Wieczór panieńsko-kawalerski w górach i inne atrakcje

Nocleg pod Durbaszką był jednym z naszych głównych celów podróżniczych w 2018 roku. Udało się go zrealizować i połączyć z jeszcze jednym ważnym wydarzeniem, dlatego to wyjście mieliśmy już zaplanowane na początku roku. To były 2 dni świetnie spędzonego czasu z przyjaciółmi. Zacznijmy jednak od początku.

Już niedługo moja siostra Ewelina wychodzi za mąż. Mi trafiła się rola świadkowej z czego się bardzo cieszę, bo będę nią po raz pierwszy. Na liście obowiązków świadka wesela jest zorganizowanie wieczoru panieńskiego. Jako, że nie przepadam za chodzeniem po klubach, piciem alkoholu, specjalnych gadżetach i innych dziwacznych przebraniach za króliczki itp,. zdecydowałam, że ten wieczór panieński będzie całkowicie inny. Czemu inny? Po pierwsze będzie w górach, po drugie będą na nim faceci, po trzecie będzie z ogniskiem i noclegiem w schronisku. Tak w sumie to połączenie wieczoru panieńskiego i kawalerskiego, ze względu na obecność Mateusza i przyszłego męża mojej siostry. Planowałam w ramach prezentu, na który się złożyliśmy wykonać im jeszcze dodatkowo sesję narzeczeńską na Wysokim Wierchu. 

We wtorkowe popołudnie zjawiliśmy się w 7 osób w malowniczej miejscowości Jaworki znajdującej się u stóp Durbaszki. Mieliśmy do wyboru dwie trasy. Początkowo planowana była ta krótsza, bo zaledwie 45 minut za drogą pod samo schronisko. Idąc jednak z parkingu przechodziliśmy obok wejścia do Wąwozu Homole więc rzuciłam hasło „kto chce przez wąwóz?”, a Lucyna – moja starsza siostra powiedziała, że jeszcze nigdy nim nie szła tym szlakiem i że może zmienimy trasę. Do schroniska mieliśmy się zgłosić do godziny 19:00, a ruszyliśmy około godziny 16:00. Ktoś zada pytanie czemu tak późno wyszliśmy, ale powód był tylko jeden. Pogoda przed godziną rozpoczęcia naszej podróży nie była pewna. Nie żałowaliśmy tej decyzji. Przeszliśmy przez kasy, w której babuszka sprzedawała gazety zamiast biletów wstępu. Dalej przez jakieś 30 minut upajaliśmy się pięknem szlaku zielonego w rezerwacie „Wąwóz Homole”. Kładki, metalowe, drewniane, zbudowane nad rzeką Kamionka dodają atrakcji. Jednak nic nie pobije tych ścian, które są zbudowane głównie ze skał wapiennych z domieszką łupków i margli. Bardzo ciekawe obrazy dla oka, które jednym słowem zachwycają, aż ciężko iść z czasem tabliczkowym. Huczący potok płynący z góry orzeźwia każdego turystę, a znajdujące się ogromne głazy w korycie i liczne kaskady są bardzo urocze.

Wychodzimy z wąwozu i bo błocie zmierzamy dalej w stronę rozdroża pod Wysoką. Przekraczamy potok Kamionka, a z lewej strony widzimy bazę namiotową SKPB Łódź otwartą w lipcu i sierpniu. Podchodzimy przez łąkę do charakterystycznego drzewa, przy którym robimy kilka chwil przerwy. Po niej idziemy dalej i rozpoczynamy strome podejście, które jest ostatnim tak ostrym na naszym szlaku. Obok nas leży coraz więcej powalonych drzew. Widoki za każdym razem wyglądają coraz lepiej. W międzyczasie przychodzi niebieski szlak z Przełęczy Rozdziela. Teraz nim idziemy do góry. Znajdujemy się w rezerwacie „Wysokie Skałki”. Dochodzimy na rozdroże i skręcamy w prawo.

Idziemy w stronę schroniska pod Durbaszką. Prowadzi nas tam niebieski szlak i zapach pieczonych na ognisku kiełbasek. 🙂 Z deszczowej pogody zrobiło się słońce i towarzyszy nam na naszej drodze. Zdobywamy szczyt Durbaszka i skręcamy w dół bezpośrednio do schroniska. Dochodzimy do niego po 18. Meldujemy się i idziemy do naszego pokoju. 

Pokój jest mały, jest jedno łóżko normalne i 3 łóżka piętrowe. Widoki przez okno mamy na Beskid Sądecki. Przebieramy się, zabieramy potrzebne rzeczy na ognisko i idziemy jeszcze po nasz pakiet ogniskowy. Koszt noclegu to 22 złote za osobę, a za pakiet płacimy 10 złotych. Pościel jednorazowo 7 złotych w przypadku braku śpiwora. Zabieramy wszystko z kuchni i idziemy do wyznaczonego paleniska. W schronisku są 2 większe grupy. Jedna to szkoła z Gorlic, a druga to obóz wędrowny z Kielc. Właśnie Ci drudzy przysiadają się do nas przy ognisku. Są to dzieci w wieku szkolnym i ich opiekunowie. Jesteśmy pod Durbaszką i pieczeniu kiełbasek towarzyszy zachód słońca. 

Od 19 do 23 siedzimy na polu. Mateusz poszedł trochę wcześniej do pokoju z Mają, bo zrobiło się chłodniej. Mocno świecący księżyc i gwiazdy na niebie zwiastują dobrą pogodę na kolejny dzień. Musi taka być, ponieważ planujemy zrobić przyszłym Państwu Młodym sesję narzeczeńską. Przed północą jesteśmy już wszyscy w pokoju, pilnują nas uczniowie gorlickiej szkoły, którzy pełnią całonocną wartę na korytarzu i przed schroniskiem. Tak wychodzi, że idziemy dopiero spać po 1 w nocy. Ciepła woda do kąpania jest od godziny 20 do 22, ale okazuje się, że później, a nawet rano nie ma z tym problemu.

Sesja narzeczeńska w górach

Wstajemy skoro świt o 3:30. Planujemy wyjść na Wysoki Wierch, którzy znajduje się w pobliżu. Tam wraz ze wstającym słońcem chcemy coś podziałać z Eweliną i Piotrkiem. Razem z Mateuszem idziemy na szczyt. Aga, Lucyna i Maja zostają w pokoju. Po wyjściu na zewnątrz witają nas gęste chmury, które okalają góry. Dobrze, że chociaż jest ciepło. Mimo wszystko idziemy na miejsce. Podczas robienia zdjęć okazuje się, że warunki bardzo sprzyjają. Poniżej kilka zdjęć. Całą galerię można obejrzeć klikając tutaj. 

Przed 7 wracamy do schroniska i pakujemy się do dalszej drogi. Przed nami kilka kilometrów do Szczawnicy. Kilkadziesiąt minut później jesteśmy już z powrotem na szlaku. Idziemy z kolorem niebieskim prosto na Palenicę. Najładniejszy pieniński szlak i widoczne z niego krajobrazy są zasłonięty przez chmury. Mówi się trudno. Najważniejsze, że nie pada. Cały ten tydzień taki deszczowy. Szlak na łąkach jest w dobrym stanie. Gorzej to wygląda jak się wejdzie do lasu. Tam jest dużo błota, a miejscami jest nawet problem z przejściem. 

Mijamy po drodze bacówki i stado owiec. Wychodzimy na Palenicę, gdzie spotykamy kilka osób. Dopiero co zaczęła kursować kolejka, więc są też tam pracownicy obiektów gastronomicznych, zlokalizowanych na szczycie. Podchodzimy pod górną stację, a tam szlakowskaz mówi nam, że do końca jeszcze 35 minut. Zmieniamy szlak na żółty i bezpośrednio pod wyciągiem schodzimy w dół do Szczawnicy. Na tym odcinku trzeba uważać, bo jest strasznie ślisko, a spadek jest dość spory. Około godziny 10 jesteśmy już na miejscu. Po około 2 godzinach marszu dochodzimy pod dolną stację. Ja z Piotrkiem jedziemy do Jaworek po samochody, a reszta czeka na nas w centrum Szczawnicy. 

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na FacebookuInstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl, a także wsparcia naszej pracy.  Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *