Skrzyczne 1257 m n.p.m. – najwyższy szczyt Beskidu Sląskiego

Kolejny wpis to kolejne przygody. Ten wyjazd to odwiedziny w Beskidzie Śląskim, którego ostatnio zaniedbujemy. Po prostu ciężko nam się tam wybrać, a nawet nie ma już tyle czasu co dawniej. Postanawiamy zdobyć na nowo najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego – Skrzyczne mierzące 1257 m n.p.m., a po drodze między innymi Małe Skrzyczne, Malinowską Skałę, Grabową czy Kotarz. Po długiej podróży z mojego domu, czyli z Pogórza Rożnowskiego, docieramy do Szczyrku. Tam przygotowujemy się do wyprawy i ruszamy w drogę…

W Szczyrku

Opis szlaku ze Szczyrku na Skrzyczne

Rozpoczynamy z parkingu przy drodze głównej. Nie martwcie się. W Szczyrku jest tyle wolnych miejsc, że rano o parking nie trzeba się stresować. Nawet jeśli są to wakacje. Zresztą zawsze tak jest, chociaż jest całkiem późno. Na zegarze 6:45. Zakładamy plecak na plecy, aparat i ruszamy przed siebie za znakami koloru zielonego. Skręcamy od razu na prawą stronę jezdni i za drogą dreptamy. Z początku musimy się pomęczyć z asfaltem. Przemieszczamy się coraz wyżej, aż zostawiamy miasto w dole. Cały czas prężnie i odważnie za ścieżką maszerujemy i zdobywamy wysokość. Trawersujemy wzniesienie Lanckorony 831 m n.p.m. Po lewej stronie mamy pod dość mocnym kątem nachylony stok, a z prawej przepaść. Oczywiście na zdjęciach wygląda to straszniej niż w rzeczywistości.

Po drodze na zielonym szlaku
Wąską ścieżką
Dojście szlaku czerwonego z Buczkowic
Widać przekaźnik na Skrzycznem

Zagadani docieramy do rozwidlenia szlaków. Tak szczerze to czerwony, który przez krótki moment z nami idzie, teraz własnie się kończy, a przychodzi do nas szlak niebieski. Otwierają się nam widoki na Szczyrk, a także na pobliskie i te dalsze wzniesienia. Krajobrazy sięgają, aż po Babią Górę – najwyższą w Beskidzie Żywieckim, a także pobliskie Pilsko.

Widok na Babią Górę na środku. Po prawej Pilsko
Po dojściu szlaku niebieskiego. Na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego coraz bliżej

Skrzyczne – najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego

My wraz z niebieskim i zielonym szlakiem atakujemy szczyt przez jakiś kilometr. Idziemy nieopodal wyciągu i już z daleka widzimy platformę widokową. Tego dnia pogodę mamy, jaką mamy, ale ważne, że coś widać. Nie świeci słońce i jest zachmurzenie, ale przynajmniej super się idzie i nie czuć tak zmęczenia. Po dotarciu do platformy od razu na nią wychodzimy. Nie jest zbyt wysoka, taka w sumie w sam raz.

Skrzyczne 🙂

Schronisko Skrzyczne 

Następnie uderzamy do schroniska i zamawiamy żurek. Obsługa w schronisku miła i wesoła, z poczuciem humoru 🙂 pozdrawiamy. Tam spędzamy tylko chwilę. Zerkamy na mapę i ustalamy dalszą drogę. Patrzymy, patrzymy i patrzymy. Nie możemy się napatrzeć 🙂 zaskakująca decyzja!!! Do Szczyrku wracamy odcinkiem Beskidu Węgierskiego. 🙂 Kierujemy się najpierw na najwyższy punkt po zdjęcie.

Mamy to!
Skrzyczne zdobyte 🙂

Skrzyczne – najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego 

Ze Skrzycznem mamy miłe wspomnienia. Otóż 12 września 2013 właśnie tutaj się zaręczyliśmy. Wycieczkę kontynuujemy zielonym szlakiem. Idziemy praktycznie po grzbiecie wzniesienia. Idzie nam się lekko po szutrowej drodze pomiędzy małymi drzewkami i runem leśnym. Niestety w tej okolicy jest wiele połamanych i zeschłych drzew. Dzięki temu mamy widoki dookolne. Mijamy Małe Skrzyczne 1211 m n.p.m., Kopę Skrzyczeńską 1189 m n.p.m.

Na szlaku 😉
Przed siebie!
Artystycznie
Widać już Malinowską Skałę

Ze Skrzycznego na Malinowską Skałę

Dochodzimy do Malinowskiej Skały 1152 m n.p.m., gdzie od razu wychodzimy na każdemu znaną skałę. Chociaż i tak to samo widać spod niej co z niej, ale jakoś tak nigdy jej nie omijamy bezinteresownie. W tym miejscu rozpoczyna się szlak czerwony, za którym chętnie podążymy, aż na Przełęcz Karkoszczonkę. Ale po kolei… 🙂

Malinowska Skała
🙂

Malinów 1114 m n.p.m.

Najpierw przez około dwa kilometry wychodzimy na Malinów 1114 m n.p.m.m. Szczyt ten jest płaskim, rozległym wzniesieniem. Grzbietowa część zbudowana jest z licznych występujących tylko w tej części Beskidu Śląskiego zlepieńców z Malinowskiej Skały. Na stokach wzniesienia można zauważyć liczne wychodnie skalne takie jak ambony czy baszty sięgające 9 metrów wysokości i 120 długości. Szczyt jeszcze w ostatniej dekadzie XX w. w całości był porośnięty lasem, a teraz jest pokryty wyrębami, dzięki temu możemy spokojnie oglądać Pasmo Czantorii i Stożka, sąsiedni Klimczok i Kotarz.

Na szlaku czerwonym. Zaraz podejście na Malinów

Przełęcz Salmopolska – Kotarz 985 m n.p.m.

Kiedyś skręcaliśmy w prawo i szliśmy za zielonym. Teraz jest inaczej. Zdecydowaliśmy już w schronisku, że pójdziemy prosto. Więc komu w drogę temu… trampki?? :P. No to szybko na bucikach schodzimy na Przełęcz Salmopolską 934 m n.p.m. Zajmuje nam to naprawdę niewiele, niecałe dwadzieścia minut. Dochodzimy na plac przed restauracją i siadamy na ławce, aby chwile odpocząć. Jest tutaj przystanek, ale busów jak na lekarstwo. Maszerujemy dalej. W pierwszej kolejności mijamy szczyt o nazwie Biały Krzyż 940 m n.p.m., a dalej odsłonięta Grabową 907 m n.p.m. Przejście grzbietem nie jest zbytnio wymagające, raczej idzie się spokojnie. Nie ma trudnych zejść czy wzniesień. Po około półtora kilometra docieramy na Kotarz 985 m n.p.m. do zbudowanej wiaty.

Kotarz

My nie czekając długo, idziemy dalej. Wędrujemy rozległym grzbietem Beskidu Węgierskiego. Masyw jednak jest zalesiony i nie mamy widoków, przechodzimy przez jego najwyższy wierzchołek – Hyrcę 929 m n.p.m. Idziemy dalej i pokonujemy taką sama odległość jak pomiędzy Kotarzem i Hyrcą. Docieramy na zbocze Beskidu 800 m n.p.m., gdzie obchodzimy go po jego lewej stronie. Napotykamy takiego malucha.

🙁

Przełęcz Karkoszczonka 729 m n.p.m.

Powoli małymi kroczkami docieramy do Przełęczy Karkoszczonka 729 m n.p.m. Tam zmieniamy szlak na żółty i drogą schodzimy do Szczyrku i do naszego autka. Pakujemy się do samochodu i jedziemy do Ujsół do naszej Pani Ewy, gdzie często nocujemy. Musimy gdzieś odpocząć, aby mieć siłę na następny dzień zdobywać pobliskie szczyty. Już teraz zachęcam do przeczytania kolejnego artykułu, który zamieścimy za kilka dni. 

Zobacz inne wpisy na blogu

6 komentarzy

    1. Wiesz co to zależy od tego kiedy wychodzimy na szlak. Wcześniej kilka lat temu lub na początku samej przygody z podróżowaniem zaczynaliśmy o godzinie 9 to było ludzi dużo. Teraz wędrówki rozpoczynamy bardzo wcześnie rano, np.: 5 lub 6 rano to i podczas kierowania się do szczytu rzeczywiście na szlakach jest pusto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *