Gorce: Z Ochotnicy Dolnej niebieskim szlakiem na Lubań

Wybór miejsca dla nas staje się co chwilę trudniejsze. Byliśmy tu i tam i jeszcze tu. A jak przyjdzie gdzieś jechać to jest pytanie gdzie, gdzie, gdzie. Tym razem na wędrówkę zmotywowali nas nasi znajomi. Na początku tygodnia napisała koleżanka, że można by się było wybrać w góry, bo jest czas po skończonych studiach. Akurat ta decyzja, na który szczyt się wybrać była szybka i jednoznaczna. To oczywiście Lubań z wieżą widokową w Gorcach. 

Z Ochotnicy Dolnej niebieskim szlakiem na Lubań

Pakujemy się do samochodu po godzinie piątej rano i udajemy w kierunku Ochotnicy Dolej. Podjeżdżamy do centrum miejscowości i zostawiamy samochód przy Kościele Rzymskokatolickim pw. Znalezienia Krzyża Świętego w Ochotnicy Dolnej. Jak już wiecie po ponad godzinnej podróży samochodem zawsze przebieramy Maję w czystego pampersa, karmimy i jeśli jest potrzeba to zmieniamy ubranka. Zajmuje nam to w zależności ile dziecko potrzebuje czasu, ale nie dłużej niż trzydzieści minut. Przeważnie znacznie krócej. W tym czasie Mateusz przygotowuje wszystko co potrzeba, spakowany plecak, ustawia aplikację do śledzenia trasy w telefonie i przygotowuje chustę, aby jak tylko dziecko będzie gotowe do wędrówki, to włożyć ją do kieszonki – taki rodzaj wiązania jak na razie nam przypadł do gustu.

Ruszamy… Najpierw idziemy za niebieskimi znakami wraz z drogą asfaltową i ścieżką rowerową. Po niedalekiej odległości trzeba uważać, aby skręcić na ścieżkę i nią wejść w las. Tym sposobem zostawiamy towarzyszące drogi, ale tylko na jakieś półtora kilometra. Pogoda nie zapowiadała się najgorsza dzień wcześniej, jednak z biegiem czasu, w rzeczywistości, nie wyglądało to jakoś pozytywnie. Nadciągały chmury i zaczęło powiewać, jeszcze tylko brakowało deszczu, ale spokojnie. Dopadł nas niewiele przed szczytem. Po przejściu czterech i pół kilometra Mateusz z Mają zrezygnowali z wędrówki dalej. Musieli zawrócić, bo robiło się coraz zimniej. Ja ze znajomymi poszliśmy dalej. Osiągnęliśmy nie wiadomo kiedy szczyt bez nazwy mierzący 979 m n.p.m. i doszliśmy do znaków, tzn.: zielonego, czerwonego i żółtego. Wraz z dwoma pierwszymi udaliśmy się na szczyt. Ten trzeci jest łagodniejszy i trawersuje się stok. My jednak pełni energii zmierzamy raz dwa i dochodzimy do wieży utopionej w gęstej mgle. Robimy przerwę na górze i zajadamy się kanapkami. 

Widoki z wieży na Lubaniu w Gorcach

Plan miał być taki, że zjemy i wracamy, ale tak nas kusiły ukazujące się co jakiś czas widoki, że weszliśmy na wieżę i to była dobra decyzja. Zobaczcie sami.

W ramach przypomnienia. Wieża na szczycie jest stosunkowo nowa. Wybudowana została w 2015 roku w ramach projektu „Enklawa aktywnego wypoczynku w sercu Gorców – szlaki turystyki rowerowej, pieszej i narciarskiej w Gminie Ochotnica Dolna”. Wieże swoją budową odwołują się do drewnianych kościołów gotyckich. Takie budowle powstało cztery, tzn. tutaj na Lubaniu jedna, druga na Magurkach, trzecia na Gorcu i czwarta na Koziarzu w Beskidzie Sądeckim. Tym razem może pogoda nie dała nam pooglądać widoków w pełni, ale zapewniamy, że można nacieszyć oko i polecamy się tam wybrać. Oczywiście najlepiej o wschodzie słońca. Podpatrzeć możecie już troszkę poniżej w linku.

Nocna wędrówka ciemnym lasem bez szlaku i rekompensujące widoki na wstające słońce z wieży widokowej na Lubaniu

Należy też w tym miejscu wspomnieć, że wieże wyposażone są w kamery internetowe i dzięki temu widoki są dostępne przez 24 h na dobę, bo obraz przekazywany jest na bieżąco. My bardzo często korzystamy z nich, a to dlatego że link mamy zapisany w zakładkach, ale chętnie się z nim podzielimy. 🙂 

Z Lubania zielonym szlakiem do Ochotnicy Dolnej

Spektakl był zjawiskowy, ale czas na nas. Jak sami wiecie, przy takiej pogodzie nie jest korzystnie stać w miejscu i mało co się ruszać, bo człowiek traci ciepło. Ruszamy w drogę powrotną. Decydujemy w trójkę, że wrócimy zielonym szlakiem, a jeśli będzie potrzeba to Mateusz z dzieckiem podjadą po nas dość wysoko, bo jest taka możliwość, dlatego że praktycznie do połowy szlaku zielonego można dojechać samochodem. Najgorszy odcinek drogi to strome podejście, którym teraz zaczynamy schodzić. Jeśli będziecie na tej górze to polecam Wam jednak wybrać się dalej ze szczytu zielonym i wejść na żółty. Jest znacznie łagodniejszy. Ale jeśli nie ma co się lubi to się lubi co się ma i może troszkę wolniej, ale udaje nam się zejść.

Niebieski szlak odchodzi w prawo, a my przez jakieś dwadzieścia pięć minut maszerujemy przed siebie. Najpierw wychodzimy pod górę na kolejny szczyt bez nazwy, który tym razem mierzy 1091 m n.p.m. Mogłoby się wydawać, ale ten odcinek od szczytu do rozejścia się szlaków to 2 kilometry i 600 metrów według mapy. Troszkę pod koniec zaczął nam się ciągnąć, albo my szliśmy jak ślimaki. A to wszystko przez niekończące się rozmowy i rozpogadzające się niebo. Udało nam się prawidłowo skręcić. I tak sobie wędrujemy w dół. Powrót nie jest zbytnio trudny. Za zielonym cały czas w dół. Ale, ale … 

Przydarzyła nam się powtórka z rozrywki. Tak, tak… ponownie się zgubiliśmy. Tak samo jak zgubiliśmy się w 2015 roku podczas nocnego wyjścia. Cały czas w dół za drogą, nic trudnego. Nie zauważyłam odejścia zielonego w którąś stronę. Być może na rozejściu się w pewnym momencie dróg w dół i w lewo, trzeba było iść w lewo, a my poszliśmy prosto. Wydało nam się coś dziwnego jak już kolejną minutę nie było szlaku. Zaczęłam przeglądać mapę, ale jakoś mi się nic nie rzuciło w oczy. Zdecydowałam, że skoro jest potok to pójdziemy wraz z nim, bo on nas doprowadzi do miejscowości w dół. I co się dalej okazało, wraz z nim doszliśmy do nowej szerokiej drogi, a szlak zielony przyszedł z lewej strony. No brawo, brawo. To samo miejsce co kiedyś. 🙂 Ważne, że przeżyliśmy i nic nas nie zjadło w lesie. Szczęśliwi podążaliśmy dalej, aż doszliśmy do mocno utwardzonej drogi, a za jakieś 10 minut zobaczyliśmy naszych podróżników samochodowych, że po nas przyjechali. Mateusz wyliczył, że nas w tym miejscu spotka, o tym czasie. 🙂 Jeszcze usiedliśmy na moment, aby ochłonąć z mocy wrażeń jakich dostarczyło nam zejście, posililiśmy się jedzonkiem i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Okazało się, że kończąc wędrówkę, wyszło piękne słońce, na niebie były małe chmurki, a w większości było błękitne niebo. 

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl, a także wsparcia naszej pracy. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *