Zimna i wietrzna Babia Góra, a Mała Babia nie lepsza

Zimna i wietrzna Babia Góra, a Mała Babia nie lepsza

Dzień wycieczkowy zaczęliśmy nad ranem, czyli typowo o 3:00. Spakowanie cieplejszych ubrań, jedzenia i potrzebnych rzeczy typowego turysty zajęło nam dosłownie chwile i mogliśmy ruszyć w trasę. Wschód słońca podczas jazdy zobaczył tak naprawdę tylko Mateusz, bo był kierowcą i jakoś nie mógł tego ranka spać ;). No, a pozostałym jakoś kleiły się oczy, powiedzmy że od muzyki Domu o Zielonych Progach, która leciała w samochodzie.

Na Przełęcz Krowiarki przyjechaliśmy po dwóch godzinach, a na parkingu znajdowało się już kilka samochodów. Pomyśleliśmy, że w taką pogodę cóż się dziwić, szczyt będzie pewnie okupowany przez sporą liczbę osób. Jechał z nami kuzyn Mateusza – Krzysiek, który przyleciał z USA i chcieliśmy pokazać mu piękno polskich gór, którymi już wcześniej był oczarowany.

Tradycyjnie na Sokolicę

Poranek nie należał do najcieplejszych, zaś sama przełęcz jest zasłonięta drzewami i jeszcze słońce jej dobrze nie ogrzało. Ruszyliśmy standardowo za znakami czerwonymi. Pogoda od samego rana była przepiękna. Z prognoz wynikało, że miała się utrzymać gdzieś do południa, więc byliśmy w miarę spokojni, że nie grozi nam nic strasznego. Do Sokolicy po schodkach wyszliśmy w niecałą godzinkę. Tym razem byliśmy tutaj najszybciej z naszych wszystkich przejść tym odcinkiem. Co za tym idzie trzeba było po drodze ściągnąć zbyt ciepłą bluzę, bo nagle zrobiło się bardzo gorąco.

Na Sokolicy

Kiedy dotarliśmy na wspomniany szczyt było fantastycznie. Widoki nieziemskie. Było zielono – super, super… Było tak jak za pierwszym razem, kiedy po maturze pojechaliśmy pierwszy raz w życiu na Babią Górę. Tutaj możecie zobaczyć relację z 2013 roku – > Pierwszy raz na Babiej Górze.

W trójkę
Beskidy

Na Sokolicy dwójka osób się dodatkowo ubierała. Hmm… No w sumie wiaterek powiewał, my zgrzani troszkę, więc też zarzuciliśmy ściągnięte bluzy, ale tym razem jedna wystarczyła. Patrząc na tę dwójkę zdziwiliśmy się: dwa podkoszulki, dwie bluzy, kurtka. No sporo. Wdaliśmy się w rozmowę. Okazało się, że byli na wschodzie słońca, a że noc była najzimniejsza jak do tej pory to troszkę zmarzli. Turyści Ci byli z Czech, ale w miarę umieliśmy się dogadać. Życzyliśmy sobie szczęśliwej podróży i ruszyliśmy dalej. Chcieliśmy szybko wyjść na szczyt, bo gdyby pogoda się pogorszyła to żebyśmy już byli w trasie powrotnej. Szczyt od Sokolicy wydaje się już blisko, jednak to jest tylko złudzenie.

Diablak w chmurach

Mijamy zielony szlak, który przychodzi z prawej strony. Dojdziemy nim na Szkolnikowe Rozstaje. Wspinamy się po kamieniach i po kilkunastu minutach dochodzimy do Kępy. Tego dnia bardzo nam się fajnie i szybko szło, a może dlatego, że ostatnie wyjścia na tą górę były zimowe i wolniejsze niż teraz latem. Widoki też jakoś lepsze niż w nocy o 2 ;).

Nieco ponad godzinę
Już się chmury zbierają
Na Kępie

Przechodzimy, wspinając się delikatnie pod górę. Widoki mamy wspaniałe. Widać nawet łańcuch Tatr w całej okazałości.

Tatry
Droga na Babią Górę

Na Gówniak – szczyt mierzący 1617 m n.p.m. przychodzimy za 20 minut po kamiennej ścieżce. Ostatnio tutaj nawet nie było kosodrzewiny, a kto by myślał, że jest tu jakaś ścieżka. To są właśnie uroki zimy, wszystko pod zaspami.

Gówniak (1617 m n.p.m.)

Poczuliśmy silniejszy wiatr. No tak, przecież to Babia Góra, a tam zawsze wieje. Spotykamy turystę, który też wybiera się na szczyt, mówi że był 20 lat temu i też wiało ;). My znowu ubieramy się w cieplejsze ubrania, bo już jest na to pora. Widzimy między kosodrzewiną wyłaniające się, kolejny raz Tatry. Coś pięknego. W takich widokach docieramy w końcu na szczyt i chowamy się od razu za kamienie. Odpoczywamy. Na szczyt przychodzą też inne osoby, a nawet przybiegają :). Od razu rzuca się w oczy nowe oznaczenie szczytu.

Jeszcze przed szczytem
Już u góry
Na razie pusto

No nic. Nie ma co czekać. Zauważamy, że chmury robią się ciemniejsze i pędzą w naszą stronę. Zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć i ruszyliśmy dalej na Przełęcz Brona. Po drodze stwierdziliśmy, że zdobędziemy szczyt Małej Babiej, bo nigdy tam nie byliśmy, a jest to tylko 30 minut od odejścia czerwonego szlaku, zmierzającego do Markowych Szczawin.

W kierunku Przełęczy Brona
Przełęcz Brona (1408 m n.p.m.)
Na przełęczy
Mała Babia coraz bliżej

Odcinek na Małą Babią przechodzimy bardzo szybko. 30 minut z tabliczki sugerujące przejście w jedną stronę jest dla nas wędrówką tam i z powrotem. Zdobywamy szczyt, pstrykamy kilka fotek i nie mamy już czasu aby tutaj coś dłużej pobyć, bo zaczyna kropić deszcz. W sumie szkoda, bo było pięknie, ale pogoda popsuła się już dwie godziny wcześniej niż to było planowane. Dobrze że na szczycie już byliśmy.

Mała Babia (1517 m n.p.m.)

Teraz nic tylko zlecieć szybko do schroniska leżącego u podnóża królowej. Dotarliśmy do obiektu, który właśnie w ostatnim rankingu w znanym dla turystów „MAGAZYN N.P.M.” zajął 3 miejsce w kategorii najlepsze schroniska górskie 2015. Było czysto miło i przyjemnie, ale jednak obiekt  nie przypomina górskiej chatki, która kojarzy się z górami, a szkoda. Zjedliśmy żurek, pomidorową, a Krzysiek dodatkowo wypił kawę. Żurek był dobry, pomidorowa niezbyt, a kawa OK. Było tego trochę mało, a cena była wyższa niż w pozostałych obiektach.

Markowe Szczawnicy
W obiekcie

Przestało padać i  ruszyliśmy dalej. Już ostatni odcinek – długi, bo mierzący ponad 6 kilometrów przeszliśmy w ponad godzinkę. Po drodze mijaliśmy spacerujących turystów, samotnych i w grupach. Pogoda ich nie odstraszyła, ale miejmy nadzieję, że udali się tego dnia tylko do schroniska, dlatego że jadąc widzieliśmy, że warunki się nie zmieniły. Chmury zakryły szczyt i nic z niego nie było widać, a co za tym idzie temperatura nie była wysoka i towarzyszył zimny i przeszywający wiatr.

Nowość na szlaku

Dotarliśmy na parking w godzinach południowych i się zdziwiliśmy. Był zawalony prawie cały samochodami, z różnych części Polski. Parkingowy też był i trzeba było odżałować 10 złotych za postój. W zimie jakoś nie było nikogo. :). Później pojechaliśmy jeszcze na pizzę do Zawoi, która jest jedną z lepszych w naszej ocenie – pizzeria Sorento, koło stadionu.

Trasa

Przełęcz Krowiarki Szlak czerwony Sokolica (1367 m n.p.m.) Szlak czerwony Kępa (1521 m n.p.m.) Szlak czerwony Gówniak (1617 m n.p.m.) Szlak czerwony Diablak (1725 m n.p.m.) Szlak czerwony Przełęcz Brona (1408 m n.p.m.) Szlak zielony Mała Babia Góra (1517 m n.p.m.) Szlak zielony Przełęcz Brona (1408 m n.p.m.) Szlak czerwony PTTK Markowe Szczawiny Szlak niebieski Przełęcz Krowiarki

Informacje

* Data wycieczki 27.07.2015
* Dystans 20 km
* Punkty GOT 25 punktów
* Czas trwania 8g:57m:12s
* Łącznie w górę 920 m
* Łącznie w dół 810 m

Do zobaczenia na szlaku !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *