Korona Beskidu Niskiego: Burzowy i niespokojny Piotruś z Zawadki Rymanowskiej

Korona Beskidu Niskiego: Burzowy i niespokojny Piotruś z Zawadki Rymanowskiej

17 lipca zawitaliśmy w gościnne progi Beskidu Niskiego. Okazały się one bardzo gościnne pod względem szlakowym, miłych ludzi na trasie i przyjemnej kwatery, w której nocowaliśmy. Cel na ten dzień był jasny – zdobyć Piotrusia i ewentualnie Cergową jak starczy czasu. Pogoda okazała się kapryśną. Wszędzie zapowiadali piękną pogodę, czyli + 30 stopni i bezchmurne niebo. Niestety o godzinie 7:00 dopadła nas burza i ulewa. Później pogrzmiewało, a na końcu zrobiło się już o wiele przyjemniej. 

Wyprawę rozpoczęliśmy tradycyjne od dojazdu na miejsce. Zajęło nam to bodajże około dwie godziny. Nie musieliśmy się zbytnio spieszyć, dlatego też wstaliśmy później, bo około 3:00. Zanim się spakowaliśmy to trochę minęło, a po drodze jeszcze tankowanie i tak zeszło. Po 6 byliśmy na miejscu. Zaparkowaliśmy pod dawną cerkwią greckokatolicką pod wezwaniem Narodzenia Bogurodzicy. Obecnie kościół Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. W miejscowości natkniemy się również na bazę namiotową SKPB Lublin, która działa w lipcu i sierpniu. Żyje tutaj około 240 osób, których ceni ogromna gościnność i uprzejmość. Spotkaliśmy się z tym podczas koncertu Domu o Zielonych Progach w gospodarstwie Farfurnia i tutaj z rana, gdzie z uśmiechem na twarzy miejscowi wskazali nam gdzie prowadzi szlak i zachęcili do wspólnej wędrówki.

Kościół w Zawadce Rymanowskiej

Ruszyliśmy za żółtą ścieżką na Piotrusia. Dostaliśmy wiadomość, że na Pogórzu Rożnowskim przechodzi gwałtowna burza i, że idzie w kierunku wschodnim – czyli na nas. Jak to ?. Przecież wszystkie prognozy nic nie wskazywały. Miała być piękna pogoda z bezchmurnym niebem. Nad nami nic nie wskazywało, że czyściutkie niebo przysłoni gęsta warstwa chmur.

Sielanka w Beskidzie Niskim

Uszliśmy kawałek i czekało nas pierwsze przedarcie się przez beskidzkie zarośla. Trochę źle się szło, bo była rosa. Stanęliśmy przed wejściem na cmentarz. Szlak widać było, że  odnowiony, bo znaki były jeszcze bardzo czyste – szczególnie te plastikowe.

Wejście na cmentarz
Na cmentarzu
Piotruś już bliżej

Minęliśmy leśników, którzy właśnie ścinali drzewo i przy lekkim zejściu dotarliśmy do Białego Potoku i powyższego znaku. Tutaj rozpętała się gwałtowna burza. Wróciliśmy kilkaset metrów, żeby odejść od wody i przeczekać. Chcieliśmy wracać całkowicie do samochodu, ale w sumie nic by nam to nie dało, tak więc schroniliśmy się pod jakimiś iglakami i siedliśmy na plecakach. Po jakichś 40 minutach deszcz i grzmoty ustały. Udaliśmy się w dalszą drogę.

Ciężkie podejście

Podejście nie należało do najłatwiejszych. Trochę się napociliśmy. I przez strome wyjście i przez powracającą burze. Ile jeszcze ona potrwa ?. Niebo całkowicie zasłoniło się szarymi chmurami, z których co jakiś czas kropiło. Ujrzeliśmy znak, który wskazywał drogę do kapliczki św. Jana z Dukli. Pomyśleliśmy, że to może być wyśmienite schronienie. Poszliśmy tam po drodze gubiąc znaki.

Do kapliczki

Poszliśmy prosto za wydeptanymi śladami. Chyba nie tylko my się na to nabraliśmy. Okazało się, że od razu po zobaczeniu tabliczki, trzeba skręcić w prawo i zejść w dół. Prowadzi tam trasa oznaczona niebieskimi kapliczkami.

Od razu w prawo

Idzie się ostro w dół. Po minucie widzimy już kapliczkę, której przedtem nie dostrzegliśmy. Warto do niej podejść, posiedzieć tam chwilę i się pomodlić. Można się również wpisać do księgi prosząc o łaski. My poprosiliśmy św. Jana z Dukli o lepszą pogodą i szczęśliwy powrót do domu. Udało się.

Kapliczka

Wróciliśmy na szlak i do Piotrusia mieliśmy już coraz bliżej. Po drodze natknęliśmy się na tablice pamiątkową. Okazało się, że nie było w górach miejsca, w którym by nie był Jan Paweł II.

Tablica upamiętniająca wizytę tutaj Jana Pawła II

Teraz już wędrowaliśmy po prostym, aż dotarliśmy do naszego celu. Wzniesienie Piotruś niczym szczególnym się nie wyróżnia, jednak ma w sobie to coś. Jest tutaj bardzo spokojnie. Ludzi spotkamy tutaj niewiele – przecież to Beskid Niski, a wiele osób uważa, że to nic ciekawego bo same lasy i nic nie widać. Mylą się i to bardzo.

Wpisujemy się
🙂

Przy tabliczce znajduje się skrzyneczka z pieczątkami i zeszytem do pamiątkowych wpisów. Piotruś należy do Korony Beskidu Niskiego.

🙂

Schodziliśmy w kierunku Tylawy, gdzie musieliśmy iść chwilę betonem, a potem zmienić szlak na zielony.

Najgorsza część szlaku 🙂
I zielonym w lewo

Teraz w planach było przejście przez szczyty Dziurcz (586 m n.p.m.), Czerteż (648 m n.p.m.). Chcieliśmy dotrzeć do Pustelni św. Jana. Tego szlaku na pewno nie zapomnimy. Krzaki, krzaki i krzaki :). Pieron wie gdzie iść. Tutaj to już w ogóle chyba nikt nie chodzi.

Dzikość Beskidu Niskiego

Ostro w górę, potem po płaskim i przez las. Strasznie było duszno. Czekała na nas jeszcze Cergowa (716 m n.p.m.), ale nie byliśmy pewni czy na nią pójdziemy, ze względu na pogodę i czas. Walczyliśmy z tym 6-kilometrowym odcinkiem. Zaczynał się już nieco dłużyć.

Szlakowskaz
Pustelnia św. Jana z Dukli
W kościele

Wchodzimy na kilka minut do kościoła. Odczuwamy w nim chłód grubych murów. To miejsce jest bardzo często odwiedzane przez turystów z całej Polski.

Idziemy do źródełka
Oto ono

Później kierujemy się już asfaltem w stronę drogi głównej już bez szlaku. Dochodzimy do Trzciany i idziemy skrótem w stronę kościoła. Od niego powinna być jakaś polna droga, a znowu są same zarośla i pokrzywy. Pokonujemy je kijkami, chociaż wcale nie jest tak łatwo i wychodzimy przy jakiś stawach.

Kościół w Trzcianie
Stawki

Przechodzimy obok stawów i docieramy do drogi prowadzącej do centrum Zawadki Rymanowskiej. Po kilkunastu minutach jesteśmy z powrotem przy samochodzie. Przebieramy buty, wchodzimy do środka i jedziemy do Lubatowej do wynajętej kwatery.

Agroturystyka „Za lasem” / Lubatowa 400a

Muszę napisać kilka słów o kwaterze, w której nocowaliśmy – Agroturystyka „Za lasem”. Bardzo nam się podobało. Właścicielka bardzo miła i rozmowna. W pokoju bardzo czysto i pięknie. W środku TV, Internet, łazienka, bezpośrednie wyjście na zewnątrz. Była oczywiście kuchnia na czym nam zależało, żeby zrobić tradycyjnie spaghetti. Przede wszystkim było czuć górski klimat. Widać było znaki innych wędrowców przez pamiątki zostawione na tablicy :). Obok kwatery biegnie Główny Szlak Beskidzki. Na pewno tutaj jeszcze wrócimy nie raz.

Trasa

Zawadka Rymanowska szlak Piotruś (728 m n.p.m.) szlak Stasiane Szlak zielony Tylawa Szlak zielony Pustelnia św. Jana (asfalt) Zawadka Rymanowska

Informacje

* Data wycieczki 17.07.2015
* Dystans 25 km
* Punkty GOT 29 punktów
* Czas trwania 7g:57m:42s
* Łącznie w górę 665 m
* Łącznie w dół 590 m

Do zobaczenia na szlaku !

2 komentarze

  1. Ja tu mieszkam. Znaczy się w Dukli, kiedyś na Cergowie. Piotrusia jeszcze nie zdobyłem. Cergową kilka razy. Na pewno 3 razy. Więcej chyba nie. Ostatnio właśnie dzisiaj, bo postawili tam wieżę widokową. Jeszcze nieczynna. Widok na całą okolicę. Przy dobrej przejrzystości powietrza. Głównie inwersja widać Tatry.

  2. Piotrusia zdobyłam…. 20 lat temu… Byłam przed maturą, wyborem studiów i liczyłam, że znajomość z Pewnym Piotrem przerodzi się w coś głębszego. Wpisałam do zeszytu aż 3 życzenia i wszystkie trzy spełniły się w ciągu kilku miesięcy. Oczywiście ta dotycząca Piotrka także. Zostaliśmy parą, od 14 lat jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, mamy 2 synów i we czwórkę zdobywamy szczyty. Bieszczady to co roku punkt obowiązkowy, ale pomyślałam, że warto wrócić do kapliczki św. Jana, bo kilka marzeń by się znalazło….
    Pozdrawiam serdecznie, Patrycja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *