Beskid Żywiecki: Rajcza – Hala Studzionka – Hala Redykalna – Rajcza

Beskid Żywiecki: Rajcza – Hala Studzionka – Hala Redykalna – Rajcza

Nasze plany skierowane były tym razem na Beskid Śląski i sąsiedni Beskid Żywiecki i właśnie w tym drugim spędziliśmy 3 dni, a w pierwszym zaledwie 1. Kto obserwuje nasze poczynania na fan page na Facebooku to wie, że trafiliśmy przez te cztery dni do krainy bajkowej, zjawiskowej i magicznej. Zacznijmy jednak od sobotniego dnia, gdy trafiliśmy do Ujsół i dnia niedzielnego, gdy ruszyliśmy z Rajczy na Halę Studzionka i nieco bardziej znaną – Halę Redykalną.

Na początku jednak mała informacja. Cały czas można obserwować nas nie mając konta na portalu społecznościowym jakim jest Facebook. Nawet w tej chwili wystarczy nacisnąć na ten link i oglądać nas w nieco innej odsłonie, gdzie zamieszczamy przede wszystkim zdjęcia – [https://www.facebook.com/mynaszlaku/]. Wracamy jednak do długiego weekendu, który rozpoczął się dla nas dopiero 12 listopada. 11 listopada wyjątkowo spędzony w pracy, a w minionych latach na szlaku. Sobota nie była dla nas jednak typowo górska, mieliśmy obowiązki, ważne wyjazdy, odwiedziliśmy babcię w Katowicach, a potem przenieśliśmy się na nocleg do Pani Ewy do Ujsół. Już drugi raz w tym roku u niej jesteśmy. Przywitała nas jak zawsze bardzo ciepło. U niej w domu wszystkie pokoje były zajęte, ale tylko do niedzieli, potem pusto i jakaś wycieczka szkolna. Przyjechaliśmy w sobotę po 19:00 w eleganckich ubraniach, a wyszliśmy w niedzielny poranek w ubiorze górskim, naszym ulubionym. Miejsca, które mieliśmy odwiedzić przez te kilka dni nie były do końca sprecyzowane. Chcieliśmy iść takimi szlakami, których jeszcze nie znamy, żeby zobaczyć coś nowego, mniej uczęszczanego. Pogoda nie zachęcała. W niższych partiach mżawka, wyżej śnieg. Ważnym było jednak to, że znowu stawialiśmy kroki po górskim szlaku. Wybiła godzina 6:45, dlatego zebraliśmy się i wyruszyliśmy do Rajczy na niedzielną Mszę Świętą. Kościół znajduje się tam przy rynku, gdzie wszystkie sklepy, gmina czy szkoła. Samochód zostawiliśmy właśnie przed gminą. W tygodniu ciężko o miejsce, ponieważ przyjmowani są mieszkańcy i pracownicy też muszą się gdzieś zatrzymać. Po 8 ruszyliśmy drogą główną do niebieskiego szlaku, który rozpoczynał się przy stacji kolejowej. Tam również początek bierze kolor żółty, którym potem mieliśmy wracać.

Parking w Rajczy

Oczywiście nasz samochód na powyższym zdjęciu Angelika wykonała z gorszego profilu, ponieważ bez jednego kołpaka, którego od zawsze nam brakowało. Zanim dotarliśmy do niebieskiego koloru, to spotkaliśmy szlak żółty i stałych bywalców osiedlowego sklepu, którzy od samego ranka okupowali ośnieżoną ławeczkę. Z niebieskim szlakiem jest tak, że łatwo przegapić odejście. Po tym jak odejdzie droga w lewo do stacji kolejowej, to jakieś 200 metrów dalej skręcamy w prawo. Idziemy w towarzystwie Białego Potoku, przez dłuższy czas. Stąpamy po kamiennych płytach, dość stromo pod górę. Tam wyżej jeszcze ktoś mieszka. Pani z pieskiem przynosi popiół i posypuje drogę, bo ciężko będzie wyjechać. Od razu wspominamy nasz wyjazd na Obidzę w Beskidzie Sądeckim, gdy w połowie góry musieliśmy cofać, bo ślisko. Zanim jednak rozkręcimy się z wędrówką na dobre, zobaczcie na naszą trasę:

Rajcza Szlak niebieski Hala Cukiernica Niżna(szałas) – szlak narciarski do czarnego – Szlak czarny Hala Redykalna szlak Chata na Zagroniu szlak Rajcza / 13.11.2016, 17 km, w górę 740 m, w dół 730 m.

Droga pod górę

Widoki zasłonięte były przez chmury i padający śnieg. Dookoła było biało i naprawdę listopadowy puch robił wrażenie. Minęliśmy ostatnie domy i weszliśmy na leśną ścieżkę, która wydeptana była przez kilka idących tutaj wcześniej osób. Musieli iść tutaj dzień wcześniej, ponieważ świeże ślady to nie były. Jedno jest pewne, dobrze, że przeszły to chociaż nie musieliśmy się męczyć po całkiem sporym śniegu.

Idziemy jeszcze po płytach

Schodzimy lekko w dół, ostrożnie przekraczamy Biały Potok i stromo podchodzimy pod górę. Trzeba uważać, żeby nie trafić na miejsce, przez które możemy wpaść do wody. Pod nogami słychać tylko jej szmer. Droga pod górę wyprowadza nas do przysiółka Sarnówka i naszym oczom ukazują się ostatnie gospodarstwa, te bardziej drewniane i samotne, chociaż zamieszkane.

Ostre podejście od Białego Potoku

Nasza droga przez następnych kilkadziesiąt minut wiedzie przez las. Niby zwykły las Beskidu Żywieckiego, ale od razu przekonujemy się, że jest w nim coś wyjątkowego. O jego „inności” możecie przekonać się patrząc na zdjęcia poniżej. Zazdrość nas zżera, że mieszkańcy tutaj mają swoje domy w krainie czarów. Nie zapominamy o wspólnym słodkim zdjęciu do celów archiwalnych. Zobaczcie na nasze czapusie. 😉 Czyż nie są piękne? To są właśnie mynaszlakowe czapki. Idąc tym niekończącym się lasem, nie spodziewaliśmy się, że pojawi się nad nami słońce i błękitne niebo.

My 😛
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Dłuższe maszerowanie lasem zakończyło się, gdy ujrzeliśmy wiatę turystyczną i przyszła nam ochota na śniadanie. Już późna godzina, bo po 10, dlatego najwyższy czas, żeby coś zjeść. Słysząc hałasy w pobliżu Hali Boraczej od razu zrezygnowaliśmy z marszu w jej kierunku. Będziemy tam w kolejnych dniach. Tak w ogóle to znaleźliśmy się w miejscu, które już może być znane większości turystom. Na lewo Hala Boracza i schronisko, na prawo droga na Redykalny Wierch, Halę Lipowską i Rysiankę. Dobrze, że ogrzaliśmy się nieco podczas długiego marszu, to jak siedliśmy w szałasie to chociaż nie było nam zimno. Rękawiczki pod tyłek, cudne widoki przez lekko uchylone drzwi, ciepła herbata, bułka z dnia poprzedniego. Śniadanie mistrzów. 😉

Droga na Halę Boraczą
Po prawej szałas, w którym się ulokujemy
Przy śniadanku
Cudowne widoki

Czapki mamy całe zamarznięte. Rano były 3 stopnie poniżej zera. Na Wielkiej Raczy ktoś dał informację, że jest 9 kresek poniżej zera. Faktycznie zimno jak na listopad. U nas pewnie jest -6,-7. Uczucie zimna na pewno potęguje lekki wiaterek. Jemy co mamy i ruszamy dalej. Zamiast iść z kolorem niebieskim do węzła szlaków, to zaraz za szałasem skręcamy w prawo pod górę. Tam szlak narciarski doprowadza nas do czarnego, którym kolejno idziemy. A po drodze w iście zimowych warunkach zdobywamy szczyt mierzący 998 m n.p.m. bez żadnej nazwy. Satysfakcja jest. 🙂

Do góry szlakiem narciarskim
Im wyżej tym śniegu więcej
Przy Hali Studzionka
Hala Redykalna

Dołączamy do czarnego szlaku, mijamy po drodze Halę Studzionka. Wędrówka szlakiem koloru czarnego jest krótka, prosta, łatwa i przyjemna. Mijamy po drodze dwójkę turystów idących z przeciwka, a w oddali już słychać głosy jakiejś wycieczki, która właśnie zdobyła Halę Redykalną i zmierza w naszym kierunku. My już jesteśmy przy tabliczkach i wypatrujemy szlaku żółtego, którym będziemy spokojnie schodzić do Rajczy. Nie czekamy za długo, zwłaszcza, że śnieg nas nie rozpieszcza i schodzimy w dół. Drugi raz idziemy tym szlakiem. Doszliśmy za pierwszym razem do Zapolanki i skręciliśmy asfaltem do Złatnej. Zapolanka według przeciętnego turysty to bardzo urokliwy przysiółek utulony zimową szatą, pięknymi kolorami. „Ochy, achy” bardzo wskazane, domek w górach – marzenie. Natomiast według mieszkańca tego miejsca, oprócz tego, że faktycznie jest tutaj pięknie „to weź tu kuźwa autem wyjedź cwaniaku”. 😀 W górnej części przysiółka znajduje się prywatna bacówka o nazwie „Chata Zapolanka”.

Droga do Rajczy
Na szlaku
Żółty szlak
www.mynaszlaku.pl
Przysiółek Zapolanka
Zapolanka

Mijamy Zapolankę i schodzimy coraz niżej. Tutaj już nikogo nie spotkamy, po tym jak przed chwilą minął nas pies. Ścieżka w niektórych miejscach jest bardzo stroma i śliska. Na słupie zauważamy tabliczkę. Do Rajczy, gdzie idziemy niewiele ponad godzina. Na drodze mamy odejście do Chaty na Zagroniu. Nie idziemy tam jednak. Według kalendarza zamieszczonego na stronie chatki wiemy, że od 11-13 listopada budynek jest zarezerwowany na spotkanie pokoleń kołowych. Chatka oferuje 40 miejsc noclegowych w warunkach turystycznych, bezpłatny wrzątek lub herbatę, wyposażoną kuchnię i salon, miejsce na ognisko przed chatą, kominek w salonie. To wszystkie za 12 złotych, lub 7 złotych w namiocie własnym. Od lipca do września otwarta jest bez przerwy, natomiast w pozostałe miesiące w niemal każde weekendy. O chacie możecie przeczytać na ich stronie [Chata studencka na Zagroniu].

Chata na Zagroniu / www.chatanazagroniu.pl

Schodzimy niżej i dochodzimy do asfaltu, przy którym znajduje się kapliczka, nieco niżej większa kaplica, w której co niedzielę o godzinie 11:00 odbywa się Msza Święta. Ta część Rajczy nazywa się Nickulina. Maszerujemy teraz po asfalcie kilkanaście minut. Dochodzimy do drogi głównej i skręcamy w lewo w stronę rynku. Oboje przyznajemy, że lepiej najpierw było iść niebieskim szlakiem. Po godzinie 15 wracamy do kwatery, robimy pyszne jedzonko. Odpoczywamy i wspominamy świetną wędrówkę. Nie możemy doczekać się kolejnego dnia.

Kapliczka przy odejściu szlaku

Dziękujemy za przeczytanie. Serdecznie zachęcamy do odwiedzin naszych stron na FacebookuTwitterzeGoogle+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentujcie i polecajcie znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Z górskimi pozdrowieniami!
Angelika i Mateusz :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress