Szlak Orlich Gniazd, etap 3: Pieskowa Skała – Klucze

Szlak Orlich Gniazd, etap 3: Pieskowa Skała – Klucze

Szlak Orlich Gniazd, etap 3: Pieskowa Skała - Klucze

Zaczynamy kolejny dzień wędrówki. Za nami trzy dni na Głównym Szlakiem Świętokrzyskim, który ukończyliśmy z sukcesem i trzeci dzień na Szlaku Orlich Gniazd na Jurze. Jest sobota, więc być może będzie więcej ludzi na szlakach. Od samego początku zakładamy płaszcze ze względu takiej w sumie średniej pogody. Wygląda na to, że zaraz zacznie padać. Ruszamy z naszego noclegu w Pieskowej Skale i udajemy się w stronę zamku. Cały czas idziemy za drogą i rozglądamy się za sklepem. Mamy nadzieję, że jakiś znajdziemy, bo będziemy chcieli zjeść śniadanie. Oczywiście po drodze okazało się, że były ze trzy. Po drodze dwa i obok urzędu gminy w Sułoszowej następny. Możemy wybierać z rana i wybierać. Robimy zakupy na cały dzień i jemy, gdzieś w okolicy Urzędu Gminy.

Dochodząc do kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sułoszowej Dział I należy uważać, bo jest tam lekki problem z oznaczeniem. Konkretnie brakuje jednego znaku przy pętli autobusowej obok przystanku. My szybko reagujemy, że coś jest nie tak. Gdy ktoś idzie zagadany to nawet nie zwróci uwagi. Otóż, kiedy miniemy kościół po naszej lewej stronie należy przejść do zatoczki, gdzie zatrzymują się autobusy. Tam skręcić w lewo po schodkach i przejść na kolejne. Dalej iść prosto i skręcić w lewo w drogę na przeciwko sklepu spożywczego. Przechodzimy obok ogrodzenia, w którym stoi murowany dom z szarych pustaków. Szkoda właśnie, że nie ma znaku na tym ogrodzeniu.

Kościół w Sułoszowej

I tak idziemy sobie asfaltową droga, która jest dojazdem do pół, a później już zwykłą, na której jest sporo błota. Ha, tak, tak, pola. Oj, akurat ten odcinek jest cudowny, kiedy to między prostokątami pól sobie maszerujemy. Słowami tego nie można opisać, zobaczcie sami.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Po drodze jakiś rolnik mija nas ciągnikiem i od razu pyta czy idziemy czerwonym Szlakiem Orlich Gniazd, bo jeśli tak to musimy dojść do krzyża, który jest tam za jego polem. No i faktycznie tak jest. Mijamy gdzieś po drodze Górę Dymową 471 m n.p.m. i Kamieniec 481 m n.p.m. Z tej drogi pięknie odsłaniają nam się Tatry. Tego się nie spodziewaliśmy. Rozumiemy, że z Krakowa widać Tatry, ale stąd? Normalnie szok. Zwłaszcza, że było spore zachmurzenie. Pięknie ośnieżone i duże Tatry nam się pokazały, zobaczcie sami.

Tatry spod Olkusza

Dochodzimy do krzyża i skręcamy w prawo i już idziemy za asfaltem. Dochodzimy do Góry Granicznej i uważamy na to, aby nie minąć odbicia i nie przejść za daleko. Na szczęście jest wbity słupek i tabliczka z informacją ile jeszcze kilometrów do końca i ile przeszliśmy z Krakowa. Za nią skręcamy w lewo i maszerujemy sobie miedzą pomiędzy polami. Powoli się wypogadza. Całe szczęście, że nie zanosi się na deszcz. Jest już południe kiedy docieramy do zabudowań w Zadolu Kosmolowskim. Sobota, więc mieszkańcy sobie spacerują, bawią się z dzieciakami i pytają jak nam się idzie.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Mijamy kolejny przystanek i niedługo za nim skręcamy w prawo. Niewiele zabudowań i znowu ciągnące się długie pola, a my znowu dreptanie po miedzy. A dochodząc do drogi głównej spacerek lasem. Jesteśmy już na końcu miejscowości Sułoszowa tylko, że jest to Dział III. Tam przechodząc przez jezdnię znajdujemy zniszczony drewniany różaniec. Pierwszą naszą myślą jest, aby go zawiesić na jakimś drzewie lub kapliczce. Patrząc na siebie mówimy: nie, zaniesiemy go do klasztoru na Jasnej Górze. I przywiesiliśmy go do mojego plecaka i wędrował z nami ponad 100 km. Kilka kilometrów idziemy przez las. Na początku prosto, a później przy ogrodzonych budynkach skręcamy w prawo.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Odcinek szlaku, którym wędrujemy jest genialny. Po prostu cisza, spokój i my. Nigdy nie wędrowaliśmy tak pięknym terenem. Z piaskiem na trasie w sumie spotykamy się pierwszy raz. Idziemy piaszczystą drogą pomiędzy wysokimi sosnami. A obok nas jest mnóstwo szyszek. Cudowny widok. Zwłaszcza, że pięknie świeci słońce, jest cieplutko i śpiewają ptaki.

www.mynaszlaku.pl

Przechodzimy przez drogę i wchodzimy z powrotem w las. Teraz chcemy wyjść na Januszkową Górę 445 m n.p.m. i nam się udaje. Jednak podchodzimy tam jakoś tak bez szlaku, bo nigdzie ich nie znajdujemy. Łatwo jest nam tam trafić, bo dostrzegamy wydeptaną ścieżkę. Ktoś przy skałach spędza sobotni czas w rodzinnym gronie z malutkim dzieckiem. No pięknie. Niech się mały uczy co jest fajne w życiu i niech poznaje te piękne tereny. My znajdujemy tabliczkę i robimy sobie zdjęcia.

Na Januszkowej Górze

Następnie schodzimy i dalej idziemy za znakami czerwonymi. Tym razem kierujemy się do ronda, obchodzimy go jakoś. Jest dość duży ruch, a pasów nie ma, więc trzeba uważać. Za rondem idziemy chwilę obok torów i następnie droga leśną. Trafiamy do Rabsztyna. Zatrzymujemy się w sklepie i jemy lody. Jest tak gorąco, więc lody są zbawieniem i ochłodzeniem. Następnie uderzamy na zamek. Dreptamy do niego i po naszej prawej stronie stoi Chata Kocjana.

Chata Kocjana w Rabsztynie

Pani, która ma o nim opowiadać informuje nas, że dziś jest otwarcie zamku i o godzinie 15 będzie można z przewodnikiem obejść zamek. Jest to ciekawa sprawa i warto wziąć udział. Opowiadać będzie sam dyrektor, a co do zwiedzania chaty, ona zaprasza po wizycie w zamku. Cała grupa, która się zbierze i tak ma w planach tutaj przyjść. Skoro tak wygląda sytuacja to ok. Idziemy na Zamek Rabsztyn. Ścieżką w górę. Przechodzimy przez drewniany most i przed wejściem dostrzegamy rozłożone stoisko.

Zamek Rabsztyn
www.mynaszlaku.pl
Bierzemy udział w konkursie

Tam bierzemy udział w konkursach, zagadkach. Tutaj chłopaki też nas informują, że dziś jest otwarcie zamku. Bilety są za wyjątkową cenę, za jedyne 1 zł od osoby. Kupując bilet mamy zapewnione zwiedzanie z przewodnikiem zamku w grupie, która zbiera się o pełnej godzinie. Nie musimy długo czekać, bodajże 15 minut. Zwiedzanie trwało około trzydzieści minut i oczywiście warto było. Widoki z zamku genialne. Widać było nawet zarys Beskidów.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Ale od początku, na stoisku udaje nam się dobrze odpowiedzieć na pytanie i wygrywamy pins. Przywieszam sobie i logo Krainy Podkowca już nie wisi tak samotnie. Przechodzimy przez główną bramę i podchodzimy do kasy, gdzie kupujemy w końcu bilety. Idziemy dalej i znajdujemy się na dziedzińcu, czyli na zamku średnim. Od razu rozglądamy się dokoła, ale nie chodzimy po całym terenie tylko blisko wieży. Jeszcze w sumie poszliśmy na teren stajni – zaplecza gospodarczego. Tak w ogóle mamy jakieś 10 minut, a więc siadamy na ziemi i czekamy. Rozpoczynamy zwiedzanie i na samym początku dowiadujemy się ogólnie o zamku i o placu, na którym staliśmy. Przyglądamy się murom i mamy okazję zobaczyć, gdzie były umiejscowione belki czy fragmenty schodów.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Dalej po metalowych schodach klatką schodową wchodzimy w kolejne części zamku górnego i też na wieżę widokową. Oczywiście tak jak wspomniałam, z góry mamy super widoki. Można dostrzec zamek, na którym się było wcześniej. Od razu rzuca się w oczy masyw Januszkowej Góry 445 m n.p.m. Schodząc z wieży dyrektor pokazał wszystkim zachowaną jeszcze do tej pory posadzkę, niestety nie wolno tam chodzić, ale zobaczyliśmy ją z daleka.

Widoki na Beskidy
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Zwiedzanie było bardzo ciekawe, ale nie możemy tak po prostu sobie tu siedzieć. Musimy iść dalej. Drogą szutrową idziemy przed siebie, znowu w ciszy i spokoju. Od czasu do czasu mijają nas osoby, które można policzyć na jednej ręce. Obchodzimy Czarny Las, idziemy przez Stawiska, a dalej przez odcinek Nad Kopalnią. Niewiele nas dzieli od Jaroszowca, a na pewno niewiele od deszczu, który zaczyna padać. Dochodząc do drogi głównej pojawia nam się przystanek. Podchodzimy do rozkładu jazdy i okazuje się, że zaraz pojedzie coś w kierunku Kluczy. Zostajemy, dlatego że będąc tutaj obowiązkowo chcemy zobaczyć Pustynię Błędowską, a więc teraz jest idealna okazja, żeby szybko dostać się do miejscowości. Tam też mieliśmy zarezerwowany nocleg. Robimy zakupy w znanym supermarkecie, a później kierujemy się do noclegu. I mamy przepyszną kolację :). Barszcz z pierogami, a na deser dla mnie chipsy, a dla Mateusza brzoskwinie. Tak minął nam wspaniale dzień, a na zakończenie mogliśmy zobaczyć spektakl zachodzącego słońca. W tym dniu był jakiś taki inny, strasznie mocny i tajemniczy.

Serdecznie zachęcamy do odwiedzin naszych stron na Facebooku, TwitterzeGoogle+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentujcie i polecajcie znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

W tej wyprawie wspierał nas sklep górski MOKO, Związek Gmin Jurajskich, a także nasi czytelnicy. Dziękujemy bardzo wszystkim za wsparcie. Tym, którzy nam dobrze życzyli i trzymali kciuki należy się wielkie serducho od nas.

Trasa jaką wędrowaliśmy

Pieskowa Skała Szlak czerwony Sułoszowa Szlak czerwony Kosmołów Szlak czerwony Januszkowa Góra Szlak czerwony Rabsztyn Szlak czerwony Jaroszowiec – Klucze

Informacje

* Data wycieczki 16.04.2016
* Dystans 33 km
* Czas trwania 10g:36m:46s
* Łącznie w górę 623 m
* Łącznie w dół 629 m

Do zobaczenia na szlaku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress