Szlak Warowni Jurajskich, etap 3: Zawiercie – Wolbrom

Szlak Warowni Jurajskich, etap 3: Zawiercie – Wolbrom

Kolejny dzień na Szlaku Warowni Jurajskich to 42-kilometrowy odcinek z Zawiercia do Wolbromia. Dzień deszczowy i mglisty bardzo okazały w atrakcje. Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu, Zamek Pilcza w Smoleniu, strażnica w Ryczowie, spotkanie z Robertem Nierodą ze Związku Gmin Jurajskich czy wywiad do Polskiego Radia Katowice.

Trzeci dzień zaczynamy w kwaterze w Zawierciu. Od samego początku wita nas deszczowa pogoda, czyli prognozy takie jakie zapowiadali. Wymeldowujemy się i ruszamy w dalszą drogę. OSIR, w którym nocowaliśmy jest tuż przy szlaku, dlatego od razu wchodzimy na kolor niebieski. Maszerujemy ulicami Zawiercia i widząc po reakcji przechodniów wyglądamy co najmniej dziwnie. 48 kilometrów z minionego dnia na razie nie wpływają negatywnie na nasze tempo, chociaż mógłby się już beton skończyć. Przechodzimy na początek obok kościoła pw. św. Apostołów Piotra i Pawła. Robimy zakupy w miejscowym sklepiku. Kierując się na wschód wychodzimy z terenów zabudowań i wchodzimy do lasu.

Nasza trasa:

Zawiercie Szlak niebieski Ogrodzieniec Szlak niebieski Ryczów Szlak niebieski Smoleń Szlak niebieski Dłużec Szlak niebieski Wolbrom
Długość: 42 kilometrów
Czas wycieczki: 11g:32m:01s
Suma podejść: 899 m
Suma zejść: 953 m
Trasa GPS: Link

Tajemniczy las przeprowadza nas do Ogrodzieńca. Po drodze mamy w kilku miejscach dość spore problemy, a to za sprawą dużych bagien, które ciężko ominąć. Buty po przejściu tego odcinka nie wyglądają za wesoło. Koniecznym jest aby osoby, które opiekują się tym odcinkiem zadbały o jakieś przejście – drewniane kładki, czy coś podobnego. Wystarczy trochę deszczu i odcinek może dla kogoś okazać się zbyt trudnym.

Wchodzimy na teren Ogrodzieńca. Sklepów znajdziemy tutaj bardzo dużo. Teraz kilka kilometrów musimy pokonać po asfalcie. Po wejściu do Podzamcza skręcamy w prawo do Hotelu pod Figurą. Tam spotykamy się z Robertem Nierodą ze Związku Gmin Jurajskich, który jest głównym patronem naszego przejścia Szlakiem Warowni Jurajskich. Mamy okazję także powiedzieć kilka słów do mikrofonu Polskiego Radia Katowice. Spędzamy tak prawie godzinę popijając gorącą herbatę i przegryzając ciastko. O 11 opuszczamy suchy kąt i ruszamy dalej drogą do Zamku Ogrodzieniec. Po raz kolejny zamek robi na nas ogromne wrażenie. Nie wchodzimy do środka przez deszcz, a również i dlatego, że byliśmy na nim w ubiegłym roku i już wszystko widzieliśmy. A Wy już tam byliście? Jeśli nie to kliknijcie tutaj. Przy zwiedzaniu zamku warto zaopatrzyć się w multimedialny przewodnik. Wtedy dowiemy się wszystkiego o tym miejscu i zobaczymy o wiele więcej niż jakbyśmy zwiedzali od tak sobie. A gdy już będziecie w Podzamczu to nie zapomnijcie wstąpić na Górę Birów i skorzystać z wielu atrakcji u podnóża warowni.

Omijamy ogromne mury i wchodzimy na polną drogę. Jeszcze przez długi czas widać za nami okazałe wieże ogrodzienieckiego zamczyska. Nasza droga prowadzi do strażnicy w Ryczowie. Jesteśmy na obszarze Parku Krajobrazowego Orlich Gniazd. W pobliżu biegnie Szlak Orlich Gniazd. Tak leje, że aż nie chce się aparatu wyciągać, dlatego kilka zdjęć robimy telefonem. Już nigdy nie powiemy, że nam się nigdzie nie chce autem jechać, bo pada…

Ryczów to mała malownicza miejscowość niczym szczególnym na pierwszy rzut oka się nie wyróżniająca. Jest jednak mały element, o którym wiemy i to czyni to miejsce wyjątkowym. Chodzi o XIV-wieczną warownię, a właściwie pozostałości warowni znajdującej się na samotnej skale na skraju lasu. Gdy będąc w Ryczowie chcieliśmy dowiedzieć się jak do niej trafić to facet powiedział nam, że oni nic takiego tutaj nie mają – żadnej strażnicy, żadnego zamku, żadnej warowni, tutaj ciekawa jest tylko skała niedaleko stąd. Już wiedzieliśmy, że to właśnie o to chodzi. Oznaczenia dojścia tam nie ma żadnego. My szliśmy na tak zwanego „czuja”. Trzeba iść od znaków ze zdjęcia poniżej żółtym szlakiem drogą asfaltową i jak wyjdziemy na długa prostą to skręcamy w lewo obok czegoś rozwalonego z drewna. Tam już są wydeptane ścieżki.

Po strażnicy sprzed wielu, wielu lat zachowały się mury przyziemia wieży, wał oraz fosa głęboka miejscami na 5 m i szeroka na 10 m. Zobaczcie jak wygląda teraz i jak wyglądała w latach swojej świetności.

ryczow-r

Rekonstrukcja wg B. Drejewicza.
Źródło:  Zamki i obiekty warowne Jury Krak.-Częst., Robert Sypek, Agencja Wydawnicza CB

Obchodzimy wokoło i dokładnie oglądamy pozostałości. Faktycznie kiedyś musiała ta budowla wyglądać bardzo ciekawie. Teraz jest miejscem, gdzie spotykają się grupy osób, palą ogniska i spędzają czas. Wracamy tak samo do asfaltu i zmierzamy w kierunku Smolenia. Od razu droga asfaltowa zamienia się w leśną. Ten odcinek słynie ze sporej ilości skał, na których oglądanie trzeba mieć więcej czasu. Te znajdujące się przy szlaku są już coraz bardziej zasłaniane przez drzewa, ale są też wyjątki.

Za Brzuchacką Skałą skręcamy prostopadle w prawo i wychodzimy na łąki po to aby wędrować nimi dłuższy czas. Nie ma tutaj żywej duszy. Żadnych turystów. Jak spotkamy kogoś to tylko jakiegoś miejscowego, bo tereny są tutaj bardzo zaludnione. W Złożeńcu wychodzimy na drogę główną i już po asfalcie zmierzamy do zamku Pilcza w Smoleniu. Do niego tylko 3 kilometry, a też sam szlak niebieski nie kieruje się do niego bezpośrednio. Trzeba 5 minut drogi, żeby stanąć u bram kolejnej warowni, którą kiedyś już odwiedziliśmy. Teraz wygląda bardzo tajemniczo. Nie ma w niej nikogo, a kiedyś były tłumy, bo to była niedziela. Teraz cały zamek dla nas. Zmieniły się tutaj oznaczenia. Teraz wiemy jak biegnie kierunek zwiedzania. Sam zamek jest zamknięty i otwierany tylko o określonych porach.

Dalej idziemy Doliną Wodącej widząc z lewej strony Zegarowe Skały – raj dla wspinaczy. Teraz dolina jest cała rozmoczona i zabłocona. W niczym nie przypomina tej z ubiegłego roku i ze zdjęć, które można znaleźć w Internecie. Idąc tamtędy wspominamy wędrówkę Szlakiem Orlich Gniazd, który w kilku miejscach łączy się ze szlakiem Warowni Jurajskich.

Dalsza trasa do Wolbromia to głównie lasy i dalekie widoki, które by mogły tu być jakby nie deszcz i mgła. 🙂 Wiele w górach już wiedzieliśmy to mogliśmy sobie wyobrazić te tereny o wschodzie słońca. Dolina Wodącej zapewnia wiele atrakcji. Jaskinie, skały, miejsca wspinaczkowe, wytyczone ścieżki są idealnym miejscem na Jurze na niedzielne popołudnie. Droga następnie wyprowadza nas do wsi Dłużec, gdzie mamy sklep i pod kościół pw. św. Mikołaja i Wawrzyńca.

Do Wolbromia idziemy już „lekko” przemoczeni. Wychodzimy na obrzeża miasta i kierujemy się do jakiegoś sklepu po rzeczy na kolację i dalej do kwatery. Gdy ja zostaje przed marketem z plecakami Angelika idzie po zakupy i mówi mi, żebym jeszcze czapkę położył przed sobą to jeszcze ktoś mi coś wrzuci. 🙂 Po kilku minutach stwierdzam, że nie byłby to głupi pomysł. Ja tak dziwnie wtedy wyglądałem…?

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na Facebooku, InstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Z górskimi pozdrowieniami!
Angelika i Mateusz :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress