Potaczkowa - Beskid Wyspowy
Beskid Wyspowy,  Małopolskie

Z Mszany Dolnej do Rabki przez Potaczkową i Królewską Górę

Zmieniamy pasmo górskie i przenosimy się w zachodnią część malowniczego Beskidu Wyspowego. Celem na ten dzień jest wyjście na Potaczkową i Królewską Górę. Można powiedzieć, nowym szlakiem odkrywamy piękno pasma, wędrując prawie przez cały czas po łąkach, delektując się cudownymi widokami na okoliczne pasma, ale i te dalsze takie jak Tatry czy Beskid Żywiecki.

Mszana Dolna – szlak na Potaczkową

Naszą wędrówkę rozpoczynamy od poszukiwania postoju w Mszanie Dolnej. Na obszernym parkingu jest w tym dniu bodajże dzień targowy i nie ma miejsca, żeby tam wjechać, dlatego musimy sobie poradzić jakoś inaczej. Decydujemy się podjechać za szlakiem czarnym, którym będziemy szli. Znajdujemy miejsce przy stadionie i chyba jakiejś szkole. Zakazu nie ma, więc zostawiamy samochód. Przygotowujemy plecaki do wyprawy i ruszamy z kolorem czarnym. Po drodze, w jednym z ogródków oglądamy różnego rodzaju kwiaty i kierujemy na niektóre obiektyw aparatu.

Szlak, którym idziemy, został wyznaczony w roku 2012, dlatego na mapach online Beskidu Wyspowego jeszcze zaznaczonego go nie ma. Na nowszych mapach już widnieje i zapowiada się naprawdę ciekawie. Trzeba przyznać, że to jeden z najbardziej widokowych odcinków w całym paśmie. Malownicze krajobrazy pasma nie odstępują nas na krok. Wejście co jakiś czas do lasu pozwala się nieco ochłodzić i napić wody. Podejście jest delikatne po polnych drogach.

Są tak piękne widoki, że nie możemy oderwać od nich oczu. Widać między innymi Luboń Wielki z przekaźnikiem na samej górze, Strzebel, Lubogoszcz, zaczynające się Gorce i Beskid Żywiecki z najlepiej widoczną Babią Górą i pasmem Policy.

Zdarzało się też tak, że nie widzieliśmy gdzie iść, bo szlak był zarośnięty, a oznaczenia namalowane w takich miejscach, że nie było ich widać. Na szczęście wiedzieliśmy, że trzeba iść prosto przed siebie i na czuja wybraliśmy dobrze. Po dojściu do najwyższego punktu zrobiliśmy sobie przerwę na śniadanie. Było to idealne miejsce, bo były piękne widoki i przyjemna polanka osłonięta od jednej strony drzewami.

Po przerwie wędrujemy dalej na Potaczkową. Cały czas idziemy po polnej drodze, a towarzyszy nam mocno grzejące słońce i wisząca w pobliżu burza. Może akurat obejdzie nas bokiem.

Schodzimy do miejscowości Podobin. Przez 10 minut idziemy asfaltem między domami, a potem już wspinamy się lekko pod górę i wchodzimy do lasu. Nasz cel jest coraz bliżej, co nas bardzo cieszy. Za nami zostawiamy widoki na Ćwilin, Śnieżnicę, Mogielicę i mniejsze beskidzkie wyspy.

Potaczkowa (746 m n.p.m.)

Potaczkowa 746 m n.p.m. – szczyt w Beskidzie Wyspowym

Widoki z Potaczkowej są bardzo okazałe. Nie dość, że za nami zostawiliśmy bajeczne widoki na pozostałą część Beskidu Wyspowego, to teraz otworzyły nam się widoki na Gorce i Beskid Żywiecki. Widoczność jest dość dobra, dlatego daleko widać. Grzbiet Potaczkowej kosi właśnie dwóch gości, przygotowując go przed jakimś ważnym wydarzeniem.

Szukamy jakiegoś spokojnego miejsca, a działające maszyny na pewno nam tego nie zagwarantują, dlatego odchodzimy trochę od szczytu. Znak wskazuje nam 300 metrów do kapliczki św. Joanny Beretty Molli, więc tam idziemy. Joanna Beretta Molla to włoska lekarka i święta Kościoła katolickiego.

W listopadzie 2000 roku na szczycie Potaczkowej zamontowano pamiątkowy krzyż milenijny, wzorowany na tym z Giewontu. Po przerwie wracamy w jego stronę, żeby wejść z powrotem na szlak czarny, który teraz szedł do Olszówki. Jakieś 400 metrów pod Potaczkową zobaczymy drogę w prawo. Tam musimy się skierować. Jest niby oznaczony skręt na drzewie, ale słabo go widać.

Czarnym szlakiem zeszliśmy do drogi asfaltowej. Szliśmy nią przez jakieś 15 minut. Koło oczyszczalni i widzieliśmy już kościół w Rabce-Zaryte. Mogliśmy iść w jego kierunku i od razu na autobus, ale jeszcze mieliśmy w planach wyjście na Królewską Górę. Szlak w terenie nie zgadzał się na tym odcinku z mapą, dlatego, aż tyle musieliśmy iść po asfalcie. Według mapy powinien on odbić w lewo dużo wcześniej.

Usiedliśmy na poboczu nad rzeką Rabą. Czekało nas ostatnie podejście. Pewnie niezbyt ostre, ale na pewno męczące. Kiedy tam siedzieliśmy była godzina 13:30, a słońce grzało dość mocno. Zabranie kilku litrów wody opłaciło się, bo znikała ona bardzo szybko. Przeszliśmy tuż obok domów i weszliśmy do lasku. Zaczęliśmy się piąć pod górę, obcierając cieknący pot z twarzy. Wreszcie wyszliśmy na polankę, na której mieliśmy odbić w prawo i dojść leśną drogą bez szlaku, pod szczytem Grzebień na Królewską Górę.

Wieża widokowa na Królewskiej Górze w Rabce-Zdroju

Tuż przed lasem pojawiła się szeroka droga odchodząca w prawo, na którą weszliśmy. Wiodła ona cały czas po prostym z widokami na Luboń Wielki. Po pewnym czasie dostrzegliśmy wieżę widokową, o której dowiedzieliśmy się całkiem niedawno i musieliśmy ją sprawdzić. Patrząc na jej położenie, stwierdziliśmy, że nic z niej nie będzie widać, ale się pomyliliśmy. Po dotarciu do szlaku niebieskiego idącego z Rabki-Zaryte do Rabki-Zdroju skręciliśmy właśnie w jej kierunku. Tędy biegnie również szlak długodystansowy z Brzeźnicy do Łopusznej.

Widoki na samej górze okazały się naprawdę piękne. Na południu widać było Tatry i mniejsze pagórki Beskidu Wyspowego. Na zachodzie górowała Babia Góra. Północ to Luboń Wielki, a wschód to wzniesienia Gorców.

Z wieży, która została wzniesiona tutaj w 2011 roku, schodziliśmy w dół pod wyciągiem Polczakówka. Strome narciarskie zejście szybko sprowadziło nas na sam dół. Tam już wyszliśmy na asfalt i dotarliśmy do drogi głównej. Udaliśmy się na przystanek i pojechaliśmy do Mszany Dolnej po samochód. Autobusy na linii Rabka-Zdrój – Mszana Dolna kursują co 15 minut.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *