Biskupia Kopa – najwyższy szczyt Gór Opawskich i widokowa Srebrna Kopa

01.04.2019 | Jak bardzo wiele zmieniło się na Biskupiej Kopie od naszej ostatniej wizyty. Pomyśleliśmy, gdy dotarliśmy do schroniska, znajdującego się tuż pod szczytem. Kiedyś był tutaj gęsty las, nic nie było widać, a teraz z tarasu przed budynkiem zobaczymy przepiękne widoki. 

Rozpoczęliśmy wycieczkę tak jak w minionym dniu na parkingu przy kaplicy polowej. Była godzina 8, dlatego na parkingu oprócz nas były tylko 2 samochody, prawdopodobnie tych osób, które nocowały w schronisku. Ruszyliśmy niebieskim szlakiem w kierunku Gwarkowej Perci i drabinki, która się tam znajduje. Nie wychodziliśmy nią tylko skorzystaliśmy z obejścia, dlatego, że na dole przy skałach nie odbiliśmy w jej kierunku.

Minęliśmy formacje skalne i dotarliśmy do piekiełka. Tam skręciliśmy w lewo na szlak koloru żółtego idącego bezpośrednio do schroniska. Była to szeroka droga wyglądająca jak dojazd do obiektu nazwana Drogą Amalii. Potem odbiliśmy w prawo na Ścieżkę Langego. Po prawej stronie mieliśmy drzewa, natomiast z lewej okazale prezentował się masyw Srebrnej Kopy.

Idąc w górę nie myśleliśmy, że obraz jaki zobaczymy tak bardzo nas zaskoczy. Wszystko było odsłonięte. Schowane niegdyś między drzewami schronisko, teraz było potocznie mówiąc w szczerym polu. Dosłownie. Wyglądało to dziwnie, jednak nie mogę powiedzieć, że źle pod względem turystycznym.

Dotarliśmy do schroniska pod Biskupią Kopą i weszliśmy do środka. Tam było pusto i od razu rzuciło nam się w oczy menu znajdujące się za ladą. Z całej listy Angelice wpadła do głowy zupa cebulowa, więc postanowiła ją zamówić. Musimy zupkę pochwalić, bo była bardzo dobra. Pierwszy raz ją jedliśmy i od razu pozytywne wrażenie. Czytając opinie o schronisku można się dowiedzieć o tłumach ludzi i o braku miejsc. Wystarczy przyjść w tygodniu i opinie można wywrócić o 180 stopni. W środku spędziliśmy około 30 minut i udaliśmy się w dalszą drogę. 

Zmieniliśmy szlak na czerwony, Główny Szlak Sudecki i rozpoczęliśmy ostre podejście na Biskupią Kopę 890 m n.p.m. Za nami rozciągały się wspaniałe widoki na sąsiednie pasma górskie i miejscowości znajdujące się najbliżej w dolinach. Po 20 minutach marszu i minięciu kilku osób dotarliśmy na szczyt. Cieszyliśmy się, że jest bardzo dobra pogoda, bo z wieży widokowej można wiele zobaczyć. Wystarczyło podejść i nacisnąć klamkę. Wieża była zamknięta. Obok przy budynku siedział jeden z Czechów, więc zapytaliśmy o co chodzi. Okazało się, że on już nie ma kluczy do wieży. Teraz nią opiekuje się miasto i otwierają kiedy im się podoba. Popytaliśmy potem wśród innych osób i usłyszeliśmy różne opinie. Podobno jest otwarta tylko w weekendy, albo tylko w niedziele, albo że nawet w weekendy jest zamknięta. Ciężko stwierdzić, gdzie leży prawda. No cóż. Musieliśmy obejść się smakiem, a mieliśmy czego żałować. 

Pozostało nam odpocząć chwilę przy wieży, zrobić zdjęcie i kontynuować wycieczkę. Spakowaliśmy się i ruszyliśmy dalej. Najpierw zeszliśmy z powrotem do schroniska i nie zatrzymując się dotarliśmy na Przełęcz pod Kopą. Tam aż się prosiło, żeby iść w dół po szerokiej, utwardzonej drodze. My odbiliśmy jednak na szlak czerwony idący wraz z granicą. Tam czekało nas podejście na Srebrną Kopę 785 m n.p.m., która jest cała odsłonięta. Już samo podejście potrafi zachwycić ponieważ dobrze widoczne za plecami są Jeseniki – pasmo górskie w czeskich Sudetach.  

Wdrapaliśmy się na szczyt, który w niczym nie przypominał tego, o którym czytaliśmy dzień wcześniej. W Internecie można znaleźć wiele zdjęć z zalesionym szczytem. Jak dojdziemy na miejsce to możemy się lekko zdziwić. Dalej między wiatrołomami idziemy w dół w kierunku północnym. Dołączamy do koloru żółtego na Złodziejskiej Drodze i razem z nim stajemy na Przełęczy pod Zamkową Górą. Tam granica i czerwony szlak nas opuszczają. Samotnie idziemy za żółtą farbą Saperską Drogą. Schodzimy coraz niżej i zbliżamy się do miejscowości.

W pobliżu dawnej skoczni szlak żółty skręca w prawo, a my idziemy bez oznaczeń prosto w dół. Prowadzi nas szeroka droga, na której co jakiś czas mijają nas samochody leśników. Widzimy już oznaczenia koloru niebieskiego i skręcamy w lewo, na ścieżkę, którą szliśmy dzień wcześniej. Do parkingu mamy około 10 minut, także już coraz bliżej. Ostatnie podejście i reszta drogi już bez większych wzniesień. Przed naszymi oczami pojawia się kaplica polowa i przy niej odbijamy z wąskiej ścieżki na większą drogę. Po chwili jesteśmy już przy samochodzie i kończymy naszą drugą wycieczkę w Górach Opawskich. 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *