Wyjście na Pilsko zakończone niepowodzeniem i wędrówką na Krawców Wierch

Wyjście na Pilsko zakończone niepowodzeniem i wędrówką na Krawców Wierch

Trzeci dzień naszego wyjazdu w zachodnie części Beskidów zakończył się. Niekorzystne warunki pogodowe, zmusiły nas do zmiany planów i to na dodatek w połowie szlaku, kiedy do Pilska mieliśmy godzinę drogi. Zamiast niego wybraliśmy Krawców Wierch, do którego nie było daleko, na którym nie wiało, nie lało i cokolwiek mogliśmy zobaczyć. Pogoda zmieniła się całkowicie i próbowała nas zmusić do pozostania w kwaterze. Z nami nie pójdzie jej tak łatwo. 

Jesteśmy w kwaterze w Ujsołach. Kończymy pizzę dopiero w trzeci dzień. Nadal smakuje wybornie. Przygotowujemy herbatkę i bardzo powoli zbieramy się do wyjścia. Wyglądamy przez okno, a tam na niebie widać przebłyski błękitnego nieba. Nadzieja umiera ostatnia, więc liczymy, że coś może z tego być, chociaż prognozy cudów nie zapowiadają. Wystarczy, żeby nie padało, a reszta się jakoś sama ułoży. Wychodzimy na pole i na szczęście nie musimy się zmagać z oblodzonymi szybami, jak w minionym dniu. Wchodzimy do auta i jedziemy po raz kolejny do Złatnej, tym razem trochę dalej na koniec miejscowości tutaj, gdzie znajdowała się huta szkła. Dojeżdżamy na miejsce i UWAGA !. Nie zostawiamy samochodu na pierwszym parkingu leśnym. Jest to bez sensu, bo za jakieś 2 kilometry jest kolejny parking, tuż przy szlaku. Jakbyśmy zatrzymali się na tym pierwszym, to byśmy musieli dreptać po asfalcie.

Parking

Stajemy na parkingu koło samochodu na oświęcimskich blachach. Tam czekają już na nas parkingowi, którzy na pewno zaraz pobiorą słoną opłatę za postój. Nie spodziewaliśmy się, że nawet tutaj ktoś może zbierać kasę. Pakujemy się i ruszamy na czarny szlak. Parkingowi nas widzą. My udajemy, że nie wiemy o co chodzi i próbujemy ich ignorować. Obchodzimy bokiem nie patrząc na nich. Oni również się przesuwają. No nie przejdziemy chyba. Może lepiej zapłacić ?. Ale jak ! – przecież nie mają żadnych kamizelek i legitymacji, że to parkingowi. Kontakt wzrokowy jest cały czas. Rozmawiamy po angielsku, że niby nie Polacy, jednak to nie działa. Szkoda nam kasy wydawać. A może zadzwonimy do gminy i się zapytamy czy są tutaj pobierane opłaty. No pięknie – jeszcze brak kasy na koncie. Już po nas. Angelika mówi, że podobno reagują na czerwony kolor, a ja przecież mam na sobie czerwony polar. No na pewno. Odstraszam ich kijkami i udaje mi się przedrzeć przez ich zasieki. Tuż za mną biegnie Angelika, słysząc za sobą gul, gul, gul, gul, gul. O te bestie !. Popatrzcie dokładnie na powyższe zdjęcie i nie dajcie się naciągnąć na płacenie.

Początek szlaku
Pole namiotowe

Idziemy czarnym szlakiem po asfalcie. Po lewej stronie widzimy tablice informacyjne, a kawałek wyżej pole namiotowe. Po prawej natomiast, znajduje się mieszkanie parkingowców :P. Idziemy chwilę betonem, który wreszcie się kończy. Długo to nie trwało. Wchodzimy na błoto i od razu skręcamy w prawo pod górkę. W lewo poszła jakaś szeroka droga, bodajże na Rysiankę tylko, że bokiem. My również idziemy na Rysiankę, ale zaraz będziemy odbijać. Przed nami widzimy kilka osób w czerwonym kurtkach. Dochodzimy do szlaku żółtego i idziemy lekko w dół na Przełęcz Bory Orawskie. Mijamy mostek i zaczyna się pierwsze porządne podejście. Ślizgamy się próbując utrzymać równowagę. Ciekawe jak potem będziemy tędy złazić. 15 minut i jesteśmy na miejscu.

Przez mostek. Można też go ominąć i iść przez potok 🙂
Przełęcz Bory Orawskie
Szlak graniczny

Robimy sobie chwilę przerwy. Zmęczyło nas to podejście. Pijemy i pijemy jakąś nową wodę mineralną. Nawet dobra, chociaż to nie to samo co zielona, rodzima Piwniczanka. Zmieniamy szlak na niebieski i idziemy w stronę Trzech Kopców. Tutaj pojawiają się słupki graniczne, które przez dłuższy czas będą z nami szły. No będą szły, aż na samo Pilsko. Idziemy cały czas pod górę. Widzimy już nasz cel, jednak zaczyna zachodzić mgłą. Może się okazać, że nic nie zobaczymy i tylko wymarzniemy. Za godzinę jesteśmy już na miejscu. Widzimy tutaj szlakowskaz, kapliczkę i autostradę z Rysianki na Pilsko.

Ciężko do góry
A za nami jeszcze coś widać 🙂
Brts (1339 m n.p.m.)

Maszerujemy po przyjemnej ścieżce, bardzo kamienistej i czasami błotnistej. Odbite są jakieś ślady, czyli ktoś tędy już dzisiaj szedł. Na niektórych drzewach poznaczone są słowackie szlaki, które jednak pozostawiają wiele do życzenia. Za nami widzimy Wielką Raczę, z podszczytową polanką. Docieramy na wzniesienie Brts (1339 m n.p.m.). Nigdzie na mapie go nie ma oznaczonego, więc dziwne. Obok wzniesienia są ławeczki, na których się rozsiadamy. Do Pilska mamy już tylko godzinkę. Jemy drugie śniadanie. Zaczyna mocno wiać, więc trzeba się ubrać. Patrzymy w stronę Pilska, a tam tylko gęste mgły. Nie wygląda to dobrze.

Chyba nic z tego nie będzie

Przeprowadzamy poważną rozmowę i decydujemy się zrezygnować z dalszej wędrówki na Pilsko. Nie ta pogoda, nie te warunki. Wyjdziemy i zejdziemy. Byliśmy tam już 3 razy, to teraz możemy odpuścić. Patrzymy na mapę i wybieramy Krawców Wierch. Może być ciekawie. Nie jest on daleko, więc spokojnie sobie tam przejdziemy. W stronę Rysianki nie ma co iść, bo byliśmy wczoraj. Wracamy na Trzy Kopce, a potem na Przełęcz Bory Orawskie. Zajmuje nam to ponad godzinę. Po drodze spotykamy sporo turystów. Pewnie obudzili się i ruszyli ze schroniska.

Szlak niebieski na Krawców Wierch

Idziemy szlakiem niebieskim, granicznym. Więcej podejść niż zejść, a to dziwne. W niektórych miejscach zrobione są ułatwienia dla turystów, żeby ominąć wodę, błoto lub inne przeszkody. Faktycznie tam się przydają. Mijamy szczyty Połom i Wilczy Groń. Wchodzimy na teren Natura 2000. Angelice udaje się uchwycić ostatnie widoki na okoliczne góry. Potem już tylko chmury i deszcz.

Na szlaku
Ostatnie widoki

Zaczęło padać. Gorzej być nie mogło. Do Krawcowego Wierchu mieliśmy tylko kawałek. Wystarczyło wyjść na Wielki Groń i Grubą Buczynę, no i jeszcze Krawców Wierch i byliśmy na Hali Krawcula. Stoi tam krzyż z polowym ołtarzykiem, a w dole hali jest drewniana klimatyczna bacówka.

Gruba Buczyna (1132 m n.p.m.)
Do bacówki
Hala Krawcula

Podeszliśmy szybko przed budynek. Jeden gościu palił papierosa, a tłum ludzi oblegał schronisko. No to nie posiedzimy, a mieliśmy jeszcze coś zamówić ciepłego do jedzenia. Miejsce znaleźliśmy w przedsionku. Nikt nawet nie miał zamiaru wychodzić z budynku, ani przesuwać swojego plecaka, więc zamiast 4 osób na ławce to siedzieli osoba, plecak, osoba, plecak. Zero wyobraźni i pomyślenia, że może ktoś inny też chciałby na chwilę usiąść. Co chwilę dochodzili kolejni turyści. Z ich rozmów wywnioskowaliśmy, że mają tutaj jakieś spotkanie. Jedni szli z Rysianki, inni z Pilska, kolejni znów z Glinki.

Hala Krawcula
Bacówka na Krawcowym Wierchu

Po 15 minutach wychodzimy z budynku i zmierzamy z tym samym szlakiem na Przełęcz Bory Orawskie. Droga mija o wiele szybciej, mimo coraz gorszych warunków. W połowie drogi spotykamy rodzinkę i idącego z nimi pijanego gościa. Pewnie na trzeźwo by tego nie ogarnął. Na przełęczy skręcamy w dół i schodzimy przez kilkanaście minut do Złatnej Huty. Parkingowych na szczęście już nie ma i nie musimy płacić. Po 16 jest już ciemno. Wracamy do kwatery robiąc po drodze małe zakupy.

Trasa

Złatna Huta (711 m n.p.m.) Szlak czarny Przełęcz Bory Orawskie (937 m n.p.m.) Szlak niebieski Trzy Kopce (1216 m n.p.m.) Szlak czerwony Brts (1339 m n.p.m.) Szlak czerwony Trzy Kopce (1216 m n.p.m.) Szlak niebieski Przełęcz Bory Orawskie (937 m n.p.m.) Szlak niebieski Krawców Wierch (1080 m n.p.m.) Szlak niebieski Przełęcz Bory Orawskie (937 m n.p.m.) Szlak czarny Złatna Huta (711 m n.p.m.)

Informacje

* Data wycieczki 07.11.2015
* Dystans 25 km
* Punkty GOT 23 punkty
* Czas trwania 6g:45m:42s
* Łącznie w górę 1010 m
* Łącznie w dół 988 m

Do zobaczenia na szlaku !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *