Opowiedz o ukochanym miejscu podróży i wygraj pobyt w Bieszczadzkim Domu

Opowiedz o ukochanym miejscu podróży i wygraj pobyt w Bieszczadzkim Domu

Zastanawialiście się kiedyś jakie jest Wasze ukochane miejsce, do którego podróżujecie? Takie jedno niepowtarzalne, do którego wracacie i miło je wspominacie. Mamy dla Was ciekawy konkurs, w którym będziecie musieli opowiedzieć o swoim ukochanym miejscu podróży w Polsce, a do wygrania będzie 3-dniowy pobyt dla 2 osób w Bieszczadzkim Domu. 

Zadanie konkursowe

Opowiedz w komentarzu pod tym wpisem o swoim ukochanym miejscu podróży w Polsce. Na pewno jest takie lub było w przeszłości. Rozumiemy, że takowych może być wiele, bo pięknych miejsc w Polsce jest cała masa. Polska to najpiękniejszy kraj jednak tutaj trzeba wskazać takie najwspanialsze. Góry, morze, Mazury? A może jakieś inne tajemnicze miejsce, o którym nikt nie wie.

Nagrody

  • Voucher na 3-dniowy pobyt dla 2 osób w Bieszczadzkim Domu do wykorzystania w 2018 roku,
  • Prezentacja 10 najlepszych opowieści na naszym blogu,  

Regulamin

  • Wasze zgłoszenia zbieramy do 31 grudnia br. – do godziny 24:00 (komentarze posiadają datę i godzinę wpisu),
  • o zwycięzcach poinformujemy w komentarzu pod tym wpisem 3-4 stycznia 2018 roku oraz wyślemy do niego wiadomość, 
  • nagrodzona zostanie 1 najciekawsza dla nas opowieść,
  • każda osoba może dokonać jednego zgłoszenia,
  • dodając komentarz koniecznie oprócz treści dodaj swój adres e-mail i nick. (podany w formularzu e-mail będzie widoczny tylko dla nas),
  • jeśli osoba nagrodzona nie odpisze na naszą wiadomość i nie poda adresu w ciągu pięciu dni od daty ogłoszenia wyników – to jest 08.01.2018r. nagroda będzie przekazana na poczet kolejnych konkursów,
  • voucher zostanie wysłany do osoby nagrodzonej do 15 stycznia,
  • termin wykorzystania vouchera – 2018 rok z wyjątkiem świąt,
  • 10 najlepszych opowieści zostanie opublikowanych na naszym blogu, 
  • udział w konkursie jest równoznaczny z akceptacją niniejszego regulaminu,

Bieszczadzki Dom 

Apartament dębowy został zaprojektowany z myślą o osobach, które cenią sobie spokój i prywatność. Około 30m2 to przestrzeń, w której każdy poczuje się dobrze. Pomieszczenie typu studio wyposażone jest w oddzielną łazienkę oraz sypialnię połączoną z częścią dzienną i aneksem kuchennym. Cechą charakterystyczną apartamentu dębowego jest taras, z którego można podziwiać Góry Słonne popijając poranną kawę. Do dyspozycji gości jest również sala z kominkiem, oraz plac zabaw. Do Bieszczadzkiego Domu kilka razy w tygodniu przyjeżdża ‚sklep obwoźny’, zaopatrzony w produkty od lokalnych rolników. Kupić tam można świeże pieczywo, sery, wędliny, owoce, warzywa, oraz inne niezbędne produkty, które umożliwią zaplanowanie zdrowych posiłków według własnego uznania!

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Z górskimi pozdrowieniami!
Angelika i Mateusz :)

30 thoughts on “Opowiedz o ukochanym miejscu podróży i wygraj pobyt w Bieszczadzkim Domu

  1. OPOWIEDZ O UKOCHANYM MIEJSCU PODRÓŻY I WYGRAJ POBYT W BIESZCZADZKIM DOMU
    Ogłoszenie wyniku:
    Nagroda vocher na pobyt dla 2 osób na 3 dni w Bieszczadzkim Domu wędruje do Izabeli, która dodała komentarz 20 grudnia 2017 o 23:54.

    Pozostałe 9, które nam się podobają wraz z wygraną opowieścią zostaną opublikowane niedługo w artykule tutaj na http://www.mynaszlaku.pl
    Dziękujemy wszystkim za udział!

    1. Jutro wieczorem. Mamy tyle świetnych komentarzy, że musimy je dokładnie przeczytać. 🙂
      Pisaliśmy o tym wczoraj na naszej stronie Facebookowej. 🙂

  2. Miejsce, które pokochałem od pierwszego wejrzenia, daje mi poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Daje mi dużo satysfakcji z jego zdobycia. Uczy pokory. Miejsce to wciąż pokazuje mi prawdziwe piękno gór i moc przyrody. Ta cisza i bezgraniczne niebo, gdy stoje na szczycie daje mi siłę i radość, że znów mogę być ponad wszystko, chociaż na chwilę. Na szczycie czuć zapach drzew mieszany z wodą. Czuć wielkość gór, choć szczyt wcale nie jest wysoki. Tam problemy nie mają znaczenia. To zostawia się na dole. Gdy żona zabrała mnie tam pierwszy raz od razu wiedziałem, że będę tu często wracał. I wracam, gdy tylko mogę. Tym miejscem, a dokładniej szczytem, jest bardzo popularna Sokolica w Pieninach. Jej urok sprawił, że dla mnie nie ma piękniejszego miejsca niż to. Uwielbiam patrzeć na wijący się pod nią Dunajec. Uwielbiam przyglądać się słynnej sośnie. I patrzeć z góry na Drogę Pienińską. Będąc na szczycie czuję się sobą. Najpoękniej jest o poranku, kiedy nie ma tam tłumów. To mowjce przyciąga me serce jak magnes.

    Tak opisuje swoje ukochane miejsce i liczę, że autorzy bloga opiszą swoje. Choć pewnie jest ich wiele ale ciekaw jestem tego jednego (a może dwóch, bo każdy może kochać coś innego :)) Pozdrawiam seedecznie

  3. Każdy z nas ma swoje miejsca do których może wracać w nieskończoność. Są to miejsca z którymi wiążą nas silne więzi emocjonalne i niezapomniane wspomnienia.
    Moim miejscem na ziemi są Góry Stołowe. Tam odnalazłam siebie, zrozumiałam co daje mi szczęście, tam uzalezniłam się od gór, wędrówki, pięknych widoków. Na Szczelińcu czas staje w miejscu, jest się w tej jednej chwili i z niesamowitą panoramą i kubkiem kawy w ręku. Mam duży sentyment do Gór Stołowych, to dla mnie wyjątkowe miejsce, w którym zostawiłam cząstkę siebie i znalazłam miłość życia.

  4. Już dawno temu generał gór i morza – Mariusz Zaruski pokazał, że w naszych sercach bez trudu znajdą swe miejsce zarówno wysokie i strzeliste tatrzańskie szczyty jak i rwący nurtu Wisły czy szumu bałtyckich fal. Możemy je kochać równie mocno i zgodnie ze starym porzekadłem, dzieląc miedzy nie naszą miłość, będziemy ją tylko pomnażać.
    W wielu zakątkach Polski mam swoje ulubione miejsca. Lubię podumać na dziedzińcu Collegium Maius w moim rodzinnym Krakowie, uwielbiam wędrówkę grzbietem Bukowego Berda i widok na bezkresne bieszczadzkie panoramy. Za wiosenny, ?krokusowy? widok Kominiarskiego Wierchu dałabym się pociąć. Jednak gdy przychodzi do wyboru tego jednego, jedynego miejsca wskazuję bez chwili wahania na Pętlę Żuławską. Wodne szlaki Wisły (a raczej wszystkich naszych ?Wiseł? i tej ?właściwej? i Martwej, Królewieckiej i Śmiałej), Nogatu, Szkarpawy, Motławy, Tugi, Elbląga czy Pasłęki, morskie wody Zalewu Wiślanego, kanały to nie tylko, jak głosi reklamowy slogan, 303 kilometry przygody.
    To czar i przyjemność obcowania z niczym jeszcze nieskażoną przyrodą. Wprost nie do uwierzenia, że w środku sezonu wakacyjnego zdarzały nam się dni, kiedy przez kilka godzin z rzędu nie spotkaliśmy na naszym szlaku nikogo. Naszymi jedynymi towarzyszami były kaczki, żurawie, czaple, perkozy, pelikany? Kadłub opływały grzybienie, grążele i rdestnice, pluskały wyskakujące nad powierzchnię wody ryby. Koniec dnia na wodzie wyznaczały niebiesko-różowe lub złociste zachody słońca, które ?grzeją? nas teraz podczas długich zimowych wieczorów.
    To możliwość oglądania ?oklepanych? zabytków z zupełnie innej perspektywy – od strony wody. Zamek w Malborku podziwiany z Nogatu, nocleg na Motławie pod samym gdańskim Żurawiem, elbląska starówka obfotografowana z pokładu – tego się nie zapomina! To także sporo nieznanych powszechnie, a bardzo ciekawych obiektów takich jak stare wiatraki koźlaki, mennonickie cmentarze czy domy podcieniowe oraz raj dla miłośników techniki – cała gama budowli i urządzeń hydrotechnicznych. Prawie wszystkie ?do pokonania? – śluzy, pochylnie, mosty zwodzone, pontonowe, uwięzione na linie promy, stacja paliw na wodzie. Most obrotowy Żuławskiej Kolei Wąskotorowej na długo zafascynował moich Panów .
    W pamięć żeńskiej część załogi najbardziej zapadły foki brykające u ujścia Przekopu Wisły do morza, stukające dziobami w burtę łabędzie i ?chwile grozy?, kiedy kiwało nami na Zalewie Wiślanym.
    I jak tu nie powracać?

  5. Pewnego razu nasi znajomi zorganizowali nas niespodziankę pod postacią Walentynkowego weekendu w Kazimierzu. Z żoną nigdy nie mieliśmy okazji zwiedzić tego miasta, więc byliśmy niezmiernie ciekawi.Choć były to zaledwie trzy dni to my zasmakowaliśmy w tym mieście i chyba tak na swój sposób go pokochaliśmy. Nieduże miasta nad Wisłą i urokliwe spacery deptakiem. Choć wiało i padał śnieg to my dzielnie chadzaliśmy na romantyczne spacery, a w przerwie odwiedzaliśmy Dom Restauracyjny, gdzie podawano przepyszne dania obiadowe. W Kazimierzu spichlerzy nie brakuje, ba… nawet w jednym mieliśmy okazje nocować. Oczywiście nie tylko spacerowaliśmy, lecz także podziwialiśmy całe miasta. Najlepszy widok był z Góry Trzech Krzyży, udało nam się tam wdrapać choć nie powiem było dość ślisko. Lubię stare kościoły, a ten w Kazimierzu okazał się piękny i majestatyczny. Kazimierz to nie tylko spichlerze, lecz także kamienice. Te najbardziej znane to kamienica Biała oraz zdobiona kamienica pod Św. Mikołajem oraz Św. Krzysztofem. Naszym smakołykiem okazał się pyszny kogucik, który rozpieszczał nasze podniebienia. Kilka kogucików przywieźliśmy do domu, aby podzielić się przysmakiem z rodziną oraz z przyjaciółmi. Takim mieście jak Sandomierz mógłbym mieszkać, aby rozkoszować się codziennie pięknem niedużego miasta. Powiem szczerze,że cenię sobie spokój, więc Kazimierz jest dla mnie idealny. Nieduży i taki w sam raz, aby poznać mieszkańców i porozmawiać z nimi choćby o pogodzie. Pochodzę z większego miasta i choć znajduje się nad Wisłą to moje serce i dusza wciąż ucieka do Kazimierza. W lutym planujemy powrót do tego miasta, aby pokazać synowi co nas tak zauroczyło w Kazimierzu. powspominamy sobie Walentynki sprzed lat.

  6. Kocham Góry: uwielbiam Tatry, powoli odkrywam Bieszczady, zauroczyły mnie Karkonosze, pozytywnie zaskakują Beskidy, ale moje jedyne magiczne miejsce w Polsce leży kilkaset kilometrów dalej na północ… Mała mieścinka, a nawet osada z kilkoma domami w samym sercu Puszczy Augustowskiej. Nazwa pewnie nikomu nic nie powie, bo o Przewięzi słyszało niewielu.
    Kiedy kilkanaście lat temu pojechałam tam z rodzicami zakochałam się w ciszy i pięknych widokach (rodzice zakochali się jeszcze bardziej, bo jeżdżą tam co rok;)). Tafla spokojnego Jeziora Studzienicznego, mała wysepka na środku, błękitne niebo – czego potrzeba więcej człowiekowi do szczęścia. Błękitne niebo to nie przechwałki – moim zdaniem w tamtych okolicach panuje specyficzny mikroklimat, który gwarantuje cudną pogodę. Kiedy w oddalonym o 7km Augustowie pada, Przewięź wita słońcem i bezchmurnym niebem.
    Wszechobecny las to idealne miejsce do wędrówek czy jazdy na rowerze. Można podjechać do kolejnej mieściny – Studzienicznej, gdzie kilka lat temu statkiem przypłynął Jan Paweł II. Na pamiątkę tego wydarzenia przy brzegu jeziora stoi pomnik… a mnie zawsze płyną łzy, kiedy tam jestem…
    Przewięź to miejsce, gdzie oddycham (dosłownie, gdyż na co dzień mieszkam na Śląsku), odpoczywam i ładuję akumulatory na cały rok. Moje Podlasie… Moje magiczne miejsce…

  7. Moim ukochanym miejscem na ziemi sa odkryte w tym roku Bieszczady.Chodze po gorach juz ok 30 lat ale zawsze Bieszczady omijalismy z mezem poniewaz nie mamy samochodu a odleglosci sa ogromne.Wtym roku pojechalismy do Ustrzyk gornych i juz teraz planujemy wyprawe do WetlinyBieszczady sa cudowne i zalujemy z mezem ze tak pozno odkrylismy te piekne zakatki

  8. Jest w naszym kraju taki zakątek,
    o którym opowiem Wam na początek.
    Choć wysokością może nie grzeszy,
    no to turystę każdego cieszy!
    Beskid Sądecki – pasmo w Karpatach…
    gdy tylko znajdziesz się w tarapatach,
    jedź tam odnaleźć piękno natury,
    gdyż są tam śliczne widoki u góry!
    I tam gdzie pasmo jest Jaworzyny,
    możesz napotkać piękne dziewczyny,
    jak się wspinają na Makowicę
    i podwijają im się spódnice.
    A wcześniej Cyrla – schronisko wspaniałe,
    serwują pierogi tam doskonałe,
    co dla turysty jest jak zbawienie,
    jak po wspinaczce cieszy jedzenie!
    Są naleśniki też z bajerami,
    warto spróbować ich też czasami!
    Cyrla plac zabaw również posiada,
    więc z dzieciakami się chętnie wpada.
    Piękne widoki, ucieszą oko,
    więc to wycieczka naprawdę spoko!
    Wyjdziesz tam z Rytra bez zbytnich trudów,
    chyba że wolisz mieć więcej cudów,
    jest stroma trasa, bardziej męcząca…
    oby nie była zbyt dołująca!
    Po drodze miniesz polany, lasy…
    ale pamiętaj, że to nie wczasy
    i idź wytrwale do swego celu,
    a wtedy dotrzesz jak doszło wielu! 🙂

  9. Tegoroczne wakacje ukazały w całej swojej krasie piękno Tatr widziane prosto z górskich szlaków. Naszym górskim punktem wypadowym był Biały Dunajec. Szczerze zamawiałam nocleg w ciemno, lecz okazał się najlepszym wyborem. Pokój z łazienką, wszędzie czysto i pachnąco. Z balkonu cudny widok na cały Biały Dunajec oraz góry. Zostawiliśmy nasze bagaże i wybraliśmy się na pierwszy w naszym życiu szlak na Sarnią Skałę, droga okazała się męcząca, a gdy już dotarliśmy do celu zaczął padać deszcz. Wracając ze szlaku deszcz nie przerywał, a my byliśmy cali mokrzy. W kolejny dzień również nie przestawało padać, ale my wykorzystaliśmy go na udany pobyt w termach. Niepogoda wcale i to wcale nas nie zniechęcili, a nawet nabraliśmy chęci na kolejne spacery. Weszliśmy rodzinnie na Nosal i podziwialiśmy z niego cudowne górskie widoki, które zapraszały na zdobywanie kolejnych szlaków. Wdrapaliśmy się na Dolinę Pięciu Stawów, które okazały się widokiem lepszym niż te z książek czy pocztówek. Zawitaliśmy również na słynną Dolinę Chochołowską oraz Dolinę Kościeliska.Największym naszym górskim rodzinnym osiągnięciem było zdobycie Kasprowego Wierchu, wejście i zejście z niego, Choć powrót był utrudniony mgłą i gradem. Od tych pamiętnych wakacji całą naszą trójką pokochaliśmy Tatry w całej krasie. Synek Ksawery bardzo polubił szlaki, gdzie miał okazje podziwiać faunę jak i florę. Ja uwielbiam pachnący górski las, taki dziki i nieokiełznany. Mąż to niezły łakomczuch, który oczywiście zasmakował w oscypkach. Uwielbiam góry za widoki, które są balsamem mej duszy. Mogę tak siedzieć i siedzieć i patrzeć na cud natury jakim są Tatry. Myślę, że wraz z kolejnym urlopem powrócimy w nasze góry, aby rozkoszować się widokami i jeszcze nie odwiedzonymi szlakami, które tylko czekają na naszą wizytę.

  10. „W górach jest wszystko co kocham, góry to przystań, niekończąca się nadzieja, że można żyć życiem i wierzyć nie dotykając.” Ksiądz Tischner

    Miłość do gór to wielka sprawa, przejawia się w mych ciągłych do nich wyprawach 😉
    Kocham wypoczywać na łonie natury i podziwiać niecodzienne, zapierające dech w piersiach widoki. Dla mnie góry to nie tylko piękne widoki, ale także możliwość pokonania własnych słabości. Ostatnio moim miejscem, do którego często wracam są Tatry. Kocham spędzać czas u stóp dostojnych i wyniosłych gór.
    Kocham Tatry za ich położenie, za przyrodę, za spokój i za widoki.
    Kocham te skały, kocham wiatr na przełęczach i na szczytach, kocham zapach lasów i szum potoków.
    Kocham Tatry za ich ciszę, oderwanie od codzienności i niezmienność.
    Kocham Tatry za wszystkie emocje – ekscytację, zachwyt, strach nad którym panuję, za dystans, jaki łapię, za buzujące endorfiny i przyspieszone bicie serca.
    Kocham Tatry za to, że staję się inną, a raczej udoskonaloną wersją samej siebie, jestem bardziej zdeterminowana, otwarta na działania, czy też odpowiedzialna.
    Tatry uczą pokory i pozwalają poznać samego siebie, a poza tym jest w nich coś takiego trudnego do opisania, co ciągnie mnie do nich …..
    Tatry to moje miejsce na odpoczynek i zregenerowanie sił. To tutaj czuję się jak w oazie luksusu i spokoju, w której odpoczywa jednocześnie me ciało i dusza. Podczas pobytu w tym uroczym miejscu zmysły są pobudzone, a dusza doznaje błogiej przyjemności. Tęsknię …. najchętniej spakowałabym już mój ukochany plecak ….

  11. Moje ukochane miejsce to taki maleńki skrawek naszej ojczyzny leżący na południu Polski. Nie jest to jezioro, ani żaden szczyt. Nie jest to miasto, ani żadna wieś. Jest to niewielki park w Mogilanach, niedaleko Krakowa. Park z pozoru wygląda zwyczajnie lecz jak tylko przekroczy się jego bramę czuć powiew historii i tajemnicy tego niezwykłego miejsca. Możemy przespacerować się wśród modrzewi, które tworzą piekną zabytkową alejkę i wejść wprost do części parku nazwanej włoską. Tą część charakteryzują alejki z bukszpanu. Znajduje się tu również taras widokowy z którego możemy podziwiać panoramę Mogilan, Beskidów, a nawet Tatr. W parku znajduje się zabytkowy, bardzo zaniedbany, niestety, dworek (jednak nie można wejść do środka). Miejsce jest magiczne, pozwala na odpoczynek od miejskiego zgiełku i pośpiechu. Z racji swojego położenia i uroku często wybierane jest na sesje ślubne.

  12. Ciężko wybrać spośród wszystkich pięknych miejsc w Polsce to jedno, dlatego powiemy, że nasze ukochane miejsce to każda góra, którą zdobywamy razem – każda ma swoją niepowtarzalną magię, urok, zapach. Każda przynosi ze sobą inne wspomnienia – rozerwane spodnie, śmieszne zdjęcie, czasem przeziębienie, ciekawe historie. I każda jest warta tego, by ją zdobyć.

  13. Wybór jest spory, ale w moim przypadku łatwy, mało oryginalny – moje ukochane miejsce to Bieszczady. Pierwszy raz byłem jeszcze za czasów słusznie minionego ustroju. Koniec lat 80-tych ubiegłego wieku, parada atrakcji – sklepy otwarte kilka godzin dziennie, chleb tylko na zamówienie, jeden bar w promieniu 30 km, pociąg przez ZSRR.
    Same góry zrobiły na mnie ogromne wrażenie, przepadłem na amen 🙂
    Tak się składało, a raczej nie składało, że miałem ponad 20 lat przerwy w „bieszczadowaniu”. Wróciłem 3 lata temu i okazało się się czekały. Wierne, te same , ale już nie takie same.
    Szukając klimatu tamtych czasów odkryłem inną, tę mniej popularną, część tych pięknych gór.
    Spacer do źródeł Sanu, nieistniejące wsie – Hulskie, Krywe, Tworylne – teraz tam zostało moje serce.
    Polecam każdemu odnaleźć ten spokój, tę ciszę, ten miniony świat.

  14. Moje ukochane miejsce do którego wracam to —> Beskid Śląski. Jest niczym pozorna pustka, lecz gdy spoglądam sercem nie oczyma, odnajduje tam wszystko, a przede wszystkim siebie ? Szczyrk, Istebna, Wisła, Koniaków, Brenna, Ustroń – kilkadziesiąt wysp i wysepek, które można zdobywać samotnie, rodzinnie lub z przewodnikiem w dużej grupie. Rejon idealny na leśny spacer i ambitną wyrypę, ale też na górski rower i podziwianie wschodów i zachodów słońca. W takim miejscu wypoczywam, od problemów się odrywam, i całym sobą skupiamy się na ciszy, wtedy się najlepiej człowiek słyszy. Beskid Śląski to miejsce, do którego się wracam i wewnętrzną równię przywracam ? Tam nie ma granic – w nich szukamy wolności ?
    Z roku na rok przyciągają jak magnes coraz bardziej ?
    Strome podejścia kształtują mój charakter?
    Beskid Śląski uczy pokonywać moje słabości, i w tym jest sęk mej do nich miłości ?
    Nie ma nic piękniejszego niż poranna kawa w towarzystwie wschodu słońca na Skrzycznem?
    Nigdzie indziej nie smakuje tak herbatka, kiedy jesteśmy zmęczeni po wysiłku wędrówki ?
    W tych górach liczy się tu i teraz ?
    Wędrując poi nich z każdym krokiem, czuję, że przekraczam granicę własnych możliwości?
    Człowiek uzależniony od Beskidu jest nie do wyleczenia – zapewniam ? 
    Te góry to najpiękniejsza choroba i najzdrowsze uzależnienie ?
    W górach zawsze dobry humor gości, Kochamy je także za górali, bo są wspaniali! ?
    Kocham je za ciszę…oderwanie od codzienności i niezmienność  ?
    Moje akumulatory wypełniają się po brzegi w BESKIDACH…..To idealne rozpoczęcie dnia. Kocham te góry za pokorę, którą wdycham z każdym kolejnym krokiem na szczyt. Szanuje za zmienność, która pogłębia moją zdolność adaptacji. Dziękuje za emocje, które zostają ze mną na zawsze ——->>> TO DAJE MI SZCZĘŚCIE ?

    Pozdrawiam MartynaAgnieszka

  15. Ukochane miejsce do którego wracam… Tak jest takie jedno. Miejsce, które w słońcu, chyli swój szczyt przed potężnymi Tatrami. Które w deszczu, pokazuje swój wspaniały majestat. Które podczas mgły owiane jest tajemnicą. A podczas burzy, kryje w sobie wielkie niebezpieczeństwo. Miejsce w którym czas się zatrzymuje, zapomina się o codzienności i problemach. Miejsce pełne magi i uroku. Poznałam je 20 lat temu i wciąż do niego wracam. Miejsce, w którym tak samo jak ja, zakochał się mój mąż i mam nadzieję, że zakocha się nasz roczny synek. Miejsce z którego rozpościerają się przepiękne widoki, a górująca nad Dunajcem sosna przypomina o potędze natury. Miejsce to znajduje się 747 metrów npm. Tak … to jest jeden ze szczytów Pienin Środkowych czyli Sokolica.

  16. „Tatry to miejsce, do którego się wraca. Tatry to miejsce, bez którego nie można żyć” powiedział kiedyś nieżyjący już Maciej Berbeka. Mimo, że jest wiele cytatów, aforyzmów, stwierdzeń dotyczących tych gór, to te słowa wbiły mi się najbardziej w pamięć. Może dlatego, że myśląc o Tatrach, zawsze dochodzę do takiego samego wniosku 🙂 Ja, dziewczyna z nizin, mieszkająca w centrum Wielkopolski, tatrzańską przygodę rozpoczęłam dosyć późno, bo dopiero po maturze. Choć od tamtego czasu minęło już ponad 10 lat i niektóre szlaki znam prawie na pamięć, to kocham Tatry niezmienną miłością. Każdy ich widok przyprawia mnie o łzy w oczach i bezgraniczną radość w sercu. Może dlatego, że wędrując po nich, pokonuję własne słabości, a wszelkie problemy zostawiam „tam na dole”. Może dlatego, że góry uczą pokory i czasem dobrze jest odpuścić, bo jutro też jest dzień. A może dlatego, że od tych około 10 lat mogę tę pasję realizować z moją drugą połową, Michałem. To na Rysach odbyły się nasze zaręczyny, a na Rusinowej Polanie chcemy wziąć ślub. W towarzystwie najbliższej rodziny i przyjaciół, w ukochanym przez nas otoczeniu.

  17. Moje ukochane miejsce podróży to Bieszczady, zakochałam się w nich od pierwszego wejrzenia. Są dzikie, niepowtarzalne, zmienne i zawsze piękne. Zachwycają mnie zawsze. Mają jeszcze dodatkową niezwykłą moc jak mówią słowa piosenki KSU-„… tam na dole zostaje wszystko to co cię gnębi…” Tam człowiek zwalnia tempo, oczyszcza duszę i przypomina sobie co jest tak naprawdę w życiu najważniejsze.

  18. Góry czy morze? Góry czy rower? Ja nigdy nie miałem podobnych dylematów, bo przy mądrym rozplanowaniu urlopu można to wszystko pogodzić ze sobą. Górską część wakacji spędzam w różnych miejscach, chcę przetrzeć możliwie najwięcej szlaków i choć najwięcej zdeptałem oczywiście w Tatrach, to nieobce są mi też Beskidy, Pieniny, Gorce, Sudety… Natomiast za swoją drugą (po Wrocławiu) małą ojczyznę uważam Kołobrzeg ? urokliwe miasto nad Bałtykiem.

    W Kołobrzegu wszystko jest moje. Moja jest restauracja, gdzie dostaję znakomitego dorsza, moja jest kawiarnia, gdzie mogę zjeść dobre ciasto i wypić kawę, moja lodziarnia, gdzie kupuję lody naturalne. Na campingu czuję się jak u siebie w domu ? od lat już mówimy sobie z obsługą po imieniu.

    Ale nie dlatego pokochałem to miasto. Uwielbiam Kołobrzeg przede wszystkim za piękną przyrodę. Można tu spacerować kilometrami po szerokich plażach ? wielki plus dla włodarzy miasta, którzy zdecydowali się na remont plaż, jeszcze parę lat temu notorycznie zabieranych przez morze! Można też jeździć na rowerze ? na zachód fantastyczna ścieżka rowerowa prowadzi przez las do Dźwirzyna, ale można pojechać też dalej. Mnie w tym roku udało się dojechać do samych Międzyzdrojów widokową trasą wzdłuż morza. Na wschód ? droga prowadzi między innymi przez Eko Park, położony na terenie mokradeł. Ale trasę można przedłużyć też do Gąsek, gdzie znajduje się trzecia co do wielkości latarnia morska na polskim wybrzeżu. Albo do Mielna ? mniej może dla słynnej promenady i zabytkowej zabudowy, a bardziej dla jeziora Jamno; znad jego brzegu rozciąga się ładny widok chociażby na wyrastającą ponad Koszalinem Górę Chełmską.

    Kołobrzeg to także prawdziwa gratka dla amatorów historii. To jedno z tych miast w Polsce, gdzie można znaleźć świadectwa każdego z etapów naszych burzliwych dziejów: powstania w czasach pre-piastowskich (w Budzistowie, który dziś jest wsią nieopodal Kołobrzegu, sól wydobywano już w pierwszych wiekach naszej ery), hanzeatyckiej prosperity (czego świadectwem może być zabytkowa zabudowa centrum), w końcu ? licznych wojen. Jako miłośnik militariów bardzo lubię szlak kołobrzeskich fortyfikacji (także z czasów Festung Kolberg) oraz Muzeum Oręża Polskiego ? jedno z największych w Polsce, gdzie w wystawach można zobaczyć sprzęt i uzbrojenie żołnierzy od czasów najdawniejszych do współczesnych. Niektóre z dział samobieżnych, haubic i inny ciężki sprzęt jeszcze z czasów II Wojny Światowej wciąż jest na chodzie!

  19. Ukochane miejsce podróży… moje serce skradły Bieszczady. Góry zawsze były tym miejscem, do którego chciałam uciec, wyciszyć się i rozkoszować pięknem przyrody. Pisząc góry, w moim przypadku mam na myśli dzikie, pięknie zielone, malownicze i jakże ciepłe, wznoszące się ponad małe wioski, szczyty. I tak wlaśnie… leżąc na polanie, wysoko, patrząc dookoła, widząc jak cudownie otacza mnie natura w czystej postaci … chciałabym rozpłynąć się na jeden moment. Pozostać tak, dopóki grzmoty nie przeszyją mej czujności, a ciepłe krople deszczu pocałują mój rozgrzany policzek. Matka natura zmienną jest, a w górach może pokazać pazurki. To właśnie uwielbiam, stoicki spokój zaburzony przez naturalne zjawiska … bo przecież w życiu piękne są tylko chwile i trzeba umieć się nimi cieszyć. Dlatego też, tak bardzo uwielbiam wracać w te dzikie Bieszczady, gdzie odnajduję szczęście i mogę nacieszyć oczy bajecznym krajobrazem, a przy tym zaznać kapryśności natury, która przyprawia o gęsią skórkę. Nie ma drugiego takiego miejsca, które budziłoby we mnie tak wiele różnych emocji. Bieszczady… jak pięknie to brzmi.

  20. O wakacjach, tych co były, całkiem niedawno,albo tych z przed kilku lat mojej rodzinie przypominają fotografie i …wspomnienia. Do tego miejsca wracamy często wspomnieniami. To miejscowość Siecino koło Złocieńca nad jeziorem Siecino.
    Staramy się podczas każdych kolejnych wakacji nie wracać do tych samych miejsc.Nie których to nie będzie dziwić, przecież jest tyle niesamowitych rejonów w Polsce, na świecie, które warto odwiedzić,że warto otworzyć się na nowość.Inni,uwielbiają wracać do tych samych miejsc, ze zwyczajnych przyczyn:to co znane,gwarantuje pewną stałość, przewidywalność.
    Wakacje w 2011 roku niezapomniane, nieprzewidywalne, informacje o jeziorze znalezione w Wikipedii (patrz. poniżej)
    Siecino- jezioro położone na Pojezierzu Drawskim w gminie Złocieniec. Wody jeziora zaliczane są do I klasy czystości. Długość linii brzegowej: 23 km, powierzchnia: 743 ha, głębokość do 48 m w najgłębszym punkcie.

    Przez Siecino przepływa rzeka Rakoń. Na jeziorze są dwie wyspy: Ostrów (30 ha, połączone groblą z brzegiem) i Kępa (18 ha). Na obydwu wyspach planuje się utworzenie rezerwatu leśno-florystycznego. Na wodach jeziora obowiązuje strefa ciszy i zakaz używania silników spalinowych. Można na nim spotkać m.in. kormorany, tracze i gągoły. Z ryb dominuje sielawa europejska, w dużych ilościach występują także szczupak pospolity, leszcz, lin, i okoń.
    Wokół jeziora prowadzi niebieski szlak rowerowy o długości 38,9 km. Nad jeziorem Siecino od lat organizowany jest doroczny zlot motocyklowy miasta Złocieniec. Siecino to jedno z najczęściej wybieranych przez nurków polskich jezior: doskonałe warunki do nurkowania.Nad Siecinem wyznaczono 2 letnie kąpieliska śródlądowe:plaża Gęsia Łączka;wschodnia część jeziora we wsi Cieszyno,plaża na Wyspie Ostrów; zachodnia część wyspy.
    O moim wyborze zadecydowała klasa czystości wody w jeziorze, no i to ,że temperatura jest wyższa niż w Bałtyku. Nie do końca się sprawdziło z tą temperaturą, wiadomo jaki klimat panuje w Polsce, i jakie mamy lato.Zależało mi, na tym ,żeby nie obawiać się o ewentualne konsekwencje wynikające z zanieczyszczeń wody.
    Miejscowość Siecino usytuowana nad jeziorem Siecino to mała wieś, nastawiona na agroturystykę. Ale trudno mi było znależć jakieś gospodarstwo agroturystyczne bardzo blisko jeziora, wynajmujące domek letniskowy dla czteroosobowej rodziny, w cenie,nie naruszającej pomimo wakacji, budżetu naszej rodziny. Wymyśliłam rozbicie namiotu na terenie gospodarstwa agroturystycznego (koszt dla czterech osób +samochód 60 PLN za dobę).Jak się później okazało, dokoła jeziora można było znaleźć jeszcze trochę
    takich ofert w podobnej cenie. Choć nie tak jak na Mazurach, czy chociażby nad jeziorem Drawskim.I to,że nie jest to typowa miejscowość turystyczna, mało popularna, w przeciwieństwie do Złocieńca, Drawska Pomorskiego, czy Bornego Sulimowa,pomimo usytuowania nad takim pięknym jeziorem,zadecydowało o moim wyborze miejsca na wakacje 2011 roku.Odludzie, z czystym jeziorem, obwożnym sklepikiem,przyjeżdżającym o 7:30, najbliższy więszy sklep znajdował się w Złocieńcu, odgłosami kormoranów,
    chłopskimi laskami z darami runa leśnego, czyli grzybami.
    Idealne miejsce dla rodziny z małym dzieckiem.W naszym gospodarstwie mieliśmy do dyspozycji rower wodny, rowery górskie boisko do siatkówki, niewielki plac zabaw, pomost z którego łowiliśmy ryby(wykupione pozwolenie).Uczymy z mężem dzieci obcowania z naturą.Wakacje pod namiotem były pierwszymi dla młodszego, wtedy 2,5 letniego syna, którymiś z kolei, dla drugiego 7,5-letniego.Atrakcje, które mogliśmy zapewnić dzieciom ,to:oczywiście kapiele w jeziorze,pływanie rowerem wodnym po Siecinie,
    wycieczki rowerowe po okolicy, spacery,łowienie ryb, ognisko, grzybobranie.
    Jedną z atrakcji w okolicy jest zamek Drahim w Starym Drawsku , 8 km od Złocieńca, około 14 km od Siecina(patrz Wikipedia)
    pozostałości warownego zamku joannitów, wzniesionego w latach 1360-1366, w Starym Drawsku (niem. Alt Draheim), gm. Czaplinek, woj. zachodniopomorskim. Ruiny wpisane zostały w 1959 do rejestru zabytków.Już od samego wejścia zachwyca, tym,że każdy może dotknąć większości eksponatów zgromadzonych w zamku i wczuć się w klimat tego niesamowitego miejsca,,,nie mówiąc już o widoku, który nas czeka z tarasu zamkowego.
    Miejsce, samo w sobie zachwyca…zamek, jezioro z pyszną Sielawą, borowikami(drawskie lasy to raj dla grzybiarzy).Znajdzie się też cos dla amatorów spływów kajakowych, dla wędkarzy niesamowite łowiska…My z tych wakacji wróciliśmy z pyszną wędzoną sielawą, zówionym przez nas 74 cm węgorzem, suszonymi grzybami, miętą zebraną przy jeziorze, zapaleniem oskrzeli i płuc u dzieci ( tydzień padało, jak wyjeżdżaliśmy do Łodzi wróciły upały), mieczem rycerskim, i ogromną ilością niesamowitych zdjęć i
    wrażeń…Wrócimy tam kiedyś po nowe przeżycia, powspominamy rok 2011 i dodamy nowy rozdział.

  21. Ulubione miejsce w Polsce- oczywiście, że Tatry 🙂 Przez długi czas tatrzańskie szlaki przemierzałam samotnie, ciesząc się ciszą i spokojem, ale któregoś urlopu (dwa lata temu) się to zmieniło. Jak co roku, wybierałam się na urlop w Tatry i jakoś pod wpływem impulsu, na jednej z grup tatrzańskich wrzuciłam zapytanie, czy jest ktoś chętny na zdobycie Czerwonych Wierchów. Nie ukrywam, zaskoczył mnie fakt, ze ktoś chętny się znalazł 🙂 Więc pewnego sierpniowego dnia wyruszyliśmy na szlak. Pogoda dopisywała, humory również, gorzej było z kondycją. W Schronisku na Hali Kondratowej miałam dość, a przy podejściu na Przełęcz pod Kopą Kondracką budził się we mnie instynkt mordercy, bo przecież dlaczego Ktoś chodzi szybciej ode mnie 😉 Na szczęście widoki i moja ogromna radość ze zdobycia po raz pierwszy ponad 2000m npm dosyć mocno instynkt zagłuszyły 🙂 Wycieczka jak każda wycieczka skończyć się musiała- w naszym przypadku zakończyła się nad Smreczyńskim Stawem i każde z nas poszło w swoją stronę. Fakt, była jeszcze wspólna wycieczka na Szpiglasowy Wierch (w ramach tegoż samego mojego urlopu), ale nasze drogi się rozeszły, tylko po to, żeby znów się spotkać na tatrzańskim szlaku na Grzesia podczas (mojego pierwszego, zimowego) urlopu 🙂 A potem jakoś tak już poszło, że tatrzańskie urlopy były planowane wspólnie 🙂 A tym roku w grudniu, moja poznana na szlaku Połowica, postanowiła mnie dość mocno zaskoczyć 🙂 Na spontanie pojechaliśmy do Doliny Kościeliskiej (ot tak, żeby pobyć trochę razem), przy okazji odwiedzając Smreczyński Staw. Wycieczka- jak każda inna, a jednak wyjątkowa, gdyż właśnie nad Smreczyńskim Stawem wybranek mojego serca postanowił mi się oświadczyć 🙂 Oczywiście, nie muszę pisać jaka była odwiedź 😉 Skomentuję to inaczej- kiedyś na blogu withlove.pl pojawił się wpis „Zaprzyjaźnij się z człowiekiem, który chodzi po górach”- w naszym przypadku przyjaźń zamieniła się w miłość 🙂 Tak więc- Smreczyński Staw jest miejscem, które Medalikara (bo spod Częstochowy) i Krakus ukochali dość mocno 🙂

  22. Góry Świętokrzyskie wciąż odkrywam na nowo,
    nawet znane ścieżki, w zmienności pór roku,
    nie wyglądają jednakowo.
    Wędrując od Nowej Słupi dostrzegamy klasztor Świętego Krzyża stary,
    do którego w zamierzchłych czasach, sam król zanosił swe dary.
    Prowadzi do niego królewska droga, gdzie nie raz może podwinąć się noga,
    na kamieniach wysypanych jak z wora, zwłaszcza gdy nadejdzie deszczowa pora.
    Słychać jak skrzypi prastary buk Jagiełły,
    o czasach, które pamięta i , które minęły.
    Nieopodal klasztoru widać gołoborza bryły,
    gdzie w dawnych czasach sabaty czarownic były.
    Wędrując ze Świętej Katarzyny- zachwyca- królowa Gór Świętokrzyskich- Łysica!
    Niewysoka to góra, puszczą otoczona,
    każdego wędrowca przyjmie w swe ramiona,
    kamieni w niej tyle co rodzynek w cieście,
    tego nie znajdziecie w żadnym mieście!
    U jej stóp bije źródło Św. Franciszka przeczyste,
    co nie zamarza nawet w mrozy siarczyste.
    Najbardziej lubię Góry Świętokrzyskie w jesiennej odsłonie, gdy las bukowy pod rdzawym dywanem liści tonie,
    gdy mgły ciągną się ponad jodłami,
    gdzie diabły harcują z czarownicami.
    Góry Świętokrzyskie to również przydrożne kapliczki i sioła,
    których nawet czas zmienić już nie zdoła,
    złote łany zboża przetykane chabrami,
    szumiące cichymi, czarownic chichotami
    Można nie pokochać Gór Świętokrzyskich od pierwszego wejrzenia, ich uroda nie jest nachalna, lecz warte są wędrówki i w nie zanurzenia…

  23. Pewnego dnia 10 lat temu kolega w pracy zaproponował: jedzmy na Babią Górę. Nie wiedziałem co to za góra ani gdzie się dokładnie znajduje. Pomyślałem jadę!!. Kilka dni później stając na szczycie Diablaka, po kilku godzinnej wędrówce, wiedziałem że to nie jest mój ostatni pobyt w górach. Kolejne dni mijały mi na myśleniu kiedy znowu pojadę w góry. Nieważne gdzie, byle jechać. Zacząłem szukać informacji w Internecie, kupiłem mapy. Zacząłem jeździć w Tatry, Beskidy, Gorce. Góry stały się moim życiem. Poznałem w nich fantastycznych ludzi, przeżyłem cudowne chwile, doznałem kontuzji. Jednak miejscem, które szczególnie cenię jest właśnie Babia Góra. Po tym, jak pierwszy raz stanąłem na jej szczycie byłem na Królowej Beskidów wielokrotnie o każdej porze roku. Kocham widok, który rozpościera się z jej wierzchołka na Tatry, Wielki Chocz czy Małą Fatrę. W mojej pamięci szczególnie pozostaje zimowe wejście, kiedy to miałem przyjemność wejść na Diablak przez Sokolicę i Kępę w promieniał jaskrawego słońca. Promienie słoneczne odbijające się od śniegu powodowały że widoki tego dnia były zniewalające. Znikoma ilość ludzi na wokoło powodowała, że można było w spokoju i ciszy zachwycać się otaczającym pięknem. Babia Góra jest miejscem, do którego będę wielokrotnie wracał.

  24. Tatry zachodnie, tam odnajduje spokój i odpoczywam z dala od miejskiego zgiełku! W samotności wędruje po ukochanych wierchach i marzę by ta podróż trwała wiecznie! Góry są moim wybawieniem od smutku i dają mi powera by przezwyciężyć przeciwności losu! Do domu zawsze wracam naładowana pozytywna energią i z uśmiechem na twarzy planuje kolejną wędrówkę!

  25. Całkiem niespodziewanie jednym z wspanialszych miejsc stala sie Istebna. Może i nie było najpiękniejsze na świecie, ktoś powie, że zeyczajne, takie jal inne, ale dla nas stało się magiczne.
    Pojechałam z 3 letn?ą córką i moją mamą, czyli córki babcią do sanatorium Kubalonka w Istebnej. Córka dostała skierowanie ze względu na czeste choroby dróg oddechowych.
    Na miejscu po 1 dniu okazało się, że corka jest za mała na zabiegi które tam wykonują i musimy opuścić teren osrodka.
    Nie chcąc tracić urlopu jaki zaplanowowałyśmy z mamą postanowiłyśmy przenieść się do pobliskiej karczmy z miejscami hotelowymi. I wtedy zaczęła się nasza przygoda. Z przymusowgo wyjazdu, spowodowanego chorobą stał się wyjazd i miejsce najpiękniejsze z pięknych.
    W swiecie gdzie czas goni pieniądz, w świecie gdzie nie mamy czasu zadzwonić do siebie, nam czas się zatrzymał.
    Sędziłyśmy razem wspaniały tydzień w pieknym miejscu, ciesząc sie swoją obecnością. Spacerując po malutkiej ale jakże pieknej i gościnnej miejscowosci. Nie bylo pośpiechu, zalatania, codziennosci.
    Był to gudzień powietrze bylo dosyć ostre, pojawił się śnieg ale nie przeszkadzało nam to w codziennych spacerach.
    Cudownie spedzony czas razem. Coś czego nie można kupić, coś co na zawsze pozostaje.
    Najpiekniejszy wyjazd w najwspanialsze miejsce z najpiękniejszymi wspomnieniami.

  26. Tatry budzą we mnie coś pięknego. Tam potrafię żyć dla drugiego człowieka, cieszyć się na widok nieznajomego spotkanego na szlaku, a na kubek ciepłej herbaty reagować z radością dziecka? 🙂
    Może właśnie dlatego. Nie wiem. Ale jeśli ta niewiedza pozwala mi budzić w sobie to piękno, chcę w niej trwać jak najdłużej. Często w góry, żeby uciec od czegoś. Dla mnie wyjazd wypad w Tatry to nie tylko możliwość aktywnego obcowania z naturą, czasami spotkań bardzo bliskich z przyrodą w jej najpiękniejszych aspektach ale także możliwość poznania najwspanialszych pejzaży. To właśnie takie miejsca, nieskażonej przyrody, z niezwykłymi formami krajobrazu, gdzie mogę podziwiać najcudowniejsze widoki, siłę górskich potoków, piękno wodospadów, kaskad, czy urokliwych stawów górskich. Wędrując po stromych, przepaścistych graniach, potrafię czuć wzmożony wysiłek w celu zdobycia wymarzonego szczytu.Przede wszystkim Tatry pozwalają mi wyciszyć się ?porozmawiać? ze swoimi myślami, bo tylko tutaj można uciec od zgiełku tego świata, przytłaczającej nieraz wszechobecnej cywilizacji, hałasu wielkich miast, świata
    i ludzi goniących ciągle za niedoścignionym. … Tatry pozwalaja naładować się pozytywną energią, która pozwala żyć inaczej również w dolinach, po powrocie do domu. Każdy, kto pokochał Tatry, wie jak pozytywnego kopa dostajemy przebywając wśród ulubionych szczytów i dolin, samo przebywanie daje mi radość wielką, bo jeśli coś ukochałam to wystarcza samo obcowanie z pobytem w Tatrach. Szczęście jakim napełnia się moje serce wystarcza na długo. Mnie jakoś tak zawsze ciągnie w Tatry. Szukam piękna i harmonii stworzonej bez ingerencji człowieka, głębokich przeżyć dla ciała i ducha, ze szczytu jakoś tak lepiej widać. I mniej tam ludzi, zgiełku, są takie miejsca, gdzie można być całkiem sam, samemu kontemplować to czyste piękno natury i wędrować bez końca.Za każdym razem będąc w Tatrach czuję to samo.
    A zdobywając jakiś szczyt toczę walkę nie tylko ze swoimi słabościami. Za każdym razem wędrując po szlakach mam namacalny dowód, że jeszcze nie jest najgorzej, że jeszcze dam radę? To mi daje siły i wiarę która jest duża jak ogrom Tatr i miłość Tatr w moim sercu 😉

  27. Zauroczyły mnie Bielice. Jest to wioska ukryta w cieniu Gór Złotych i Bialskich. Tam jeździliśmy w czasie studiów- gdy trzeba było myć się w Białej Lądeckiej, tam w starej chacie urządziliśmy wesele naszych znajomych i tam wracamy teraz aby odetchnąć czystym powietrzem przepięknej dzikiej Puszczy Jaworowej. Okolica od tamtych lat mocno się zmieniła , lecz na szczęście nie zagroziło to urokowi gór. Jest to wspaniały przykład symbiozy człowieka z przyrodą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress
Cześć! Na MyNaSzlaku.pl witają Cię Angelika i Mateusz
Dołącz do grona naszych czytelników i wybierz się z nami w niezwykłą podróż. Pamiętaj! Robisz to na własną odpowiedzialność. :) Zapisz się i otrzymuj powiadomienia o nowych wpisach.