Szlak Orlich Gniazd opis przejścia pieszo – mapa, noclegi, sklepy

W dzisiejszy wieczór tym wpisem przeniesiemy Was w ciekawe miejsce w Polsce na Jurę Krakowsko-Częstochowską leżącą na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej. My jesteśmy w tych rejonach pierwszy raz i od pierwszego „deszczowego” wejrzenia się zakochaliśmy. Przez ten obszar przeszliśmy jego głównym szlakiem, czyli Szlakiem Orlich Gniazd. Znaki koloru czerwonego prowadziły nas od kropki do kropki z Krakowa z dzielnicy Krowodrza Górka do samej Częstochowy na Stary Rynek przy ulicy Mirowskiej. Szliśmy pośród niezwykłych wapiennych ostańców, pagórkami porośniętymi bukowym lasem, drogami między polami skąd widać pięknie ośnieżone Tatry, łąkami z kwitnącymi kwiatami, piaskową drogą pośród sosen, a wszystko po to, aby zobaczyć piękne Orle Gniazda, czyli starodawne zamki, które na co dzień zachwycają swoim urokiem.

Szlak Orlich Gniazd – mapa

Jak dojechać na początek Szlaku Orlich Gniazd?

Przyszedł czwartek, dzień, w którym od rana mieliśmy przejechać z Kielc do Krakowa, a następnie rozpocząć wędrówkę Szlakiem Orlich Gniazd. Długo czekaliśmy na to wydarzenie i w końcu nadszedł ten czas. Kilka minut po godzinie 9 mamy pociąg do Krakowa. Wszystko się udaje i po 10 jesteśmy na miejscu. Teraz zejść do głównego tunelu i wsiąść do tramwaju. Kupujemy bilety w automacie dwa razy droższe, bo się zaciął i nie wydawał reszty. Mówi się trudno, a w sumie i tak to był chrzest bojowy, więc nie ma co żałować. Tak, tak. Pierwszy raz tramwajem. OH! Wsiadamy, jedziemy i na pętli wysiadamy. Szukamy czerwonej kropeczki. Jest! Pięknie namalowana zaraz obok zajazdu autobusów i tramwajów na Krowodrzy. Nie wspomniałam jeszcze, że zrobiliśmy zakupy w „biedronie”. Tym razem bułeczki z pepperoni. Po ostatnich brakach sklepów na szlaku w Górach Świętokrzyskich jakiś większy market to oaza szczęścia. Zakładamy plecaki i w drogę!

165 km do Częstochowy
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Krowodrza Górka – czerwona kropka, początek szlaku

Maszerujemy sobie przez Kraków pomiędzy śpieszącymi się ludźmi. Idziemy na spokojnie ulicami miasta, a także przez park. Tam siadamy, aby posilić się przed długą drogą. Ruszamy za asfaltem i za znakami. Tych, akurat naprawdę nie brakuje. Szlak jest świetnie oznaczony. Przechodzimy przez tory i dreptamy w stronę Osiedla Łokietka. Kończy się Kraków, a my znów włazimy do sklepu i znowu kupujemy jedzenie. Jakie to wygłodniałe przyjechało do Krakowa!!! Jakby nie jedli porządnie od trzech dni.

Przez Kraków

Czerwony Most

Następnie dochodzimy do Czerwonego Mostu, którego rozpoznajemy już z daleka. Idziemy dalej i mijamy, gdzieś po drodze Forty 44 Pękowice i Syberia, ale nie podchodzimy do nich. Dalej przechodząc przez Pękowice, idziemy drogą między polami i miasto zostawiamy za sobą. Czujemy, że pogoda chyba dla nas nie będzie łaskawa tego dnia, bo zbierają się chmury i zanosi się na deszcz.

Czerwony Most

Giebułtów

Dochodząc do Giebułtowa, tak właśnie jest, ale na szczęście tylko chwilę, a później już tak w kratkę. Dobrze, że mamy płaszcze przeciwdeszczowe to już nam, aż tak pogoda nie dokucza. Kupiliśmy za 20 złotych jakieś niby porządniejsze niż te reklamówki za 2,50 i faktycznie okazały się bardzo dobre. W Giebułtowie przechodzimy obok szkoły, dworku z 1863 roku i miejscowego kościoła pw. Świętego Idziego, który został wpisany do rejestru  zabytków nieruchomych województwa małopolskiego.

Kościół w Giebułtowie

Idziemy dalej jeszcze przez drogę, a następnie przez Kwietniowe Doły. Przez piękny lasek, w którym jest błoga cisza. Mijamy co jakiś czas miejscowych i zmęczonego biegacza. W oddali widać jeżdżące samochody, a do uszu dochodzi ich łomot. Na tym szlaku będzie to chyba nasza codzienność.

Kwietniowe Doły

Zamek Korzkiew – zwiedzanie

Dalej na skrzyżowaniu dróg po lewej stronie mamy tablicę z wyznaczonym szlakiem, my niestety na chwilę go zostawiamy i udajemy się za drogą na Zamek Korzkiew. Maszerujemy w dół aleją grabową i dochodzimy do znaków kierujących do zamierzonego celu. Odremontowany i naprawdę warty uwagi zamek prezentuje się wspaniale. Cudeńko! Świetności nie wyrazi się słowami, to po prostu trzeba zobaczyć. Mimo tego, że szlak blisko nie przebiega, planując przejście nim, warto tutaj przyjść. Na pewno nie pożałujecie. Zamek Korzkiew to pierwsze orle gniazdo według wykazu zamków.

www.mynaszlaku.pl

 

www.mynaszlaku.pl

 

www.mynaszlaku.pl

 

www.mynaszlaku.pl

 

www.mynaszlaku.pl

Na zamku można wziąć udział w zabawie. Polega ona na tym, że na kilkunastu tablicach ukryte są słowa, na każdej po jednym. Z tych słów trzeba ułożyć zdanie. Za zgadnięcie hasła dostaniecie nagrodę, którą należy odebrać w kawiarni znajdującej się przy dziedzińcu. Niestety zbierało się na deszcz, a nawet małe kropelki uderzały o nos. To już znak, że nas czas się skończył w tym miejscu. Udajemy się drogą pod zamek i za szlakiem niebieskim chcemy wrócić na Szlak Orlich Gniazd. Przechodzimy obok kościoła z 1623 roku pw. Narodzenia Świetego Jana Chrzciciela. Szybciutko krok za krokiem, między kroplą, a kroplą próbujemy swoich sił. I tak mijamy OSP w miejscowości. Tam jest sklep spożywczy, do którego koniecznie musicie wejść, jak nie macie prowiantu, na dziś, jutro i w sumie pojutrze też. Przechodzimy całą miejscowość i skręcamy w lewo, aby dostać się z powrotem na szlak czerwony. Dochodzimy do Doliny Prądnika i już zauważamy piękne ostańce np. Latarnię Twardowskiego.

Dolina Prądnika

 

www.mynaszlaku.pl

 

www.mynaszlaku.pl

 

www.mynaszlaku.pl

Nocleg w Ojcowskim Parku Narodowym

Robi się już ciemno, bo godzina późna jak na kwietniowy krótki dzień. Dzwonimy do okolicznych kwater w sprawie noclegu. Planujemy, że lepiej zakończyć ten dzień wcześniej, bo i tak leje, a kolejny zacząć wcześniej i przejść więcej. Niestety wszystkie pokoje w Prądniku Korzkiewskim są zajęte, a dalej noclegu nie widać. Sklepu zresztą też. Nie zaopatrzyliśmy się w tym koło remizy. Wędrujemy spokojną Doliną Prądnika i wchodzimy na teren Ojcowskiego Parku Narodowego. Z każdej strony jest coś ciekawego. Zaraz się okaże, że dojdziemy do Ojcowa. Tego nie planowaliśmy, ale za to wybór kwater jest większy i spore szanse na znalezienie czegoś.

Brama Krakowska

Ojcowski Park Narodowy 

Bardzo ciekawie wygląda skała o nazwie „Rękawica” i „Igła Deotymy”. Naszą uwagę przyciąga także Źródełko Miłości i Brama Krakowska. To jedno z ciekawszych miejsc koło Ojcowa, a szlak mijający bramę prowadzi do Groty Łokietka. Jesteśmy już w Ojcowie, jakieś 500 metrów od centrum. Mijamy łowisko pstrągów i mamy restaurację. Na płocie przy niej informacja o noclegu. Dzwonimy i jest! Pokoje gościnne u Pani Marii w domu o numerze 35. Polecamy. Łazienka, kuchnia i łóżka to trzy rzeczy, które bardzo są nam teraz potrzebne. W plecaku mamy jeszcze kawałek serka białego, kilka kromek chleba i zupki chińskie. Może znajdziemy w Ojcowie jakiś sklep.

Co zwiedzić w Ojcowskim Parku Narodowym?

Poranek w Ojcowie był stosunkowo zimny i troszkę mglisty. Jednak pogoda na ten dzień zapowiadała się być piękna. Po obliczeniu dni przeznaczonych na przejście, a trasę, jaką mamy zrobić, okazało się, że możemy pozwolić sobie na wycieczkę po tej pięknej miejscowości. Żal nam było po prostu tak przez nią przejść i nie zobaczyć tutejszych atrakcji. Można w sumie powiedzieć, że spacerowaliśmy sobie po Ojcowie do różnych atrakcji i niestety nie wchodziliśmy do nich ze względu, że sezon jeszcze się nie rozpoczął. Teraz został smak na języku i po prostu do Ojcowa koniecznie musimy wrócić.

Punkt widokowy Jonaszówka 

Od naszego noclegu musieliśmy wrócić troszeczkę i czarny szlakiem udaliśmy się na punkt widokowy na Jonaszówce. Oj, widoki śpiącego cichego Ojcowa o kwietniowym poranku są wystrzałowe. Dolina Prądnika pięknie wygląda w sąsiedztwie wiosennej trawy i w koleżeństwie okazałych ostańców. Nad miejscowością wznoszą się ruiny zamku, na które jeszcze dziś się udamy.

Wyjście na Jonaszówkę
Widok na Ojców

Grota Łokietka 

Następnie zeszliśmy ze skały. Uwaga, zejście jest strome i wiadomo lepiej do góry niż na dół. Tak, wiec ostrożnie. Akurat musieliśmy nawet i więcej uważać, bo śliskie kamienie. Aby przeglądnąć, co dalej piszczy w trawie, idziemy za szlakiem czarnym do Groty Łokietka. W tej miejscowości jestem pierwszy raz. Jestem zauroczona pięknością i delikatnością miejsca.

Droga do Groty Łokietka
Do Groty Łokietka
Wejście

Brama Krakowska i Źródełko Miłości 

Grota Łokietka zamknięta, bo sezon się nie zaczął. Idziemy dalej szlakiem niebieskim. Jest bardzo cicho i spokojnie. Jest dziko. Roślinność żyje w swoim rytmie. Szlakiem przez Wąwóz Ciasne Skałki szybko schodzimy do drogi głównej. Tam przechodzimy przez Bramę Krakowską. Nieopodal znajduje się Źródełko Miłości. Doszły nas słuchy, że każda para przebywając w Ojcowie, nie może przejść obok tego miejsca obojętnie. Musi skosztować wody ze źródełka. Przy poprzednim wpisie Wam nie napisałam, co mijaliśmy po drodze, gdy przechodziliśmy tędy. A mianowicie po naszej prawej stronie pięknie widoczna jest rękawica wznosząca się nad Prądnikiem.

Wąwóz Ciasne Skałki
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Idziemy dalej drogą i po naszej lewej stronie znajduje się niewielka jaskinia. Można do niej wejść, niestety jest tam dużo śmieci, ale wiadomo, gdzie bydło tam śmieci. W sumie należy się trzymać nazwy, bo to Jaskinia Krowia. A nazwa stąd pochodzi, że dawniej w XIX w. trzymało się w niej bydło, które wypasało pobliskie łąki. Dla ciekawostki w tej jaskini kręcono sceny do filmu „Ogniem i mieczem”.

Droga do Jaskini Ciemnej

Jaskinia Ciemna 

Dalej udaliśmy się przed Jaskinię Ciemną. Przeszliśmy przez zamkniętą kasę i od razu pięliśmy się po schodkach do góry. Niby miał być spokój i miało nikogo nie być, a normalnie dostałam zawału. Zobaczcie sami.

Obozowisko Neandertalczyków
Wejście do Jaskini Ciemnej

Schodzimy z powrotem zielonym szlakiem do drogi i wraz z nim idziemy dalej. Po naszej prawej stronie mijamy piękne ostańce: Kawalerskie, Igła Deotymy czy Panieńskie Skały.

Igła Deotymy

Zamek w Ojcowie 

Idziemy do centrum miejscowości, gdzieś w Internecie wyczytaliśmy, że są tutaj sklepy. I taka sytuacja. Widzimy w centrum sklep, ale niestety jest zamknięty. Ładna pani sprząta przed więc pytamy, czy ten sklep jest już otwarty. Ona z uśmiechem na ustach mówi, że nie i nie będzie otwarty. Jak byśmy chcieli, to lodziarnia jest otwarta, ale jak na razie nie ma lodów :0. No to się ucieszyliśmy tak w sumie, bo w plecaku mieliśmy paczkę landrynek, dwie kromki, zupki i wodę. Najbliższy sklep jest w Skale, ale w sumie w takiej miejscowość, przez którą nie przechodzimy, a nie będziemy zbaczać specjalnie. No to śniadania i obiadu nie będzie. Dalej mijamy Muzeum Ojcowskiego Parku Narodowego i po schodkach podchodzimy na ruiny zamku. Pani w kasie sprzedaje nam bilety – normalny 3 zł, ulgowy 2 zł, a także pamiątki. Wchodzimy dalej i spędzamy tam jakieś 15 minut, obchodząc zamek dokładnie.

Wejście do zamku w Ojcowie
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Kaplica „Na Wodzie”

Dalej idąc, cały czas prosto przed siebie za czerwonymi znakami mijamy Polanę Goplana. Już przed oczami mamy kolejną atrakcję. Od razu zwracamy na nią uwagę, bo przy niej jest kilkanaście dzieciaków, którzy na pewno mają jakieś słodycze w plecaku, a nam w takiej sytuacji potrzeba było czegoś dobrego :P. Ta atrakcja to Kaplica „Na Wodzie”. Jest ona drewnianym obiektem sakralnym. Zbudowany został na dwóch brzegach Prądnika.

Kaplica „Na Wodzie”

Dziś maszerujemy sobie tylko przez Ojcowski Park Narodowy, więc po zobaczeniu atrakcji blisko centrum miejscowości maszerujemy sobie na sam koniec parku. Poza miejscowością spacerujemy sobie lasem, później zaś łąką. I znowu dochodzimy do drogi w towarzystwie ostańców Ciche, Łamańce, Pochylce i Skamieniały Wędrowiec. Docieramy do większego skrzyżowania i drogi Olkusz – Skała. Już mamy nadzieję, że będzie tutaj jakiś sklep. Są tylko miejsca noclegowe.

Droga z Ojcowa

Kościół Salomei 

Skręcamy na Olkusz, a następnie ścieżką idziemy nachylonym stokiem do góry. Są zabezpieczenia w postaci drewnianych poręczy. Dochodzimy do remontowanego kościoła bł. Salomei. Nie wchodzimy nawet na jego teren, tylko idziemy dalej.

Kościół bł.Salomei
www.mynaszlaku.pl

Zamek w Pieskowej Skale

Szlak dość mocno skręca w lewo. Dochodzimy do drogi i do Młynu Wilka, dreptamy chwilkę i skręcamy w prawo. Wchodzimy w las, kierujemy się cały czas w górę. Przechodzimy w okolicy szczytu Słoneczna mierzącego 437 m n.p.m. Następnie kilka kilometrów maszerujemy to lasem, to łąką i w końcu dochodzimy do Zamku w Pieskowej Skale. Wygląda on jak pałacyk. No prace przy nim trwają i jeszcze jest zamknięty. Sezon zaczyna się od maja. I kolejną perełkę musimy zostawić ot, tak sobie, a to na zaś jak kiedyś w te okolice przyjedziemy.

Zamek w Pieskowej Skale
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Maczuga Herkulesa

Obchodzimy zamek dokoła i udajemy się do chyba najbardziej wszystkim znanej atrakcji w tej okolicy. Oczywiście chodzi o Maczugę Herkulesa, która stoi na skale Fortepian. Wysokość samej maczugi wynosi 25 metrów.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Nocleg w Pieskowej Skale

I wycieczki na ten dzień by było koniec. Idziemy do noclegu, który zamówiliśmy dzień wcześniej. Jest on 400 metrów od Maczugi Herkulesa. Tam też jest restauracja, więc sobie zakupimy jakieś jedzonko. Przecież od rana nic nie jedliśmy. Ja paczkę landrynek i cukierka. Głodni jak wilki rozczarowani czytamy, że zajazd jest nieczynny. No to pięknie…………….. Najwyżej coś zamówimy i nam dowiozą. Po wejściu do kwatery okazuje się, że właścicielka jedzie akurat do Skały i wielką chęcią zrobi nam zakupy!!! HA! Ten nasz fart.

– Zróbcie tylko mi listę co mam kupić. Mówi z uśmiechem 🙂

– Sos, makaron, chleb, pasztet, uszka, barszcz i czekoladę. Dajemy listę, pieniądze i czekamy na jej powrót

O 18 jemy pierwszy normalny posiłek, a chleb z pasztetem smakuje jakoś tak inaczej 🙂 . Jeszcze raz dziękujemy przemiłej właścicielce za zakupy i dajemy jej czekoladę. No bo przecież mogła nie mieć czasu, żeby gdzieś się obrócić do sklepu, a zrobiła to. Ja w tym dniu mam wolne i śniadanio-obiado-kolację gotuje Mateusz 🙂 .

Szlak Orlich Gniazd – z Pieskowej Skały do Sułoszowej

Zaczynamy kolejny dzień wędrówki. Za nami trzy dni na Głównym Szlakiem Świętokrzyskim, który ukończyliśmy z sukcesem i trzeci dzień na Szlaku Orlich Gniazd na Jurze. Jest sobota, więc być może będzie więcej ludzi na szlakach. Od samego początku zakładamy płaszcze ze względu takiej w sumie średniej pogody. Wygląda na to, że zaraz zacznie padać. Ruszamy z naszego noclegu w Pieskowej Skale i udajemy się w stronę zamku. Cały czas idziemy za drogą i rozglądamy się za sklepem. Mamy nadzieję, że jakiś znajdziemy, bo będziemy chcieli zjeść śniadanie. Oczywiście po drodze okazało się, że były ze trzy. Po drodze dwa i obok urzędu gminy w Sułoszowej następny. Możemy wybierać z rana i wybierać. Robimy zakupy na cały dzień i jemy, gdzieś w okolicy Urzędu Gminy.

Sułoszowa Dział I

Dochodząc do kościoła pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sułoszowej Dział I należy uważać, bo jest tam lekki problem z oznaczeniem. Konkretnie brakuje jednego znaku przy pętli autobusowej obok przystanku. My szybko reagujemy, że coś jest nie tak. Gdy ktoś idzie zagadany, to nawet nie zwróci uwagi. Otóż kiedy miniemy kościół po naszej lewej stronie, należy przejść do zatoczki, gdzie zatrzymują się autobusy. Tam skręcić w lewo po schodkach i przejść na kolejne. Dalej iść prosto i skręcić w lewo w drogę naprzeciwko sklepu spożywczego. Przechodzimy obok ogrodzenia, w którym stoi murowany dom z szarych pustaków. Szkoda właśnie, że nie ma znaku na tym ogrodzeniu.

Kościół w Sułoszowej

I tak idziemy sobie asfaltową drogą, która jest dojazdem do pół, a później już zwykłą, na której jest sporo błota. Ha, tak, tak, pola. Oj, akurat ten odcinek jest cudowny, kiedy to między prostokątami pól sobie maszerujemy. Słowami tego nie można opisać, zobaczcie sami.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Po drodze jakiś rolnik mija nas ciągnikiem i od razu pyta, czy idziemy czerwonym Szlakiem Orlich Gniazd, bo jeśli tak to musimy dojść do krzyża, który jest tam za jego polem. No i faktycznie tak jest. Mijamy gdzieś po drodze Górę Dymową 471 m n.p.m. i Kamieniec 481 m n.p.m. Z tej drogi pięknie odsłaniają nam się Tatry. Tego się nie spodziewaliśmy. Rozumiemy, że z Krakowa widać Tatry, ale stąd? Normalnie szok. Zwłaszcza że było spore zachmurzenie. Pięknie ośnieżone i duże Tatry nam się pokazały, zobaczcie sami.

Tatry spod Olkusza

Góra Graniczna w Sułoszowej

Dochodzimy do krzyża i skręcamy w prawo i już idziemy za asfaltem. Dochodzimy do Góry Granicznej i uważamy na to, aby nie minąć odbicia i nie przejść za daleko. Na szczęście jest wbity słupek i tabliczka z informacją ile jeszcze kilometrów do końca i ile przeszliśmy z Krakowa. Za nią skręcamy w lewo i maszerujemy sobie miedzą pomiędzy polami. Powoli się wypogadza. Całe szczęście, że nie zanosi się na deszcz. Jest już południe, kiedy docieramy do zabudowań w Zadolu Kosmolowskim. Sobota, więc mieszkańcy sobie spacerują, bawią się z dzieciakami i pytają, jak nam się idzie.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Znaleziony różaniec na Szlaku Orlich Gniazd

Mijamy kolejny przystanek i niedługo za nim skręcamy w prawo. Niewiele zabudowań i znowu ciągnące się długie pola, a my znowu dreptamy po miedzy, dochodząc do drogi głównej spacerujemy lasem. Jesteśmy już na końcu miejscowości Sułoszowa tylko, że jest to Dział III. Tam przechodząc przez jezdnię, znajdujemy zniszczony drewniany różaniec. Pierwszą naszą myślą jest, aby go zawiesić na jakimś drzewie lub kapliczce. Patrząc na siebie, mówimy: nie, zaniesiemy go do klasztoru na Jasnej Górze. I przywiesiliśmy go do mojego plecaka i wędrował z nami ponad 100 km. Kilka kilometrów idziemy przez las. Na początku prosto, a później przy ogrodzonych budynkach skręcamy w prawo.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Odcinek szlaku, którym wędrujemy, jest genialny. Po prostu cisza, spokój i my. Nigdy nie wędrowaliśmy tak pięknym terenem. Z piaskiem na trasie w sumie spotykamy się pierwszy raz. Idziemy piaszczystą drogą pomiędzy wysokimi sosnami. A obok nas jest mnóstwo szyszek. Cudowny widok. Zwłaszcza że pięknie świeci słońce, jest cieplutko i śpiewają ptaki.

www.mynaszlaku.pl

Januszkowa Góra

Przechodzimy przez drogę i wchodzimy z powrotem w las. Teraz chcemy wyjść na Januszkową Górę 445 m n.p.m. i nam się udaje. Jednak podchodzimy tam jakoś tak bez szlaku, bo nigdzie ich nie znajdujemy. Łatwo jest nam tam trafić, bo dostrzegamy wydeptaną ścieżkę. Ktoś przy skałach spędza sobotni czas w rodzinnym gronie z malutkim dzieckiem. No pięknie. Niech się mały uczy, co jest fajne w życiu i niech poznaje te piękne tereny. My znajdujemy tabliczkę i robimy sobie zdjęcia.

Na Januszkowej Górze

Rabsztyn

Następnie schodzimy i dalej idziemy za znakami czerwonymi. Tym razem kierujemy się do ronda, obchodzimy go jakoś. Jest dość duży ruch, a pasów nie ma, więc trzeba uważać. Za rondem idziemy chwilę obok torów i następnie drogą leśną. Trafiamy do Rabsztyna. Zatrzymujemy się w sklepie i jemy lody. Jest tak gorąco, więc lody są zbawieniem i ochłodzeniem. Następnie uderzamy na zamek. Dreptamy do niego i po naszej prawej stronie stoi Chata Kocjana.

Chata Kocjana w Rabsztynie

Zamek Rabsztyn – zwiedzanie

Pani, która ma o nim opowiadać, informuje nas, że dziś jest otwarcie zamku i o godzinie 15 będzie można z przewodnikiem obejść zamek. Jest to ciekawa sprawa i warto wziąć udział. Opowiadać będzie sam dyrektor, a co do zwiedzania chaty, ona zaprasza po wizycie w zamku. Cała grupa, która się zbierze i tak ma w planach tutaj przyjść. Skoro tak wygląda sytuacja to ok. Idziemy na Zamek Rabsztyn. Ścieżką w górę. Przechodzimy przez drewniany most i przed wejściem dostrzegamy rozłożone stoisko.

Zamek Rabsztyn
www.mynaszlaku.pl
Bierzemy udział w konkursie

Tam bierzemy udział w konkursach, zagadkach. Tutaj chłopaki też nas informują, że dziś jest otwarcie zamku. Bilety są za wyjątkową cenę, za jedyne 1 zł od osoby. Kupując bilet mamy zapewnione zwiedzanie z przewodnikiem zamku w grupie, która zbiera się o pełnej godzinie. Nie musimy długo czekać, bodajże 15 minut. Zwiedzanie trwało około trzydziestu minut i oczywiście warto było. Widoki z zamku genialne. Widać było nawet zarys Beskidów.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Od początku, na stoisku udaje nam się dobrze odpowiedzieć na pytanie i wygrywamy pins. Przywieszam sobie i logo Krainy Podkowca już nie wisi tak samotnie. Przechodzimy przez główną bramę i podchodzimy do kasy, gdzie kupujemy w końcu bilety. Idziemy dalej i znajdujemy się na dziedzińcu, czyli na zamku średnim. Od razu rozglądamy się dokoła, ale nie chodzimy po całym terenie, tylko blisko wieży. Jeszcze w sumie poszliśmy na teren stajni – zaplecza gospodarczego. Tak w ogóle mamy jakieś 10 minut, a więc siadamy na ziemi i czekamy. Rozpoczynamy zwiedzanie i na samym początku dowiadujemy się ogólnie o zamku i o placu, na którym staliśmy. Przyglądamy się murom i mamy okazję zobaczyć, gdzie były umiejscowione belki czy fragmenty schodów.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Wieża widokowa na zamku

Dalej po metalowych schodach klatką schodową wchodzimy w kolejne części zamku górnego i też na wieżę widokową. Oczywiście tak jak wspomniałam, z góry mamy super widoki. Można dostrzec zamek, na którym się było wcześniej. Od razu rzuca się w oczy masyw Januszkowej Góry 445 m n.p.m. Schodząc z wieży, dyrektor pokazał wszystkim zachowaną jeszcze do tej pory posadzkę, niestety nie wolno tam chodzić, ale zobaczyliśmy ją z daleka.

Widoki na Beskidy
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Zwiedzanie było bardzo ciekawe, ale nie możemy tak po prostu sobie tu siedzieć. Musimy iść dalej. Drogą szutrową idziemy przed siebie, znowu w ciszy i spokoju. Od czasu do czasu mijają nas osoby, które można policzyć na jednej ręce. Obchodzimy Czarny Las, idziemy przez Stawiska, a dalej przez odcinek Nad Kopalnią. Niewiele nas dzieli od Jaroszowca, a na pewno niewiele od deszczu, który zaczyna padać.

Jaroszowiec

Dochodząc do drogi głównej, pojawia nam się przystanek. Podchodzimy do rozkładu jazdy i okazuje się, że zaraz pojedzie coś w kierunku Kluczy. Zostajemy, dlatego że będąc tutaj, obowiązkowo chcemy zobaczyć Pustynię Błędowską, a więc teraz jest idealna okazja, żeby szybko dostać się do miejscowości. Tam też mieliśmy zarezerwowany nocleg. Robimy zakupy w znanym supermarkecie, a później kierujemy się do noclegu. I mamy przepyszną kolację :). Barszcz z pierogami, a na deser dla mnie chipsy, a dla Mateusza brzoskwinie. Tak minął nam wspaniale dzień, a na zakończenie mogliśmy zobaczyć spektakl zachodzącego słońca. W tym dniu był jakiś taki inny, strasznie mocny i tajemniczy.

Pustynia Błędowska w Kluczach 

Jesteśmy nieco oddaleni od Szlaku Orlich Gniazd. Znajdujemy się w Kluczach, a to wszystko dlatego, że wymyśliłam sobie, że nie możemy być tak blisko i nie zobaczyć Pustyni Błędowskiej. Jest ona największa w Europie i stanowi unikat przyrodniczy i geograficzny. Aby zobaczyć ją na własne oczy, musieliśmy znaleźć nocleg w Kluczach i jakoś tam przenocować, a także podejść z samego rana na punkt widokowy Czubatka. Jest niedziela i tego dnia mamy dojść do Smolenia. Wstajemy rano i maszerujemy do centrum miejscowości, później do ronda i obok sklepu całodobowe go skręcamy za żółtymi znakami. Idziemy lekko w górę i wychodzimy na szczyt Czubatka 382 m n.p.m. Z niego pięknie widać panoramę miejscowości Klucze, po drugiej zaś stronie Pustynię Błędowską. Zmierzamy do punktu widokowego. Wrażenia oczywiście nie do opisania. W całej panoramie z łatwością można dostrzec trzy kościoły oddalone od siebie, kominy huty „Katowice” w Dąbrowie Górniczej czy elektrownię w Trzebini. Zostajemy tu chwilę i jemy śniadanie.

Pustynia Błędowska
Pustynia Błędowska
Punkt widokowy Czubatka
🙂
🙂

Wracamy do miejscowości Klucze i udajemy się za żółtymi znakami. Mijamy sklepy i piękny zbiornik wodny. Przechodzimy też koło poczty. Znaki jak na razie prowadzą po twardej drodze, ale im dalej tym lepiej, zmieniamy szosę na leśną drogę. Słońce jest coraz mocniejsze i świeci pomiędzy drzewami.

Klucze
Klucze

Nasze żółte znaki lecą wraz ze znakami rowerowymi. Faktycznie trasa idealna na rower. Aż chciałoby się wsiąść teraz na niego. Po drodze mijamy niedzielnych spacerowiczów i docieramy do Sanktuarium MB Wspomożenia Wiernych, właśnie odbywa się Msza Święta, a więc idealnie się składa. Docieramy tutaj szlakiem żółtym z Klucz i jesteśmy w tym miejscu, gdzie dzień wcześniej skończyliśmy wędrówkę.

www.mynaszlaku.pl

A więc ruszamy dalej za szlakiem czerwonym, mijamy kaplicę. Wcześniej, przed wybudowaniem tej kaplicy, stał tu ołtarz polowy, przy którym odprawiane były Msze Święte dla żołnierzy. Idziemy dalej przez las – Las Pazurek.

www.mynaszlaku.pl
Trzeba użyć apteczki 🙂
Po piasku

Golczowice

Dreptamy sobie jakieś trzy kilometry i dochodzimy do Golczowic. Miejscowość jest malutka, w centrum znajduje się pomnik z 1863 roku. Wędrujemy asfaltem i dalej znowu laskiem, jak na razie nie mamy tu widoków. Dalej wchodzimy do kolejnej miejscowości Cieślin i tam skręcamy w prawo. Jest strasznie gorąco, ludzie spacerują z dzieciakami. My szybciutko skręcamy zaraz za cmentarzem, aby troszkę się ukryć przed słońcem. Z lewej strony mamy drzewa, a z drugiej odkryty teren. Można powiedzieć, że obeszliśmy miejscowość Cieślin. Po mniej więcej dwóch kilometrach dochodzimy do rzeczki i drewnianego mostku i znowu ukazuje nam się kolejna miejscowość. Podążamy do niej.

www.mynaszlaku.pl

Coraz bliżej i bliżej, małymi krokami wchodzimy do Bydlina. Żeby się nie zdziwić, to zapamiętajcie, że szlak idzie przez teren, gdzie jest boisko sportowe. Nie bójcie się, na szczęście brama jest otwarta. Właśnie zastanawialiśmy się, gdy zbliżaliśmy się do wyjścia z tego terenu czy ktoś w ogóle pomyślał o tym, żeby tego nie zamykać. I okazało się, że jest to po prostu otwarte. Dalej mijamy szkołę i dalej wiatę, w której możemy odpocząć. My jednak z powodu tego, iż niedaleko znajduje się zamek, idziemy dalej. Dochodzimy do wzgórza, na którym się on znajduje i od razu atakujemy. Idziemy szybciutko ścieżką i wychodzimy po schodach. Jest tutaj dość głośno. Przyszli jacyś turyści.

Podejście do zamku

Zamek Bydlin

Zamek Bydlin powstał w XIV w. i miał wielu właścicieli, ostatnimi byli Firlejowie, którzy ostatecznie przekształcili budowlę w katolicki kościół Świętego Krzyża. Niestety uległ zniszczeniu w 1655 roku, kiedy to Szwedzi szli na Częstochowę. Budowla została odbudowana, ale pod koniec XVIII w. zamek został stopniowo opuszczony i w końcu uległ ruinie. Ostatnie prace remontowe przeprowadzono w 2012 roku.  Teraz możemy oglądać jedynie resztki murów i fosy.

Zamek Bydlin
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Jemy tu kanapkowy obiad i ruszamy przed siebie. Chwile niestety musimy iść szosą, ale za to tylko chwilę. Później maszerujemy łąką i lasem. Oczywiście towarzyszy nam piasek, który wsypuje się do butów, a także słońce, które praży niepotrzebnie. Dalej kontynuując, idziemy nieopodal Zegarowych Skał, a konkretnie Doliną Wodącej. Tu już jest więcej ludzi. Większość trasę przemierza rowerem. Bardzo piękny zielony teren otoczony niezwykłymi ostańcami. Cudo!

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Zamek Pilcza w Smoleniu 

My uśmiechnięci idziemy dalej i zbliżamy się wielkimi krokami do Zamku Pilcza w Smoleniu. Dochodząc do drogi, skręcamy wraz z czerwonymi znakami w lewo. Podchodzimy niewielki kawałek i już jesteśmy na miejscu. Jest tutaj straszny ruch. Wiele osób tego dnia postanowiło tutaj przyjechać. Wiele osób to turyści, jednak nie brakuje miejscowych. Ruiny zostały tutaj odnowione i wiele tutejszych osób chciało to zobaczyć. A więc na samym początku wita nas parking i mnóstwo samochodów i motocykli. Idziemy dalej i uderzamy od razu na zamek. Jest sporo schodów, ale pokonujemy je bez trudu. Wchodzimy przez bramę i już z daleka słyszę – MYNASZLAKU!!!. Rozglądam się, a to znajomi, którzy nas znają!. Bardzo nam miło się zrobiło, że ktoś właśnie rozpoznał i podszedł do nas. Dziękujemy Kochani za spotkanie i poznanie się na żywo.

Patrycja i Dominik! – Pozdrawiamy 🙂

Dalej rozradowani spotkaniem zaglądamy do każdego kąta na ruinach, wychodzimy po schodach na punkt widokowy. Oj jest fantastycznie i to z dobrą pogodą. Widać nie mało, sami zobaczcie.

www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Nocleg w Smoleniu

Obchodzimy zamek wokół. Nie spodziewaliśmy się w sumie takich tłumów. A może dlatego, że wejście jest darmowe, a do tego przyczynił się remont i w dodatku jest to niedziela. Jest już godzina popołudniowa, zmierzamy w kierunku naszego noclegu. Tej nocy ma strasznie padać i z prognoz wiemy, że ma to trwać prawie aż do południa następnego dnia. Nie jest to dobra wiadomość, no ale cóż zostaje nam tylko nadzieja, że deszcz może akurat będzie łaskawy dla nas. Polecamy nocleg w Smoleń SKI. 200 metrów od zamku u wspaniałej babci :). Ceny 30 złotych od osoby za dobę. Kuchnia, łazienka w pokoju, TV. Słaby jest tam zasięg w telefonie :).

Szlak Orlich Gniazd – Ze Smolenia do Podlesic

Poniedziałek, kolejny dzień na Szlaku Orlich Gniazd. Pogoda miała być strasznie kiepska, ale okazała się dla nas łaskawa. Wędrówkę zaczynamy szybko po godzinie 6. Stwierdzamy, że skoro nie pada, to nie ma na co czekać. Płacimy babci za nocleg, idziemy przed siebie. Najpierw do Pilicy, gdzie odwiedzamy aptekę i kupujemy opaskę uciskową na moje kolano. Warty uwagi w tej miejscowości jest pałac, jednak my do niego nie podchodzimy. Niestety musi zostać on do odwiedzenia przy najbliższej okazji.

Droga Smoleń – Pilica
Rynek w Pilicy
Kościół w Pilicy
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Zamek Ogrodzieniec 

Dalej idziemy po odsłoniętym terenie. Pogoda nie jest zła, ale jest dość chłodno i dość poważnie wyglądają chmury nad nami. Teren jest całkiem przyjemny. Widzimy już nasz cel – OGRODZIENIEC… Brrrr. Strach się bać. Szybciutko dochodzimy do Kocikowej i od razu idziemy dalej. Nie zatrzymując się, przechodzimy przez jej centrum i utwardzona drogą opuszczamy jej teren. Tym razem zamiast na polany wchodzimy w las i leśną drogą. Teren jest dość płaski, mamy mało podejść i dość dobre tempo. Nasz czerwony Szlak Orlich Gniazd krzyżuje się z niebieskim Szlakiem Warowni Jurajskich.

Być może akurat kiedyś to będzie nasz szlak, którym powędrujemy następnym razem, gdy przyjedziemy na Jurę. Powiem Wam, że patrząc na nieg,o jest on ciekawy i przejście nim jest do zrealizowania. A po Szlaku Orlich Gniazd aż mamy ochotę i nim powędrować. Szybko zmierzamy do kolejnej naszej perełki. Oczywiście kolejną perełką jest Zamek Ogrodzieniec. Coś fantastycznego! I trzeba tutaj powiedzieć, że leży na najwyższym szczycie Jury, czyli na Górze Zamkowej lub jak kto woli na Górze Janowskiego mierzącej 516 m n.p.m. Ruiny znajdują się w miejscowości Podzamcze.

Zamek Ogrodzieniec
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Zwiedzanie zamku z audioprzewodnikiem 

Wchodzimy na teren zamku i spotykamy się tam z Prezesem Związku Gmin Jurajskich – Robertem Nierodą. Serdecznie pozdrawiamy! 🙂 Przy zakupie biletu wypożyczamy sobie audioprzewodniki, które poprowadzą nas po ruinach Zamku Ogrodzieniec. Pan przewodnik słuchawkowy świetnie opisał nam każde miejsce na zamku i wskazywał jak mamy się poruszać. Polecamy upomnieć się w kasie o sprzęcik ŚLĄSKIE.travel, bo naprawdę warto. Przewodnik poleca wyjście na wieżę, jednak z nami tam nie wychodzi. Nie skuście się na to, aby zrobić tak jak on, czyli iść dalej. Pamiętajcie, waszym obowiązkiem niech będzie jednak wyjście na wieżę.  Świetną panoramę można oglądnąć z góry. Po wyjściu z zamku warto skierować się na wzgórze i wejść do sali tortur. To chyba najlepsza atrakcja całego Ogrodzieńca ;). Mnie już wszystko boli!

Do sali tortur
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Gród na Górze Birów 

Opuszczamy zamek. Pozwolono nam z przewodnikiem przejść na Górę Birów, gdzie znajduje się fantastyczne grodzisko pokazujące nam osadnictwo wielu kultur. Wychodzimy do samej góry i wchodzimy najpierw do chaty wodza, gdzie żona przygotowuje mu posiłek. Od samego wejścia zachęca do wspólnego spędzenia wolnego czasu. My jednak nie mamy go zbyt wiele i po zapytaniu, czy możemy zwiedzić osadę, zostaje nam przydzielona ochrona i razem z nią spacerujemy po Górze Birów. Koło kasy warto odbić jeszcze w lewo i pójść jakieś 200 metrów pod jaskinie.

Wejście do grodu
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
Ogrodzieniec
www.mynaszlaku.pl
🙂
Do jaskini

Okiennik Wielki na Szlaku Orlich Gniazd

Niestety czas się pożegnać. Oddajemy sprzęcik w kasie przy Górze Birów i ruszamy przed siebie. Niesamowity teren, warty uwagi. Szczerze mówiąc, byliśmy tu około trzech godzin. Byliśmy tak zachwyceni miejscem, że straciliśmy rachubę czasu. To nic, mieliśmy za to z rana w zanadrzu trochę czasu, więc go dobrze wykorzystaliśmy. Podążamy jednak przed siebie i szybciutko docieramy do  kolejnej miejscowości. Niewielkiej i niedaleko oddalonej od Podzamcza. Dalej dreptamy sobie przez Dworski Las, a następnie szybciutko przez otwarte tereny przelatujemy przez Żerkowice i docieramy do Piaseczna. W Żerkowicach łapiemy spożywczaka. Kupujemy chleb i pasztet, a że nie jedliśmy prawie nic od godziny 6… łohohohohoho niebo w gębie 🙂 Po drodze mijamy gdzieś Okiennik Wielki i rejon idealny na wspinaczkę. Jeśli ktoś całkiem przypadkowo miałby sprzęt może śmiało skorzystać 🙂 A jeśli zostałoby mu trochę czasu to za Piasecznem, także może sprawdzić się na kolejnym rejonie wspinaczkowym.

Okiennik Wielki

Zamek Bąkowiec w Morsku 

Na pewno warto, ale że ja wole stąpać po ziemi i takiego sprzętu ze sobą nie mamy, to mijamy ten teren tak po prostu, tylko zawieszając oko na ostańcach.  Wchodzimy w las, który prowadzi nas na Zamek Bąkowiec w Morsku. Jesteśmy trochę rozczarowani, podchodząc do niego. Niestety nie jest udostępniony turystom do zwiedzania, po prostu brama jest zamknięta i koniec. Jedynie zamek można obejść za ścieżką dookoła. Zajmuje to tylko dziesięć minut. Po przejściu świetnie zadbanego Zamku Ogrodzieniec, a przyjściem tutaj zostaje po prostu niesmak i taki żal, że nie jest on otwarty. No ale cieszmy się, że jest i można go oglądać z zewnątrz. A tak w ogóle to świetne ławki są obsadzone obok zamku, świetny pomysł i pierwszy raz się z takim spotykamy. Mateusz oczywiście wyrywa się do robienia zdjęć, a ja po takiej trasie chętnie odpoczywam na ławce, więc ma okazję do ustrzelenia foty.

🙂
Zamek Bąkowiec w Morsku
Zamek Bąkowiec w Morsku

Legendy mówią o skarbie pozostawionym w zamku przez bogatego pana, który wyruszył na wojnę i nigdy nie powrócił, zostawiając swój majątek ukryty gdzieś na terenie warowni.

www.mynaszlaku.pl

Jest już całkiem po południu i czas iść przed siebie i znaleźć nocleg. Decydujemy się nocować w Podlesicach. Po skontaktowaniu się z właścicielami i wiadomości, że chętnie nas przyjmą, ruszamy przed siebie. Tak naprawdę nie wiele nas dzieli, może zaledwie 3 kilometry. Docieramy tam już prawie o zachodzie słońca. Prawie, no może ciut wcześniej. Ważne, że docieramy i trafiamy do noclegu, aby nowy dzień rozpocząć z dobrego startu. Na kolację jemy ponownie chleb z pasztetem, urozmaicając go sobie zupkami chińskimi. W Podlesicach jest wiele miejsc noclegowych.

Szlak Orlich Gniazd – Z Podlesic do Złotego Potoku 

Pewnie jesteście ciekawi, jak minął kolejny dzień na Szlaku Orlich Gniazd. Otóż tak jak czytaliście, to dzień wcześniej zatrzymaliśmy się w Podlesicach. Zaraz z rana udajemy się za drogą główną w kierunku czerwonego szlaku, który w niedługim czasie wyprowadza nas przed rezerwat przyrody nieożywionej Góra Zborów, a następnie na sam szczyt mierzący 468 m n.p.m. Czym bliżej najwyższego punktu tym robi się piękniej, a to wszystko dlatego, że wierzchołek jest niezalesiony, a dodatkowo miejsce uatrakcyjniają piękne, wapienne ostańce.

Pod Górą Zborów

Góra Zborów

Można dostać się na najwyższy punkt góry, tylko trzeba uważać i wspinać się po skałach, jednak to nie przysparza trudności. Na samym szczycie znajduje się hitlerowska wieżyczka triangulacyjna, z obok której pięknie rozciągają się rozległe widoki w każdą stronę świata. Najbliżej rozpoznajemy sąsiednie wzgórze, które leży na północ, czyli Wzgórze Kołoczek. Ono tak jak i to wzgórze znajdują się w Rezerwacie Góra Zborów. Pogoda od samego poranka jest mroczna i wietrzna. Jest dość gęste zachmurzenie, ale nie przeszkadza nam to w oglądaniu cudownych i dalekich panoram.

Góra Zborów
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Zamek Bobolice 

My pełni zachwytu po obejrzanych widokach ruszamy za czerwonymi znakami, a zostawiamy czarne, które prowadzą do Jaskini Głębokiej znajdującej się niedaleko. Pędzimy przed siebie do Zdowa. Docieramy do drogi, ale z nią idziemy tylko chwile. Następnie maszerujemy już ze Szlakiem Warowni Jurajskich oznaczonym kolorem niebieskim. Wraz z nim, a także naszym czerwonym przechodzimy przez centrum wioski. Tereny są odkryte, więc bardzo ładnie wygląda teren dookoła. My idąc dalej, trafiamy do drogi i wraz z nią udajemy się do Zamku Bobolice. Z daleka kusi bardzo nic tylko, aby go zwiedzić. Widać, że w pięknym stanie, zadbany. Po prostu kolejna perełka. Przechodzimy ścieżką pod bramę i niestety jest ona jeszcze zamknięta. Czytamy opis zamku na stronie internetowej i w sezonie jesienno-zimowym powinien też być otwarty tylko, że krócej o godzinkę niż w sezonie letnim.

Zamek Bobolice
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Zamek Mirów 

Dla turystów w środku udostępnione są komnaty do zwiedzania, a na zewnątrz zamku muzeum. Następnie schodzimy lekko w dół, a następnie idziemy coraz wyżej i wyżej. Tak, że do kolejnego zameczku, który jest oddalony o niewiele, idziemy już sobie odkrytym terenem. Jeden zamek za nami, a drugi przed nami. Gdzieś po drodze mijamy Jaskinię Suchą. Jura strasznie mi się podoba. Z całą pewnością to jedno z najpiękniejszych terenów w Polsce.

Droga do Zamku Mirów

Dochodząc do Zamku w Mirowie, już z daleka widzimy, że coś się tam dzieje. Część zamku jest otoczona drewnianym ogrodzeniem i okazuje się, że są przeprowadzane jakieś prace. Może jak się one zakończą, to znowu kiedyś będziemy mogli podziwiać piękny warowny obiekt, który będzie wywoływać uśmiech na twarzy już z daleka. Kilka innych osób też się tutaj wybrało. Jedynie co, to w tym momencie można poczytać legendę na tablicy nieopodal ruin.

Zamek Mirów

Tego dnia mamy dość dużo do przejścia, więc szybciutko zbieramy się do drogi. Schodzimy ostro ze wzgórza i już asfaltem idziemy przez miejscowość Mirów. Najpierw do skrzyżowania, a następnie skręcając w prawo. Gdzieś po drodze zatrzymujemy się w sklepie i kupujemy lody. Ucieszeni lecimy dalej. Najpierw skręcamy lekko w prawo w las. Tam spokojnie za drogami leśnymi i czasem piaszczystymi. Tak dla ciekawskich, w tym rejonie jest około czterech jaskiń. Wychodząc z lasu, maszerujemy polanami. Widzimy nasz cel, czyli kolejną miejscowość, Niegową. Znaki troszkę są w innym układzie niż na mapie, ale wchodzimy do centrum miejscowości, a następnie odbijamy w lewo. Tam robimy dłuższą przerwę i dzwonimy do Złotego Potoku zapytać o nocleg.

W Niegowej. Budynek gminy
Kościół w Niegowej

Mijamy kościół pw. św. Mikołaja i dreptamy w kierunku miejscowości Moczydło. Tam z drogi schodzimy na coś lżejszego, czyli polany, które są otwartym terenem. Tam szybciutko uderzamy na Frecią Górę. Znajduje się tam fajny punkt widokowy. Tego dnia idzie nam się dobrze, ale musi przecież. Nasz plan to przejść do Złotego Potoku. Docieramy do drogi i po prawej stronie mamy szczyt Chudobkę 392 m n.p.m. Przechodzimy przez centrum miejscowości Trzebniów i skręcamy za czerwonymi szlakami w lewo.

Ruiny zamku Ostrężnik 

Ścieżka doprowadza nas do ruin zamku Ostrężnik, a raczej w ich okolicę. Ruiny są nieopodal drogi wojewódzkiej 793. Resztki zamku możemy oglądać jedynie jako skromne fragmenty murów, które nie przekraczają nawet jednego metra wysokości. Ogólnie, aby coś w ogóle obejrzeć trzeba wyjść po zniszczonych schodach. W skale, na której powstawał zamek, znajduje się jaskinia. Dość często odwiedzana przez grotołazów. Za wielu informacji o tym zamku dowiedzieć się niestety nie można. Wiemy jedno, na pewno tutaj kiedyś był.

Pozostałości po Zamku Ostrężnik
www.mynaszlaku.pl
Jaskinia

I tak spędzamy kilka chwil, oglądając i chodząc po terenie. Spotykamy turystę z Gliwic jadącego Rowerowy Szlak Orlich Gniazd. Pod koniec idziemy spacerkiem za ścieżką obok drogi do Złotego Potoku. Na początku cały czas po prostym, jednak później na przemian to w górę, to w dół. Bez pośpiechu docieramy do naszego noclegu nieopodal miejscowego kościoła. Już nie wiele nas dzieli od Częstochowy. Rozbijemy ten odcinek na dwa dni, żeby spokojnie wrócić do domu bez pośpiechu.

Droga do Złotego Potoku
Kościół w Złotym Potoku

Szlak Orlich Gniazd – Ze Złotego Potoku do Olsztyna 

Szlak Orlich Gniazd prowadzi nas już prawie do końca przygody z Jurą Krakowsko – Częstochowską. Coraz bliżej miejscowości końcowej, coraz mniej kilometrów. Przedostatni dzień liczy niewiele kilometrów. Maszerujemy sobie ze Złotego Potoku do Olsztyna, jakieś 15 kilometrów.

Nocleg mieliśmy w centrum przy rondzie i kościele, więc z samego rana musimy wrócić na szlak czerwony. Od razu skręcamy w prawo, a za kilkaset metrów w lewo. Wchodzimy na piękna aleją klonową. Prowadzi nas droga szutrowa. Tam dość długi odcinek pokonujemy tylko i wyłącznie lasem. Doprowadza on nas do drogi, ale i tak przechodzimy tylko przez nią i maszerujemy dalej zalesionym terenem.

Alejka w Złotym Potoku

Docieramy do kościoła pw. św. Idziego z 1789 roku w Zrębicach. Dla ciekawostki w tym kościele znajdują się obrazy i figury liczące kilka wieków. W środku znajdziemy też kamienną chrzcielnicę i ołtarze barokowe z XVIII w., a także kropielnicę miedzianą z 1717 r. Na zewnątrz znajduje się dzwonnica o konstrukcji słupowej pochodząca z przełomu XVII i XVIII wieku z dzwonami z 1632 roku.

Kościół św. Idziego

Idziemy dalej przez miejscowość. Skręcamy w lewo i kierujemy się w Rezerwat Góry Sokole. Przechodzimy przez niego. Rezerwat ten jest największym na Jurze. Fantastycznie prezentują się ostańce. Jest tutaj cisza i spokój, a przy okazji wszystko jest pozostawione samemu sobie i widać, że nie ma tutaj ingerencji człowieka. Bardzo mi się podoba tutejszy teren. Rezerwat obejmuje dziewięć wzniesień, a jeden z nich omijamy z zachodniej strony. Góra Knieja mierząca 365 m n.p.m. już w sumie jest poza rezerwatem. Drogą, która biegnie po polanach, dochodzimy do Olsztyna.

Widoczny na górze zamek w Olsztynie
Olsztyński rynek

Jurajski Olsztyn i kolejne Orle Gniazdo 

Tam od razu bez problemu trafiamy na rynek. Udajemy się w kierunku zamku, czyli prosto i w prawo. Już z daleka zobaczymy pamiątki i za kilkaset metrów Zamek Olsztyn, a raczej jego ruiny. Zaraz po przejściu za bramę atakuje nas gościu od biletów i pobiera opłatę. Po płatnościach ruszamy na zwiedzanie. Pierwsze uderzamy do wieży kwadratowej (Starościańskiej), niestety tego dnia nikt się nie pojawił i brama na górę była zamknięta. Tam też jest opłata, nie obowiązuje tutaj bilet zakupiony na dole przy bramie, więc przygotujcie sobie kasę. Pan na dole poinformował nas, że na dole też ten bilet można nabyć, ale jak na razie nikt się nie pojawił. Co za pech!

Zamek Olsztyn
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl
www.mynaszlaku.pl

Idziemy wraz z murami dalej i docieramy do wieży cylindrycznej. Tam mamy też jakoś więcej tych murów, pozostałości po pięknym i ogromnym zamku. Szkoda tylko, że nikt tutaj nie sprząta. Spędzamy tu trochę czasu i wracamy. Udajemy się na rynek i po jakieś jedzenie. Później pozostaje nam tylko poszukiwanie noclegu. Ten dzień był wyjątkowo krótki, ale tylko dlatego, że nie poszliśmy dalej do Częstochowy. Nie chcieliśmy będąc wieczorem w mieście, wracać po nocy i z pośpiechem przez Kraków do domu. To wszystko zostawiliśmy sobie na ostatni dzień.

Z Olsztyna do Częstochowy

Tak, tak! Rano pobudka i marsz przed siebie. Ostatnie kilometry i ostatni dzień na Szlaku Orlich Gniazd. Częstochowa będąca ostatnim punktem w naszej podróży jest już na wyciągnięcie ręki, po prostu rzut beretem. Idziemy za czerwonymi szlakami i za asfaltem. Wychodzimy z Olsztyna i mijamy pomnik „BOHATEROM WALK O WOLNOŚĆ OJCZYZNY POMORDOWANYCH W LATACH 1939-1945”.  Maszerujemy długą prostą, mijają nas co chwile samochody i autobusy. Oni do pracy, a my dziś kończymy Szlak Orlich Gniazd.

Pomnik
Pasmo Gór Towarnych
Po drodze mija nas pociąg

Góry Towarne 

Mijamy teren z jaskiniami, czyli przechodzimy przez pasmo Gór Towarnych. Dla ciekawskich jest to dwuszczytowe wzgórze, w którym są cztery jaskinie, np. Dzwonnica i Niedźwiedzia są ze sobą połączone i stanowią korytarz długości 170 metrów. W tej drugiej w okresie międzywojennym znaleziono ślady bytowania człowieka pierwotnego, a także kości niedźwiedzia jaskiniowego. Warto też zwrócić uwagę na bardzo młodą jaskinię, odkrytą w drugiej połowie XX w. Znajdziemy tam bardzo dobrze zachowane stalaktyty i stalagmity.

Skały i jaskinie
Szlak Orlich Gniazd

My oczywiście wolimy stąpać po ziemi, więc nie zastanawiając się, idziemy dalej. Przez łąki szybciutko, mijając po prawej stronie najwyższy punkt Gór Towarnych, czyli Lisicę mierząca 349 m n.p.m. Nie trwa to zbyt długo, jak docieramy do kolejnego asfaltu. Skręcamy w lewo i idziemy nim dość spory odcinek. Potem w prawo w kierunku Rezerwatu Zielona Góra. Tam maszerujemy lasem w prześwitach promieni słońca. Mijamy co jakiś czas jakąś formację skalną. Wędrujemy długą prostą drogą leśną, która wygląda cudownie.

Szlak Orlich Gniazd

Dochodzimy do drogi i przechodzimy przez nią. Niewiele nas dzieli od czerwonej kropeczki. Pełni energii i zadowolenia maszerujemy jeszcze przez ostatnie łąki i dochodzimy na obrzeża Częstochowy. Mijamy z lewej strony Osonę mierzącą 317 m n.p.m. Tego dnia jest pięknie i bardzo zielono.

Wchodzimy do Częstochowy

Koniec Szlaku Orlich Gniazd – Częstochowa

Trafiamy na ulicę Mirowską. Tak, tak! Mirowską, tę długo wyczekiwaną. Tą ulicą docieramy do Starego Rynku i KROPECZKI!!!! Jest, udało się. Przeszliśmy z Krakowa do Częstochowy. JUPI!!! 🙂 Nie może się obejść bez pamiątkowego zdjęcia.

Koniec Szlaku Orlich Gniazd
🙂
Do Krakowa trochę jest

Dalej na zakończenie wyprawy udajemy się cały czas prosto przed siebie na Jasną Górę, złożyć podziękowanie Matce Bożej za opiekę w czasie wyprawy, a także prywatną intencję. A i oczywiście zostawiliśmy drewniany różaniec, który przynieśliśmy z Sułoszowej Dział III.

Droga na Jasną Górę
Na Jasnej Górze
www.mynaszlaku.pl

Pobyliśmy tutaj chwilę, a następnie udaliśmy się na stację w dzielnicy Stradom na pociąg do Krakowa, a następnie autobus w kierunku Nowego Sącza. Wracamy w swoje rodzinne Beskidy po kilkunastu dniach cudownej wędrówki Głównym Szlakiem Świętokrzyskim i Szlakiem Orlich Gniazd. W tej wyprawie wspierał nas sklep górski MOKO, Związek Gmin Jurajskich, a także nasi czytelnicy. Dziękujemy bardzo wszystkim za wsparcie. Tym, którzy nam dobrze życzyli i trzymali kciuki, należy się wielkie serducho od nas.

Noclegi i sklepy na Szlaku Orlich Gniazd

Wydawać by się mogło, że wędrówka Szlakiem Orlich Gniazd to droga w pełnej cywilizacji, gdzie co chwilę będziemy napotykać ludzi, sklepy, czy kwatery prywatne, w których można zatrzymać się na nocleg. Tak jest tylko w kilkudziesięciu procentach i to wszystko owszem jest, ale akurat nie tutaj gdzie potrzeba. 

* Częstochowa. Sklepów, a sklepów. Co ulica to sklep, więc nie ma co się martwić.

* Kusięta. Po skręcie w lewo przy drodze głównej jest mały sklepik.

* Olsztyn. Tutaj też dużo sklepów, marketów, restauracji. Spaliśmy w agroturystyce „Jurajskie Klimaty”. Cena – 40 zł/os. TV, Internet, łazienka, wyposażona kuchnia, blisko do rynku, strasznie czysto i bardzo ładnie. Tam jest sporo noclegów. W Olsztynie polecamy pizzę w knajpie „Basteja”. Bardzo dobra. Jak się idzie w stronę zamku to z lewej strony.

* Złoty Potok. To samo co Olsztyn, ale jeszcze więcej noclegów. Sklepik przy szlaku po skręcie w prawo na główną. Spaliśmy 300 metrów od szlaku, zaraz obok kościoła i ronda. Agroturystyka Kapral Małgorzata. Cena – 30 zł/os. TV, Internet, łazienka, wyposażona kuchnia, sztućce, talerze, czajnik w pokoju.

* Trzebniów. Mały sklepik.

* Niegowa. 2 sklepy w rynku, obok gminy. Była też reklama jakiegoś pensjonatu.

* Mirów. Maleńki sklepik zaraz pod zamkiem, noclegi nieco wcześniej, a dalej na skrzyżowaniu. 

* Podlesice. Kawałek schodzimy ze szlaku. Bardzo dużo noclegów. 2 sklepy: jeden koło GOPR-u otwarty od 7, a od 7:20 już nie ma chleba, a drugi na niebieskim szlaku idąc w stronę Morska, za główną. Oba małe i niewiele w nich jest. Spaliśmy w agroturystyce Helena i Paweł Krowiccy. Cena albo 25, albo 30 zł/os. TV w pokoju, Internet, łazienka na korytarzu. Cudów nie było, ale przespać noc można.

* Żerkowice. Sklep przy głównej. Dużo rzeczy do wyboru. Po godzinie 15 spokojnie kupiliśmy chleb.

* Podzamcze, Ogrodzieniec. Restauracje, sklepy, noclegi. Jest wszystko. 🙂

* Pilica. W rynku sklepy, apteki, piekarnie.

* Smoleń. Tutaj spaliśmy u bardzo miłej babci. Smoleń Ski. Cena – 30 zł/os. TV, Internet, łazienka, wyposażona kuchnia. Bardzo czysto i ładnie. W pokoju brak zasięgu, tylko przy oknie. 🙂 Nocleg 200 metrów od zamku w stronę Strzegowej.

* Golczowice. Kilka noclegów po drodze.

* Jaroszowiec. Market przy szlaku. Nocleg Leśny Zakątek. 

* Klucze. My odeszliśmy trochę ze szlaku, żeby zobaczyć Pustynię Błędowską. W Kluczach tylko 1 nocleg, „u Pawła”. Cena – 25 zł/os. TV, Internet, łazienka na korytarzu, wyposażona kuchnia. Jest OK :). W Kluczach kilka sklepów mniejszych i Biedronka. W drodze na pustynię sklep całodobowy.

* Rabsztyn. Nocleg pod zamkiem. Sklep obok noclegu.

* Dział I. Przy kościele 3 sklepy dość duże. Przy gminie 2 sklepy.

* Pieskowa Skała. Sklepów brak, a właściwie jest mini, drogi sklep pod zamkiem, ale tam tylko pamiątki, woda, ciastka, lody. Nocleg obok knajpy „Wernyhora”. Bardzo polecamy. 🙂 Cena – 30 zł/os. TV, Internet, łazienka, wyposażona kuchnia. Bardzo czysto i miła właścicielka. 🙂 Od rana nie jedliśmy nic, a właścicielka zrobiła nam zakupy, bo akurat jechała do sklepu. Także o 18 mogliśmy spokojnie coś zjeść. A to wszystko dlatego, że ani w Pieskowej Skale, ani w Ojcowie nie ma sklepów. Po drodze kilka noclegów.

* Ojców. Sklepów nie ma w sezonie. Jest jeden za Muzeum PTTK. Nie wiadomo kiedy tam jest według nich sezon. Noclegów jest kilka. Spaliśmy w pokojach gościnnych. Cena – 35 zł/os. Internet, łazienka na korytarzu, wyposażona kuchnia. Brak TV. Ogólnie już byśmy tam nie wrócili. Za kilka kilometrów jest kolejna kwatera.

* Prądnik Korzkiewski. Jest nocleg. Jak skręca się na niebieski szlak, żeby dojść do Zamku w Korzkwi, to nad nim jest sklep.

* Giebułtów. Sklep obok kościoła.

* Kraków. Jest wszystko, a nawet więcej :).

Tak to mniej więcej wygląda. Nie ma tego za dużo, jednak jak się wszystko rozplanuje, to będzie dobrze. My sobie poradziliśmy, wędrując z Krakowa do Częstochowy i największe problemy mieliśmy w Ojcowie i Pieskowej Skale. Potem już było dobrze. Nie mamy, aż tak dobrej pamięci, żeby sobie wszystko przypomnieć, ale to, co napisaliśmy, to jest pewne. 🙂 Koszty całej wyprawy dla 2 osób z noclegami, dojazdami, jedzeniem i wszystkim innym wyniosły około 1000 złotych na 8 dni.

Zobacz inne wpisy na blogu

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *