Korona Gór Polski: Jak to z tą Śnieżką było. Nasza coroczna karkonoska przygoda

Korona Gór Polski: Jak to z tą Śnieżką było. Nasza coroczna karkonoska przygoda

Nocleg u podnóża „Śnieżki”, wschody i zachody słońca oraz przepyszny górski obiad, czyli witamy pod Śnieżką. Mniej więcej takimi słowami zachęca nas do odwiedzin Dom Śląski znajdujący się pod królową Sudetów – Śnieżką 1602 m n.p.m. 

Śnieżkę i znajdujący się na Równi pod Śnieżką Dom Śląski odwiedziliśmy kilka razy. Zawsze naszym celem był przede wszystkim szczyt, a przy okazji odwiedzaliśmy zawsze schronisko. A jak tam było? Było różnie. W zależności od humoru personelu i zasad panujących w obiekcie. Niestety nie obyło się bez uwięzienia nas, gdy wschód słońca był już blisko… 😉 To może zacznijmy od początku. Śnieżka, jest bardzo psotna i czasem niedostępna, ale co poradzić. Nasze pierwsze odwiedziny w Sudetach odbyły się w 2014 roku i w czwarty dzień podróży wybraliśmy się właśnie na nią. I zgadnijcie jakiego nam zrobiła psikusa. 🙂 No nie do uwierzenia. Od samego początku wiedzieliśmy, że widoków mieć nie będziemy, ale bardzo chcieliśmy zdobyć szczyt i zobaczyć to ciekawe obserwatorium u góry. Ruszyliśmy o 5:30 czerwoną trasą obok Schroniska nad Łomniczką i Domu Śląskiego. Na szczycie byliśmy około 8:30. Oczywiście tak jak się spodziewaliśmy była całkowita mgła. Na szczycie chcieliśmy złapać troszkę ciepła w kawiarence, ale po 9 była jeszcze zamknięta, więc aby dalej nie marznąć zaczęliśmy schodzić. Odwiedziliśmy poniższe schronisko. Około 8 schronisko zamknięte na 4 spusty i niestety nie idzie się dostać do niego, to może przed 10 po zejściu już coś się zmieniło. Po dotarciu przekonaliśmy się, że już teraz faktycznie jest otwarte. Schronisko niestety nie jest otwierane poza godzinami pracy pracowników i otwartej kuchni. Weszliśmy do środka i od razu zdecydowaliśmy coś zamówić ciepłego. Żurek czy pomidorowa to był największy dylemat. Wybraliśmy wtedy żurek i był przepyszny 🙂 Czyli coś w tym zaproszeniu prawdy było 🙂 I nasza kapryśna Pani w ciągu powrotu nam się odsłonia. Będąc na odcinku Drogi Bronka Czecha w stronę Karpacza pokazała całe swoje oblicze. Oj był niedosyt!

Przeczytaj opis wycieczki tutaj

Kolejny rok, już 2015 przyniósł coś innego. Nawet nie myśleliśmy wychodzić na Śnieżkę, bo jak taka psotnica to my wybieramy się do Ruin Zamku na Grodnej i do Zamku Chojnik, ale po przebudzeniu rano o 7, okazało się, że jest prześliczna pogoda. Nie ma żadnej chmurki na niebie i oczywiście wpadliśmy na pomysł zmiany naszych planów. Skoro taka pogoda to jednak zaatakujemy Śnieżkę. I co ciekawego okazało się podczas wyjścia. W drodze szlakiem żółtym do Schroniska nad Łomniczką okazało się, że zza góry przepływają w naszą stronę przebrzydłe chmurska. O nie! No nie. Jak tak można. Pogoda bardzo szybko z bezchmurnego i cieplutkiego poranka zmieniła się w brzydką, zimną, mglistą porę śniadaniową. Nic, zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy wolnym krokiem z nadzieją, że jeśli będziemy około południa na szczycie to może też chmury rozejdą i odsłoni nam się świat. 🙂 Niestety będąc przy Domu Śląskim chmury były nadal gęste. Weszliśmy do środka i z powtórki z rozrywki zamawiamy tym razem pomidorową. Rok temu przepyszny gorący żurek, więc tym razem nasza druga ulubiona zupa schroniskowa. Chwila czekania i nawet z dzwonkiem z mikrofali i pracownica przyniosła nam zupki. Przy odbiorze miski bardzo gorące. To super, oj wygląda spoko. Pierwsza łyżka i … zimne. Ej, to jest zimne! Po prostu za wcześnie chyba zamówiliśmy jedzenie i zupa nie była zagrzana. Ale mogliśmy poczekać te kilka minut, ale żeby to było ciepłe. Zwłaszcza, że było na polu zimno. Zjedliśmy i z dysonansem wyszliśmy rozglądnąć się co dzieje się na zewnątrz. No raczej bez zmian, ale ruszamy na szczyt. I tak po około 10 minutach drogi zaczęły dziać się cuda. Chmury zaczęły się rozchodzić. Po prostu widok marzenie. Ale za co ta nagroda?

Przeczytaj opis wycieczki tutaj

Rok 2016 i jesienne wyjście na Śnieżkę. Trzecie wyjście i trzecia wersja wyjścia na Śnieżkę. Tym razem z planów pogodowych pogoda miała być wymarzona, więc zaczynamy jeszcze przed wschodem. Pięknie było jak zaczęło się robić kolorowo od porannych promieni słonecznych. Wyszliśmy czarnym szlakiem do Białego Jaru, a następnie czerwonym do Domu Śląskiego i na Śnieżkę. Po drodze pierwszy raz słyszeliśmy ryk godowy jeleni i nawet można było jej dostrzec na sąsiednich zboczach. W towarzystwie turystów docieramy do schroniska i tam odpoczywamy. Jemy pierwsze śniadanie, tym razem nie kusimy się na żadne jedzenie z kuchni. Po prostu zostajemy przy swoich kanapkach. Chcemy sprawdzić pogodę i pytamy o dostęp do Internetu. Niestety nie dostaliśmy hasła, bo jest tylko dla gości hotelowych. Po prostu lepiej wyjść i iść na szczyt. I tak zrobiliśmy. Na szczycie można powiedzieć, że było całkiem przyzwoicie. Nie zaatakowała nas żadna mgła, więc widoki były. Co prawda na pobliskie szczyty, szału z widocznością nie było. Ale jeśli nie ma co się lubi to się lubi co się ma. 🙂 Wycieczkę kontynuowaliśmy do czeskiego schroniska i Krakonoš, a następnie na polski Słonecznik i Pielgrzymy.

Przeczytaj opis wycieczki tutaj

Schronisko zapraszało na wschody i zachody słońca, a my na Śnieżce nie byliśmy o wschodzie słońca jeszcze nigdy. I nie byliśmy także nigdy zimą. A jak by to ze sobą połączyć? To będzie zimowy wschód słońca na Śnieżce. I to był świetny pomysł. Wybraliśmy się na nocleg do Domu Śląskiego, aby następnego dnia z samiutkiego rana szybko wyskoczyć na szczyt. Pogoda miała być całkiem w porządku ale dopiero następnego dnia. Przez cały poprzedni tydzień nie było nic widać. Wyjście do schroniska było w mgle, aż ciarki przechodzą po ciele jak się to wspomina. Ale całe szczęście, że dotarliśmy cało. Zamawiamy danie dnia i dostajemy pomidorową. Gorącą, super doprawiona i w ogóle to zamawiamy drugi raz to samo. Tak nam smakowało. 🙂 Nocujemy w górnej części schroniska, na najwyższym piętrze. Rano dzwonią wszystkie budziki, więc zbieramy się do wyjścia. Zabieramy potrzebne rzeczy i schodzimy na dół. Kuchnia zamknięta, wszystko zamknięte. Przechodząc przez palarnie też nie da rady ich otworzyć. No super. Jesteśmy uwięzieni. Nie zapytaliśmy, którędy można wyjść po 4 w nocy. Nie no przez tę palarnie pewnie jest wyjście. I okazuje się, że po prostu drzwi zamarzły. Straciliśmy około 10 minut. Ale jaki to był wschód. Trochę mglisty, ale kolorowy. Po prostu udany! Wyjść na Śnieżkę było 4 w ciągu czterech lat i za każdym razem było inaczej.

Przeczytaj opis wycieczki tutaj

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na Facebooku, InstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Z górskimi pozdrowieniami!
Angelika i Mateusz :)

2 thoughts on “Korona Gór Polski: Jak to z tą Śnieżką było. Nasza coroczna karkonoska przygoda

  1. W zeszłym roku spałem w Domu Śląskim i tak się zastanawiam czy to można nazywać schroniskiem -to chyba jednak bardziej „hotel” czy pensjonat bo klimatu schroniska brakuje. Kuchnia jako tako -najbardziej zaskoczeni byliśmy że nie można płacić kartą (w schroniskach po drodze wszędzie nią płaciliśmy). Ale jakoś daliśmy radę i Śnieżkę zdobyliśmy i jej widokami delektowalismy sie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress