Niesamowite cuda na Śnieżce w Karkonoszach

Niesamowite cuda na Śnieżce w Karkonoszach

Jeszcze wieczorem dnia poprzedniego, planowaliśmy ruiny zamku na Grodnej czy Zamek Chojnik, a rano po przebudzeniu się, Mateusz zaproponował Królową Sudetów. No to OK. Idziemy !!! – stwierdziłam. Zabieramy potrzebne rzeczy, obowiązkowo kurtka i coś ciepłego, apteczka, jedzenie, picie, mapa i tak dalej :). Dobrze się złożyło, że kwaterę mieliśmy ciut niżej, niż poprowadzony jest zielony szlak do Wilczej Poręby.

Wychodzimy około 7:00 na pole. Kierujemy się od razu w lewo i dochodzimy do początku ulicy Leśnej i idziemy nią i ze szlakiem koloru zielonego. Idziemy to asfaltem, to ścieżką trawiastą, która oczywiście przywitała nas poranną rosą. Później zamieniamy drogę na żwirowaną. Mamy dobre humory, pełni energii idziemy przed siebie w towarzystwie cieplutkich promieni wstającego słońca.

Poranne słoneczko

Jest pięknie, czyściutkie, niebieskie niebo wróży kapitalne widoki. Oby tak było cały dzień. Obok Domku Laboranta, czyli Centrum Informacyjnego Karkonoskiego Parku Narodowego, zmieniamy szlak na żółty, który poprowadzi nas przez najbliższe siedemdziesiąt minut, aż do Schroniska „Nad Łomniczką”.

Szlak żółty
Schronisko „Nad Łomniczką”

Podczas wędrówki zauważyliśmy, że zza góry skradają się jakieś gęste chmury. Oczywiście lokalizacja ich nie mogła być inna, niż nad Śnieżką. Mieliśmy nadzieję, że jednak się jakoś te przebrzydłe chmurska rozejdą. Po dojściu do Schroniska „Nad Łomniczką” zjedliśmy śniadanie, kanapeczki z pomidorkiem i ze świetnie komponującym się czarno porzeczkowym z posmakiem jabłka Tymbarkiem – nasze lokalne dobro, bo mieszkamy blisko miejscowości Tymbark. Oczywiście mam nadzieję, że nie myślicie, aby to śniadanie jedliśmy sami. Towarzyszyły nam dwa koty, które wyłudziły od nas swoim miauczeniem kawałki pasztetu. Pogoda robiła się coraz gorsza, ruszyliśmy jednak przed siebie szlakiem czerwonym, który w okresie zimowym jest zamknięty. Czym byliśmy wyżej, tym więcej królowa, kryła się pod białą kołderką.

Gdzie lecisz jak nic nie widać ?

Wpadłam na pomysł, aby iść wolniej, bo i tak nie ma sensu lecieć. Miałam nadzieję, że chmury rozejdą się po godzinie 12, tak jak to było w czerwcu 2014 roku, podczas ostatniej naszej ponad tygodniowej wyprawy. Kilkanaście miesięcy temu zdobywaliśmy Koronę Gór Polskich, a teraz chcieliśmy skompletować Koronę Sudetów Polskich.

Szału nie będzie

Kiedyś przedstawiało się to tak, że jak byliśmy na szczycie to było mleko i nie zanosiło się na żadną poprawę, a jak już zeszliśmy do Samotni, to Śnieżka była łaskawa pokazać swe oblicze. Teraz nie chciałam się nabrać na jej sprytny numer z zeszłego roku i opóźniałam wyjście jak tylko mogłam. Spacerkiem ze schodka na schodek, coraz wyżej i wyżej. Ogólnie nie wyglądało to coraz lepiej, a wręcz przeciwnie, no ale trudno. Ja czekam do południa… Pomijam fakt, że za uchem słyszałam, że nie ma sensu to wyjście i lepiej zaatakować szczyt jutro, kiedy zapowiadają idealną pogodę od samiutkiego wschodu słońca. W pogodzie mieli rację, że pojawią się niskie chmury. Mogliśmy pójść na tą Grodną, a tu przyjść tak jak było w planach od początku. Nie dałam się zwieść gadaniu mojego towarzysza. Przecież po 12 na pewno się poprawi, a to taki tylko psikus z rana.

Taaaa. Poprawi się 😉

Mijamy pracowników, którzy obierali foski, aby bez problemu mogła popłynąć woda, obok kamienistej dróżki. Dochodzimy do Cmentarza Ofiar Gór. Tutaj spotykamy dziewczyny, które spały w  Domu Śląskim. Powiedziały, że zachód ze Śnieżki nie do opisania, a wschód już tylko i wyłącznie w chmurach.

Cmentarz Ofiar Gór

Hmm. Nie jest to dla nas pocieszająca informacja, życząc im powodzenia na trasie, ruszamy przed siebie. Mówię do Matiego, że nie ma takiej opcji, czuje, że jednak dziś zobaczymy cuda. Nie był do tego przekonany. Idziemy już w milczeniu i w mgle takiej, że nic nie widać. Szybciutko dochodzimy do schroniska i wchodzimy od razu do środka.

Dom Śląski

Zamawiamy ciepłe zupy, aby się rozgrzać. Po chwili dostajemy nasze zamówienie, ale niestety jest zimne. Pomidorowa jakby wyciągnięta z lodówy, a przecież było słychać dźwięk mikrofali. No nic, nie ma co tak czekać, wybieramy się na szczyt. Ewentualnie wejdziemy na ciacho u góry w kawiarni.

Dom Śląski

Wychodzimy z Domu Śląskiego. Idziemy i robimy zdjęcia, jest straszna mgła. Coraz wyżej i wyżej. Nagle pojawiło się słoneczko we mgle.

Zaraz się zacznie koniec świata !

O nie ! Kolejny pstryk aparatem ! OoO ja… niebieskie niebo. Kilka sekund !. To co się działo było nie do ogarnięcia. Nie do opisania. Zobaczcie sami. Coś pięknego. Ci na górze nic jeszcze chyba nie widzą, są cali w chmurze, a seans trwał chwile.

Zaczyna się spektakl
I weź tu się zapytaj „Po co chodzisz w te góry ?”
Żeby oglądać takie widoki 😉
O ! i takie !

Nagle ludzie ruszyli ze schroniska, w sumie to nie ma co się dziwić. My schodkami obok barierek wspinamy się coraz wyżej.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
Statek kosmiczny

Widać już statek kosmiczny. Wychodzimy na płaską powierzchnię, a tam ludzi, a ludzi. Chodzimy po placu i robimy zdjęcia. Chcieliśmy jeszcze zobaczyć jak jest w środku w kawiarni. Nawet, nawet. Tłumy ;).

www.mynaszlaku.pl
Dom Śląski od góry
Yeah ! Śnieżka po raz drugi
Niby ciepło, ale wieje
Z najwyższego szczytu Sudetów 🙂
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Zaczęliśmy schodzić ze szczytu. Udaliśmy się za kolorem czerwonym. Przeszliśmy kawałek drogą jubileuszową i przy szlakowskazie odbiliśmy w prawo, żeby udać się przez Czarną Kopę i Średnią Kopę do Karpacza. Kiedy zeszliśmy na prostszy teren, to obróciliśmy się jeszcze, żeby obejrzeć Śnieżkę z innej strony.

Śnieżka

Później przez około 30 minut wędrowaliśmy między sosenkami. Minęliśmy grupkę uczniów z czeskiej szkoły, którzy uznali nas za Niemców, jednak od razu sprostowaliśmy ich pomyłkę ;). Schodząc ostro w dół, zatrzymaliśmy się w schronisku Jelenka.

Schronisko Jelenka

Kilka minut później na Sowiej Przełęczy zmieniliśmy szlak na czarny i spacerowaliśmy nim przez około pięćdziesiąt minut. Początkowo widoki były przepiękne, a później weszliśmy do lasu i prowadziły nas kamienne schody, ostro w dół.

Szlak czarny z Sowiej Przełęczy do Karpacza

Później szliśmy za zielonymi znakami, przez Wilczą Porębę. Doszliśmy do Domku Laboranta, przy którym byliśmy o poranku i od niego powędrowaliśmy do naszej kwatery na obiad, który oczywiście trzeba było najpierw przygotować :).

Trasa

Karpacz Szlak zielony Domek Laboranta szlak Nad Łomniczką (1002 m n.p.m.) Szlak czerwony Śnieżka (1602 m n.p.m.) Sowia Przełęcz (1164 m n.p.m.) Szlak czarny Szeroki Most (740 m n.p.m.) Szlak zielony Karpacz

Informacje

* Data wycieczki 16.09.2015
* Dystans 17 km
* Punkty GOT 28 punktów
* Czas trwania 6g:22m:33s
* Łącznie w górę 1100 m
* Łącznie w dół 1110 m

Do zobaczenia na szlaku !

3 komentarze

  1. Mała uwaga praktyczna 😉 czerwonym szlakiem przez Kocioł Łomniczki zdecydowanie lepiej się schodzi niż wchodzi.
    Druga rzecz-fajne jedzenie jest w Samotni;
    Trzecia-po tym co się teraz wyrabia w ufo od kiedy jest w rękach prywatnych to nie pójdę tam nawet na wodę ;-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *