lubań wieża widokowa
Gorce,  Małopolskie,  Opisy górskich szlaków,  Podróże z dzieckiem

Szczyt Lubań – najkrótszy szlak i opisy innych tras z mapami

Lubań to jeden z najwyższych szczytów w Gorcach mierzący 1225 m n.p.m. Na szczycie znajduje się wieża widokowa, wybudowana kilka lat temu oraz klimatyczna baza namiotowa SKPG Kraków. W tym wpisie przygotowaliśmy opisy tras turystycznych na Lubań z kilku stron: najłatwiejszy szlak z Przełęczy Snozka, Ochotnicy Dolnej, Mizernej, Tylmanowej oraz najładniejszy z Krościenka nad Dunajcem.

Spis treści

Opis szlaku z Przełęczy Snozka na górę Lubań

2019 | Planując dzień wcześniej wyjście w góry, nie mogliśmy sobie przypomnieć, kiedy ostatnio szliśmy na Lubań z Przełęczy Snozka. Z pomocą przyszedł nam blogowy wpis. Okazało się, że ostatni raz na tym szlaku byliśmy w maju 2013 roku. Zawsze jakoś ten Lubań zdobywało się od strony północnej, a tym razem chcieliśmy wyjść kolorem niebieskim od strony przełęczy. Czemu? Jest to najkrótszy i dla nas najłatwiejszy wariant dotarcia na szczyt, a przy obecnych warunkach skupiamy się głównie na najłatwiejszych trasach. 

Mapa szlaku turystycznego Przełęcz Snozka – szczyt Lubań | kolor niebieski

Przełęcz Snozka – parking

Na Przełęcz Snozka przyjechaliśmy po godzinie 7 rano. Parking, który latem może zmieścić kilkadziesiąt samochodów, tym razem przyjął ich tylko kilka. Podobno tydzień wcześniej było tyle śniegu, że nie można było na niego wjechać. Zatrzymaliśmy się na boku, żeby inni mogli przejechać i ruszyliśmy w góry. Na kilka minut pokazały się Tatry, dając nadzieję, że z wieży widokowej czekają na nas ciekawe widoki. Tam samo było, patrząc w stronę wschodzącego słońca. Nikt by nie pomyślał, że kilka godzin później nic nie będzie widać. Współrzędne darmowego parkingu: 49.450905, 20.318446.

Jak wygląda szlak Górę Wdżar na Lubań?

Ruszyliśmy za niebieską farbą, trawersując zbocza Góry Wdżar. Za nami zostawiliśmy popularny obiekt zwany “Organami Hasiora“. Przed nami szła para, która startowała kilka minut przed nami. Mieli taki sam plan na ten dzień co my. Obeszliśmy szeroką drogą górę i znaleźliśmy się przy stacji wyciągu narciarskiego “Czorsztyn Ski”. Tam było tylko dwóch gości z obsługi, którzy dopinali wszystko na ostatni guzik przed przyjęciem narciarzy. Nie uszliśmy jeszcze nawet kilometra, a za nami zobaczyliśmy, jak pierwsi amatorzy białego szaleństwa zjeżdżają stokiem w dół. My najchętniej zjechalibyśmy z góry na sankach. 🙂 Przed nami w oddali widoczna już była wieża widokowa na Lubaniu.

Zimowe warunki pod Lubaniem

Przeszliśmy przez polany i weszliśmy do lasu. Ścieżka była bardzo dobrze wydeptana, ale za to śliska. W plecaku mieliśmy raczki czekające w gotowości na ekstremalne sytuacje. 🙂 Im wyżej wychodziliśmy, tym pogoda pogarszała się. Ogólnie było ciepło, jednak nadciągające chmury snuły wizję braku widoków ze szczytu. Panoramę z Lubania już znamy, bo byliśmy tam kilka razy, ale zawsze lepiej coś widzieć, niż tylko dojść do celu.

Baza na Lubaniu i szczyt zdobyty z dzieckiem w zimie

W niektórych miejscach szlak niebieski z Przełęczy Snozka gubił się pośród drzew. Szliśmy cały czas za śladami, więc zboczyć z trasy nie mogliśmy. Podejście nie wydaje się zbyt trudne, ale w zimie wszystko wygląda inaczej. Okazało się, że mieliśmy chyba bardzo słabe tempo marszu, bo wyprzedził nas jakiś turysta. Według mapy i znaków na drzewach nasz szlak niebieski powinien połączyć się z zielonym i razem dojść na szczyt. Teraz w zimie najpierw dotarliśmy do szlaku żółtego, a dopiero potem do zielonego. 

Na wieżę widokową nie wychodziliśmy, bo i tak nie było sensu. Zrobiliśmy sobie chwilę przerwy w bazie namiotowej SKPG Kraków, która czynna jest w sezonie letnim. Warto tam się wtedy wybrać, bo można poznać wielu fajnych ludzi. Spędziliśmy tam kilkanaście minut i ruszyliśmy w drogę powrotną tym samym szlakiem. Spotkaliśmy po drodze kilka osób, a na stoku ponad setkę narciarzy. Pod koniec wycieczki w nogach mieliśmy 12 kilometrów i 580 metrów podejścia. Spędziliśmy w górach 5 godzin i 13 minut. 🙂


Opis szlaku z Ochotnicy Dolnej na Lubań – szlak niebieski

2017 | Wybór miejsca dla nas staje się co chwilę trudniejsze. Byliśmy tu i tam i jeszcze tu. A jak przyjdzie gdzieś jechać, to jest pytanie gdzie, gdzie, gdzie. Decyzja, na który szczyt się wybrać była szybka i jednoznaczna. To oczywiście Lubań z wieżą widokową w Gorcach. Po przebudzeniu własnym oczom nie mogliśmy uwierzyć, co się działo na Lubaniu. Otóż dosłownie było morze mgieł. One po prostu sięgały poziomu połowy wieży widokowej. Niesamowite! Przecież u nas nic nie widać, a tam cuda. Kamerki online od razu zachęciły nas do ruszenia tyłków na szlak.

Mapa szlaku turystycznego Ochotnica Dolna – szczyt Lubań | kolor niebieski

Ochotnica Dolna – parking

Wybraliśmy się niebieskim szlakiem z Ochotnicy Dolnej na Lubań (1211 m n.p.m.) i wracaliśmy taką samą trasą, bo nie chciało nam się iść kolorem zielonym, który też już dobrze znamy. Zwłaszcza ze wschodu słońca, gdy zgubiliśmy go w nocy i szliśmy na przełaj po połamanych drzewach, potokach. Rozpoczynamy wędrówkę dość późno, bo dopiero o 8:00, a to wszystko przez budzik w telefonie. Był zbyt cichy, aby nas obudzić, ale widoki z kamerki nas postawiły momentalnie na nogi.

Obejrzeliśmy transmisje z Gorca, Magurek, Jaworzyny Krynickiej i żal było dalej leżeć. Musieliśmy być tego dnia tam, chociaż wiedzieliśmy, że już o późniejszej porze może być kiepsko. Oj wschód słońca wtedy to było niesamowite przeżycie. Ciekawe kto w tym dniu tam był? Od Ochotnicy Dolnej dzieli nas ponad godzina drogi jazdy samochodem. Ruszamy z bardzo dużego parkingu spod kościoła Znalezienia Krzyża Świętego za niebieskim szlakiem. Współrzędne darmowego parkingu: 49.526122, 20.332750 w Ochotnicy Dolnej

Wejście na górę Lubań 1225 m n.p.m.

Początkowo oczywiście zmierzamy za asfaltem, ale za moment się to zmienia i wchodzimy na górską ścieżkę. Można oczywiście kontynuować wędrówkę za szlakiem rowerowym, doprowadzi nas wyżej do naszego szlaku, tylko jest łagodniejszy. My dreptamy większość trasy lasem, ale co jakiś czas pokazują nam się widoki. To jest fantastyczne, nie mamy ich cały czas i co się odsłonią zza lasu, to cieszymy się jak dzieciaki, które dostały upragnioną zabawkę.

Trasa ogólnie nie jest zbyt trudna, nie jest bardzo wymagająca. Szybko osiągamy szczyt bez nazwy o wysokości 979 m n.p.m., ale że nie jest oznaczony to i nie mamy pewności, że to tu. Musielibyśmy korzystać z GPS i określić dokładnie lokalizację, a my jedynie korzystamy z niego, włączając aplikację do zapisywania trasy. 

Lubań – partia szczytowa

Idziemy dalej i dochodzimy do dość szerokiej drogi i do szlaków: żółtego, zielonego i czerwonego. Z dwoma ostatnimi idziemy na Lubań. Kierunkowskaz wskazuje nam, że na Lubań 15 minut za niebieskim, ale pojawiła się też tabliczka, że za żółtym 30 minut. Prawdopodobnie w ubiegłym roku zostało zrobione obejście Lubania, żeby nie trzeba było męczyć się na ostatnim podejściu. Teraz można spokojnie spacerkiem dojść na szczyt od strony bazy SKPG i nie jest to wcale 30 minut, tylko 20. Nie wiedzieliśmy wcześniej, jak prowadzi żółty, a na naszej mapie jeszcze go nie ma zaznaczonego i wybraliśmy wyjście tak jak zawsze. Wyjście cóż mówić – żmudne, ale szczęśliwi docieramy na Lubań.

Wieża widokowa na Lubaniu

Będąc na wieży widokowej i wiedząc, że kamerki ludziom będą działać, to wrzuciliśmy na naszą stronę na Facebooka informację, że można nas obejrzeć na żywo. Po tej informacji odzew był natychmiastowy. Zaraz kilka osób wkleiło nam zdjęcia. Oto dowody naszej obecności na Lubaniu. Tadaaam. 🙂 Widzieli, jak jedliśmy śniadanie i życzyli smacznego. 🙂 Widoki z Lubania były niedalekie, a to dlatego, że mgła się podniosła. Coraz więcej osób docierało na szczyt i wychodziło na wieżę, nawet obcokrajowcy.

Baza namiotowa SKPG na Lubaniu

My jeszcze odwiedziliśmy studentów, którzy urzędują w bazie namiotowej na Lubaniu. Tam spotkaliśmy turystów i naszych nowych znajomych z PTTK Kłodzko, którzy w tym dniu też dotarli w to miejsce. Okazało się, że czytają naszego bloga. Chłopaki już kolejny dzień, nieprzerwanie są w górach i zmierzają cały czas dalej. Pozazdrościć takiej przygody. My tylko mogliśmy wyskoczyć na jeden dzień. Pozdrawiamy Was Kochani z Kłodzka i pewnie okolic. Pozdrawiamy również ekipę z bazy namiotowej. Dzięki za wspólne zdjęcie. Decydujemy się nie wracać pod wieżę, tylko udać się za szlakiem żółtym i sprawdzić co to za szlak. Jeszcze przechodzimy obok ruin schroniska i przedzieramy się przez krzaki do tajemniczego miejsca.

Najpierw idziemy tak jak po wodę i docieramy do szerokiej drogi, która doprowadza nas do szlaków i miejsca, gdzie zastanawialiśmy się, czy skręcić, czy męczyć się pod górę. Szlak żółty okazał się bardzo dobrą alternatywą dla osób, które nie mają dobrej kondycji. Wyjście i zejście nim jest dość lekkie. My oczywiście tak jak pisaliśmy wcześniej, zeszliśmy do Ochotnicy Dolnej za niebieskim.


Opis szlaku z Tylmanowej na górę Lubań

2016 | Zaczynamy tuż za mostem koło kapliczki. Współrzędne darmowego parkingu w Tylmanowej: 49.516113, 20.398662. Można od początku iść za znakiem “Kalwaria” jednak my udajemy się za zielonym szlakiem. Przyznamy się szczerze, że próbowaliśmy kiedyś, idąc z Lubania 1211 m n.p.m. trafić w to miejsce, ale szlak nie był dobrze oznakowany i udało nam się zejść gdzieś w Tylmanowej, tak z dobry kilometr od początku szlaku. Tak błądziliśmy 3 razy, więc tym razem postanowiliśmy spokojnie wyjść od tej strony i poznać szlak.

Mapa szlaku turystycznego Tylmanowa – szczyt Lubań | kolor zielony

Jak wygląda szlak na Lubań z Tylmanowej?

Wiemy, że po naszym zgłoszeniu, PTTK z Krościenka odnowiło szlak. Dla większości turystów, którzy nie znali drogi, naprawdę to był spory problem. Tak więc ruszamy za zielonym i spokojnie drogą obchodzimy górę dookoła, szybko osiągając wysokość. Dochodzimy do znaku, który jest przybity do drzewa i kieruje nas na Kalwarię, więc już tam idziemy.

Trafiamy do drogi krzyżowej i skręcamy w prawo. Wraz ze stacjami docieramy do pięknej kapliczki i wysokiego krzyża. Widoki są tutaj bardzo okazałe. Pięknie prezentuje się Pasmo Radziejowej i nowa wieża widokowa znajdująca się na Koziarzu 943 m n.p.m.

Baszta 440 m n.p.m. – Gorce

Następnie spacerujemy sobie alejką między brzozami. Oj jest tutaj pięknie. Niewiele nas dzieli od pierwszego szczytu – Baszty 440 m n.p.m. Obok niego zrobione jest miejsce na ognisko i wokół tego wygodne ławeczki. Zatrzymujemy się w tym miejscu i jemy pierwsze śniadanie. Wyciągamy nasz zestaw wycieczkowy, przygotowujemy sobie bułeczki i popijamy cieplutką herbatką. Po około 10 minutach mijają nas turyści. Robimy sobie zdjęcia na szczycie, jednak nie ma tutaj żadnej tabliczki.

Ruszamy przed siebie, przechodzimy przez polanę i kierujemy się do widocznej rozjeżdżonej drogi. Gdy tam docieramy, ukazują nam się przed oczami wspaniałe widoki na pobliski Beskid Sądecki, a także rzekę Dunajec, która płynie przez Tylmanową. Im wyżej tym ładniej.

Fantastycznie jest to miejsce, ale niestety musimy iść dalej. Przed nami dość spore podejście, ale samozaparcie na pewno pomoże. Od poprzedniego szczytu do kolejnego o nazwie Makowica 857 m n.p.m. jest przeszło czterysta metrów podejścia, a odcinek między nimi nie jest jakiś długi. Dajemy radę!

Szlak zielony jest kapitalnie oznaczony. Ciężko się na nim zgubić. Zauważamy, że jego przebieg został nieco zmieniony. Mijamy turystów, o których wspomniałam przy śniadaniu. Odpoczywa 5 osób z grupy, a tylko jedna idzie przed siebie pewnym krokiem, ale od czasu do czasu czeka na pozostałych. My krok za krokiem maszerujemy dalej. Przechodzimy drogą niedaleko Czerteża 995 m n.p.m. i po wschodnim zboczu Pasterskiego Wierchu 1001 m n.p.m. Pogoda z idealnej na wędrówkę robi się coraz gorsza. Nawet zaczyna padać. Jak przed chwilą widoczna była jeszcze wieża na Lubaniu 1211 m n.p.m. tak teraz nic nie widać. W sumie samo mleko i deszcz. Dawno nie mieliśmy wycieczki z taką aurą.

Lubań 1211 m n.p.m. – szczyt

Jeszcze jedno ostre podejście i szybciutko dochodzimy do czerwonego szlaku. O!!! Nawet na rozejściu się szlaków dołożyli tabliczki. Do Lubania 1211 m n.p.m. tylko 10 minut. Później będziemy tutaj wracać i schodzić do Krościenka.

Idziemy dalej, mijamy krzyż i dochodzimy do tablic z nazwą szczytu. Witają nas na górze :). Mijamy oznakowania i docieramy do ruin schroniska. Tak! Pierwszy raz przy nich jesteśmy, a byliśmy tutaj już kilka razy.

Dla zainteresowanych, schronisko to funkcjonowało w latach 1975-1978 i niestety uległo zniszczeniu w wyniku pożaru. Podejmujemy decyzję, że tym razem nie wychodzimy na wieżę, a zostajemy tylko w szałasie bazy pod Lubaniem. Tam jemy drugie śniadanie. Pogoda w tym dniu raczej się już nie poprawi. Spędzamy tutaj dobre 30 minut. Docierają nasi towarzysze cali przemoknięci. Są tutaj pierwszy raz i mają taką pogodę. Udzielamy im kilku wskazówek, życzymy sobie wszystkiego dobrego i ruszamy dalej.

Z Lubania do Krościenka nad Dunajcem

Dalej? No tak! Droga powrotna, ale gdzie schodzimy w taką pogodę? Decydujemy się iść do Krościenka nad Dunajcem, chociaż jest praktycznie o połowę drogi dalej niż do Tylmanowej, z której zaczynaliśmy. Wracamy z powrotem na Średni Groń 1225 m n.p.m. i do tabliczek. Przed nami dość ostre zejście, trzeba uważać, bo właśnie w wyższych partiach jest jeszcze śnieg. Co prawda mokry, ale strasznie śliski, a pod jego powierzchnią spływa woda. Niby luty, ale każdy widzi, jaki jest; wietrzny, mokry, czasem słoneczny. Luty to chyba jednak kobieta!

Altana turystyczna na Marszałku

Przechodzimy przez szczyt Jaworzyna 1050 m n.p.m. Już nas bawią kolejne kropelki deszczu i potoki, które przepływają koło nas. Jest w miarę dobra droga bez błota. Idzie nam się super. Robimy sobie zdjęcia, chowamy aparat, idziemy kilka metrów, a to co? Nie no, co to? Bardzo fajne. Okazuje się, że pod szczytem Marszałek 828 m n.p.m. zbudowano altanę turystyczną. Bardzo fajna, tylko szkoda, że nie mamy tych widoków, które przedstawione są na pulpitach widokowych.

Idziemy dalej i gadamy o napotkanej altanie i ogólnie o wieżach postawionych dzięki projektom zrealizowanym przez pobliską gminę Ochotnicę. Schodzimy coraz niżej pod chmury. Otwiera nam się widok na zbocza Pienin, miejscowość Krościenko nad Dunajcem, a także dostrzegamy kościół, chyba przez każdego rozpoznawalny.

Pod koniec obiektyw zachodzi mgłą i nie robimy już zdjęć. Jesteśmy cali przemoknięci. Dochodzimy do centrum miejscowości i patrzymy na rozkład. Dobrze, że to roboczy dzień i szkoły są otwarte, to będziemy mieć pewnie zaraz jakiegoś busa do Tylmanowej. No tak też było, za jakieś 15 minut. No to nie wiele. Wędrówka w takim deszczu nie była straszna, a wręcz przeciwnie, dość zabawna.


Wschód słońca na Lubaniu na wieży widokowej

2015 | Zabraliśmy ze sobą plecaki, latarki. Chłopaki oczywiście nie mogli iść pomału, ich od razu nosiło. Ja mówiłam, nie trzeba się śpieszyć, bo po co jak mamy dużo czasu. I tak szliśmy sobie w pogawędce. Raz szybciej, raz wolniej. I tak w pewnym momencie idziemy sobie spokojnie i nagle są dwie drogi. No to w lewo. Ok! – idziemy, ale kontrolujemy szlak. No nie, to chyba nie tu. Sprawdźcie jeszcze dalej, ale jak nie będzie, to wracamy do rozwidlenia. Ok nie ma. Wracamy?

Nocna droga, żeby obejrzeć wschód na Lubaniu

Po powrocie  na rozwidleniu zauważyliśmy szlak na prawo. Idziemy i idziemy. Przez chwilę jeszcze z nami szedł, aż tu nagle okazało się, że nie ma, żadnego ani jednego, ani małego, malutkiego szlaczku. Co teraz?!. To jesteśmy w czarnej/ym lesie. Jesteśmy na drodze, to chodźmy nią do góry. Jak pójdziemy na wprost, to doprowadzi nas do czerwonego pewnie. Poszliśmy nią, dopóki nie wyszliśmy nie wiadomo gdzie, do jakichś powalonych drzew, przez które trudno było się przedrzeć.

Dobra!. Nie jest ich dużo ? jedziemy do góry. Pewnie!. No jasna cholerka ? w dodatku jakaś woda tu leci nie wiadomo skąd. Chlup, chlup, aaaażżż ? tu przecież jakiś potok jest, moje buty. Jakoś nam się udało pokonać przeszkodę, patrzymy przed siebie, a tu ściana prawie pionowa. Haha! ? ciekawe, bardzo ciekawe. Wracamy?. Nie no jak już tu jesteśmy. Pewnie szlak jest niedaleko.

Lubań – wschód słońca i te widoki

Chodźmy w górę. Wyszliśmy, a tu, żeby nie było za łatwo jakaś droga. Ona chyba nas poprowadzi w dół. Pójdźmy w kierunku szlaku, czyli tak jak szliśmy. Przedrzemy się do góry przez te krzaki i będziemy na pewno u góry. Kamil sprawdza jakiegoś GPSA na telefonie, ale ciężko to widać. Faktycznie jak pójdziemy tak jak szliśmy, to na pewno trafimy. I tak się stało. Człowiek się trochę zgrzał pod górę, ale dotarł do czerwonego. Jeśli macie mapę przed sobą to wyszliśmy gdzieś w okolicy polany Jaworzyny Ochotnickie. I tak z czasu, którego mieliśmy sporo w zanadrzu, za wiele nam nie zostało. W końcu dotarliśmy do szlaku niebieskiego, który pięknie sobie przyszedł z lewej strony. Po około kolejnych dwudziestu minutach stanęliśmy u stóp nowiuteńkiej wieży widokowej. Jest szałowa. Ciekawe jakie widoki. Szaleństwo!. Mgły w dole!

Radziejowa!

Mogielica!

Babia Góra!

Turbacz!

Gorc!

Tatry! . Faktycznie dobrze je widać :).

Przed wschodem

Po zjawiskowym wschodzie słońca wracamy 

Po dwóch godzinach zaczęliśmy schodzić na dół. Jeszcze pamiątkowa fotka obok krzyża. Potem kolejne widoki, tym razem w gorczańskim lesie. Złota polska jesień w blasku porannego słońca.

Oczywiście kierowaliśmy się szlakiem zielonym z powrotem. I co się okazało. Wszystko ze szlakiem było OK. Tylko jakoś w nocy się przegapiło i przeszło się dalej. Za to poznaliśmy nową osobę, która też ma bzika na punkcie fotografii i gór. No może gór trochę mniej niż my mamy i dodatkowo udało się spotkać z Kamilem, który ma bzika na punkcie biegania. I gdyby nie my, pewnie ze trzy razy by obleciał na górę w czasie naszego powolnego wychodzenia w nocy :). Przy okazji tego artykułu nie przestraszcie się i nie bójcie się z nami jeszcze kiedyś wybrać na szlak. Taki zwariowany początek dnia nie zdarza się zawsze.


Opis szlaku z Mizernej na górę Lubań

2015 | W minioną środę wybraliśmy się w Gorce, żeby zobaczyć nowe szlaki wytyczone na Lubań i działania człowieka, jakie są prowadzone na szczycie i w jego okolicach. Od kilkunastu tygodni w mediach krążą informacje o inwestycjach, jakie cały czas są wdrażane w życie w paśmie Gorców. Jednym się to podoba, innym nie. Sami udaliśmy się sprawdzić, jak to naprawdę wygląda. Rozpoczęliśmy tuż obok kościoła NMP Różańcowej w miejscowości Mizerna, która od samego spokojnego poranka była spowita w gęstej mgle. Współrzędne darmowego parkingu: 49.457676, 20.287732. Ludzie wychodzili do pracy, czekali na autobus czy udawali się do okolicznych sklepów po świeże pieczywo.

Mapa szlaku turystycznego Mizerna – szczyt Lubań | kolor zielony i czerwony

Mizerna – szlak na Lubań

Jeszcze dobrze nie wyszliśmy na szlak, a już nasze plany, żeby zdobyć tego dnia Mont Blanc odeszły w niepamięć. Okazało się, że najwyższy szczyt Europy jest oddalony od nas o 1519 kilometrów, natomiast do najwyższego szczytu Ziemi jest, aż 7610 kilometrów. Tak więc musieliśmy nacieszyć się Lubaniem, który znajdował się jakieś 7 kilometrów przed nami.

To gdzie idziemy ?

Poszliśmy za znakiem Mount Everest w poszukiwaniu nowego szlaku zielonego idącego na Kudów. Postanowiliśmy na przełaj pokonać lasy i łąki i dojść do niego nieco wyżej. Po prostu nie chcieliśmy wracać po asfalcie i startować od dołu. Wyczytaliśmy z mapy leśne drogi i nimi się udaliśmy. Na początku prowadziły nas dobrze, a potem zrobiło się ich dużo więcej, poszły każda w swoją stronę, a my udaliśmy się tam, gdzie można było oczekiwać jakichś widoków. Pierwsze z nich rozpoczęły się już kawałek nad Mizerną. Wychodząc nad mgłę, dostrzegliśmy wierzchołki Tatr.

Idąc jeszcze wyżej na łąkę, pokazały nam się już w całej okazałości. Przepięknie wyglądał cały łańcuch Tatr, nad dywanem utworzonym z mgieł, które powstały dzięki obecności w pobliżu Jeziora Czorsztyńskiego.

Hej! Zobacz tam! Krzyknęła do mnie Angelika, jak ja byłem skupiony na uchwyceniu, niektórych tatrzańskich wierzchołków. We mgle ujrzeliśmy trzy wieżyczki kościoła w Kluszkowcach. Jest to dość często spotykany widok. Widzieliśmy już taki na zdjęciach, jednak nie ma porównania, gdy widzi się to na żywo.

Z łąki, którą odkryliśmy nieco wyże,j widoki były coraz piękniejsze. Słońce wychodziło już nad drzewa i robiło cudowne efekty, dając światło, które dla każdego fotografa jest upragnionym. Już kolejny raz spotkaliśmy się z tym że najlepsze widoki są w tych miejscach, gdzie nie prowadzi do nich żaden szlak turystyczny.

Szlakiem zielonym na Lubań

Po opuszczeniu łąki weszliśmy gdzieś do lasu, kierując się w stronę szlaku zielonego. Tak szliśmy przed siebie, zaliczając kolejne wzniesienia i fosy. Buty mieliśmy mokre od rosy, ale wiedzieliśmy, że wreszcie zobaczymy upragniony szlak. Szliśmy coraz wyżej i dojrzeliśmy obszerną polanę, przez którą na pewno musiał iść. Faktycznie tak było. Dołączyliśmy do niego i powinniśmy kierować teraz w stronę Lubania. Ja jednak zaproponowałem Żelce, żeby kawałek wrócić. Nie było to dużo, a takich widoków możemy już nigdy nie mieć. No i kawałek wróciliśmy i okazało się, że to był trafiony pomysł.

Jak wróciliśmy na dobry kierunek, to po wyjściu powyższą dróżką dotarliśmy na jeszcze lepsze miejsce, które zaciekawi każdego fotografa. Widoki do tego miejsca są cudowne, dlatego co chwilę przystawaliśmy, żeby ustrzelić jakiś krajobraz. W pewnym momencie ujrzeliśmy nawet budowaną wieże na Lubaniu.

Po wejściu do lasu zaczęło się to, o czym pisały różne media. Droga na kilka metrów szerokości, żeby ciężki sprzęt mógł dojechać na miejsce. Szlaki zostały niestety rozjechane. Do tej pory Lubań niczym szczególnym się nie wyróżniał. Nie był on tak często odwiedzany, jak sąsiedni Turbacz, jednak jakoś polubiliśmy to miejsce od pierwszej wizyty. Pewnie dlatego, że tak się na nim wymęczyliśmy kilka lat temu, idąc od Krościenka nad Dunajcem i gdy 3 razy schodząc do Tylmanowej, ani razu nie zeszliśmy dobrze, bo zawsze gubiliśmy szlak. Turysta, idąc tutaj, spotka się z dość stromym podejściem, chyba że już w niedługiej przyszłości będzie można na Lubań dotrzeć samochodem, co wszystko na to wskazuje.

Kudów 1000 m n.p.m. w masywie Lubania

Po takich obrazkach wychodzi się na Kudów – przyjemną polanę leżącą na Głównym Szlaku Beskidzkim. Podczas wytyczania nowego szlaku fajnie ją oznaczono, przygotowano miejsce na ognisko i uporządkowano. Miło by było się tutaj obudzić o poranku z takimi widokami.

Teraz gdy już doszedł czerwony szlak od Przełęczy Knurowskiej, to właśnie nim poszliśmy. Aha – tabliczka wskazująca czas dotarcia na Lubań myli się o kilkadziesiąt minut. Jest na niej 1.30 do Lubania. To akurat było nieprzemyślane, bo za 15 minut jest kolejna tabliczka, a tam czas jest o wiele mniejszy, bo wynosi już tylko 45 minut. Szlak ten również poszerzono, niszcząc przyjemną ścieżkę, która była do tej pory. Widać z niej bardzo ładnie Beskid Wyspowy i Mogielicę z Polaną Stumorgową.

Na dalszej drodze spotkaliśmy miejsce, gdzie z pewnością powstanie rondo. Myśleliśmy, w jakich kierunkach będą mogli jechać turyści. Pewnie będzie to Zakopane przez Nowy Targ, Kraków przez Nowy Sącz  i Rabka-Zdrój przez Turbacz.

Tutaj będzie rondo

Lubań – budowa wieży widokowej

Poszliśmy dalej i czekało na nas najtrudniejsze podejście już na sam szczyt. Muchy nie dawały za wygraną. Od kilku kilometrów na nas polowały. Weź tu się na chwilę, zapomnij i już zaczynają cię obłazić. Lubań przywitał nas powstającą wieżą widokową, ciężkim sprzętem, przepięknymi widokami i pracownikami z cyklu – jeden robi, siedmiu stoi :). Wieża widokowa na pewno przyciągnie turystów. Sami z pewnością z niej skorzystamy, oglądając wschód słońca. Przecież nie będziemy zarzekać się, że nigdy na nią nie wyjdziemy, bo to bez sensu.

Baza SKPG

W bazie zrobiliśmy sobie przerwę, słuchając zagorzałej dyskusji o sprawach politycznych. Paliło się ognisko z myślą o turystach gotujących wrzątek. Nie braliśmy kiełbasek, bo był piątek, a tak to byśmy usmażyli, bez konieczności szukania drzewa. Zresztą przy takiej pogodzie palenia ogniska odpada, bo wystarczy niewiele, żeby wszystko puścić z dymem. Jednak takiej wyobraźni wielu osobom brakuje i palą ognisko nawet w środku lasu. W bazie jednak było na to idealne miejsce.

Dalej poszliśmy szlakiem żółtym do Kluszkowiec. Też jest to nowy szlak, na którego trzeba kawałek wrócić z tej strony, co przyszliśmy. Nie skręcamy zaraz przy zejściu z Lubania, tylko idziemy dalej, lekko pod górę i dopiero jak zobaczymy poniższy znak to tam.

Szlak Lubań – Kluszkowce

Ten znak również wprowadza nas w błąd, bo czas zejścia to mniej więcej godzina, idąc wolnym tempem. Żółty szlak uważany jest za najłatwiejszy i faktycznie tak jest. Szliśmy po nim z góry, ale nie było ostrych zejść, a co za tym idzie, podejść też nie. Jedyny mankament to dłuższa wędrówka lasem, niż na szlaku, którym wychodziliśmy. Na samym początku musimy nacieszyć oczy widokami.

Potem wychodzimy na asfalt i szukamy jakiejś drogi do Mizernej. 15 minut idziemy już ulicami i po wizycie w sklepie i lodach wychodzimy przy samochodzie, kończąc tym fantastyczną przygodę w Gorcach, w których dawno nie byliśmy.


Opis szlaku z Krościenka nad Dunajcem na górę Lubań

2012 | Wreszcie przyszedł czas na to, aby wybrać się na jakąś wyprawę w Gorce. Postanowiliśmy, że będzie to Lubań – najwyższy szczyt Pasma Lubania. Wędrówkę na szczyt zaplanowaliśmy szlakami czerwonym i zielonym z Krościenka przez Marszałek (828 m), Jaworzynę (1080 m) i Średni Groń (1211 m), Lubań (1225 m) i dalej do Tylmanowej. Długość trasy to około 15 kilometrów. Darmowy parking w Krościenku nad Dunajcem: 49.444046, 20.426122.

Mapa szlaku turystycznego Krościenko nad Dunajcem – szczyt Lubań | kolor czerwony

Najładniejszy szlak na Lubań

Z centrum Krościenka kierowaliśmy się w kierunku mostu prowadzącego do Szczawnicy, a następnie skręciliśmy w lewo na most na Krośnicy. Po przejściu około 500 metrów razem z czerwonym szlakiem pokierowaliśmy się w prawo niedaleko kościoła. Po wyjściu na pierwszą górkę na drzewie zauważyliśmy kierunkowskaz, w którą stronę na Lubań. Od tej pory zaczęły się nasze przygody z oznakowaniem trasy. Na szczęście czerwone znaki jeszcze są widoczne prawie do samego szczytu. Natomiast oznakowanie trasy do Tylmanowej już nie wygląda tak kolorowo, ale o tym później.

Po 30 minutach drogi zatrzymaliśmy się na chwilę, aby obejrzeć krajobraz Pienin Czorsztyńskich. Wreszcie dotarliśmy na polanę, z której rozciągał się piękny widok na Tatry, które dziś zostały niestety przysłonięte przez chmury. Po minięciu Marszałka mogliśmy podziwiać piękne panoramy Beskidu Wyspowego.

Widoki ze szlaku na Lubań

Zmęczeni już prawie trzygodzinną wędrówką zdobyliśmy Jaworzynę i przed nami stanęło bardzo strome podejście na Średni Groń. Na szczęście było to jedno z ostatnich podejść na naszej trasie. Po 25 minutach walki ukazała nam się tabliczka, że na Lubań już tylko 10 minut. Pełni nowych sił ruszyliśmy na szczyt. Zatrzymaliśmy się na chwilę w miejscu, w którym dochodzi zielony szlak z Grywałdu i niebieski z Czorsztyna, aby przeczytać informację na temat Lubania.

Po chwili zeszliśmy trochę niżej, do miejsca, gdzie znajdowała się baza namiotów wraz z punktem PTTK. Do szczytu pozostawało nam zaledwie 200 metrów. Kierując się właśnie w tym kierunku, po lewej stronie ukazywało nam się Jezioro Czorsztyńskie i górujące nad nim Tatry.

Lubań, gdy jeszcze nie było wieży

Na szczycie znajduje się krzyż, pod którym widnieją słowa Jana Pawła II “Gorce bardzo kochałem, a na Lubaniu wiele razy byłem”. Spędziliśmy tam niespełna 30 minut i postanowiliśmy ruszać w dalszą drogę. Upewniliśmy się u miejscowych, że szlak na Tylmanową odchodzi w lewo w miejscu z napisem “Lubań 0,10 h” i pokierowaliśmy się w tamtym kierunku. W tym miejscu jest zawieszona tylko jedna tabliczka, a powinny być cztery właśnie z kierunkiem na Tylmanową. Jednak pewnie komuś się nie podobały i musiał je zniszczyć.

Tak jak już wcześniej wspomniałem, szlak zielony jest fatalnie oznaczony. Przez pierwsze 30 minutach musieliśmy liczyć na to, że faktycznie dobrą drogą idziemy i dopiero inni wędrowcy upewnili nas, że nasza trasa jest dobra. I po lewej i po prawej stronie mijaliśmy połamane drzewa. Idąc dalej, doszliśmy do Pasterskiego Wierchu (1100 m).

W miejscu, w którym pierwszy raz nie wiedzieliśmy, gdzie się kierować, należy podążać drogą, która prowadzi w lewo. Jest to miejsce zaraz po stromym podejściu. Drugą drogą również można dojść do Tylmanowej, lecz już bez szlaku. Ostatnim miejscem, którego byliśmy pewni, gdzie jesteśmy była Makowica (857 m) Od tego miejsca pomimo tego, iż uważnie śledziliśmy każdy znak, dotarliśmy do Tylmanowej inną drogą, niż prowadził nas do tej pory szlak zielony. Ta trasa to pierwsza w naszych wędrówkach, która jest tak bardzo słabo oznaczona i bardzo łatwo można się zgubić.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *