Beskid Wyspowy: Miejska Góra i Łysa Góra z atrakcjami

Z powodu niepewnej pogody, która roztaczała się nad Beskidem Wyspowym, zrezygnowaliśmy z wyjścia na najwyższy szczyt pasma – Mogielicę i wybraliśmy się na krótką wycieczkę na Miejską Górę i Łysą Górę. Dwie beskidzkie wyspy, które znajdują się nad Limanową to najbardziej popularne miejsca w okolicy, a co za tym idzie są bardzo chętnie odwiedzane przez mieszkańców, a także przyjeżdżających tutaj turystów.

Jest 26.07.2018 – czwartkowy dzień wita nas promieniami słońca, które za oknem opadają na okazałą jabłoń i kilka świerków. Chociaż w najbliższych godzinach ta piękna pogoda ma się zmienić to chcemy wykorzystać te kilka godzin i ruszyć na szlak. Termos, pieluchy, butelka, jedzenie, itp. To wszystko musi znaleźć się na wyposażeniu naszego 35-litrowego, niebieskiego plecaka. Kilka minut zajmuje nam przygotowanie się do wyjścia. Jedziemy 30 minut do Mordarki obok Limanowej i podjeżdżamy pod dolną stację wyciągu narciarskiego „Limanowa Ski”. Bezpiecznie można zaparkować w wyznaczonym miejscu przed mapą Beskidu Wyspowego.

Kolejne kilka minut zajmuje nam uporanie się opuszczeniem samochodu. Słońce powoli znika, a pojawiają się chmury, z których nic dobrego nie będzie. Pobliskie szczyty zostają skąpane w bieli, co oznacza, że widoków na szlaku ciężko będzie szukać. Ruszamy drogą w kierunku Miejskiej Góry. Za nami zostawiamy Sałasz Wschodzi i Zachodni, a z prawej strony Sarczyn, Groń i Dzielec. Tuż za nami idą grzybiarze, którzy obawiają się konkurencji, jednak gdy widzą, że nastawieni jesteśmy na górski spacer to oddychają spokojnie. Mijają nas z uśmiechem i wchodzą do lasu nieoznakowaną drogą. Tereny, na których się znajdujemy mimo swojego położenia są gęsto zaludnione. Spokojnie możemy zliczyć tutaj kilkadziesiąt domów. 

Wchodzimy do lasu ze szlakiem niebieskim. Przechodzimy pod wyciągiem narciarskim i obok schodów, które prowadzą bezpośrednio na grzbiet Łysej Góry. Podchodzimy dość ostro pod górę po śliskich kamieniach. Ostatnie powodzie zniszczyły drogę robiąc szerokie potoki. Wychodzimy na prostą i kilka minut potrzebujemy, żeby dotrzeć do kapliczek. Krzyżujemy się ze szlakiem żółtym po raz pierwszy i za chwilę po raz drugi. Odbijamy w prawo na wąską ale wydeptaną ścieżynkę i zbliżamy się do Miejskiej Góry. Przechodzimy pod znakiem informującym o zakazie wjazdu i koło drewnianej stodoły. Ostatnie ostre podejście i jesteśmy już pod limanowskim krzyżem. Robi wrażenie swoją wielkością. Szkoda, że o wrażeniu nie możemy powiedzieć patrząc w kierunku widoków. Limanowskie ulice wydają się jeszcze całe wyludnione, ale przecież już jest po godzinie 8. 

Krzyż górujący nad Limanową został zbudowany w latach 1997?1999 z inicjatywy komitetu społecznego, kierowanego przez Ryszarda Kulmę. Krzyż ma wysokość 37 metrów, rozpiętość ramion 13 m, a w momencie wybudowania był największym krzyżem w Polsce. Jego konstrukcja jest dwuczęściowa. Dolna część, wsparta na czterech nogach-podporach, ma wysokość 9 m, jest żelbetowa, a w połowie jej wysokości znajduje się kolisty taras widokowy. Górna część to stalowa konstrukcja kratownicowa o wysokości 28 m. Cała konstrukcja ma masę 350 ton. Projektantem krzyża był limanowski architekt Leszek Pilawski.

Z Miejskiej Góry za szlakiem żółtym idziemy w kierunku Łysej Góry. Ścieżka zmienia się w szeroką drogę i prowadzi nas cały czas pod górę. Wracamy wspomnieniami do naszych ostatnich wizyt tutaj i okazuje się, że niewiele zapadło nam w pamięci. Na Miejskiej Górze byliśmy raz i to w 2012 roku, a na Łysej Górze jeszcze nigdy, także odkryjemy dla nas to nieznane miejsce. 

Przecinamy szlak niebieski i zaczynamy podejście na szczyt. Chwilę prosto pod górę, za chwilę jakiś zakos. Trzeba przyznać, że jest ostro. Dobrze, że jeszcze chłodno, bo spocić się można. Osiągamy wierzchołek Łysej Góry, który jak widać na zdjęciach nie jest zbyt atrakcyjny. Ze szczytem związane są legendy. Według jednej z nich w Niedzielę Palmową na jej szczycie diabeł suszy pieniądze, które trzyma ukryte w jaskini. Według innej legendy istniała tutaj dawniej w miejscach o nazwie „Karczmisko” i „Kościelisko” osada, która zapadła się pod ziemią. Była to kara za złe prowadzenie się jej mieszkańców. Legendy te mogą mieć swoje wytłumaczenie w niezbadanej jeszcze szczelinie pęknięcia tektonicznego przebiegającego przez cały garb Łysej Góry.

Mijamy górną stację wyciągu „Limanowa Ski” i idziemy w kierunku restauracji „Stacja Pstrąga”. Otwarta jest od poniedziałku do piątku, w godzinach 13:00 do 19:00 i w weekend od 13:00 do 20:00. Obiekt z początku wygląda na zwykły budynek z ławkami przed wejściem. Dopiero po podejściu bliżej możemy ulec urokowi tego miejsca. Chmury powoli ustępują co sprawia, że widoki poprawiają się. My chodzimy od jednego miejsca do drugiego. Właściciel restauracji musi mieć sporą wyobraźnie tworząc taki mini park rozrywki dla odwiedzających. 

Chwilę tam zostajemy, bo musimy dokładnie obejrzeć co tam jest. Jak widać miejsce przyciąga uwagę. Można dotrzeć samochodem lub schodami, którymi teraz my schodzimy w stronę dolnej stacji kolejki. Jest bardzo stromo, dlatego idąc od dołu można stwierdzić, że konieczne są ruchome schody. Właśnie na ten cel stworzono skarbonkę, do której można wrzucić kilka złotych. 🙂 Po około trzech godzinach dochodzimy do samochodu. Na szczęście nie padało i udało się przejść te kilka kilometrów w spokoju. 

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl, a także wsparcia naszej pracy. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Jeden komentarz

  1. Cześć.

    Czytam Wasz blog od czasu do czasu, szczególnie jak nie mam własnego pomysłu na wyprawę. Naprawdę rzeczowe opisy przebytych tras poparte świetnymi zdjęciami. I wiem co piszę, bo chodzę tymi szlakami co Wy, choć nie tak często.

    Nie raz układam trasę według waszych opisów. Jest jednak coś, co mnie szczególnie cieszy. Otóż to, że podajecie miejsce, gdzie zaparkowaliście samochód przed daną wyprawą. Za to szczególnie (oczywiście za całą resztę też) Wam dziękuję!

    Do zobaczenia na szlaku. Waldek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *