Beskid Żywiecki: Do trzech razy Babia… A miało być tak pięknie, czyli Babia Góra i mroczny „wschód słońca”

Beskid Żywiecki: Do trzech razy Babia… A miało być tak pięknie, czyli Babia Góra i mroczny „wschód słońca”

Do trzech razy Babia... A miało być tak pięknie, czyli Babia Góra i mroczny "wschód słońca"

Co zapowiadają? Słońce… To jedziemy!!! Tak mniej więcej wyglądały nasze pierwsze rozmowy na temat dzisiejszego babiogórskiego wschodu słońca na Diablaku. Miało być pięknie, miało być cudownie, widokowo, beskidzko, tatrzańsko i tak dalej, i tak dalej. Było oczywiście! Może nie wszystko ułożyło się zgodnie z planem, jednak mimo wszystko warto było odwiedzić po raz kolejny najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego, czyli Królową Beskidów – Babią Górę.

Wczoraj położyliśmy się spać po godzinie 22:00. 2 godziny snu i pobudka około północy. Szybkie pakowanie ostatnich potrzebnych rzeczy, robienie herbatki do 2 termosów, szykowanie kanapek z szynką i ostatnie myśli czy wszystko wzięliśmy. Godzina 00:15 wychodzimy z domu i ładujemy się do chłodnego auta. Temperatura wskazuje -8 stopni. Tak jest tutaj, a jak będzie na Babiej Górze? Tam może jeszcze wiać… Jedziemy spokojnie około 120 kilometrów na Przełęcz Krowiarki. Cały czas sypie śnieg i zima powoli przymierza się do zaskoczenia drogowców. Więcej niż 70 km/h nie pojedzie, bo ślisko jak cholera. Zmieniamy drogę i nie jedziemy przez Zawoję tylko od drugiej strony od Zubrzycy. Okazuje się, że jest szybciej i droga lepsza. W Rabce-Zdroju wystarczy pojechać na Chyżne, a nie Wadowice. Przyjeżdżamy na parking na przełęczy około godziny 3:00.  Temperatura -15 napawa nas ogromnym optymizmem. Najwyżej nam dupska wymrozi – nic strasznego! Już wcześniej przygotowaliśmy się do podróży pakując wszystko w garażu. Teraz tylko plecak na plecy i w drogę. Ruszamy po 3 ze słabo odgarniętego parkingu. Auta z niskim spodem nawet by tutaj nie wjechały, bo tak pług odśnieżył, że oczywiście zasypał wjazd. Dobrze, że dzień wcześniej ktoś wjeżdżał. W drogę! Oczywiście wybieramy szlak czerwony na Babią Górę – 2.30 h. No tak – szóste wyjście na Babią Górę i szósty raz wychodzimy tym samym szlakiem. Najdziwniejsze jest to, że jeszcze nam się nie znudził. No może podejście na Sokolicę (1367 m n.p.m.)  jest nudnawe, bo trochę się ciągnie. Warto dodać, że buduje się na Przełęczy Krowiarki schronisko, na które dyrektor Babiogórskiego Parku Narodowego wydał sam sobie pozwolenie. Niedawno pisały o tym wszystkie media i była to jakaś afera. Teraz to przycichło, a budynek cały czas prezentuje się coraz bardziej okazale. Tak jak przewidywaliśmy ścieżka jest dobrze wydeptana. Dużo ludzi tutaj chodzi. W babiogórskim lesie panuje cisza. Takiej ciszy nie było dawno. Nic nie jeździ, nic się nie rusza. Nawet nie słychać tego niedźwiedzia, o którym czytałem kilka godzin przed wyjazdem, że jeszcze nie śpi tylko spaceruje sobie w okolicach Babiej Góry i zjada napotkane turystki. Cały czas szlakiem czerwonym podchodziliśmy do góry. Prawie 400 metrów podejścia na odcinku 1600 metrów. Dość sporo. Wsłuchiwaliśmy się czy czasem za nami nie podążają inni turyści. Nad nami mieliśmy miliony gwiazd. Całe niebo, aż się świeciło.

Droga na Sokolicę

Po około godzinie doszliśmy na Sokolicę (1367 m n.p.m.) Zaczynały się lekkie podmuchy wiatru. Pięknie wyglądała oświetlona stacja narciarska „Mosorny Groń„. Oświetlenie ciągnęło się od samego dołu do samej góry. Wyciągnęliśmy z plecaka herbatę, żeby przepłukać gardo. Ogrzewać się nie trzeba było, bo rozgrzaliśmy się pod górę. Od samego początku na naszych butach znajdowały się raczki, które kupiliśmy w ubiegłym roku na Allegro, bodajże za 50 złotych. Warto mieć. Tym razem może nie były konieczne w 100 procentach, jednak czuliśmy się bezpieczniej i szło się o wiele lepiej.

Na Sokolicy
Herbatka

Ruszyliśmy dalej. Obliczyliśmy, że nie ma co się spieszyć, żeby nie być za wcześnie. Planowaliśmy dojść przed 7, a było coś po godzinie 4. Mijaliśmy zaśnieżone drzewa, a później sosenki. Badaliśmy teren przed późniejszym zjazdem dupolotami. Z upływem czasu z nieba zaczęły znikać gwiazdy i robiło się ono jakieś szare. Czyżby pogoda miała się zmienić? Minęliśmy Kępę (1521 m n.p.m.) i szliśmy dalej. W niektórych miejscach porobiły się dość spore zaspy i nie było widać ścieżki. Na dodatek padła nasza wielka latarka i musieliśmy korzystać z zapasowej. Maszerowaliśmy, w niektórych miejscach na czuja, tutaj gdzie mniej śniegu. Szliśmy coraz wolniej, żeby długo nie czekać na wstające słońce. Gwiazdy z nieba poznikały, księżyca też nie było widać. Wreszcie minęliśmy ostatnią górę i wyłonił nam się grzbiet Diablaka (1725 m n.p.m.). Była godzina 6:35. Wiatru brak. Ufff. Schowaliśmy się za murek i napiliśmy się herbatki. Było dość ciepło – do czasu. Kilka minut posiadówy i zrobiło się zimno. Patrzymy przed siebie, za siebie, wszędzie gdzie się da i widzimy mgłę. Jedna bateria pada, zmieniamy na nową, kilka zdjęć i po zapasowej baterii. Obie padły. Ogrzewamy je w rękach, niby coś to daje, ale jakby były pięknie widoki, baterie by się wyczerpały to byśmy mieli chyba zawał.

Tyle widać
Na Babiej Górze
🙂
Na szczycie
Ekwipunek
🙂

Jest po 7 i dalej niczego nie widać. Są 2 opcje – albo nie będzie widać nic, albo wszystko przejdzie, opadnie na dół i wyłonią nam się żółte kolory wstającego słońca, które będą oświetlać szeroki łańcuch Tatr. Taaaa, baju, baju. 7:35 nic, 8:00 hmm, 8:30 idziemy na dół, nic z tego nie będzie.

Schodzimy z Babiej Góry
Tyle widać
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Humory nas jednak nie opuszczają, bo przed nami… uwaga, uwaga! – DUPOZJAZD!!!. Odpinamy od plecaka jabłuszka – zielony dla Angeliki, niebieski dla mnie. Podciągam spodnie, przygotowuje się do zjazdu, a Żelki już nie ma. Mknie na dół jak szatan. Szu, szu, szu zatrzymuje się dopiero kilkaset metrów ode mnie.

!!!

Odcinek od Kępy (1521 m n.p.m.) do Sokolicy (1367 m n.p.m.) to prawdziwy tor zjazdowy. Czasem wystaje jakiś kamień, ale to już sprawa drugorzędna. Po drodze spotykamy turystów. Ciekawe czy będą mieć lepsze widoki od nas. Na Sokolicy (1367 m n.p.m.) kolejni turyści i kolejny zjazd. Obsypujemy się ze śniegu, wszystko już mokre. Ale jest radość. Jak chcecie to możecie zobaczyć jak mieliśmy na poprzednich wschodach słońca na Babiej Górze. TUTAJ wschód z 24.11.2014, a TUTAJ z 09.03.2015.

Na Sokolicy

Znowu siadamy na jabłuszkach i prujemy w dół. Angelika z przodu, ja tuż za nią. Spokojnie ją doganiam, bo jestem cięższy i prędkość większa. Aparat już bezpieczny w plecaku i można spokojnie jechać na dół. Tutaj też jest fajnie, ale są te schody i spada się z nich. Potem tylko wszystko boli. Dość szybko jesteśmy na parkingu. Tam do podróży wybiera się jakiś turysta z Krakowa. Po 10 jesteśmy już na dole i wracamy do domu. Uffffff. Bardzo dziękujemy za wspólne wirtualne wędrowanie. Więcej zdjęć znajdziecie w poniższej wycieczkowej galerii. Serdecznie zachęcamy do odwiedzin naszych stron na Facebooku, Twitterze i Google+ i do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentujcie, lajkujce, polecajcie znajomym. Może akurat ktoś tym szlakiem się tutaj wybierze.

Trasa jaką wędrowaliśmy

Przełęcz Krowiarki Szlak czerwony Babia Góra (1725 m n.p.m.) Szlak czerwony Przełęcz Krowiarki

Informacje

* Data wycieczki 19.01.2016
* Dystans 10 km
* Czas trwania 7g:12m:13s
* Łącznie w górę 720 m
* Łącznie w dół 720m
* Mapa – TUTAJ
* Parking na Przełęczy Krowiarki. Poza sezonem darmowy.

Do zobaczenia na szlaku !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Cześć! Na MyNaSzlaku.pl witają Cię Angelika i Mateusz
Dołącz do grona naszych czytelników i wybierz się z nami w niezwykłą podróż. Pamiętaj! Robisz to na własną odpowiedzialność. :) Zapisz się i otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach.