

Trasa naszej wycieczki wygląda tak:

Lubień szlak Kamionka szlak Patryja szlak Łysina szlak Szlak czerwony Lubomir Szlak czerwony szlak Łysina szlak Patryja szlak Kamionka szlak Lubień

Długość: 25 kilometrów
Czas wycieczki: 7g:48m:52s
Suma podejść: 890 m
Suma zejść: 890 m
Trasa w GPS: kliknij

Kościół Jana Chrzciciela w Lubniu

Parking przy kościele

Rozpoczynamy krótkim marszem po asfalcie. Przecinamy zakopiankę, czyli popularną drogę Kraków – Zakopane, na której nie ma za dużo samochodów. Gorzej będzie pewnie wieczorem jak wszyscy będą wracać po długim weekendzie. Potem za przystankiem skręcamy w lewo i dochodzimy do boiska piłkarskiego i mostu nad rzeką Raba, która jest dopływem Wisły.

Przechodzimy przez niego i dobrze oznaczonym szlakiem kontynuujemy podróż. Od początku strasznie kręci, to w lewo, to znowu w prawo. Opuszczamy asfalt, ostatnie zabudowania i wchodzimy na śliską drogę. Sposobem na bezpiecznie przejście jest albo poboczem, albo środkiem po wystających kamieniach.

Wychodzimy na pierwszą widokową polankę i z lewej strony dostrzegamy Klimasa, Golca i Zębolową. Trzy wierzchołki mierzące ponad 800 m n.p.m. górują nad miejscowościami. Okazuje się, że Klimas, Golec i Zębolowa to jedna góra, ale nazwana inaczej przez mieszkańców poszczególnych wiosek. Mieszkańcy Łętowni nazywają ją Zębolową, mieszkańcy Tokarni Golcem, zaś mieszkańcy Krzczonowa, Lubnia, Krzeczowa i Tenczyna Klimasem. Nazwa Zębolowa pochodzi od roli Zębolowej, Golec od tego, że kiedyś stoki były tutaj gołe, a nazwa Klimas prawdopodobnie od dość częstego w Lubniu nazwiska Klimas.

Spojrzenie na Zębolową

Po pierwszych widokach wchodzimy do lasu i przez dłuższy okres go nie opuszczamy. W nim jest jeszcze ponuro i szaro. Zanim na dobre wstanie słońce to kilka minut upłynie. W lesie mamy kilka ostrzejszych podejść, zwłaszcza na początku. Potem trasa łagodnieje i prowadzi przez Kozielec i Kamionkę. Na drugim szczycie znajduje się papierowe oznaczenie szczytu. Według niego szczyt mierzy 595 m n.p.m., a według mapy i innych źródeł 620 m n.p.m.

Za Kamionką schodzimy lekko w dół i wychodzimy znowu na widokowe polany. Na jednej z nich przy wzniesieniu bez nazwy o wysokości 595 m n.p.m. robimy kilka chwil przerwy. Obok nas stoi piękna kapliczka, a przed nami otwierają się widoki na Szczebel i Śnieżnicę. Być może to wzniesienie to drugi wierzchołek Kamionki i ktoś źle zawiesił oznaczenie.

Idziemy teraz w towarzystwie pól uprawnych. Droga między nimi wskazuje granicę i przez nią biegnie też szlak żółty. Spotykamy tam miejscowych, którzy wyszli na spacer. Życzymy sobie wszystkiego dobrego w nowym roku. Dochodzimy do drogi asfaltowej prowadzącej do ostatnich gospodarstw w przysiółku Brzany. Według mapy powinna się tutaj znajdować jakaś tabliczka z napisanym czasem. Przeszliśmy już 6.3 km w czasie 2 godziny i 25 minut. Tym asfaltem wychodzimy pod górę i obracamy się, żeby dojrzeć Tatry.

Z tego miejsca zaczyna się konkretne podejście. Z prawej strony powinny znajdować się gdzieś okopy rosyjskie z 1914 roku, a z lewej kapliczka świętego Bernarda. Trasa wiedzie cały czas między drzewami i tylko czasem pojawią nam się jakieś widoki. Tak jest właśnie pod szczytem Patryja. Tam mamy okazję zobaczenia Śnieżnicy, Ćwilina i zboczy Szczebla.

Kapliczka świętego Bernarda

Osiągamy Przełęcz Weska i już widzimy pasmo Lubomira i Łysiny. Wyrasta przed nami tak nagle, że początkowo można zastanowić się co to za góra. W jednym miejscu, w okolicy przełęczy znajdziemy ławki, żeby sobie odpocząć. Tak to musimy liczyć na jakieś pniaki, ścięte drzewa, których tutaj nie brakuje czy karimatę. Przecinamy szeroką drogę gruntową i zaczyna się robić biało. W tym miejscu śnieg jeszcze nie stopniał i las zmienił całkowicie wygląda. Do tej pory było typowo jesiennie, a teraz już zimowo, czyli tak jak ma być.

Dochodzimy do koloru czerwonego i zdobywamy Łysinę. Szlak czerwony to Mały Szlak Beskidzki, którym wędrowaliśmy w 2014 roku. 137 kilometrów przeszliśmy wtedy w ciągu 5 dni. Skręcamy w prawo na Lubomir. Do niego tylko kilometr drogi. Tutaj turystów już nieco więcej. Wiele osób wychodzi na Lubomir od strony Przełęczy Jaworzyce, czyli najkrótszym wariantem i schodzi przez Łysinę do schroniska na Kudłaczach. Gdzieś między drzewami udaje się dostrzec Tatry. Po około 13 kilometrach i ponad 4 godzinach drogi zdobywamy najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego(według autorów Korony Gór Polskich) znajdującego się w Beskidzie Wyspowym(według regionalizacji Polski Jerzego Kondrackiego). Jako tako szczyt leży w obrębie Beskidu Wyspowego.

 

Obserwatorium astronomiczne tradycyjnie jest zamknięte, także po raz trzeci tam nie wchodzimy. Jeszcze dzień wcześniej rozmawialiśmy na Gorcu Troszackim z naszymi nowymi znajomymi o Lubomirze i oni też mówili, że obserwatorium zawsze było zamknięte jak tutaj byli. Nie wiem jak to było u Was? Nazwa szczytu pochodzi od nazwiska księcia Kazimierza Lubomirskiego. Nadano ją w 1932 roku w uznaniu jego zasług. W 1922 ofiarował domek myśliwski i 10 ha lasu na szczycie zwanym wówczas Łysiną, pod budowę obserwatorium astronomicznego. Na szczycie jest okazja do otwarcia szampana i świętowania rozpoczęcie kolejnego roku.

Na Lubomirze nie jesteśmy długo, bo zaczyna robić się zimno i jest dość późno. Na chwilę zatrzymujemy się jeszcze w jednym miejscu widokowym, z którego dobrze widać pobliskie górki. Są tam też ławki do odpoczynku.

Wracamy tym samym szlakiem żółtym. Teraz idziemy prawie cały czas w dół. Do pokonania tyle samo kilometrów. Pod koniec trasy mamy okazję do podziwiania zachodu słońca. Na pewno są jakieś plusy późnego wracania, bo można zobaczyć góry w różnych kolorach. W plecakach mamy latarki, więc jesteśmy zabezpieczeni przed ewentualnym zmrokiem.

Do Lubnia schodzimy w ciągu 3 godzin. Jest po godzinie 16, a na niebie pojawia się księżyc. Udaje się zrobić zdjęcie ukazujące gwiazdę, księżyc i wieżę kościoła parafialnego.

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Serdecznie zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na Facebooku, InstagramieTwitterzeGoogle+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Z górskimi pozdrowieniami!
Angelika i Mateusz :)

2 thoughts on “Beskid Wyspowy: Lubień – Kamionka – Patryja – Łysina – Lubomir

  1. Szukałem opisu szlaku z Lubnia na Lubomir, pomyślałem sobie, że pewnie u Was go znajdę. No i się nie zawiodłem. Dzięki za fajną robotę i pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress