Główny Szlak Świętokrzyski, etap 1: Gołoszyce – Huta Podłysica

Główny Szlak Świętokrzyski, etap 1: Gołoszyce – Huta Podłysica

Główny Szlak Świętokrzyski, etap 1: Gołoszyce - Huta Podłysica

Nadeszła wreszcie długo wyczekiwana data – 11.04.2016. Oznaczała ona rozpoczęcie naszego projektu „Małe jest piękne” i wędrówki Głównym Szlakiem Świętokrzyskim i Szlakiem Orlich Gniazd. O tym wszystkim pisaliśmy niedawno na naszym blogu (TUTAJ). Start zaplanowaliśmy na początek tygodnia, czyli poniedziałek. Zacznijmy może od GSŚ liczącego 105 km według jednych źródeł i 92, 94 czy 96 km według innych. Wybraliśmy wariant przejścia szlaku ze wschodu na zachód, czyli od strony Gołoszyc w kierunku Kuźniaków. W tym przypadku patrzyliśmy przede wszystkim na możliwości dojazdu autobusami, o które jest bardzo ciężko. Tak czy inaczej, na pierwszy dzień mieliśmy zaplanowane dojście do Huty Podłysica znajdującej się pod Łysą Górę i przed Łysicą. 

Dotarcie do początku tego szlaku troszkę trwało i po długich poszukiwaniach na różnych rozkładach jazdy wreszcie znaleźliśmy najlepszy z wariantów. Pobudka około 3:00. Wyjazd z Iwkowej busem do Krakowa godzinę później. Tam przejście i przesiadka do pociągu regionalnego do Kielc. Na trasie Kraków – Kielce możemy liczyć na częste kursy czy to pociągów czy autobusów. Start o 6:37 z dworca głównego w Krakowie i półtoragodzinna podróż wygodnym, nowym pociągiem. Z Kielc do Gołoszyc już nie jest tak łatwo się dostać, niestety nie ma tam częstych kursów, ani wielu przewoźników. Do wyboru mieliśmy albo jakiś PKS, który kursuje przez Opatów, albo przewoźnika Muszkieter, który rusza z D.A.Mielczarskiego o godzinie 9:00. Czyli idealnie jak przyjechaliśmy do Kielc. Można się tam dostać jeszcze o 11:30, 13:10, 15:10, 15:20, 15:55 przez cały tydzień (z tym, że soboty i niedziele muszą być zwykłe), a w dni robocze jeszcze można skorzystać z kursu wczesnym rankiem 7:10. Inną opcją jest dotarcie tu PKS-em, ale z miejscowości Opatów, bo znowu autobusy jadące z Kielc do Opatowa nie zatrzymują się w Gołoszycach. Trzeba się liczyć z tym, że wybierając tę opcję, nie będzie się szybciej w wyznaczonym miejscu. Ten muszkieter okazał się idealnym kursem mimo ich słabej opinii w Internecie jechał i bezpiecznie dowiózł nas na miejsce.

W pociągu 🙂
Kierunek Kielce o 6:37 z Krakowa

Wysiadamy w Gołoszycach o 10:30 i wita nas zamglone przedpołudnie. Jesteśmy na przystanku i pierwsze co robimy to jemy śniadanie, aby mieć siłę wyjść chociaż na pierwszy szczyt tego dnia :). W tym czasie przejeżdżają cały czas tiry i samochody osobowe. Ruch naprawdę jest tutaj spory. Spakowane plecaki były już w domu, jednak tutaj ustawiamy je tak, żeby nam się dobrze szło. Hmm, pewnie jesteście ciekawi co mieliśmy w plecakach. Myślę, że ten temat na razie zostawmy i przeczytacie o tym w osobnym wpisie. Już teraz mogę zdradzić, że Mateusza plecak ważył 15 kg, a mój 10 kg, do tego jeszcze należy doliczyć jedzenie i picie na cały dzień. Waga jego wzrastała do 30 kg w zależności co kupowaliśmy i na jak długo :P.

Gotowa do drogi 🙂
🙂

W pobliżu przystanku szukamy czerwonej kropeczki. Oczywiście jest bardzo pięknie namalowana, ale po drugiej stronie drogi. Robimy zdjęcie i ruszamy na zachód za drogą. Asfaltem musimy przejść coś ponad kilometr. Następnie skręcamy w prawo i docieramy do tablicy, która rozpoczyna szlak długodystansowy.

Pierwsze tabliczki na szlaku
Tablica rozpoczynająca szlak
Aleja lipowa

Pełni optymizmu z uśmiechem na twarzy rozpoczynamy marsz. Akurat idziemy ciekawym odcinkiem, czyli aleją lipową, uznaną jako pomnik przyrody. Na niej spotykamy 88 wiekowych lip, które nadają odczucia, jakbyśmy szli do czegoś wyjątkowego. Musimy zauważyć, że czerwony szlak im. Edmunda Massalskiego biegnie po najważniejszych punktach i jest on najdłuższym w tym paśmie, a zarazem głównym szlakiem, więc wszystko się zgadza. Wchodzimy zatem aleją lipową do królestwa Gór Świętokrzyskich. Maszerujemy nią jakiś kilometr. Pod koniec docieramy do pomnika upamiętniającego 299 poległych w czasie walk w I wojny światowej (w tym naszych 5 legionistów). Kilkadziesiąt metrów dalej napotykamy na kapliczkę poświęconą św. Hubertowi.

Cmentarz wojenny 1914-1915
Kapliczka św. Huberta

Następnie przechodzimy obok zasianych pól i obok lasu. Widok daleko ciągnących się prostokątów jest niebanalny i ciekawy. Szybciutko docieramy do kolejnego zakrętu, po tym już kierujemy się na Truskolaskę 448 m n.p.m. i ją zdobywamy. Niestety musimy coś ponarzekać, przecież jesteśmy Polakami. Szkoda, że szczyty nie są oznaczone tabliczkami. Jak dla mnie to świetny pomysł, aby każdy szczyt posiadał taką, przecież nie trzeba jakichś cudów. No nic, na ten szczyt mieliśmy już troszkę podejścia, na kolejny już, aż tylu nie mamy. Idziemy sobie spacerkiem po lesie, mniej więcej po prostym i docieramy w okolicę Wesołówki 469 m n.p.m. Tuptamy sobie dalej i schodzimy lekko na Przełęcz Karczmarkę 406 m n.p.m. Przechodzimy przez twardą drogę i ruszamy dalej przed siebie. Towarzyszą nam też krzyże, które zostały zamontowane w ramach ekstremalnej drogi krzyżowej i poprowadzone są, aż na Święty Krzyż. Nigdzie nie skręcając idzie się całkiem przyjemnie. Nie ma wysokiej temperatury i mamy żwawe tempo. Jedynie co, to utrudniają nam ogromne kałuże i bagna, które trzeba omijać, bo inaczej nie przejdzie. Znowu wychodzimy na daną wysokość i maszerujemy sobie lekko w górę. Próbujemy swoich sił w zdobyciu najwyższego szczytu Pasma Jeleniowskiego, czyli Szczytniaka 554 m n.p.m. Do szczytu niewiele brakuje, a towarzyszą nam też dodatkowe strzałki, chyba był tu poprowadzony jakiś rajd. Skoro tak, więc szybko zdobywamy szczyt i odpoczywamy na nim.

Na Szczytniaku 🙂

Kto chciałby zobaczyć małe gołoborze znajdujące się na północnych stokach szczytu musi udać się chwile za czarnym szlakiem. My już kiedyś tam byliśmy, więc tym razem odpuszczamy. Schodzimy powoli na Przełęcz Jeleniowską. Tam przez nią musimy dreptać po utwardzonej drodze i chwilę później niespodziewanie skręcić w lewo. Uważajcie, aby nie przegapić wejścia w las. Spacerkiem atakujemy kolejny szczyt, już ostatni w tym paśmie, Jeleniowską Górę 533 m n.p.m. Ciekawostką dotyczącą tego szczytu jest to, iż na to miejsce przeniósł się kiedyś nieformalny ośrodek kultu pogańskiego, zaraz po tym jak została zniszczona świątynia słowiańska na Łysej Górze. W sumie z biegiem czasu i on też znikł. Kiedy w nogach mamy dwadzieścia kilometrów docieramy do miejscowości Paprocice. Tam przechodzimy obok kościoła i skręcamy w prawo.

Widoki po drodze
Kościół w Paprocicach

Dreptamy po asfalcie między zabudowaniami lekko w górę. Gdy znajdziemy się na końcu asfaltu, to przed naszymi oczami będzie tablica z mapą, drogowskaz ile do następnego miejsca, tablica z oznaczoną miejscowością, która jest na szlaku im. Edmunda Massalskiego, a także regulamin z zasadami i zakazami. Chwilę odpoczywamy i ruszamy przed siebie, znowu w lewo. Przez las, cały czas wydeptaną ścieżką docieramy na Kobylą Górę 391 m n.p.m. Tu krzyżuje się szlak zielony wraz z naszym. Szczyt ten jest taki, że wychodzi się na niego i od razu schodzi w dół, więc tak robimy i lecimy dalej. Odpoczynku nam nie trzeba, bo pewnie gdzieś po drodze chwilowy był. Szybciutko pędzimy co sił, docieramy na łąkę, przechodzimy przez nią i przez drogę w Trzciance. Znaki z napisem „Święty Krzyż” kierują nas na wprost.

Droga na Święty Krzyż
Droga na Święty Krzyż

Pytanie jakie wyjście na szczyt? Trudne czy łatwe? Szczerze powiedziawszy lekko cały czas. Spodziewałam się jakichś większych przewyższeń, a tu całkiem przyjemnie się szło. Nie wiadomo kiedy to dotarło się do celu, a to wszystko dlatego, że cały czas czekałam na strome wejście. Z tego miejsca widoki są bardzo okazałe, jednak nie nam jest dane je oglądać. Człowiekowi na początku jest ciepło, bo cały czas w ruchu, a tu się okazuje, że już godziny popołudniowe, lekki wiaterek i trzeba zarzucić coś cieplejszego na siebie. Na Łysej Górze 595 m n.p.m. jest strasznie cicho i pusto, nie ma w sumie nikogo, aż dziwnie się siedzi przy stole. To, że pusto to nie znaczy, że na stole nic nie ma. Oczywiście, że są zapasy z plecaka :). No przecież czas na kolacje.

Na Łysej Górze
Słabe widoki tego dnia
🙂
🙂

Decydujemy, że załatwimy sobie nocleg w Hucie Podłysica, bo dość zimno jak na namiot. Dzwonimy do jednego, który wyszukaliśmy na szybko w telefonie i oczywiście z wielką chęcią nas przenocują. Ach… ten czas kiedy to wszyscy mają miejscówkę przed sezonem i z wielką chęcią nas chcą. Nie będziemy tutaj wskazywać konkretnego noclegu, bo w Hucie Podłysica jest ich sporo, a tutaj wspominamy tylko takie naprawdę godne polecenia, albo takie, które lepiej omijać z daleka. Nasz był normalny. Zadowoleni robimy zdjęcia przy Bazylice pw. Trójcy Świętej i sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego. W ramach przypomnienia, jest to najstarsze sanktuarium na ziemi polskiej, zaś tytuł bazyliki mniejszej nadał teraźniejszy papież Franciszek w 2013 roku.

W kierunku Przełęczy Huckiej

Chociaż aura nie najlepsza na oglądanie widoków, nie odpuszczamy zejścia na platformę widokową. Ach, piękne tereny i cudowne gołoborze. Nie wiem czemu, ale chwyta mnie za serce. Tutaj mamy dla Was ważną uwagę. Sklepu po drodze nigdzie nie ma. Dopiero na drodze Huta Szklana – Huta Podłysica jest jeden po prawej stronie. Udaje się, że mają ostatni chleb mimo późnej pory.

Wejście na platformę widokową
Gołoborze
🙂
Pomnik Katyński Trzech Krzyży

Lecimy dalej, asfalt już nas nie opuszcza, a to dlatego, że od tej strony jest dojazd prawie pod bazylikę. Schodzimy cały czas w dół, mijamy młodego człowieka i w sumie podejrzewamy, że jest on księdzem. Turystów jak na lekarstwo. Z lewej strony mijamy Pomnik Katyński Trzech Krzyży. Jesteśmy coraz bliżej celu, bo nocleg okazał się w Hucie Podłysica, jakiś kilometr od szkoły. My na ten dzień w nogach mamy trzydzieści kilometrów i zadowoleni, że udało nam się osiągnąć plan na ten dzień, pełni radości czekamy na kolejny dzień i wyprawę Głównym Szlakiem Świętokrzyskim. Serdecznie zachęcamy do odwiedzin naszych stron na Facebooku, TwitterzeGoogle+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentujcie i polecajcie znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu. Poniżej znajduje się galeria z całego szlaku, więc można już zobaczyć kolejne zdjęcia z następnych dni.

W tej wyprawie wspierał nas sklep górski MOKO, Związek Gmin Jurajskich, a także nasi czytelnicy. Dziękujemy bardzo wszystkim za wsparcie. Tym, którzy nam dobrze życzyli i trzymali kciuki należy się wielkie serducho od nas.

Trasa jaką wędrowaliśmy

Gołoszyce Szlak czerwony Truskolaska Szlak czerwony Przełęcz Karczmarka Szlak czerwony Szczytniak Szlak czerwony Jeleniowska Góra Szlak czerwony Paprocice Szlak czerwony Trzcianka Szlak czerwony Łysa Góra Szlak czerwony Przełęcz Hucka Szlak czerwony Huta Podłysica

Informacje

* Data wycieczki 11.04.2016
* Dystans 30 km
* Czas trwania 8g:40m:29s
* Łącznie w górę 830 m
* Łącznie w dół 810 m

Do zobaczenia na szlaku!

One thought on “Główny Szlak Świętokrzyski, etap 1: Gołoszyce – Huta Podłysica

  1. Wasze podejrzenia o rajd odbywający się po szlaku są słuszne, stąd dodatkowe oznaczenia w postaci białych kropek i strzałek. Od parunastu lat organizowany jest maraton pieszy na 100km, który przebiega z dwoma małymi wyjątkami po całym Głównym Szlaku Świętokrzyskim. https://twardziel.swietokrzyski.eu/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress