Poradnik

Jak się ubrać w góry? Co jeść w górach? Gotowanie w podróży

Zacznijmy może od tego, co mamy zawsze, niezależnie od warunków i sposobu wędrowania. Ubiór jest dość prosty: buty trekkingowe i to niezależnie czy wędrujemy po większych, czy mniejszych górkach. Długie spodnie jak jest chłodno, jak przychodzi upał, to ubieramy spodenki, a jak jest zima i śnieg to spodnie ocieplane, ewentualnie jakieś getry pod spód. Dokładamy do tego t-shirt, koszulkę czy bluzkę. Na to bluza albo polar. Jak jest chłodno to cienka kurtka, a jak zima to kurtka ocieplana, czapka czy rękawiczki. Czasem używamy opaski zamiast czapki.

Co zabrać na wycieczkę jednodniową w góry?

  1. Wycieczka jednodniowa w ciepłe dni: koszulka, spodenki, skarpety, buty.
  2. Wycieczka jednodniowa w chłodne dni: koszulka, bluza (polar, kurtka cienka do wyboru), opaska, spodnie, skarpety, buty.
  3. Wycieczka jednodniowa w zimie: koszulka, bluza lub polar, spodnie ocieplane,  kurtka ocieplana, czapka, rękawiczki, skarpety, buty.

Teraz chcemy Wam powiedzieć, jakie mamy dodatkowe wyposażenie, czy to na sobie, w kieszeniach czy plecaku. Tutaj przychodzi zasada „co kto lubi”.

  1. Przy sobie na pewno zawsze mamy mapę terenu i 3 telefony. Czemu akurat 3? Jeden mój, jeden Angeliki i trzeci zapasowy najczęściej typowy stary poczciwy telefon z dobrą baterią.
  2. Dokumenty – dowód osobisty i prawo jazdy, portfel z pieniędzmi.
  3. Aparat fotograficzny i zapasowe baterie.
  4. W plecaku najczęściej mamy jeszcze mały statyw, latarkę, zapałki, nóż, kubek, apteczkę i kijki trekkingowe.
  5. Jeśli przyjdzie zima, to dodatkowo bierzemy kominiarki i raczki.

Gotowanie na szlaku, w górach i w podróży

Wiele osób szuka informacji jak przygotowywać jedzenie podczas podróży. Jest to temat nierozerwalnie związany z każdą wyprawą. O tym, że jeść trzeba, to każdy doskonale wie. Knajpy, jedzenie w kwaterach, a może samodzielne gotowanie? Dla nas to sprawa jasna, że najlepsze jest własne jedzenie, chociaż czasem kusi nas zamówienie pizzy.

Był taki czas, że zdecydowaliśmy się na zakup turystycznego sprzętu do gotowania, aby jeść ciepłe posiłki na szlaku. Co wybraliśmy? Napiszę to na przestrzeni krótkich i długich wypadów w nasze polskie góry. Tekst przygotowaliśmy przy współpracy z firmą Addnature, u której na stronie internetowej możesz znaleźć naczynia i sztućce turystyczne, a także inny sprzęt turystyczny.

Jedzenie w podróży

Na początku naszych wypraw nie zwracaliśmy uwagi na to, co pakowaliśmy do plecaków. Zabieraliśmy co popadnie z domu i w drogę. Przeważnie robione kanapki czy bułki, później zamieniliśmy to na: bochenek chleba, trochę szynki i butelkę wody mineralnej. Jednak po upływie czasu przekonaliśmy się, że nie tędy droga.

Podróżując coraz więcej w różne miejsca, musimy i chcemy się lepiej odżywiać. Do naszego plecaka zaczęliśmy wrzucać jakieś owoce, warzywa, trochę słodyczy na nagły wypadek, butelkę wody oraz herbatę w termosie. Taki ekwipunek można było zaliczyć, że był on naszym podstawowym i na wycieczki jednodniowe wystarczał w zupełności.

Wraz z wyruszeniem na wyprawy kilkudniowe stwierdziliśmy, że trzeba jeść w drodze coś ciepłego, a nie zawsze na trasie są obiekty gastronomiczne.

Korzystanie z kuchenki w górach

Poszperaliśmy w Internecie, przeczytaliśmy porady innych podróżników i natrafiliśmy na kuchenkę, która wydawała się spełniać nasze potrzeby. Była lekka, wydawała się łatwa w obsłudze, bezpieczna i oczywiście w dobrej ofercie cenowej. Co jak co, ale samodzielne gotowanie to oszczędność kilkunastu złotych dziennie.

Kuchenkę łatwo można połączyć z kartuszem gazowym różnej mocy. Po prawidłowym podłączeniu gazu do kuchenki w bardzo łatwy sposób można ją swobodnie i szybko rozłożyć praktycznie w każdym miejscu i od razu stawiać naczynia z przygotowanymi składnikami na posiłek. Zakupiliśmy i zabieramy ją dość często. Fantastycznie sprawdziła nam się w wielu przypadkach.

Gotowanie na szlaku długodystansowym

Pierwszy to oczywiście nasz najdłuższy wypad w życiu, czyli połączenie Głównego Szlaku Świętokrzyskiego ze Szlakiem Orlich Gniazd. Sumując kilometry, to było ich blisko 260. To przez ten wyjazd zabakcylowaliśmy w sobie kuchenkę turystyczną i ciepłe posiłki. Sprawdziła się świetnie, to dlatego, że nasze plecaki na takich szlakach nie ważą piórka. Kuchenka była lekka i sprawnie się z nią obchodziliśmy.

Na początek przerwy szybko ją rozkładaliśmy i gotowaliśmy wodę w kubkach ze stali nierdzewnej, a następnie szukaliśmy w plecakach składników do jedzenia. Mieliśmy przygotowane wcześniej w domu gotowe zupy i drugie dania, które wystarczyło odgrzać. Tak się do niej przyzwyczailiśmy, że zabieraliśmy ją już też na krótkie wycieczki i gotowaliśmy sobie nasze ulubione jedzenie. Był dość zimny poranek, więc przyrządziliśmy sobie śniadanie na Hali Stoły. Było przyjemne słońce, jednak odczuwaliśmy tatrzańskie chłodne, poranne powietrze. Bardzo nam się przydała, bo gorące jedzenie nas porządnie rozgrzało od wewnątrz.

Tym sposobem mogliśmy dłużej nacieszyć oko pięknymi krajobrazami. Wiele razy zabieraliśmy sprzęt też na wschody słońca. Trzeba wstać dość wcześnie, a dodatkowo na dany szczyt trzeba iść na nogach. Czasem jest to krótszy odcinek, a czasem dłuższy. Planując wypad zawsze mamy w zapasie trochę czasu poślizgu i przeważnie musimy go odstać na szczycie, a tam człowiek wyziębia się szybciej. Jest mniejszy ruch i ciepło ucieka.

Warto też zwrócić uwagę na sztućce, jakie zabiera się ze sobą. My oczywiście kompletując zestaw do jedzenia, zakupiliśmy sobie składane łyżko-nożo-widelce :D. Może brzmi dziwnie, ale się sprawdza. Zajmują mało miejsca, są lekkie i idealnie nadają się do naszych kubków.

Gotowanie w podróży z małym dzieckiem

W tym roku jak już wiecie, będziemy wędrować z małym dzieckiem. Przez okres ciąży zrezygnowaliśmy z niezdrowego jedzenia, jakim są ekspresowe zupki. Zostaliśmy przy gotowych daniach zabieranych z domu. Tegoroczne wędrówki wymagają zmiany w naszym plecaku. Będziemy musieli sobie poszerzyć nasze wyposażenie turystycznej kuchni.

Przy Mai koniecznie rozglądniemy się za jakimiś pojemnikami turystycznymi, w których będziemy przechowywać zupki dla niej i przy okazji dla nas. Jak wiadomo, wycieczki będą krótsze i dłuższe. W tym momencie nie wiemy, co nasze dziecko będzie lubić, ale myślę, że jeśli będzie taki żarłoczek jak ja i będzie tyle jadła na szlaku, to tego jedzenia może nam braknąć. Być może to będzie jakiś termos, który utrzyma nam ciepłe jedzenie, ale nie jest to konieczne.

Zastanawiam się nad zakupem naczyń, z których będziemy jeść. Znalazłam bardzo fajny zestaw naczynia kempingowe składający się z kilku części, który może nam towarzyszyć i na śniadaniu, obiedzie czy kolacji w górach. Składa się z talerza, miseczki i kubku wraz z 3 częściowym zestawem sztućców – tym właśnie łyżko-nożo-widelcem.

Wszystko to można po umyciu schować do dołączonej siatki, więc na wyprawy będzie idealny, a to dlatego, że będzie sobie schło na spokojnie. Przy dziecku wydaje mi się, że nam się to sprawdzi. Pisząc to teraz, pomyślałam sobie, że będzie to dobre na szlak długodystansowy, nawet na Główny Szlak Beskidzki mierzący 500 kilometrów.

Wraz z wycieczkami na ten rok musimy pomyśleć o ścierkach bawełnianych do przechowywania owoców i warzyw dla naszego dziecka. Oczywiście Maja będzie miała kilka miesięcy, więc trzeba jej dawać najlepsze jedzenie na świecie. Początkowe wypady będą przypominać pewnie pikniki, ale z upływem czasu będą zamieniać się coraz w dłuższe wyprawy. A jak u Ciebie wygląda sprawa ciepłego jedzenia? Czy korzystasz z takiego wariantu jedzenia, który przygotowujesz sam na trasie? Z czego korzystasz przy małych dzieciach? Podziel się swoimi uwagami. 

22 komentarze

  • brandcreation

    Bardzo dobre, konkretne porady. Na pewno przydadzą się na szlaku. Takie proste rozwiązania i brak kombinowania są najlepsze. Nie ma sensu brać ze sobą masy rzeczy, które będą stanowiły tylko zbędny balast. Udanych wycieczek! 🙂

  • Marysia

    Świetny blog, aż dziwne że dopiero tutaj trafiłam 😉 Oboje z mężem i z przyjaciółmi mieszkamy na Pomorzu Zachodnim, jednak tej zimy wybieramy się w Tatry. Sportowych ciuchów trochę mamy, plecaki i buty zakupione (Zamberlan i TNF) – teraz pozostaje kwestia odzieży spodniej – czy ciuszki sportowe, takie np. siłowniane, dadzą radę? Chodzi mi np. o coś takiego, bo kilka koszulek i spodenek już mamy z tej firmy – http://www.symbowear.com. Oceńcie proszę co sądzicie 🙂

    • Mateusz Grzegorzek

      Co kto lubi. My chodzimy raz w niskich raz w wysokich. Jak jest upał to niskie 🙂 I oczywiście dopasowane.

  • Karolina

    A ja mam pytanie o konkret – co zabieracie do jedzenia zimą? Nie wiosną, latem, jesienią, ale zimą. Kiedy temperatura spada sporo poniżej zera. Termos to dla mnie oczywista oczywistość, o czekoladzie i chałwie też słyszałam. A co z pozostałym prowiantem?

  • Mariusz

    Co do wyposażenia, polecam latarkę czołówkę. Jest po prostu bardziej praktyczna, a w rękę też można wziąć. Ostatnio skusiłem się na stuptuty. Nie są nieodzowne, ale jeśli się chodzi bez względu na pogodę, to się przydają. W zimie koniecznie raczki. W grudniu na nizinach było pięknie, ale w górach szlaki były bardzo oblodzone. Przekonałem się o tym boleśnie przy schronisku na Jaworzynie.
    Pozdrawiam

  • Grzegorz

    Wygodne buty to połowa sukcesu podczas łazikowania. Powinny charaktryzować się odpowiednim protektorem który zabezpieczy nas przed poślizgiem, cholewka powinna być na tyle mocna aby nie ulegla uszkodzeniu przy naprężeniu podczas schodzenia po stromych zboczoch. Najważniejsza sprawa to aby but był na tyl wysoki by usztywniał kostkę. Następna sprawa to nieprzemakalność obuwia. W latach 1970-1980 przewendrowałem główny Szlak Beskidzki siedmiokrotnie i z doświadczenia radzę aby zawsze, bez względu na to czy jest to lato czy inna ciepła pora roku wychodząc w góry zabrać do plecaka ciepła partię ubrania.
    P.S.
    Podziwiam pasję P.Mateusza i P. Angeliki i ich zaangażowanie , zapał w tym co robią. Przypominam sobie swoje hobby. Lecz nauka i praca nie pozwalała na taką ilość dni spędzonych w górach obcując z przyrodą. Zazdroszcze………….
    Pozdrawiam.
    Do zobaczenia na szlaku. Turysta z Muszyny.

  • Marta.

    A teraz takie moje pytanie co do butów. Sama po górach chodzę często ale ciągle słyszę „w góry to tylko buty trekingowe” Naprawdę ? Czy ktoś idąc na Śnieżkę drogą kamienną (tą główną ) albo jakimś płaskim szlakiem w Bieszczadach naprawdę potrzebuje specjalnych butów ? Czy nie wystarczą dobre buty sportowe ? Logiczne jak ktoś jedzie w góry na dłużej nawet jak ma w planach spacer od rana do wieczora na różnych szlakach to ok ale jeżlei ktoś jedzie tylko na „niedzielny spacer” który ma trwać 3 godziny to chyba sportowe buty wystracza? Tak się tylko pytam z ciekawości i o wasze zdanie. Wiem, że w Polskich górach można zobaczyć takich co na trudnych szlakach biegają w sandałach, klapkach itp ale tu nie mowa o tym. Bo sama spotkałam się jak ludzie mówili „ooo adidasy na szlaku” ta.. na szlaku z Samotnii do Strzechy xD

    • Mateusz Grzegorzek

      Jakoś nie mamy uprzedzeń do tego czy ktoś chodzi w adidasach czy w trampkach :). Jak komuś jest wygodniej to proszę bardzo :). Mi akurat lepiej się chodzi w butach trekkingowych z racji mojej wagi. Mają twardą podeszwę i nie czuję kamieni pod nogami. Sami kiedyś chodziliśmy w trampkach i jakoś nam to nie przeszkadzało. Jak się dużo chodzi to co innego :).

  • Basia

    Ludzie mają różne preferencje żywieniowe, ja akurat lubię coś co na trasie „łatwo wchodzi” więc nie czekoladę, bo jej nie lubię, a zamiast niej jakieś wafelki typu prince-polo i suszone lub kandyzowane owoce, a z rzeczy konkretniejszych kabanosy. Z reguły jem rano porządne śniadanie i bardzo dużo piję (co najmniej około 1 litr herbaty i kawy łącznie) i potem na trasie już tak bardzo nie chce mi się pić i nie jestem głodna. Na takim porządnym śniadaniu i przekąskach na trasie mogę wytrzymać do około 18 kiedy to już się dociera do schroniska lub innego miejsca noclegu. I tam albo coś się gotuje albo zjada schroniskowe. Jestem zwolenniczką kupowania żywienia w schronisku bo na tym dzierżawcy schronisk zarabiają, a z czegoś muszą żyć. Dajmy im więc zarobić.
    Poza tym zawsze noszę ze sobą „zestaw przetrwania” w skład którego wchodzą dwie małe latarki, mała świeczka (taki znicz do podgrzewania jedzenia), zapalniczka i zapałki, zapasowe baterie, zimą dodatkowo dwa małe ogrzewacze chemiczne. Wszystko to mam zapakowane w dwa foliowe worki.
    To tak na wypadek gdyby coś się stało.
    A latarki dwie dlatego, że kiedyś musiałam nocą sprowadzać z Pięciu Stawów osobę, która nie miała własnego światła, więc noszę drugą malutką na taki wypadek.

  • Helena

    Ja noszę ze sobą jeszcze powerbank- telefon z mocną baterią nie lubi się z internetem, a ten z internetem ma słabą baterie, a czasem autobusy czy okoliczne muzea sprawdzić trzeba. Poza tym zawsze jakieś pisadło i zeszyt z piosenkami. Nieustannie liczę na to, że natknę się na kogoś, kto umie je zagrać i będzie można sobie pośpiewać.
    I czekolada do jedzenia. Mój znajomy zawsze zastanawiał się po co brać gorzką. To proste. Mniej się rozpuszcza i z większym prawdopodobieństwem jest „czekoladą” a nie „wyrobem czekoladopodobnym”. No dobra, czasem biorę też nadziewaną truskawkami, jest zbyt dobra żeby z niej rezygnować 😉
    Zimą mam jeszcze malutkie raczki (takie silikonowe nakładki na buty z kolcami). Na szlaku zazwyczaj potrzebne nie są, ale na przymrożonym asfalcie się przydają.
    No i apteczka to mus! A jak idę z kimś jeszcze to obowiązkowo odprawa: gdzie jest apteczka i 601 100 300.

  • matylda

    No cóż……my wybierając się w góry mamy najczęściej ze sobą jeszcze peleryny /chyba, że prognozy nie przewidują opadów/, dupniaczki….czyli kawałki karimaty pod pupę, żeby móc usiąść byle gdzie, zapałki i podpałka zabezpieczone w woreczku przed wilgocią i latarka, bo nieraz zdarza się wracać dość późno………reszta podobna………..

      • matylda

        Z nami jest tak, że jak już gdzieś wyruszamy to na cały dzień, więc często się zdarza, że pogoda się zmienia, a nie zawsze jest gdzie się schronić, stąd te peleryny……takie zwykłe, foliowe, żeby nie było ciężko nosić. A tak z ciekawości…..zdjęcia to które z Was robi? Pytam, bo są ciekawe, a ja tak amatorsko pstrykam. Czasem coś fajnego wyjdzie, ale raczej przypadkowo……

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *