Pogórze Rożnowskie: Mogiła, szpitalik leśny, II wojna światowa i partyzanckie walki

W kalendarzu już 22 marca 2018, dlatego wycieczka iście wiosenna. Pogórze Rożnowskie i kolejna podróż z wózkiem. Świeży śnieg znowu zakrył szlaki i jest problem z wybraniem najlepszej trasy. Przeglądamy różne mapy i nasze oczy skupia Mogiła mierząca 478 m n.p.m., na której znajduje się szpitalik leśny partyzantów Armii Krajowej i mogiła wraz z pomnikiem partyzantów poległych 26 października 1944 roku. Startujemy z miejscowości Borowa tuż przy wejściu do lasu.

Przez wzgórze prowadzi szlak zielony, ale my nim nie idziemy, dlatego, że biegnie on głównie wąskimi ścieżkami i jak są roztopy to jest duże błoto. Staramy się dostać na samą górę najłatwiejszą drogą. Miejscowość Borowa znajduje się w pobliżu Rożnowa, Zakliczyna i Jamnej. Dojście na szczyt nie stanowi problemu, bo cały czas maszerujemy po szerokiej drodze z małą ilością śniegu. Widzimy ślady terenowego samochodu. Musiał to jechać ktoś z nadleśnictwa, ponieważ przedostał się przez szlaban. Wszystkie paśniki, które widzieliśmy po drodze były zapełnione jedzeniem dla zwierzaków. Temperatura powyżej zera i mocne słońce przyczyniły się do małych roztopów, także trzeba było uważać na kałuże. Szliśmy z nawigacją w telefonie, chociaż droga intuicyjnie prowadzi cały czas pod górę i trudno jest się pomylić. Po dojściu na skrzyżowanie widzimy kamień postawiony tutaj ku pamięci Jerzemu Kaczmarczykowi – zasłużonemu budowniczemu dróg leśnych 7 października 2014 roku. 

Szczyt Mogiła wznosi się tuż nad tym kamieniem. Dojście na niego trwa 5 minut. Jest całkowicie zalesiony, ale warto go zdobyć. W tym miejscu przychodzi zielony szlak idący w lewą stronę do Rudy Kameralnej i w prawą do Olszowej. I my właśnie idziemy w prawą stronę, ponieważ za kilkanaście minut mamy dotrzeć do naszego głównego celu. Najpierw docieramy do pierwszego miejsce pamięci narodowej. To metalowy krzyż, miejsce martyrologii, opatrzony tabliczką: „… W tym miejscu 5.X.1944 poległ w walce z niemieckim SS – Władysław Mossoczy, absolwent medycyny UJ, jako lekarz batalionu Armii Krajowej…”. Dawniej na terenie dzisiejszej Woli Stróskiej była osada. Żyli w niej prości ludzie przeważnie biedni rolnicy, a wśród nich w sobie bardzo zakochanie młodzi ludzie – podobno najpiękniejsza w osadzie dziewczyna i biedny chłopiec. Miłowali się bardzo od wczesnych młodych lat. Ludzie we wsi już się szykowali na wesele. Ale niestety zdarzyła się tragedia. Dziewczyna zachorowała i żadne, nawet sprowadzane z daleka, lekarstwa nic jej nie pomagały. Jej luby był przy niej przez cały czas, czuwał dniami i nocami. Niestety, było z nią coraz gorzej, aż w końcu zmarła. Zanim odeszła, ukochany zdążył jej jeszcze coś szepnąć na ucho. Ta śmierć przyniosła smutek całej wsi. Dziewczynę pochowano w ziemnej mogile, a jej luby wtedy obiecał, że do końca swych dni codziennie będzie ją odwiedzał i nosił na jej grób grudki ziemi. Co obiecał, to przez całe życie wypełniał. I tak na maleńkiej samotnej mogile swej ukochanej usypał wielką górę, która dotrwała do naszych czasów. Jak mawiają starzy ludzie we wsi, to na pamiątkę ich wielkiej miłości, którą bezduszna śmierć rozdzieliła, to wzgórze nazwano Mogiłą.

Z Mogiłą związana jest ciekawa, a zarazem tragiczna historia, o której więcej można przeczytać na stronie www.brzesko.ws. Jest kilka wersji tego co wydarzało się tam tego feralnego dnia. Ten wydaje się najbardziej szczegółowy jednak ciężko powiedzieć kto go mógł napisać. Mogą to być z jednej strony wspomnienia ocalałego sanitariusza lub kogoś, kto dość dobrze znał wypadki na Mogile. 

‚W lesie pod Mogiłą w tzw. Kokocu zbudowano bunkry z drzewa doskonale zamaskowane w ziemi, tak że z trudem można było je wyśledzić. W bunkrach tych przechowywano broń, żywność, opatrunki, a równocześnie były one miejscem schronienia partyzantów przed deszczem i pomieszczeniem na nocleg. W okresie pobytu partyzantów w tym miejscu wystawiano po lesie posterunki, które miały za zadanie alarmować pozostałych żołnierzy nie będących w służbie, oraz nie dopuszczać nikogo z niepowołanych, a w szczególności Niemców na miejsce pobytu placówki. Teren był mocno zalesiony. Przez las biegła przesieka leśna, przy której stał budynek drewniany przeznaczony na miejsce zebrań gajowych, którzy pilnowali okolicznych lasów. W budynku tym były dwa pomieszczenia. Jedno z pomieszczeń miało charakter kuchenki, gdzie był stolik i prosta ława. Budyneczek ten wykorzystywali partyzanci do szkolenia sanitarnego. Wyszkolenie sanitarne prowadził młody lekarz zatrudniony przy szpitalu powiatowym w Brzesku Władysław Mossoczy. Wysoki, w okularach, zawsze z humorem umiał prowadzić swe zajęcia z zainteresowaniem. Z początkiem października 1944 przyszedł on pieszo z Brzeska na miejsce placówki.

Było to o ile sobie datę przypominam 4.X.1944. Ranek był mglisty i pochmurny. W gajówce bo tak ją nazywano było kilku chorych. Lekarz Dr Mossoczy zaopatrzył ich pożartował z nimi i począł wykład o tym jak należy podwiązywać opatrunki w wypadkach upływów krwi z powodu ran. Wszyscy słuchali z zainteresowaniem, bo wiedzieli, że chodzi tu o życie własne i swoich najbliższych współkolegów. W izdebce było ciasno. Czuć było zapach tytoniu. Dym przesłaniał widok na zewnątrz. Dochodziła godzina 11:40 gdy jeden z sanitariuszy wyglądnąwszy oknem na drogę leśną zobaczył podkradających się pod budynek uzbrojonych Niemców. Na jego krzyk „Chłopcy, szwaby nas otaczają” zrobił się ruch i zamieszanie w izdebce. Wszyscy potracili chwilowo głowy. Broni przy sobie partyzanci nie mieli, bo idąc na wykład pozostawili ją w bunkrach. Tylko lekarz Mossoczy Władysław miał pistolet przy sobie, oraz żołnierz AK Władysław Chrzan z Biskupic posiadał karabin zwykły. On to wypadł z chatki w zarośla i począł prażyć ogniem karabinu w stronę Niemców. Tymczasem lekarz Mossoczy uspokoił pozostałych i nakazał im pojedynczymi skokami opuszczać zagrożoną chatkę. Niedługo strzelec Chrzan mógł osłaniać kolegów. W toku walki nie zauważył, że z flanki poszły na niego kule niemieckie. Zginął przy karabinie. Teraz Niemcy przypuścili szturm do gajówki. Prażyli w nią z karabinów maszynowych. Obrzucali ją granatami. Tymczasem reszta partyzantów znajdująca się w lesie poczęła spieszyć z pomocą osaczonym. Odezwały się wystrzały karabinów partyzanckich. Grzmiała palba. Echo niosło walkę po jarach i wądołach lasu. Walka o gajówkę trwała do godziny 16. Niemcy liczyli pełną kompanię wojska w sile od 200 do 250 ludzi. Wszyscy byli uzbrojeni po zęby. Wreszcie zamierzali się oni wycofać. Wykorzystał ten moment lekarz Mossoczy i wyskoczył przez okno z pistoletem w ręku. Zdradzieckie kule wroga postrzeliły go w nogi. Rannego osłaniali ogniem współkoledzy. Niemcy wycofali się chwilowo. Współkoledzy zabrali na związane karabiny Mossoczego i unosili w las. Na drodze zaatakowali ich ponownie Niemcy. Władysław porzucony na ziemię został ponownie postrzelony przez Niemców. Ze stygnących rąk nie wypuścił jednak pistoletu trzymając go na wrogów.

Po walce zapanowała w lesie głucha cisza. Niemcy spiesznie opuścili las przed zmrokiem z zabranymi rannymi i ujętym Sikorką. (…) Tymczasem rozproszeni partyzanci zebrali się ponownie i podążyli w stronę mieszkania ich dowódcy. Zastano go w domu na spoczynku. Opowiedziano mu przebieg zaskoczenia i wyrzucano tchórzostwo i unikanie walki. Pod naporem rozgoryczonych partyzantów, którzy stracili kilku kolegów dca opuścił swe domowe zacisze i skierował się wraz z partyzantami na miejsce walki. Tu dowodzenie przejął „Meteor” on to polecił pogrzebać zabitych, zabrać pozostawioną w bunkrach broń i pociągnąć dalej w lasy. (…) Na drugi dzień ledwo świt nadciągnęło od strony Zakliczyna około 300 uzbrojonych w karabiny maszynowe, działka, ładunki dynamitu. (…) Teraz Niemcy toczyli z głuszą leśną piekielny bój. Strzelali cały dzień. Słychać było detonacje i eksplozje. Widać było z lasu kłęby dymu. W sąsiednich wioskach dzień ten wydał się dniem ostatecznego sądu. Na noc nastała znów cisza. Niemcy się wynieśli. Co śmielsi podążyli na plac pobojowiska. Tu stwierdzili, że bohaterowie niemieccy walczyli z bunkrami partyzantów wysadzając je w powietrze. Że spalili gajówkę równając ją z ziemią. Że zestrzelali ze złości pnie drzew leśnych, które dawały schronienie partyzantom.’

Poniżej szpitala zlokalizowany jest w lesie pomnik oraz zbiorowa mogiła partyzantów. Ma formę kamiennego obelisku zwieńczonego orzełkiem AK z inskrypcją 16 P.P. AK. Co roku odbywa się w tym miejscu Msza Święta polowa na część poległych partyzantów. Nasza trasa tutaj się kończy i wracamy taką samą drogą do samochodu. 

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *