Skrzyczne – najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego | wyjście ze Szczyrku

16.11.2018 | Ostatni, czyli piąty dzień naszego wypadu w Beskid Śląski. Po odwiedzeniu Schroniska na Błatniej, Baraniej Góry, Równicy i Czantorii Małej nadeszła chwila, żeby w końcu wyjść na Skrzyczne – najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego. Wcześniejsze dni w górach możesz obejrzeć klikając w poniższe linki.

-> Schroniska na Błatniej,

-> Barania Góra,

-> Równica,

-> Czantoria Mała

Na Skrzycznem 1257 m n.p.m. byliśmy ostatni raz w ubiegłym roku. Angelika była wtedy w trzecim miesiącu ciąży. Teraz już w trójkę ruszyliśmy na szlak. Trasę wybraliśmy prawie najkrótszą i a według nas najłatwiejszą, czyli wyjście ze Szczyrku szlakiem koloru niebieskiego idącego w pobliżu kolejki. Wczesnym rankiem, gdy zrobiło się nieco jaśniej dojeżdżamy do Szczyrku. Wszystko jest jeszcze ospałe. To ma się zmienić już za kilka godzin, gdy w Wiśle rozpocznie się inauguracyjny konkurs Pucharu Świata w skokach narciarskich z udziałem naszych. 

Zatrzymujemy się w Szczyrku na parkingu przy drodze głównej. Tam z postojem nie ma najmniejszego problemu. Wszystko jest darmowe i blisko szlaków. Szukamy na mapie i w terenie naszego koloru i ruszamy. Początkowo kilkanaście minut maszerujemy drogą asfaltową. Skręcamy w lewo z drogi głównej i idziemy ulicą Uzdrowiskową. Tabliczki wskazują, że na Skrzyczne 2 godziny. 

Droga prowadzi łagodnie pod górę. W pewnym momencie nawet nie wiedząc kiedy szlak zmienia kierunek i odbija w prawo, tuż obok ogrodzenia. Tam trzeba uważać, żeby podczas rozmowy nie minąć sobie odejścia. Opuszczamy na dobre beton i wchodzimy na polną ścieżkę, która początkowo wiedzie między domami. W jednym momencie musimy przejść między domem, a garażem. Niezbyt przyjemnie przechodzić tak komuś przed oknami. Wchodzimy do lasu zostawiając z tyłu senny i zamglony Szczyrk. Podchodzimy do góry zdobywając wysokość. Trasa robi się coraz ostrzejsza.

Dochodzimy pod kolejkę, z którą można iść na sam szczyt. Nie polecamy jednak tego „skrótu”, bo jak to mówią skrótami najdalej. Człowiek się tylko zmęczy, a też niewiele zobaczy. Decydujemy się przejść pod nią tylko krótki odcinek. Wracamy znowu na właściwy szlak. Przechodzimy obok pośredniej stacji kolejki i zmierzamy za znakami lekko w lewo. W takiej mgle musimy uważać, żeby nie stracić orientacji.

Łączymy się ze szlakiem zielonym i czerwonym, którymi później będziemy wracać do Szczyrku. Krajobraz zaczyna się lekko zmieniać. Widać, że przekraczamy wysokość 1000 m n.p.m. Wszystko jest zmrożone, co nadaje bajkowego klimatu. Na zdjęciach oczywiście nie widać tego tak bardzo jak na żywo.

Wychodzimy na łąkę przed Skrzycznem 1257 m n.p.m. i zmierzamy prosto do schroniska. Widoki niezbyt się poprawiają, dlatego od razu będąc na szczycie wchodzimy do budynku. W środku trwa remont, który prawdopodobnie przez sezonem zimowym się zakończy. Okazuje się, że nic nie można zamówić, dlatego siadamy w bocznej sali i robimy chwilę przerwy. Gdy zbieramy się potem do wyjścia okazuje się, że przychodzi jakiś turysta i zamawia herbatę. No to w końcu można coś zamówić czy nie? No cóż…

Schodzimy tym samym szlakiem krótki odcinek. Patrząc w górę można dać sobie nadzieję, że chmury się rozejdą i coś zobaczymy. Tak się dzieje, ale dopiero w połowie drogi. Szczyrk rozjaśnia się. Dobrze widać Bielsko-Białą, pasmo górskie nad Wisłą oraz nawet wszystko w kierunku Babiej Góry. Skrzyczne natomiast jeszcze jest przykryte.

Mijamy kilka osób i wchodzimy na szlak koloru zielonego i czerwonego. Pierwszy z nich schodzi z nami do Szczyrku, a drugi idzie do Buczkowic. Od tego momentu znacznie się obniżamy. Im dalsze godziny tym widoki są coraz lepsze. Żegnamy się z czerwoną farbą na Przełęczy Becyrek i skręcamy w lewo. Schodzimy dobrą godzinę. Najpierw maszerujemy leśną ścieżką, a następnie po płytach między domami.

Dochodzimy z powrotem do Szczyrku po kilku godzinach wędrówki. Tym sposobem kończymy nasz pięciodniowy pobyt w Beskidzie Śląskim i to jest nasza ostatnia wizyta w tym paśmie górskim w tym roku. Na pewno jak zdrowie pozwoli wrócimy tutaj i znów będziemy wędrować po tej pięknej krainie. Cel na ten rok został zrealizowany. Błatnia, Barania Góra, Równica, Czantoria Mała i Skrzyczne zostały zdobyte. Kilka miesięcy wcześniej jeszcze Trzy Kopce Wiślańskie oraz Klimczok. Wszystko zdobyliśmy już w trójkę. Udało się.

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl oraz wsparcia naszej pracy. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Może Ci się spodobać:

Beskid Śląski: Szczyrk – Skrzyczne – Malinowska Skała – Kotarz – Karkoszczon...
Wyświetleń 63
Kolejny wpis to kolejne przygody. Ten wyjazd to odwiedziny w Beskidzie Śląskim, którego ostatnio zaniedbujemy. Po prostu ciężko nam się tam wybrać, a nawet nie ma już tyle czasu co dawniej. Postanaw...
Beskid Śląski: Ostre – Malinowska Skała – Małe Skrzyczne – Skrzyczne – Ostre...
Wyświetleń 119
2 sierpnia wybraliśmy się w Beskid Śląski. W planach mieliśmy zdobycie najwyższego szczytu Beskidu Śląskiego i Beskidu Małego. W pierwszy dzień Skrzyczne, a w drugi Czupel. Oba szczyty już w jakimś st...
Niezapomniana wizyta w Beskidzie Śląskim i wyjście na Skrzyczne
Wyświetleń 239
Cel zdobycia 28 najwyższych szczytów polskich pasm górskich, postawiliśmy sobie kilka miesięcy temu. W miarę możliwości, staramy się zdobywać najwyższe wzniesienia. Tym razem mieliśmy zamiar spędzić...
Beskid Śląski: Trzy Kopce Wiślańskie – Telesforówka – Stary Groń – Grabowa
Wyświetleń 103
Po prawie sześciu miesiącach przerwy wreszcie udało się wyskoczyć w góry na więcej niż 1 dzień. Samochód zostawiony u mechanika spowodował, że w Beskid Śląski i Beskid Żywiecki pojechaliśmy kilka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *