Pieniny Spiskie i Góra Żar z PTT Nowy Sącz

Pieniny Spiskie i Góra Żar z PTT Nowy Sącz

Niedziela 27 listopada, to dzień spędzony na szlaku w towarzystwie Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego z Nowego Sącza. To już trzeci raz na wycieczce organizowanej przez tę organizację. Byliśmy na Starych Wierchach, byliśmy na Gorcu, a teraz Góra Żar w Pieninach Spiskich. Poprzednio było fajnie, a jak będzie teraz?

7:50 i czekamy w większej grupie na przystanku przed Miejskim Ośrodkiem Kultury. Odjazd w kierunku Krempachów, z których mieliśmy zaczynać był o godzinie 8:00. W małym busiku jedziemy w 17 osób. 16 zapisanych na wycieczkę + pani Dorota – kierowca. Przez Łącko, Krościenko, Frydman dojeżdżamy na miejsce po godzinie 9:15. Wysiadamy na przystanku autobusowym niedaleko kościoła św. Marcina. Wszyscy na początku przygotowujemy się do drogi , Wy macie chwilę czasu, żeby obejrzeć trasę jaką będziemy wędrować:

Krempachy Szlak zielony Dursztyn Szlak czerwony Żar Szlak czerwony Przełęcz Przesła Szlak czerwony Niedzica / 27.11.2016, 17 km, w górę 513 m, w dół 551 m.

Krempachy, na przystanku

Ruszamy za znakami koloru zielonego. Na mapie Compassu z 2015 roku, szlak poprowadzony jest cały czas drogą asfaltową, aż do Dursztyna, a w terenie po kilku minutach od startu skręca prawo na drogę gruntową. Bardzo dobrze, że właśnie tak biegnie, bo co to za atrakcja wędrować asfaltem, jak po drodze można zobaczyć ciekawe widoki i skały, które są ozdobą odcinka Krempachy – Dursztyn. Pogoda, która stała pod znakiem zapytania jest na razie bardzo ładna. Kurtkę można spokojnie schować do plecaka. Jest ciepło, a deszczu nie widać. Jak jechaliśmy autobusem, to na Przełęczy Snozka, bajecznie było widać czubki Tatr nad gęstymi chmurami.

Nasza grupa
Jesteśmy na Spiszu

Znajdujemy się na Spiszu w pobliżu Jeziora Czorsztyńskiego i Zamku w Niedzicy. Właśnie w jego stronę będziemy się kierować. Tereny te lubimy przede wszystkim dlatego, że świetne tutaj mają widoki na Tatry. Przypomina nam się poranek na Grandeusie – szczycie, który leży nad Dursztynem i, pod którym będziemy niedługo przechodzić. Idziemy drogą i musimy pokonać pierwszą przeszkodę. Trzeba przedostać się na drugą stronę, nad Potokiem Durściańskim, a kamieni do pomocy jest tam bardzo mało. Jednak od czego mamy buty z grubą podeszwą. Przecież nie przemokną, nawet jeśli się trochę zamoczymy.

Przejście przez Potok Durściański

Przejście przez potok okazuje się bułką z masłem dla całej grupy i już wszyscy stoją pod pierwszą ciekawą skałą o nazwie Gęśle. Ma ona kształt maczugi i jest unikatowa w skali całych Pienin. Jej nazwa pochodzi od gęśli – ludowych instrumentów muzycznych. Skała jest pomnikiem przyrody, a słynie z idealnego miejsca do wspinaczek. Dokładna nazwa tego miejsca to Lorencowe Skałki. Ich grzbiet jest zalesiony i prowadzi do niego nieoznakowana ścieżka. Na dole mamy ławkę i tablicę informacyjną. Obok nas znajduje się również masywna skała Basy. Jeśli dobrze się przypatrzymy i poszukamy, to znajdziemy między polami i drzewami pozostałe okazy: Rafaczowe Skałki, Korową Skałę czy Borsukową Skałę.

Skała Gęśle
Patrzymy za siebie

Idziemy dalej po polnej drodze. Jest strasznie zniszczona przez zwierzęta, które są tutaj wyprowadzane i wypasane. Po prawej wznosi się Mikołajczyna Skała, a my wychodzimy na drogę asfaltową, która biegnie z Krempachów do Dursztyna. Widoki mamy przede wszystkim na Gorce i pasmo Lubania, które ciągnie się przed naszymi oczami.

Widok na pasmo Lubania
Droga do Dursztyna
Widok na Lubań
Tatry
Kościół w Dursztynie

Skręcamy w prawo i zmierzamy w stronę Dursztyna. Do miejscowości nie jest daleko. Z lewej w oddali stale ukazuje się Lubań z dwoma wierzchołkami. Z prawej natomiast ciemne, deszczowe chmury wychodzą nad Tatry, zasłaniając je. Docieramy pod kościół i zatrzymujemy się. Kilka słów ma do nas nasz przewodnik Paweł Groński. Jeśli chodzi o Pawła, to w tym roku zdobył uprawnienia na przewodnika i teraz świetnie wywiązuje się ze swojej roli. Byliśmy w Dursztynie i na Górze Żar 15 maja 2015 roku, a o tej podróży możecie przeczytać tutaj.

Błędne szlakowskazy przy kościele

Ruszamy teraz czerwonym szlakiem. Tabliczki wskazują, że na Żar zaledwie godzina drogi, a Niedzica ponad 2. Przewodnik uświadamia nas, że czasy na tabliczkach są błędne. Faktycznie tak jest. Według mapy Compassu do Niedzicy jest 3,40, według mapy ExpressMap 3,20, a według Sygnatury 3,25. W tym przypadku PTTK z Nowego Targu naraża turystów na nieprzewidziane „atrakcje”, chyba, że w tym oddziale tak się szybko chodzi, dlatego takie czasy.

Droga na Żar
Jurgowskie Stajnie

Po minięciu ostatnich domów i zejściu z asfaltu wchodzimy na ubitą drogę. Przed nami piętrzy się już wniesienie Żaru. Idziemy w kierunku Jurgowskich Stajni. Kiedyś zaatakowały nas tam psiaki i ledwo obok nich przeszliśmy, bo otoczyły nas i szczekały nie pozwalając przejść. Teraz już tam nikogo nie było. Schodzimy kawałek na dół i robimy przerwę na śniadanie. Trwa ona tylko kilka minut, ponieważ zaczyna padać. Wszyscy ubierają płaszcze przeciwdeszczowe, chociaż nie ma nad nami gęstych chmur zapowiadających opady. Przekraczamy potok i ostro podchodzimy pod górę, dalej kawałek po prostym i  skręt w lewo na Żar.

Podejście na Żar

Walczymy z ostrym podejściem. Kilka osób rusza szybciej, inni zostają w tyle. Ja też zostaję i spokojnym tempem zdobywam wysokość. Jest to najostrzejsze podejście w Pieninach jakie znamy. Widoki za plecami powinny przedstawiać łańcuch Tatr, niestety w tych chmurach nic nie widać. Wreszcie po 20 minutach wszyscy wychodzimy do góry. To nie jest jeszcze szczyt, ale całe zbocza Żaru, które wysokości mają mniej więcej takie same. Z lewej strony mamy jeden z wierzchołków Żaru, jednak ten właściwy jest na naszym czerwonym szlaku.

Droga na Żar

Ruszamy w całej grupie w kierunku najwyższego punktu. Teraz już przyjemnie, bo cały czas po prostym. Widzimy w oddali otulone we mgle Jezioro Czorsztyńskie. Trasa prowadzi cały czas „granią”. Zbocza są bardzo strome i z lewej i z prawej strony. Jeszcze przed Żarem spotykamy kolegów z oddziału PTT z Mielca. Jak widać Polskie Towarzystwo Tatrzańskie lubi Pieniny, jeszcze tę część, w której mamy większy spokój od turystów.

Żar, nowe oznaczenie
W najwyższym punkcie

Zdobywamy Żar i wszyscy w świetnych humorach pozują do zdjęcia. Nie było łatwo ustawić aparatu, aż w końcu sprzęt znalazł swoje miejsce na plecaku, a ten zawisł na drzewie. Ze szczytu schodzimy na dół, aż dochodzimy na polankę, na której palimy ognisko. Pierwsze wątpliwości czy uda się je rozpalić przechodzą, gdy udaje się to za pierwszym razem. Nagle zaczyna sypać śnieg. Tego dnia wszystko się może zdarzyć. Kilka osób skusiło się na upieczenie kiełbaski.

Wychodzimy na polankę
Ognisko
🙂

Po kilkudziesięciu minutach kierujemy się dalej czerwonym szlakiem. Teraz zaczyna się najgorszy odcinek. Przez cały czas błoto, błoto i błoto. Ostre zejście na dół . Buty wszystkich wyglądają jakbyśmy łazili po jakichś bagnach. Do tego jest bardzo ślisko i jeden zły krok może skutkować wywrotką. Jakoś dochodzimy na Przełęcz Przesła. Tam pojawia się szlak żółty na trasie Falsztyn – Łapsze Niżne.

Przełęcz Przesła

Dalsza trasa nie wygląda lepiej. Obok nas przebiega droga szutrowa, którą można również dojść do Niedzicy omijając to błoto. My decydujemy się iść dalej czerwonym szlakiem. Mimo obaw trasa jest bardzo dobrze oznaczona. Raz podchodzimy do góry, raz schodzimy na dół. Coraz bardziej zbliżamy się do Niedzicy.

Szlak czerwony
Szlak czerwony

Po nierównej walce z warunkami trawersujemy z lewej strony Cisówkę i wychodzimy na polanę o takiej samej nazwie. Widoki z niej rekompensują nam ostatnie kilka kilometrów. Krajobrazy obejmują pasmo Lubania z widoczną wieżą widokową, Jezioro Czorsztyńskie, a nawet najwyższy szczyt Pienin, czyli Wysoką.

Zamek Czorsztyn
Taka sytuacja po oczyszczeniu butów
Słowacja
Krajobraz Pienin
Jezioro Czorsztyńskie
Cisówka
Zamek w Niedzicy

Teraz idzie się przyjemnie po łące. Zza drzew wyłania się Zamek w Niedzicy. Wychodzimy na asfalt i idziemy prosto na dół. W pewnym momencie zatrzymujemy się i bez szlaku idziemy za przewodnikiem. Doprowadza on nas do pewnego ciekawego miejsca. Jest nim cmentarz, na którym pochowani są ostatni właściciele zamku – rodzina Salamonów. Cmentarz powstał z inicjatywy Ilony Salamon, która najpierw pochowała tam swojego męża Gazy. Po zakończeniu II wojny światowej była zmuszona wyjechać, zmarła w przytułku dla starców na Węgrzech. Syn Ilony Geza w roku 1977 potajemnie przewiózł prochy matki oraz brata Istvana na rodzinny cmentarz w Niedzicy. Miejsce to nie jest oznaczone i mało kto wie o jego istnieniu. Dojedziemy do niego ulicą Salamonów, która odbija od czerwonego szlaku.

Na cmentarzu

Z cmentarza schodzimy na dół drogą. Odbijamy na szlaku w lewo i wychodzimy koło zamku. Gdy wszyscy kierują się do karczmy ja idę jeszcze pod zamek zrobić kilka zdjęć. Nic ciekawego tam się nie dzieje. Nie ma tłumów, które można spotkać podczas sezonu letniego. Również i tutaj tabliczki nas oszukują i trzeba patrzeć na mapę.

Tabliczki przy zamku
Zamek w Niedzicy

Dziękujemy za przeczytanie. Serdecznie zachęcamy do odwiedzin naszych stron na FacebookuTwitterzeGoogle+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentujcie i polecajcie znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Z górskimi pozdrowieniami!
Angelika i Mateusz :)

5 thoughts on “Pieniny Spiskie i Góra Żar z PTT Nowy Sącz

  1. Cześć Wam!
    Byłam wczoraj na Żarze i doszłam do takich samych wniosków. Czasy przejść na znakach są całkowicie błędne. Zupełnie inne czasy miałam w przewodniku.
    Szłam z Niedzicy. Mam dobrą kondycję. Szłam BARDZO szybko. Nie zatrzymywałam się, ale i tak nie zmieściłam się w podanych na trasie ramach czasowych. Ostrzegłam o tym jedną Panią, którą spotkałam na szlaku. Ona też szła tempem lepszym niż przeciętne, mimo to tym bardziej nie zmieściłaby się w czasie a wyruszała w trasę z taką nadzieją, nieświadoma niczego. Czasy przejść podaje się zwykle uśrednione dla przeciętnego użytkownika, a nawet wolniej, więc tu ktoś w PTTK całkowicie się pomylił.

    P.S. Mimo to cieszę się, że w końcu „zaliczyłam” tę mało uczęszczaną część Pienin. No i widzę, że Wy oczywiście już tam byliście 🙂 Pozdrawiam!

  2. Grandeus faktycznie jest bardzo widokowy, natomiast podejście na Żar bez kosiarki i piły, graniczy z masochizmem. Zdziwiły mnie pustki w tym rejonie.

    1. Hehe, mnie nie zdziwiły, bo wiedziałam, że to mało uczęszczany szlak. Sama byłam tam pierwszy raz. Ciekawie.
      Co do piły i kosiarki – faktycznie, ale po prostu szłam taranem 🙂 Na dodatek mokro, błoto i deszcz. Szłam z Niedzicy i jak zaczęłam schodzić do Dursztyna, szybko okazało się, że raczej zjadę na tyłku wśród tych wysokich traw niż zajdę (mimo dobrych butów). Więc się znad Dursztyna wróciłam do Niedzicy 🙂
      To czym jestem mile zaskoczona, to bardzo dobre oznakowanie szlaku (oczywiście pomijając podane czasy).

  3. Gdziekolwiek człowiek by się nie planował wybrać, to Wy już tam byliście.
    Ja i moja niewiasta czasem się czujemy jakbyśmy Was śledzili :))))
    Z pozdrowieniami i życzeniami dalszych, udanych wojaży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress