W górskim świecie z 14-miesięcznym dzieckiem. 18 dni na szlaku i 250 kilometrów w nogach

W godzinach popołudniowych wróciliśmy z naszej 18-dniowej wędrówki po naszych pięknych górach, Sudetach. Rozpoczęliśmy 31 marca, a skończyliśmy dzisiaj 17 kwietnia. Była to niezapomniana przygoda, ponieważ pierwszy raz pojechaliśmy z 14-miesięczną Mają w tak długą wędrówkę po górach. W podróży po Polsce, która trwała 20 dni byliśmy w ubiegłym miesiącu i o tym już możecie czytać na naszym blogu. Góry z dzieckiem to jednak inna bajka. Mimo, że codziennie schodziliśmy do kwatery, to kilkanaście kilometrów codziennie z dzieckiem to dla nas nowość. Udało się przejść wiele nowych szlaków, zdobyć nieznane nam szczyty i pobyć ze sobą 24 godziny na dobę. 

O naszej marcowej podróży po Polsce możesz przeczytać klikając tutaj. Tam przez 20 dni zrobiliśmy samochodem 3000 kilometrów. Rozpoczynając w Sandomierzu skończyliśmy w Rzeszowie, jadąc przez Lublin, Białystok, Suwałki czy Wisztyniec. Tym razem skupiliśmy się tylko na górach i jazdy było mniej. Więcej natomiast wydreptaliśmy kilometrów. Chociaż nogi mieliśmy codziennie w dobrej kondycji, bo jesteśmy przyzwyczajeni do długich wędrówek, to nie wiedzieliśmy jak to wyjdzie w praniu. W ciągu 18 dni na szlaku tylko 4 razy mieliśmy pochmurną pogodę. W pozostałe codziennie świeciło słońce. Musimy przyznać, że z pogodą trafiliśmy w dziesiątkę. Do tego na trasie spotykaliśmy bardzo mało osób, bo jeszcze jest przed sezonem i mało kto bierze sobie urlop w kwietniu. Kwiecień plecień jak to mówią. Nam się udało. Chociaż 250 kilometrów w 18 dni wydaje się dla niektórych niezbyt okazałym wynikiem to my jesteśmy z niego zadowoleni. Planowanie wycieczki wyglądało tak, że startując o 8 na szlak, po 14,15 byliśmy z powrotem. W ciągu trasy robiliśmy sobie przerwy, żeby Maja mogła poszaleć. 

Wybierając Sudety nie mieliśmy do końca sprecyzowanych planów. Myśleliśmy być trochę tu, trochę tam i tak jakoś wychodziło, że codziennie odkrywaliśmy coś nowego. Spotkaliśmy raz na szlaku ludzi, którzy zapytali nas o tym jak radzimy sobie z tak małym dzieckiem na trasie i w ogóle w całym dniu, jak Maja znosi takie wędrówki. Góry z dzieckiem to fajne przeżycie, które w niczym nie ogranicza. Po przespanej nocy budzimy się punkt 6:00. Jemy śniadanie i ruszamy na trasę, żeby zacząć około godziny 8. Po 30 minutach od rozpoczęcia Maja zasypia i śpi przez około 2-3 godziny, czyli do przerwy na szczycie, lub czasem nawet po dojściu z powrotem do samochodu. Zależy jakie mamy tempo marszu. Z reguły po pierwszym śnie już potem jest żywa i ogląda wszystko co się dzieje obok niej.

Przebieramy ją chowając do polara i kurtki, żeby nie było dostępu wiatru i było jej ciepło. Na przerwach je do wyboru: banan, chleb, szynkę albo „Jacusia”, czyli prościej mówiąc słoiczek Gerbera. Po drodze w międzyczasie mandarynki, pomarańcze, słonecznik, rodzynki, borówki, maliny, a wieczorami mleko lub owoce z jogurtem naturalnym. Nie dajemy jej żadnych słodyczy i słodkich napojów. Pije tylko zwykłą przegotowaną, ciepłą wodę, którą nosimy w termosie. Kiedyś mieliśmy problem ze smoczkiem, bo często zapominaliśmy przypinki, które go trzymała. Jak Maja skończyła 11 miesięcy to skończył się smoczek. Udało się ją oduczyć i już nie potrzebuje. Jakby ktoś potrzebował odgłosów niedźwiedzia do różnych celów to Maja bardzo chętnie pomoże. Naśladowanie niedźwiadków opanowała do perfekcji.

Dostaliśmy ostatnio pytanie, „co Wy robicie, że to dziecko jest cały czas uśmiechnięte na zdjęciach”. Odpowiedź jest prosta. To dziecko jest zawsze uśmiechnięte, chyba, że śpi, ma być przebrane lub jest głodne. Ale cóż się dziwić. 😉 Wie co to aparat, i że do zdjęć jak już ktoś robi to wypada się uśmiechnąć, a nie potem mówić, że brzydko się wyszło. 🙂 Współpracuje nam się bardzo dobrze i nie możemy narzekać. Teraz Maja wszystkim się interesuje, więc staramy jej opowiadać co jest czym. Że na drzewie jest szlak, że przed nami duża skała, że piękne widoki, że słychać ptaszki i żeby zrobiła tego niedźwiedzia, którego nauczyła się nie wiadomo kiedy i od kogo. 🙂 

Zanim na blogu pojawią się poszczególne, szczegółowe wpisy to sprawdź gdzie byliśmy i co zobaczyliśmy. Na początku ruszyliśmy w Góry Opawskie, gdzie zdobyliśmy między innymi Biskupią Kopę. Potem byliśmy na Ścieżce w Obłokach w Czechach, na Przełęczy pod Chłopkiem, w Górach Stołowych po stronie czeskiej, w magicznym Adrspach, które zrobiło na nas ogromne wrażenie. Najwięcej czasu spędziliśmy w Górach Kamiennych, gdzie odkrywaliśmy nowe dla nas szlaki. Byliśmy także w Karkonoszach czy przy Kolorowych Jeziorkach. Wiele się działo, a o tym wkrótce przeczytasz u nas na blogu. 🙂 cześć!  

8 komentarzy

  1. Śledzę Wasze wędrówki a teraz podziwiam, że dajecie radę z małą uśmiechniętą kruszynką Mają,? w dalszym ciągu przemierzać szlaki. Ja z mężem ukochaliśmy góry będąc w Waszym wieku i tak nam już zostało. Teraz mamy dużo czasu na emeryturze więc robimy KGP i właśnie wróciliśmy z ukochanych Sudetów. Już planujemy tam powrót po zakończeniu krótkiego odcinka GSB i ostatnim szczytem Babią Górą. Z turystycznym pozdrowieniem

  2. Fajny artykuł, Zastanawiam się co to za nosidło? czeka nasz wyprawa wakacyjna i też zastanawiam się nad zakupem ale tyle tego, że nie wiadomo co wybrać. Zastanawiam się na Luna Dream a LL.

  3. Już wiele lat czytam Wasze wpisy i podziwiam Waszą determinację, wiedzę i świetne planowanie wycieczek. Teraz wraz z córeczką jeszcze lepiej to wygląda. Wasze teksty są bardzo interesujące i pomagają w planowaniu moich wycieczek. Znam dobrze Sudety jednak Wy odkrywacie ciekawe inne miejsca o których nie wiedziałem. Często korzystam z Waszych podpowiedzi i relacji.
    Pozdrawiam Was i Maję bardzo serdecznie.

    życzę: MIŁYCH, RODZINNYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *