Beskid Wyspowy: Zdobywamy kolejne szczyty: deszczowy Jaworz i Sałasz

Pierwszą wycieczkę w 2012 roku możemy uznać za udaną. Choć pogoda nam dziś nie sprzyjała to udało nam się zdobyć dwa szczyty: Jaworz i Sałasz. Do wędrówki wybraliśmy bardzo wymagającą trasę: Limanowa-Miejska Góra-Sałasz-Jaworz-Góra Św.Justa, która prowadziła nas szlakiem niebieskim.

Z Nowego Sącza wyjechaliśmy o godzinie 7:20, by już 45 minut później wejść na niebieski szlak prowadzący do naszego pierwszego celu, czyli na Miejską Górę znajdująca się na wysokości 716 metrów n.p.m.. Wyjście tam zajęło nam około 40 minut. Niestety warunki nie pozwalały na oglądanie pięknych widoków m.in. Pienin czy Tatr. O godzinie 9:30 wróciliśmy na szlak. Tak jak się spodziewaliśmy po około 30 minutach drogi zaczęło padać i musieliśmy założyć płaszcze przeciwdeszczowe. Zanim rozpoczęliśmy podejście na Sałasz minęliśmy wyciąg narciarski w Limanowej. O godzinie 11:20 pierwszy szczyt Sałasz (909 m n.p.m.) był już nasz. Teraz już tylko przed nami stał Jaworz, czyli popularna Kretówka (921 m n.p.m.). Różnice wysokości pomiędzy szczytami były niewielkie, dlatego też leśna droga prowadziła często prosto i nie wymagała zbytniego wysiłku.

Na Kretówce dopadła nas ogromna ulewa. Musieliśmy sobie zrobić kilkunastu minutową przerwę. Dobrze się złożyło, ponieważ na szczycie znajdowały się miejsca do siedzenia z zadaszeniem i mogliśmy spokojnie przeczekać załamanie pogody. Kiedy aura się już lekko uspokoiła to zeszliśmy w kierunku wieży widokowej, która znajdowała się na polanie poniżej. Tak jak i na Miejskiej Górze, tak i z wieży widokowej nie było zbytnio nic widać, więc musieliśmy sobie podziwianie pięknych widoków odłożyć na inny dzień. Około godziny 13:30 dalej podążając niebieskim szlakiem zaczęliśmy kierować się w stronę Góry Świętego Justa. Nie udało nam się trafić na Jaskinie Zbójecką, o której mówi legenda. Podobno znajduję się ona na północno-wschodnim zboczu góry i ma postać studni. Droga kamienista prowadziła nas aż do kościółka na Skrzętli. Następnie schodziliśmy asfaltową drogą do Rojówki, a później czekało na nas już ostatnie podejście w naszej wędrówce, tym razem w stronę Góry Świętego Justa, na której nasza podróż się zakończyła. Trasa jest dość wymagająca szczególnie przy podejściu na Sałasz, lecz poczucie, że zrobiło się coś fajnego może dostarczyć każdemu sporo satysfakcji.

Bardzo dziękujemy za przeczytanie tego wpisu. Więcej zdjęć znajdziecie w galerii poniżej. Serdecznie zachęcamy do odwiedzin naszych stron na Facebooku, Twitterze i Google+ i do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentujcie, polecajcie znajomym i już w niedługim czasie odwiedźcie to miejsce.

Do zobaczenia na szlaku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *