Główny Szlak Beskidu Sądeckiego, etap 3: Jazowsko – Rytro

Główny Szlak Beskidu Sądeckiego, etap 3: Jazowsko ? Rytro

III dzień wędrówki Głównym Szlakiem Beskidu Sądeckiego dla Olivii Głębockiej to przejście z Jazowska przez Przehybę do Rytra. Cały dzień mgliście i pochmurno, a na końcu burzowo. Cały dzień w napięciu czy zdążymy dotrzeć do Rytra lub nawet do schroniska. I na końcu ten wyśmienity nocleg… :). Zapraszamy do lektury.

Żegnamy się z recepcjonistą i ruszamy do sklepu na małe zakupy. Bierzemy chleb, zupki, czekoladę, zapas wody mineralnej i sok.

Przed sklepem

Dalej idziemy w kierunku zielonych znaków, które poprowadzą nas tego dnia do Schroniska PTTK na Przehybie. Przechodzimy przez most nad rzeką Dunajec, a następnie obok przystanku skręcamy w lewo. Idziemy przez chwilę asfaltem, ale nie ma co się martwić – im wyżej tym lepiej. Droga powoli zamieni się w leśną ścieżkę. Mijamy co jakiś czas gospodarstwa, które są tam umiejscowione i pozdrawiamy gospodarzy. Ci już odpoczywają na ławce przed domem i wypatrują ataku burzy pewnie z jakąś ulewą. Co prawda od samego rana jest bardzo duszno, a niebo zasłonięte jest gęstymi, burzowymi chmurami, więc nie ma czemu się dziwić.

Kotlina Sądecka

Chcemy tego dnia przejść jakiś odcinek drogi, a nie chcemy być na szlaku podczas burzy, więc od początku wędrówki narzucamy sobie szybsze tempo.

Dunajec

Wchodzimy już do lasu i co jakiś czas mamy widoki na Beskid Sądecki, ale i także w oddali na Pogórze Rożnowskie. Po kilku kilometrach zdobywamy Będzikówkę, a raczej przechodzimy obok niej, ponieważ szlak nie jest poprowadzony typowo przez szczyt. Mijamy skały i znaną ławeczkę. Szkoda że została już uszkodzona, ale zawsze można ją zrobić na nowo. Ten pomysł jest dość fajny, chwila odpoczynku w tym miejscu może się każdemu przydać.

Nad Będzikówką
Odpoczynek

Już niewiele nas dzieli od schroniska. Wchodzimy na drogę asfaltową, która prowadzi z Gabonia. Dla przypomnienia w tej miejscowości mieszka Olivia Głębocka, dla której jest zorganizowany Rajd Głównym Szlakiem Beskidu Sądeckiego.

Droga z Gabonia

Mijamy Kamień Świętej Kingi, z którym związana jest legenda, że Kinga w 1285 roku uciekając przed Tatarami do Pienin na kamieniu tym odpoczywała.

Kamień Świętej Kingi

Do schroniska przychodzimy na godzinę 11:00. Widoków brak ze względu na mgłę, a dodatkowo jest zimno. Wchodzimy do środka, gdzie od razu kupujemy wrzątek i zalewamy zupki. Robimy też kanapki.

Schronisko na Przehybie

Plan na dziś został zrealizowany, ale co teraz zrobić ?. Po dłuższym zastanowieniu wybieramy wariant taki, aby przejść jeszcze do Rytra. Może zdążymy przed burzą, a może nie. Po wyjściu ze schroniska od razu zakładamy pokrowce na plecaki. Zaczyna lekko padać. Mamy nadzieję, że to tylko mała mżawka i jak na razie nic z tego większego nie będzie .

Widoki 🙂

Udajemy się tym razem za znakami koloru niebieskiego. Tak dla Waszej informacji odcinek od schroniska do rozejścia się szlaków czerwonego i niebieskiego idziemy już drugi raz, tylko tym razem w druga stronę. Szliśmy tu pierwszego dnia, kiedy byliśmy na pierwszym etapie przejścia Głównego Szlaku Beskidu Sądeckiego dla Olci. Następnie po skręceniu już w lewo za jakiś czas dochodzimy do wiatrołomów. Później przechodzimy obok pomnika przyrody „Wietrzne Dziury”.

„Wietrzne Dziury”

Idąc tym szlakiem mamy co jakiś czas widoki. Aby uniknąć dreptania po asfalcie naszą propozycją jest przejście szlakiem zielonym i kolejno zmianę go na ścieżkę żółtą. W wyniku zmiany szlaku zielonego na ścieżkę gminną koloru żółtego wynikło małe zamieszanie i wielkie poszukiwanie. Porównanie terenu i zakrętów na mapie wynika, że powinniśmy właśnie odbić, zaś po rozejrzeniu się w terenie brak takich znaków. Oczywiście wiele wariantów do wyborów. No nic, pierwszy to: wracam kilkadziesiąt metrów, aby się upewnić, że szlak na pewno nigdzie nie skręcił, a my go po prostu przeoczyliśmy. No nie – nie było na pewno odejścia.  Drugi wariant: Mateusz proponuje przejście jednak dalej, bo możliwe, że nie każda droga jest zaznaczona na mapie. Idziemy dalej. Oczywiście ma rację. Odejście ścieżki jest bardzo ładnie oznaczone tabliczką i kilkoma znakami na drzewach. Nie potrzebnie się martwiliśmy.

Rozejście szlaków

Schodzimy coraz niżej i niżej, mgłę zostawiamy w tyle i znów zaczyna się robić duszno. Coś z tego będzie. Wędrujemy chwilę jeszcze lasem, a później idziemy całkiem odkrytym terenem. Jest pięknie. Widzimy jutrzejszą trasę na Makowicę. Przechodzimy obok schronu bojowego, a następnie przez Połom – szczyt rozpoznawalny przede wszystkim z wiatraka, który tam jest umiejscowiony.

Połom

Mijamy krzyż parafialny, wysoki na 12 metrów, wzniesiony w tym miejscu w roku 2006 na siedemdziesiątą piąta rocznicę parafii Rytro. Zaczyna od czasu do czasu kropić. Idziemy szybciej. Tak niewiele nam zostało.

Krzyż parafialny

Pierwsza błyskawica i grzmot. Oj robi się strasznie, ale na szczęście jesteśmy już przy głównej drodze Nowy Sącz- Rytro.

Rytro i Makowica

Teraz tylko jeszcze nocleg. Rozglądamy się, może akurat ktoś ma napis, że pokoje gościnne. Nie mamy czasu na szukanie, bo zaraz rozpęta się burza na dobre. Zauważamy reklamę, dzwonimy. Odbiera Pan i mówi, że tak, ma pokój wyposażony we wszystko, a dodatkowo można skorzystać z kuchni, tylko musimy poczekać chwilę to on przedzwoni do córki, żeby coś przygotowała.

Odpowiadamy, że ok, przejdziemy jeszcze szybko do sklepu i zrobimy zakupy na wieczorny posiłek. Po kilku minutach skręcamy na drogę, aby dojść do kwatery. Nagle po drugiej stronie macha do nas jakiś gościu, okazuje się, że jest to właściciel. Jest dość mocno zdenerwowany, a to pewnie wszystko dlatego, że zaczyna coraz mocniej padać. Idziemy z nim kawałek, a tu nagle biegnie gdzieś w prawo, a nam każe iść prosto. Nie upływa kilka chwil, a wspomniany facet zwerbował jakiegoś młodego człowieka, po to aby nas szybko podrzucił swoim samochodem pod jego dom. Pierwszy raz takie cuda ;). Sytuacja wydaje nam się troszkę dziwna, ale to pewnie miejscowi to się znają. No nic podziękowaliśmy i zmierzamy w kierunku pokoju przygotowanego dla nas…

Właściciel wyprowadza nas po schodach na pierwsze piętro i krzyczy za córką, który to pokój przygotowała. No nic, zanim dziewczyna przyszła sam nerwowo wybiera pokój. To ten !!! – tak mówi to wchodzimy. Dziewczyna jednak wydusza z siebie cichutko, że to nie tamten, że to jednak po lewej stronie. No to Pan woła nas i mówi, że tamten córa przygotowała. No to my przechodzimy. Rzuciliśmy plecaki na podłogę a właściciel mówi, że bez różnicy – może być i w tym i tamtym, jak chcecie. A już nie chcieliśmy wymyślać, skoro ten jest przygotowany dla nas to już w tym zostajemy. Właściciel nas poinformował, że ciepła woda powinna być za godzinę, a córce powiedział, żeby zaraz nam przyniosła pościel. Sytuację tą przedstawiam całą, ze względu, że dalsza część opisu nie będzie należała do przyjemnych. Niestety od właścicieli, którzy prowadzą pokoje gościnne jednak minimum wymagamy.

Burza rozpętała się na dobre, jest mocna ulewa. Jeszcze w tym roku takiej nie było. Dziękujemy Bogu, że zeszliśmy już ze szlaku.

Czekamy 30 minut w pokoju – nic.

Czekamy 60 minut… pościeli nikt nie przynosi.

Czekamy 3 godziny… wstajemy naprawiamy telewizor, który ma 5 kanałów i śnieży…

Czekamy kolejne godziny i cisza, w domu nikogo chyba nie ma. Walają się jakieś butelki i puszki na korytarzu. Takich hecy to jeszcze nie mieliśmy :D. Pościeli w sumie też nikt nie przynosi. Stwierdzamy, że musimy zrobić jakieś jedzenie. Idę do kuchni, a tam umyte naczynia, chyba w zimnej wodzie i bez płynu, bo całe w tłuszczu. Blat i kuchenka brudna, tak że nie można położyć na tym kanapek, aż strach tu zostawać. No nic nasze kubki metalowe dają radę. Zostaje nam zalać znowu zupki…

Przejdzie jakoś ;)
Przejdzie jakoś 😉
No też...
No też…
Hmm ???
Hmm ???
No bez jaj...
No bez jaj…
"Błogosławiony dom gdzie pająki są" :D
„Błogosławiony dom, gdzie pająki są” 😀

Po spędzonych kilku chwilach w tym pokoju bez problemu można było dostrzec dość mocne i duże pajęczyny zrobione przez pająki. Na żyrandolu osiadał się pewnie z półcentymetrowy kurz. Jednak ten pokój nie był dla nas przygotowany. Po godzinie 18 była ciepła woda. My po przejściu z Jazowska już chcieliśmy odpocząć. Zimno mi się trochę zrobiło. Pościeli dalej nikt nie przynosił. Wchodzę do śpiwora. I już cieplutko. Po godzinie 21 dostajemy pościel, ale bez prześcieradła. Mieli za chwilę dostarczyć, ale się nie doczekaliśmy. Pierwszy raz spotkaliśmy się z takim potraktowaniem. Nie polecamy tych warunków nikomu. Dodatkowo na balkonie stolik z popielniczką petów i lodówka brudna jak popularny stół w TVN. Niby na ich stronie internetowej wszystko pięknie i ładnie. Mowa tutaj o pokojach gościnnych u Adama Kruczka – Rytro 537. Uff… Kolejnego dnia idziemy dalej – może w kolejnej kwaterze będzie inaczej.

Trasa

Jazowsko Przehyba – schronisko Paszkowa  Szlak żółty(ścieżka)Rytro

Punkty do książeczki GOT PTTK – 27 punktów

* Jazowsko – Przehyba 17 punktów
* Przehyba – Rytro 10 punktów

Informacje

* Data wycieczki 06.05.2015
* Dystans 21 km
* Czas trwania 9g:15m:13s
* Łącznie w górę 870 m
* Łącznie w dół 800 m

Do zobaczenia na szlaku !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *