Schronisko Bartne
Beskid Niski,  Małopolskie

Schronisko Bartne, Wołowiec, Banica i Magurycz Mały

Masz ochotę powędrować wirtualnie razem z nami? Nie ma sprawy! Na niedzielny dzień proponuję Beskid Niski a w nim Bartne, Wołowiec i Banicę, a także przejście szlakiem nieopodal Banickiej Góry (614 m n.p.m.), a także Magurycza Małego (698 m n.p.m.). Niby 14 luty – wiadomo walentynki. Jednak u nas szczęśliwe dni są codziennie, a nie tylko w jeden dzień w roku, także nie będzie tutaj serduszek, buziaków i pluszowych misiów, które od rana można oglądać na każdej stronie w Internecie. 

Mapa trasy turystycznej do Schroniska PTTK w Bartnem, Wołowca, Banicy i na Magurycz Mały

Bartne – Schronisko PTTK w Bartnem – Wołowiec – Banica – Magurycz Mały – Bartne

Szlak z Bartnego do Bacówki PTTK w Bartnem

Parkujemy nieopodal cerkwi greckokatolickiej pw. Świętych Kosmy i Damiana przy budynku Ochotniczej Straży Pożarnej w Bartnem i ruszamy za znakami ścieżki rowerowej. Biegną tutaj też szlaku koloru żółtego i niebieskiego. Kierujemy się w stronę Bacówki PTTK w Bartnem za asfaltem. Po drodze mijamy liczne krzyże i chyże łemkowskie.

Cerkiew w Bartnem
Przydrożne krzyże

Krzyży jest tutaj dość sporo, bo przecież to Beskid Niski, więc występują one w tych rejonach na porządku dziennym. Mijamy jedną chyże łemkowską, a w niej za oknem widzimy duchy.

Chyża łemkowska

Po około 40 minutach dochodzimy do Głównego Szlaku Beskidzkiego, a także niebieskiego, który rozpoczął się przy bacówce. Chociaż mamy iść za czerwonym szlakiem w prawo, to my kontynuujemy i zmierzamy do obiektu PTTK. Chcemy tam usiąść i zjeść śniadanie. A i tam nigdy tam nie byliśmy, to zobaczymy, jak w środku jest.

Bacówka PTTK Bartne w Beskidzie Niskim

Dochodzimy do bardzo przyjemnego budynku. Wychodzimy po schodkach, chwytamy za klamkę i… ZAMKNIĘTE. To chyba niemożliwe o godzinie 9.30. Przecież czynne 24 godziny na dobę przez cały rok. No nic zupki gorącej nie będzie, niestety. Musimy jeść to, co mamy. Otwieramy plecak, a tam miał być serek biały. Nie ma… Jak pech to pech. Mamy tylko chleb, więc będzie musiał nam wystarczyć.

Bacówka PTTK w Bartnem

Z Bartnego do Wołowca

Patrzymy na znaki i wybieramy oczywiście czerwony, tak jak zaplanowaliśmy. Wracamy do odbicia szlaków, skręcamy w lewo i idziemy w kierunku Wołowca. Przechodzimy po zaśnieżonej i zamarzniętej drodze. Przed nami widzimy Magurycza Dużego (777 m n.p.m.).

Dla zainteresowanych; na jego wschodnim stoku znajduje się osuwisko wraz z dwoma jeziorkami osuwiskowymi. Do tego miejsca można dotrzeć dojściowym szlakiem od szlaku koloru niebieskiego. My jednak po przejściu 1,5 km od bacówki skręcamy w lewo i zostawiamy niebieski szlak turystyczny. Cały czas na drzewach mamy kolor czerwony.

Spacerujemy sobie po lesie, niestety bez widoków. Pogoda nad Beskidem Niskim jest dość kiepska, całkowite zachmurzenie, więc nie ma na co wyczekiwać. Zresztą w tym dniu nie wychodzimy praktycznie na żaden szczyt, a jedynie przechodzimy dość blisko wierzchołka Magurycza Małego (698 m n.p.m.), ale on też jest całkiem zalesiony. Choć Banicka Góra (614 m n.p.m.) jest odsłonięta, to też nie wychodzimy na jej wierzchołek.

Od momentu, gdzie zostawiliśmy szlak pieszy niebieski, to zaczęła się trasa narciarstwa biegowego, która pokrywała się ze szlakiem, którym my szliśmy, czyli czerwonym. Gdy dostrzegliśmy pierwszych narciarzy, to pomyśleliśmy, że chcą odpocząć od zgiełku i w sumie wybierając nieuczęszczany Beskid Niski, będą mieć tutaj spokój. Szybko dochodzimy do Wołowca, a nawet przy końcu w towarzystwie rzeki Mereszka. Po drodze mijamy jeszcze Chatę Kasi, która zaprasza na domowe posiłki. Wychodzimy na asfalt i zmierzamy do centrum miejscowości.

Banica w Beskidzie Niskim

I co teraz? Widzimy tabliczki i skrzyżowanie szlaków pieszych i narciarskich. My obieramy kierunek Banica za szlakiem żółtym. Maszerujemy jakiś kilometr szutrową drogą, a następnie cztery kilometry już lasem zwykłą ścieżką. Nieco się wypogodziło, a nawet zaświeciło nam słońce. Zima piękna jest!

Śnieżne trasy przez lasy

Przechodzimy przez porobione mostki nad potokiem. Na tym odcinku jemy drugie śniadanie. Idziemy w dobrych humorach, mijając się z narciarzami, którzy korzystają ze wspomnianych tras narciarstwa biegowego o nazwie „Śnieżne trasy przez lasy”. Narciarzy jest tylu, że aż zastanawiamy się, gdzie my to jesteśmy. Czy to na pewno Beskid Niski? No tak. Zgadza się. Beskid Niski jak nic. Szkoda tylko, że tylu turystów pieszych tutaj nigdy nie możemy spotkać. Cały czas schodzimy z trasy w śnieg, że aż buty zaczynają robić się mokre od topniejącego śniegu. 

My docieramy do Gościńca Banica. Otoczenie tej agroturystyki jest dość przyjemne. Otwarty teren, wiata zbudowana obok z miejscem na ognisko. Odpoczywamy tutaj chwilę i nie wychodzimy nawet na szczyt. Tylu było narciarzy, że nawet nie szukaliśmy najwyższego punktu. Do tej pory przeszliśmy jakieś trzynaście kilometrów.

Przed nami jest jeszcze powrót do miejscowości Bartne żółtym szlakiem. Ruszamy w drogę powrotną. Przechodzimy nieopodal cmentarza numer 62, jednego z licznych, które są w tym paśmie. Trasa piesza nadal pokrywa się z trasami narciarskimi, ale tylko do najbliższej drogi, którą możemy dotrzeć w okolice bacówki.

My wybieramy szlak żółty. Oczywiście beskidzki las nas nie opuszcza, a po mniej więcej dwóch kilometrach jesteśmy w okolicy szczytu o nazwie Magurycz Mały (698 m n.p.m.), o którym wspominałam na początku. Błoga cisza prowadziła nas do zakończenia wędrówki. Po wyjściu z lasu odcinek ten był otwartą polaną.

Na pożegnanie z Beskidem Niskim przechodzimy przez lodowatą wodę, dlatego że nie został zrobiony w tym miejscu żaden mostek i nie możemy się inaczej przedostać na drugi brzeg Bartnianki.

Przez Bartniankę

Niestety całe buty zostały zamoczone. Cieszyliśmy się, że nie zaczynaliśmy od tej strony. Na samiutki koniec został nam tylko niewielki odcinek asfaltem, aby dostać się do samochodu. Uwaga – można ominąć przejście wody w tym miejscu. Wystarczy brzegiem udać się w prawo i za jakieś 400 metrów powinien być mostek. Trasa miała być spacerowa i nie liczyliśmy na nic szczególnego. A tu tyle się działo!  Dzień ten był bardzo udany.

One Comment

  • adam

    W tym roku to ja „założyłem „ślad przez Kanade czyli z Wolowca na Banice, nie sądziłem ze będzie miał takie powodzenie, nie napisaliście ze na stoku Magurycza jest dawny kamieniolom, a mostki w BN to rzadkość i poza Kanadą (nomen omen ) nie występują

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *