Narwiański Park Narodowy | Kładka Śliwno-Waniewo, Tykocin i Zerwany Most w Kruszewie

11.03,2019 | Niedzielę przeznaczyliśmy sobie na przejazd z Lublina do Narwiańskiego Parku Narodowego. Po pierwsze, dlatego że bardzo wiało i nie chcieliśmy ryzykować wyjścia na szlak z małym dzieckiem, a po drugie do przejechania mieliśmy prawie 300 kilometrów. Rano po wizycie w kościele i śniadaniu byliśmy tylko na chwilę nad Jeziorem Zemborzyckim, ponieważ w okolicy mieliśmy swoją kwaterę. W następnym dniu w Narwiańskim Parku Narodowym chcieliśmy poznać najważniejsze atrakcje, czyli kładkę Śliwno-Waniewo, Zerwany Most w Kruszewie oraz miasteczko Tykocin. 

Kurowo – siedziba Narwiańskiego Parku Narodowego

Naszą przygodę z Narwiańskim Parkiem Narodowym rozpoczęliśmy w Kurowie, gdzie znajduje się jego siedziba. Tam w zabytkowym dworku wśród drzew, można dowiedzieć się czegoś o okolicy, a także zakupić bilety wstępu na ścieżki. Jednodniowa wejściówka kosztuje 5 złotych – normalna i 2,50 ulgowa. Po opuszczeniu budynku warto przeznaczyć jedną godzinę, żeby przespacerować się po drewnianej kładce wytyczonej w niedalekiej odległości od brzegu i dworku. O tym jak do niej dojść dowiemy się z dużej drewnianej tablicy, znajdującej się na miejscu. Jest tam także platforma widokowa i zagajnik dla mniejszych dzieciaków, ciekawych poznania przyrody. 

Zerwany Most w Kruszewie

Po opuszczeniu siedziby dyrekcji, warto przejechać kilka minut i przejść się ścieżką do zerwanego mostu, który bez wątpienia jest jedną z głównych atrakcji Narwiańskiego Parku Narodowego. Można go zobaczyć od strony wschodniej i zachodniej. Od zachodniej na dojście do mostu trzeba przeznaczyć około 30 minut, ponieważ samochodem nie można tam dojechać z powodu zakazu wjazdu i zniszczonej drogi. Inna sytuacja jest od wschodu, gdzie dojedziemy do samego końca. Droga tutaj jest nieco lepsza. Most warto zobaczyć z obu stron i podziwiać rozlewisko rzeki Narwi. Żeby poznać szczegóły mostu warto przeczytać związaną z nim legendę.

Na przełomie XIX i XX wieku postanowiono wybudować trasę łączącą Białystok z Jeżewem. Przez wzgląd na rzekę nie mogło się to odbyć bez budowy mostu, który miał połączyć dwa brzegi. Powstał projekt i w granicach roku 1900 zaczęto budowę 365 metrowego mostu na wysokości 7,5 m nad lustrem wody. Budowa jednak bardzo się przeciągała, pracom nie było końca. Wówczas swoją pomoc robotnikom miał zaproponować sam diabeł. W kilka dni w zamian za ofiarę miał on dokończyć budowę mostu. Ofiarą miała być pierwsza osoba, która przejdzie po nowym moście. Robotnicy po kilku nieudanych próbach budowy (osuwanie się podmokłego terenu) zgodzili się na kontrakt z diabłem. Most powstał błyskawicznie, jak obiecał diabeł i wówczas przyszedł dzień rozliczeń. Sprytni robotnicy, chcąc oszczędzić ludność, jako ofiarę przegonili przez most ślepego i kulawego konia. Spisek ten tak nie spodobał się diabłu, że ogłosił on robotnikom, że każdy wybudowany w tym miejscu most będzie stał 11 lat, po czym wybuchnie wojna, w której most zostanie zniszczony.

Przepowiednia ta sprawdziła się dwa razy. Pierwszy raz w 1914 roku w 11 lat po zakończeniu budowy mostu w 1903 roku podczas wybuchu I Wojny Światowej oraz drugi raz w 1939 roku podczas wybuchu II Wojny Światowej w 11 lat po odbudowaniu spalonego mostu. Po dwóch próbach i dwóch wojnach nikt już więcej nie śmie nawet myśleć o nowej budowie. Mieszkańcy są przekonani, że gdyby powstał tutaj kolejny most, czeka nas wojna. 

Tykocin

Chwilę po opuszczeniu mostu przejechaliśmy coś zjeść do miasteczka Tykocin, czyli zrobiliśmy sobie chwilę przerwy od zwiedzania Narwiańskiego Parku Narodowego. Przy okazji chcieliśmy coś ciekawego tam zobaczyć. Po przyjeździe na rynek, zaparkowaliśmy na jednym z bezpłatnych parkingów przed barokowym kościołem pod wezwaniem św. Trójcy, który od samego wjazdu robił wrażenie. W środku znajdują się najcenniejsze ograny województwa podlaskiego. Wykorzystywane są dziś między innymi do koncertów. 

Na środku rynku stoi pomnik Stefana Czarneckiego trzymającego szablę i buławę, a wokoło znajduje się kilka domów ukazujących architekturę drewnianą Tykocina. Przechodząc dalej można dotrzeć do dzielnicy żydowskiej Tykocina i zobaczyć w jak dobrym stanie ostała się tamtejsza synagoga. Po drugiej stronie rzeki stoi tykociński zamek wzniesiony w XV wieku. Przez kilka stuleci pełnił ważną rolę w różnych wydarzeniach politycznych. To właśnie tutaj król August II Mocny ustanowił w 1705 roku Order Orła Białego – najważniejsze odznaczenie w kraju. 

Kładka nad Narwią – Śliwno-Waniewo

Na deser zostawiliśmy sobie najciekawszą dla nas atrakcję, czyli Kładkę nad Narwią. Jest to drewniany pomost poprowadzony nad rzeką Narew i jej rozlewiskami. Pierwsze wrażenie po usłyszeniu nazwy może okazać się niezbyt zachęcające, jednak zobacz o co dokładnie chodzi. Rano w Kurowie w siedzibie Narwiańskiego Parku Narodowego dowiedzieliśmy się o aktualnym stanie kładki. Do niedawna była w remoncie i od strony Waniewa nie jest jeszcze w najlepszym stanie. Trzeba do dotarcia do niej przejść po podmokłym terenie, a poza tym stan rzeki jest jeszcze wysoki. Postanowiliśmy, że od razu pojedziemy od strony Śliwna, żeby nie tracić czasu. To była dobra decyzja, bo przyjechaliśmy na miejsce, gdy słońce chyliło się już ku zachodowi. Zatrzymaliśmy się 100 metrów przed wejściem na pomost i ruszyliśmy za gościem, który wybierał się obserwować ptaki, na jedną z platform obserwacyjnych. 

Co w tej kładce jest takiego niezwykłego? Musimy przeprawić się drewnianą, pływającą platformą przez rzekę, przy której musimy użyć siły swoich mięśni ciągnąc za łańcuch. Na całej długości takie platformy są 4. Od naszej strony były 2. Najgorsze było to, że turyści, którzy byli tutaj przed nami zaczepili po drugiej stronie łańcuch o drewniane barierki i nie mogliśmy przyciągnąć platformy do siebie. Tak nie powinno się robić, jednak na szczęście po kilku minutach wracali z powrotem i go odczepili. Od naszej strony wyglądało to tak, że nie możemy przyciągnąć jej do siebie więc wracamy do samochodu, jednak jakbyśmy byli po drugiej stronie i chcielibyśmy wrócić do samochodu, a łańcuch byłby zaczepiony to musielibyśmy czekać na przysłowiowy ratunek innych osób, albo dzwonić do Narwiańskiego Parku Narodowego. Nie wiadomo czemu ktoś tak zrobił, ale może bał się, że platforma ucieknie.

Na jednej pływającej platformie może przebywać maksymalnie 15 osób. Niedługo po naszym powrocie do domu została ona ponownie zamknięta, ponieważ w niedzielne popołudnie jedna z platform razem z przebywającymi na niej ludźmi wpadła do wody. Nie wiadomo czemu tak się stało. Po przeprawieniu się na drugi brzeg można przespacerować się już po stabilnym, drewnianym pomoście do platform widokowych, z których widać nieco więcej niż z dołu. Są to bardzo dobre miejsca na obserwację otaczającej nas przyrody i występujących tutaj ptaków. 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *