Beskid Sądecki,  Małopolskie,  Opisy górskich szlaków,  Podróże z dzieckiem

Najkrótszy i najłatwiejszy szlak na Koziarz z dzieckiem – wieża widokowa

Dzisiaj przedstawiam Ci według nas najkrótszy i najłatwiejszy szlak, którym można dostać się na Koziarz 943 m n.p.m. od samochodu. Byliśmy tam kilka dni temu, a wędrując z dzieckiem, dokładniej planujemy wycieczkę, dlatego robimy krótsze trasy, żeby uciec przed upałami. Cała trasa tam i z powrotem mierzy 4 kilometry i w ciągu godziny można spokojnie dojść na wieżę i wrócić na parking. Będą także opisane szlaki: zielony od Tylmanowej oraz żółty od Łącka.

Mapa najkrótszej i najłatwiejszej trasy do wieży widokowej na Koziarzu

Wystarczy z Brzyny wyjechać pod Okrąglicę do końca asfaltem i tam zostawić samochód. Współrzędne parkingu: 49.508490, 20.451165 – dojazd asfaltem i kamiennymi płytami. Od tego miejsca to jakieś 45 minut spacerkiem z małym podejściem. Szlak jest dobrze oznaczony, a ścieżka wydeptana. Po wyjściu na łąkę trzeba się trzymać granicy lasu. A gdy już wyjdziemy, to będziemy mieli okazję zobaczyć piękne widoki. Są one jedne z najpiękniejszych w Beskidzie Sądeckim.

Przygotowaliśmy dodatkowo na bloga wpis dotyczących najpiękniejszych miejsc w Beskidzie Sądeckim, z których widać Tatry. Zapraszamy, żeby do niego zerknąć.


Opis szlaku zielonego na Koziarz z Tylmanowej

Wtorek 25.10.2016, dostajemy propozycję od Moniki i Artura, pozytywnie zwariowanych góromaniakow, żeby spędzić wspólnie czwartkowy wschód słońca w Beskidzie Sądeckim na Koziarzu. Pierwsza myśl jest taka, że to super pomysł, druga, że chyba wtedy jesteśmy umówieni z jedną Parą Młodą na górskie zdjęcia po ślubie, na którym także je robiliśmy. Potem okazuje się, że ten dzień mamy wolny. Angelika trochę choruje, jednak daje radę.

Mapa trasy turystycznej z Tylmanowej na Koziarz, a dalej do Krościenka przez Dzwonkówkę.

Ruszamy szlakiem zielonym na Koziarz. W Tylmanowej w końcu powstał uczciwy parking naprzeciwko mostu. Podczas naszej wędrówki pod górę nic się nie dzieje. Maszerujemy w ciemności, oświetlając sobie drogę światłami czołówek. Na początku przy wodzie patrzymy w boczną ścieżkę, ktoś świeci latarką. Po chwili gasi ją, a my słyszymy tylko łamanie gałęzi. Ktoś chce nas wystraszyć?

Mijamy Potok Klępowski i ostatni zniszczony drewniany dom. W nim tak jakby ktoś chodził. Trzask, łomot, uderzenie młotkiem, znowu światło. Tym razem w innym miejscu. My idziemy dalej, wychodząc coraz wyżej. Za nami lekki świst. Walczymy z błotem prawie na całej długości. Droga jest bardzo zniszczona. O 5:30 jesteśmy na Koziarzu. Witamy się z Moniką i Arturem, dla których była to długa i zimna noc. W oddali połyskują światła Nowego Sącza.

Wieża widokowa na Koziarzu

My oczekujemy poranka, umilając sobie czas rozmową. Wschód nie zapowiada jednak cudów. Jest pochmurno, a poprawy pogody nie widać. Przed 7 przychodzą na wieże Tomek z Kamilem. Oboje mieszkają na Podhalu, jeden w Zakopanem, drugi w Nowym Targu. Ekipa podziwiająca świtanie w Beskidzie Sądeckim powiększa się. Pięknie dokoła wieży wyglądają pomarańczowe drzewa. Tylko to nam pozostaje i oczywiście świetne towarzystwo. Widoki jednak mamy całkiem okazałe. Widzimy pasmo Beskidu Sądeckiego, sąsiedni Lubań, który od czasu do czasu wyłania się zza chmur. Krajobrazy sięgają nawet okolic Nowego Sącza, a przy obecnych warunkach typu „szału ni ma” to jest coś. 🙂

Błyszcz w Beskidzie Sądeckim

Po 8 ewakujuemy się z Koziarza w towarzystwie Moniki i Artura. Chłopaki jeszcze zostają z nadzieją na zmianę pogody. Prognozy zapowiadały piękny dzień. Razem wychodzimy jeszcze na Błyszcz pod ołtarz papieski i tam się żegnamy z naszymi nowymi znajomymi. Oni wracają zielonym do Tylmanowej. My natomiast robimy sobie zupę na naszej kuchence, a potem ruszamy dalej.

Schodzimy na przełęcz między Błyszczem a Koziarzem, czyli pod Jaworzynkę i skręcamy w prawo na szlak żółty. Idziemy tą blotnistą drogą już po raz 4, jeśli dobrze pamiętam. Jest to szlak jeden z najpiękniejszych w Beskidzie Sądeckim, jednak niszczony przez ciężkie sprzęty ściągające drzewa. I znowu nasuwa się pytanie, czemu ściąga się drzewa tutaj, gdzie jest szlak.

Na tym szlaku mija się wiele gospodarstw. Od strony Obidzy można wysoko dojechać samochodem, a potem kilkanaście minut i już się jest na Koziarzu. Po drodze kilka razy ostro podchodzimy i schodzimy w dół. Przypomina mi się wędrówka Głównym Szlakiem Beskidu Sądeckiego w maju 2015. Tędy właśnie on prowadzi. Co jakiś czas wychodzimy w widokowych miejscach. Pogoda miała się poprawiać, a tutaj zaczyna padać. Monika z Arturem pewnie już jadą w stronę Katowic. Po 13 mieli być w domu.

Dzwonkówka 982 m n.p.m. – Beskid Sądecki

Idąc, mijamy z prawej rezerwat „Pusta Wielka” i źródełko z wodą, które kolejny raz nie możemy znaleźć. Liczymy, że jest ono dokładnie na szlaku, a tutaj pewnie trzeba szukać gdzieś w okolicy. Dochodzimy na Dzwonkówkę, szczyt przez nas bardzo lubiany. Mierzy on 982 m n.p.m. Chwilę odpoczywamy. Napotykamy na salamandrę plamistą, stałą bywalczynie Beskidu Sądeckiego.

Idziemy teraz czerwonym szlakiem, odcinkiem Głównego Szlaku Beskidzkiego do Krościenka nad Dunajcem. Trasa jest błotnista i prowadzi nas początkowo cały czas przez las. Przechodzimy przez Przełęcz Siodełko i zdobywamy szczyt Groń. Nie jest on jednak jakoś wybitny. Kolejne wzniesienie to Stajkowa i opuszczamy beskidzki las. Wchodzimy w obszar graniczny między Beskidem Sądeckim a Pieninami. Szlak czerwony po opuszczeniu lasu poprawia się i nie ma już takiego błota. Śmiało możemy wytrzeć buty, chociaż nie jest to łatwe mimo mokrej trawy.

Schodzimy nieco niżej i tam jakiś mieszkaniec wycina krzaki, inni robią coś w polu. Tutaj widoki są przyjemniejsze, jak i aura poprawiła się na trochę lepszą. Towarzyszy nam Potok Zagórski i wychodzimy na asfaltową drogę prowadzącą do centrum Krościenka. Pierwszy raz widzimy tutaj wyciąg narciarski Stajkowa.

Pięknie prezentuje się to urokliwe miasteczko położone nad Dunajcem. Skręcamy w lewo i już idziemy w kierunku mostu, który łączy Krościenko nad Dunajcem ze Szczawnicą. Jakby go nie było, to Szczawnica byłaby odcięta od świata, przecież dalej są tylko Jaworki i dokoła góra. Trzeba by było wykorzystać zamkniętą dla ruchu Drogę Pienińską i jeździć przez Słowację i też nie wiadomo, jakby to wyglądało, przecież tam jest wąsko.

Jesteśmy już na rynku. 2 minuty w sklepie i idziemy na busa. Odjazd za 5 minut, więc idealnie. Jedziemy tylko do Tylmanowej. Tam mamy zostawiony samochód.


Wschód słońca na Koziarzu – droga bez szlaku

2017 | Dzisiaj w nocy postanowiliśmy wybrać się w Beskid Sądecki na wschód słońca na Koziarz, gdzie od jakiegoś czasu znajduje się wieża widokowa. Po dwóch poprzednich pechowych razach pogodowych teraz warunki były jak wygrane na loterii. Już poprzedni dzień zapowiadał ciekawą pogodę, a to za sprawą milionów gwiazd na niebie.

Koziarz w porannych promieniach słońca

Jak przed godziną 3 jechaliśmy do Obidzy, to wiedzieliśmy, że wszystko nam będzie tego dnia sprzyjać. Trasę wybraliśmy nową, bo bez szlaku, a potem kolorem żółtym z Obidzy. Trasa do góry wyniosła nas coś ponad 1.30. Teraz słońce wstaje bardzo wcześnie, bo już przed 5. Gdy już dotarliśmy na wieżę, to nie mogliśmy opanować zachwytu? 

Jak szybko dojść na Koziarz bez szlaku? Współrzędne postoju i mapa.

Na nawigacji trzeba wyznaczyć współrzędne: 49.4949498, 20.4563177. Wyjeżdża się wtedy bardzo ostro pod górę. W zimie nie polecamy wyjazdu. Samochód można zatrzymać na poboczu. Później trzeba iść ścieżką przez las lekko pod górę i wyjść na polanę. Domy trzeba mieć po prawej stronie. Dochodzi się do żółtego szlaku. To jest najkrótsze dojście na Koziarz w Beskidzie Sądeckim w połowie bez szlaku.


Wschód słońca w zimie – najkrótsze dojście | żółty szlak od Łącka

Nie polecamy dojazdu w zimie na Koziarz od Obidzy osobom, które nie mają łańcuchów na oponach lub nie potrafią jeździć w zimowych warunkach. Jeśli jest okres zimowy, to może być problem z dojazdem do ostatniego miejsca postojowego, ponieważ np. nie będzie odśnieżone. Wtedy warto zatrzymać się tutaj: 49.526205, 20.448558.

Jak wygląda szlak na Koziarz w zimie?

Mijam Okrąglicę Północną i Okrąglicę Południową – dwa niczym niewyróżniające się wzniesienia na moim szlaku. Cały czas podchodzę do góry od samego początku, zdobywając wysokość. W dole widzę wiele domów i myślę sobie, że mieszkańcy mają szczęście, że w tym roku śnieg o nas zapomniał.

Zdobywam następnie Wojakówkę i Suchy Groń, na które, żeby wyjść, to muszę się trochę pomęczyć. I tak po kilku kilometrach dochodzę pod wieżę widokową, na której tak szaleje wiatr, że słychać go od dobrych kilkudziesięciu metrów. Wychodzę na górę i ledwo trzymam równowagę. Ściągam rękawiczki, żeby nagrać krótki filmik, to zaraz ręce zamarzają. 

Widoki z wieży widokowej na Koziarzu

W stronę Beskidu Wyspowego i Gorców widoki całkiem fajnie. Gorzej jest patrząc na Beskid Sądecki, albo Tatry, których w ogóle nie widać na żaden sposób. Większość zdjęć wykonałem w drodze powrotnej tym samym szlakiem, ponieważ potem zrobiło się już jaśniej. Na szlaku nikogo nie spotkałem. Śniegu jak na lekarstwo, nie trzeba przecierać drogi. Koziarz zdobyty po raz kolejny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *