Główny Szlak Świętokrzyski, etap 2: Huta Podłysica – Tumlin

Główny Szlak Świętokrzyski, etap 2: Huta Podłysica – Tumlin

Główny Szlak Świętokrzyski, etap 2: Huta Podłysica - Tumlin

Drugi dzień na Głównym Szlaku Świętokrzyskim to przejście 40 kilometrów z Huty Podłysica do miejscowości Tumlin, a w zasadzie 2 kilometry przed nią. Po drodze zdobyliśmy najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich – Łysicę, zobaczyliśmy źródełko świętego Franciszka i przeszliśmy przez kilka mniejszych szczytów.

Ruszamy przed siebie załadowani z pełnymi akumulatorami. Na początek dla rozgrzewki spacerek po prostym odcinku po obrzeżach Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Idąc ścieżką po prawej mamy las, zaś po drugiej stronie widzimy zasiane, długie pola, a na ich końcu szereg domów. Dochodząc do przysiółka Dalianka jest wiele łąk, więc jak by ktoś potrzebował, to można tam spróbować rozbić namiot. Spokojne, zaciszne miejsce bez żadnych zabudowań, rozbić i jakoś przeżyć do rana. Pewnie jakby była ciut wyższa temperatura to byśmy gdzieś tutaj się rozłożyli.

Rozpoczynamy drugi dzień

Po około czterech kilometrach dochodzimy do miejscowości Podlesie. Tam wita nas asfalt, z którym musimy się zaprzyjaźniać przez przeszło dwa kilometry. Za to przynajmniej szybko docieramy do Kakonina. Po drodze, jakieś pół kilometra przed wspomnianą miejscowością, spotykamy gościa, który rozwozi chleb. Jest wczesna godzina, więc akurat jest ta pora, o której można go spotkać. Podchodzimy i szok. W dostawczym samochodzie nie tylko chleb. Możemy kupić różnorakie towary, każdego rodzaju po trochę. Szczerze powiedziawszy robiąc u niego zakupy nawet do sklepu by nie trzeba było chodzić, chyba że po wędliny czy mięso. My jednak wzięliśmy chałwę, drożdżówki, zupki chińskie, i kilka słodyczy. Jeśli nie mielibyście szczęścia go spotkać to w Kakoninie też możecie zrobić zakupy. Sklep jest nieopodal zabytkowej chałupy. Chyba, że już zrobiliście dnia poprzedniego w sklepie przy drodze Huta Szklana – Huta Podłysica.

W Kakoninie

Wspomniana chałupa jest prawdopodobnie jedną z ostatnich zabytków drewnianych architektury wiejskiej, które pozostały jeszcze na terenie Gór Świętokrzyskich. Do tej pory obiekt przenoszono dwa razy. Mijamy go po jego prawej stronie zaraz obok ogrodzenia i przy okazji brudzimy sobie buty w błotku. Stajemy przed wejściem do Świętokrzyskiego Parku Narodowego.

Wejście do parku narodowego

Szybciutko zdobywamy wysokość, zresztą i tak lekko się nam idzie, bo nie jest stromo. Dochodzimy na Przełęcz Świętego Mikołaja 544 m n.p.m. Tu jemy śniadanko na drewnianych ławeczkach. Cisza, cisza i cisza. Tylko słychać śpiew wiosennych ptaków. Na przełęczy stoi kapliczka z drewnianą figurą św.Mikołaja. Uznawany jest on za patrona podróżnych, a także obrońcy przed dzikimi zwierzętami. Kiedyś w tym miejscu było strasznie niebezpiecznie i dlatego ją tutaj postawiono. Tą, którą możemy podziwiać ma równe 20 lat. Wcześniejsza, która została wybudowana w 1876 roku, uległa spaleniu.

Kapliczka św.Mikołaja

Od tej strony już kiedyś szliśmy, więc teren nam jest znajomy aż na sam szczyt. Atakujemy go idąc przez nienazwany szczyt mierzący 547 m n.p.m., Przełęcz Kakonińską 520 m n.p.m. i Agatę 608 m n.p.m. Odcinek ten można powiedzieć, że się ciągnie. A może przez tę pogodę nam tak się wydawało, bo wcale długi nie był. Za to mogliśmy przez ten czas nawdychać się czystego, mocnego zapachu Puszczy Jodłowej, rozsławianej przez Stefana Żeromskiego w swoich dziełach. W sumie występująca tutaj puszcza jest unikatem w skali światowej, dlatego że spotkamy ją tylko w Polsce i to w największej ilości właśnie w Górach Świętokrzyskich i na Roztoczu. Prezentuje się tutaj wybornie, dlatego że nie jest tknięta przez człowieka. Rośnie sobie jak chce, oczywiście jak najbardziej dziko.

Droga na Łysicę
www.mynaszlaku.pl
Droga na Łysicę

I tak… Jesteśmy, dotarliśmy… Cóż za niezwykłe wydarzenie. Stanęliśmy na najwyższym szczycie królestwa Gór Świętokrzyskich – Łysicy, która mierzy aż 612 m n.p.m. i zaliczana jest jako ostatni szczyt do Korony Gór Polskich. Przecież dotarcie tu to nie byle co. Wyobraźcie sobie, że szczyt ten mierzący aż tyle, będzie uznany jako najwyższy w całej wyprawie w ramach projektu „Małe jest piękne”. Niestety nie mamy ze sobą szampana, aby uczcić to wydarzenie. Jednak podkowiec mały nadrabia wszystko – przeczytajcie (TUTAJ).

Na Łysicy
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Długo tu nie bawimy tylko zabieramy się do wędrówki dalej. W piątkę nie jest łatwo, zwłaszcza, że dwóch przyjaciół muszę nieść na plecach. Mateusz się urządził, wziął tylko jednego – to mu łatwiej. Tak to jest maszerować w piątkę. Zaraz przy schodzeniu ze szczytu mamy okazję do oglądania okazałego gołoborza, kolejnej atrakcji jaką może cieszyć się ten Park Narodowy. Skalne wysypisko to nic innego jak bloki kambryjskiego piaskowca kwarcytowego. Przechodzimy obok niego i próbujemy powoli schodzić w dół.

Gołoborze na Łysicy

Niewygodnie jest schodzić z obciążeniem, a tym bardziej, kiedy to cały czas trzeba uważać na rozrzucone, śliskie kamienie. Ciekawostką jest to, że liczą sobie prawdopodobnie 500 mln lat. Odcinek ten naprawdę jest stromy, ale tylko do kapliczki św. Franciszka, później już jest dość fajnie. Wspomniana kapliczka pochodzi z XIX w., a obok niej znajduje się ogrodzone źródełko tego samego świętego. Wokół tego miejsca porobione są ławki, na których można chwilę odpocząć.

Kapliczka św.Franciszka
I źródełko 🙂

Idziemy dalej i za niedługi czas dostrzegamy kasę biletową i piękną kobietę, która pobiera opłaty. Niestety na marne idą gadki, że my jednak wychodzimy z parku, że jest nam ciężko, czy jednak może idący turyści Głównym Szlakiem Świętokrzyskim mają np. darmowe przejście. Niestety musimy uiścić kasę za bilety. Ceny tutaj są dość wysokie – 7 zł normalny i 3,50 ulgowy, ale za to można maszerować sobie po wszystkich płatnych szlakach i mamy wejście na galerie widokową nad gołoborzem na Łysej Górze w ten sam dzień. My oczywiście kończymy spotkanie ze Świętokrzyskim Parkiem Narodowym. Znajdujemy się praktycznie na obrzeżach Świętej Katarzyny i nawet opuszczamy miejscowość, bo skręcamy w lewo. Wychodzimy dość wysoko, docieramy na parking, na którym większość osób się zatrzymuje i ogląda okazałe widoki.

Pomnik upamiętniający bohaterów z czasów II wojny światowej.

Za niedługo skręcamy w prawo na Krajno Pierwsze i maszerujemy chwile asfaltem. Mijamy wyciąg narciarski i dostrzegamy też nieopodal sklep. Tam kupujemy kolejny serek, pomidory, lody. Rozkładamy się na przysklepowym stoliku i jemy pyszne kanapeczki.

Przez pola

Idziemy cały czas prosto pomimo, iż droga asfaltowa dość ostro skręca w prawo. Tutaj zauważyliśmy, że brakuje znaku ale, aby się nie zgubić to najlepiej nigdzie nie skręcać. Dalej dreptamy łąką i miedzą. Dochodząc do lasu skręcamy za drogą w lewo. Ona nas wyprowadza na Wymyśloną 415 m n.p.m., na której także możemy oglądać skały kambryjskiego piaskowca kwarcytowego. Kto tu będzie to zobaczy piękny widok na Dolinę Wilkowską i Pasmo Klonowskie.

Szczyt Wymyślona

Lecimy dalej, szybciutko na Radostową 451 m n.p.m. zboczem mniej zalesionym. Mijamy się z jakimś biegaczem, krótka wymiana zdań i przed siebie. Na tym szczycie mamy na swoim koncie 50,5 km, czyli już prawie połowę trasy, a jest już południe.

Na Radostowej

Schodzimy powoli do miejscowości Ameliówka, następnie idziemy kawałek asfaltem, a zarazem najpiękniejszą doliną królestwa Gór Świętokrzyskich – Przełomem Lubrzanki 270 m n.p.m. Z jednej strony mamy Radostową 452 m n.p.m., a po drugiej Dąbrówkę 440 m n.p.m. Będąc w dolinie stoki gór w pobliżu, które mają 170 m przewyższeń więcej, działają tak, iż nawet w upalny dzień czujemy tutaj chłodny powiew powietrza. Jest to bardzo urokliwe i piękne miejsce. Należy uważać, żeby nie przeoczyć momentu, kiedy szlak skręca. Szczerze powiedziawszy szlak został niedawno odmalowany i nie ma z nim żadnych problemów, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże. A co niektórych samo wejście też… Po pierwsze włożona jest blokada, aby nikt zmotoryzowany się nie przedostał. Po drugie wszystkie drzewa w odległości kilku metrów są zabarykadowane jakimiś metalowymi drutami. No oczywiście, kto jest wysoki nie ma problemu. Ja, niska z ciężkim plecakiem mogę sobie najwyżej próbować 1000 sposobów jak przejść.

???

Skoro już jakoś się udało przejść, cudem. To przed nami wyrasta taka góra, że aż człowiek by się nie spodziewał. Normalnie pionowa. Następnie spacerkiem maszerujemy do Diabelskiego Kamienia. Do niego co jakiś czas kierują nas tabliczki. Na miejscu można podziwiać skały. My siadamy na ławce obok tablicy z mapą. Jednak stwierdzamy, skoro mamy już około dwadzieścia pięć kilometrów w nogach to czas na odpoczynek. Rozkładamy maty i wygodnie sobie leżymy spoglądając na papierową mapę i dzisiejszą trasę. O dziwo mijają nas turyści. Jedni to nawet idą bez plecaków.

Diabelski Kamień
A po drodze

Dalej laskiem docieramy do platformy widokowej pod szczytem Klonówka 473 m n.p.m. W sumie obok niej takie same widoki jak u góry, więc nie wychodzimy :).

Platforma widokowa pod Klonówką

Następnie idąc szlakiem omijamy wyżej wspomniany szczyt z prawej strony. Idziemy chwile po łąkach, otwartymi terenami. Pięknie tutaj jest. Następnie przechodząc asfaltem przez miejscowość Masłów Pierwszy mijamy remizę i podchodzimy do kościoła. Postanawiamy zejść do miejscowości, aby zaopatrzyć się w jakiś prowiant i wodę. Sklep jest nieopodal szkoły. Później już nie wracamy nad kościół tylko kierujemy się od sklepu w prawo i na skrzyżowaniu skręcamy w lewo.

Kościół w Masłowie Pierwszym

Za kilka kroków przychodzą znaki czerwonego szlaku, którym dreptamy cały czas. Oczywiście idziemy przez otwarte łąki i już widzimy następny szczyt jaki mamy do zdobycia tego dnia. Mowa tutaj o Domaniówce 418 m n.p.m., która jest cała zalesiona, w partii szczytowej udaje nam się rozpoznać drzewa dębowe. Lecimy dalej obchodząc Białą Górę 386 m n.p.m. Dochodzimy do miejscowości Koszarka, siadamy przy sklepie, jemy owoce i lody. Cóż, patrzymy na mapę i okazuje się, że jedynym rozwiązaniem to spanie w namiocie w okolicy Sosnowicy 413 m n.p.m. przed Tumlinem. No to czym przejdziemy dzisiaj więcej, tym jutro będziemy mieć mniej.

Wyjście na Domaniówkę
Widok na Masłów Pierwszy

Schodzimy szlakiem do drogi krajowej numer 73. Bezpiecznie przez nią przechodzimy i idziemy obok niej chodnikiem za ścianą wygłuszającą hałas. Dziwimy się jak ludzie mogą tu mieszkać. Jak dla mnie to tragiczne miejsce, zbyt głośno, bo cały czas jeżdżą tiry i autobusy. My za wiele tego nie słyszymy, bo skręcając w lewo wchodzimy w las. Świeci nam słoneczko, jest duszno od unoszącej się mgły, a nawet za moment pada lekko deszcz. Przechodzimy jakoś szczyt Sosnowiec. Oj, tutaj to nam towarzyszą dopiero niezłe bagna, które trzeba omijać. Udaje się nam i trafiamy na przejście nad drogą ekspresową S7. Maszerujemy chwilę laskiem i docieramy do asfaltu nieopodal szczytu Krzemianka 385 m n.p.m.

Przejście nad drogą ekspresową

No i nam się dostało. Ponad kilometrowy odcinek asfaltem, który jest dla nas nieprzyjazny. Można dostać jednak szału i wyjść z siebie. Zwłaszcza, że albo nikt nie jedzie, albo jedzie i mija się centralnie obok nas. Jednym wyjściem to chyba chodzić fosą. Jakoś dało się wytrzymać nerwowy odcinek i szybko skręcić w las w okolicy wspomnianej Sosnowicy 413 m n.p.m.. Idziemy jakieś jeszcze półtora kilometra i rozbijamy się w lesie obok wiaty turystycznej.

Śpimy

Serdecznie zachęcamy do odwiedzin naszych stron na Facebooku, TwitterzeGoogle+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentujcie i polecajcie znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu. Poniżej znajduje się galeria z całego szlaku, więc można już zobaczyć kolejne zdjęcia z następnych dni.

W tej wyprawie wspierał nas sklep górski MOKO, Związek Gmin Jurajskich, a także nasi czytelnicy. Dziękujemy bardzo wszystkim za wsparcie. Tym, którzy nam dobrze życzyli i trzymali kciuki należy się wielkie serducho od nas.

Trasa jaką wędrowaliśmy

Huta Podłysica Szlak czerwony Kakonin Szlak czerwony Łysica Szlak czerwony Święta Katarzyna Szlak czerwony Wymyślona Szlak czerwony Ameliówka Szlak czerwony Klonówka Szlak czerwony Masłów Pierwszy Szlak czerwony Koszarka Szlak czerwony Sosnowiec Szlak czerwony Sosnowica

Informacje

* Data wycieczki 12.04.2016
* Dystans 40 km
* Czas trwania 13g:23m:07s
* Łącznie w górę 1126 m
* Łącznie w dół 1176 m

Do zobaczenia na szlaku!

2 thoughts on “Główny Szlak Świętokrzyski, etap 2: Huta Podłysica – Tumlin

    1. Hej. Mamy wszystkie odznaki w stopniu małym. Na duże przyjdzie czas jak zmienią regulamin ich zdobywania. Na razie on nas skutecznie zniechęca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress