Mały Szlak Beskidzki
Małopolskie,  Poradnik,  Szlaki długodystansowe,  Śląskie

Mały Szlak Beskidzki – co to jest? przewodnik, mapa, trasa, noclegi

Mały Szlak Beskidzki to młodszy brat Głównego Szlaku Beskidzkiego, mierzącego około 500 kilometrów. MSB mierzy ich 137 i prowadzi pasmami górskimi omijanymi w GSB – Beskidem Małym, Beskidem Makowskim i Beskidem Wyspowym. Znakowany jest kolorem czerwonym i pokazuje piękno tych mniej znanych pasm górskich, które również są warte uwagi. W Beskidzie Małym do przejścia mamy 52 kilometry, w także Makowskim 52, a w Wyspowym 28. Szlak jest marzeniem każdego górskiego wędrowca.

Wędrując Małym Szlakiem Beskidzkim, zmierzymy się ze zmęczeniem, błotem, słońcem, wichurami, a w okresie zimowym nawet ze śniegiem. Podczas wędrówki będziemy odwiedzać trzy beskidzkie pasma. Obejrzymy z nich piękne górskie panoramy, dostrzeżemy tatrzańskie wierzchołki, poczujemy ciepło górskich schronisk i baz namiotowych. Zobaczymy zabytkowe kościoły i wspaniałe muzea, pomniki przyrody i rezerwaty. Dla orzeźwienia przejdziemy obok jezior, rzek i potoków. Wędrując ścieżkami MSB, przeżyjemy przygodę swojego życia.

Mały Szlak Beskidzki

Jak przejść Mały Szlak Beskidzki?

Mały Szlak Beskidzki rozpoczyna się w Bielsku-Białej w Beskidzie Małym, a kończy na szczycie Luboń Wielki w Beskidzie Wyspowym. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby rozpocząć na Luboniu, a skończyć w Bielsku-Białej. To już zależy od preferencji każdego z osobna. My w 2014 roku jak szliśmy Małym Szlakiem Beskidzkim, to wybraliśmy pierwszy wariant. Mieliśmy po prostu bliżej do domu z Rabki-Zdroju. Początek i koniec szlaku oznaczone są czerwonymi kropkami. Trasa Małego Szlaku Beskidzkiego jest wymagająca i najlepiej zaplanować przejście na 5-6 dni. Niektórzy szlak pokonują w ciągu 3 dni, ale ciężko wtedy coś dodatkowego zobaczyć. 

Mały Szlak Beskidzki

Mały Szlak Beskidzki – mapa

Przechodząc Mały Szlak Beskidzki, można skorzystać z map papierowych Beskidu Małego, Makowskiego i Wyspowego, które są dostępne z różnych wydawnictw. Można także korzystać z darmowych map turystycznych w wersji online, o których wspominamy na blogu.   

Mały Szlak Beskidzki

Mały Szlak Beskidzki – trasa

Trasa mierzy około 137 kilometrów i to zależy, na jakie źródło patrzymy. Na przejście Małego Szlaku Beskidzkiego będziemy potrzebować około 44 godzin. Suma podejść to prawie 6100 metrów, a zejść 5500. Jeśli zbieramy punkty GOT-u, to uzbieramy około 180 punktów. 

Mały Szlak Beskidzki – przewodnik

Po przejściu Małego Szlaku Beskidzkiego i zebraniu wszystkich potrzebnych informacji na jego temat stworzyliśmy przewodnik w formie elektronicznej w PDF, który udostępniliśmy na naszym blogu za symboliczną kwotę. Przewodnik można zakupić za 20 złotych, pisząc na adres: mateusz@mynaszlaku.pl. Znajdują się w nim informacje, które pomogą w przejściu szlaku, mapy, czasy przejść, suma podejść, zejść, kilometry, opisane ciekawe miejsca. 

Mały Szlak Beskidzki przewodnik Mały Szlak Beskidzki przewodnikMały Szlak Beskidzki – relacja z przejścia

Opis przejścia Małego Szlaku Beskidzkiego podzieliliśmy na 5 etapów, które opisaliśmy na blogu. Jeśli nie chcesz kupować przewodnika, to może te opisy pomogą Ci w przejściu szlaku. Znajdziesz opisy przejścia, zdjęcia, punkty GOT-u i informacje praktyczne.

Początek Małego Szlaku Beskidzkiego – Bielsko-Biała Straconka

Początek planowany był na 15 września. Mieliśmy przed sobą cały tydzień niezapomnianych przygód, a na dodatek zapowiadała się piękna pogoda. Pojechaliśmy z Nowego Sącza do Krakowa o godzinie 5:10. Następnie poszliśmy na kurs w stronę Bielska-Białej, a tam na autobus miejski w kierunku początku szlaku, do dzielnicy Straconka. Zaczęliśmy wędrowanie o 11:30.

Wyjście na Hrobaczą Łąkę 

Na samym początku szlak prowadzi po drodze asfaltowej. Zaprowadzi nas on do lasu, przez który będziemy wędrować przez kilka godzin. Na początku jest dość wymagający odcinek szlaku, na którym tylko w jednym miejscu można obejrzeć jakieś widoki.

Pierwszym ważniejszym miejscem na szlaku jest Przełęcz u Panienki (710 m). Znajdziemy tam zabytkową kapliczkę Matki Boskiej z roku 1884. W pobliżu zlokalizowane jest źródełko Maryjne.

Dalej przeszliśmy na Hrobaczą Łąkę (828 m). Najpierw do schroniska gdzie podbiliśmy pieczątki, a następnie pod krzyż, żeby coś zjeść.

Zapora Porąbka – Góra Żar 

Po jedzeniu szybkim krokiem zeszliśmy do Porąbki. Porąbka słynie z zapory wodnej, która znajduje się na Jeziorze Międzybrodzkim.

Mały Szlak Beskidzki – nocleg w namiocie 

Teraz czekało nas męczące podejście na Górę Żar (761 m). N szczycie góry znajduje się zbiornik wodny elektrowni szczytowo-pompowej w kształcie deltoidu. Widok na górę robi oszałamiające wrażenie. Góra Żar (761 m) ma dziwną właściwość. W pewnym miejscu na krętej drodze, przedmioty zamiast staczać się w dół, toczą się pod górę. Zjawisko to uważane jest przez wielu za złudzenie optyczne. Po minięciu zbiornika ruszyliśmy na Kiczerę (831 m). Tam chcieliśmy rozbić obóz i przenocować. Jest tam idealne miejsce do noclegu albo niżej przy ławkach, albo wyżej we wiacie turystycznej.

O godzinie 20 byliśmy już gotowi do snu. W nocy w pobliżu słychać było odgłosy dzików, a kolejny dzień przywitał nas wschodem słońca.

Kiczera – wschód słońca

Wstaliśmy wcześnie rano, żeby się spakować i być gotowym przed wschodem słońca. Z Kiczery (831 m) jest on naprawdę zjawiskowy.

Przełęcz Kocierska

Po krótkim spektaklu ruszyliśmy w drogę. Mieliśmy zamiar dojść na Żmijową (535 m) i tam rozbić namiot i rozpalić ognisko. Pogoda jednak pokrzyżowała nasza plany. Schodziliśmy na Przełęcz Isepnicką (698 m), a w oddali słychać było odgłosy dzików, które buszowały nad ranem. Przez cały czas wędrowaliśmy lasem, aż dotarliśmy do Zajazdu Górskiego Kocierz na Przełęczy Kocierskiej (718 m). Tam napełniliśmy butelki wodą.

Szło się przyjemnie, ponieważ cały czas po prostym. Pierwsze poważniejsze podejście było dopiero pod Potrójną (883 m). Z samego szczytu rozciągają się piękne widoki na okoliczne pasma. Na nim zlokalizowane jest prywatne schronisko, w którym można znaleźć miejsce noclegowe.

Schronisko Leskowiec

Idąc na dół, można odbić jeszcze na szlak żółty i zejść do Studenckiego Schroniska Turystycznego Pod Potrójną. My nie schodziliśmy tam, ale podczas naszej ostatniej wizyty panowała tam bardzo miła atmosfera. Idąc dalej, doszliśmy na Leskowiec (992 m) – najpopularniejsze miejsce w Beskidzie Małym. W pobliżu szczytu znajduje się schronisko PTTK. W schronisku zamówiliśmy sobie obiad – zupę pomidorową i bigos. Dania były przepyszne. Oprócz Bacówki pod Bereśnikiem w Beskidzie Sądeckim Leskowiec w naszej ocenie ma najlepsze jedzenie. Kilkanaście metrów nad schroniskiem jest Groń Jana Pawła II (890 m), czyli sanktuarium górskie.

Po obiedzie schodziliśmy do miejscowości Krzeszów. Tam mieliśmy zrobić zakupy na ognisko. Pogoda niestety pogarszała się, co nie wróżyło najlepiej. Doszliśmy na 16:30 do miejscowości. Siedliśmy pod sklepem i odpoczywaliśmy. Nagle nad naszymi głowami rozpętała się ogromna burza i ulewa. Najgorsze było to, że jak będzie to trwało, to nie zdążymy wyjść na czas do naszego celu. Niestety nic nie zapowiadało zmiany pogody. Postanowiliśmy pójść do kościoła na Mszę Świętą.

Po jej zakończeniu dalej lało jak z cebra. Nie mieliśmy wyboru i postanowiliśmy pójść do księdza proboszcza z zapytaniem o możliwość przenocowania. Dotarliśmy przed drzwi plebanii. Otworzył nam bardzo wesoły wikary. Zaraz zawołał księdza Antoniego. Po krótkiej rozmowie znalazło się dla nas miejsce w domu parafialnym. Bardzo dziękujemy za udostępnienie miejsca. Bóg zapłać !!!.

Mały Szlak Beskidzki – z Krzeszowa na Żmijową

Ruszyliśmy z Krzeszowa około godziny 5. Noc była jeszcze w pełni. Światła latarni prowadziły nas swoim blaskiem. W oddali niebo zmieniało się lekko w pomarańcz. Po nocnej ulewie szlaki były rozmoczone. Początkowo musieliśmy uważać na błotnistą drogę. Podczas ciemności nie odczuliśmy, aż tak morderczego podejścia na Żurawnicę (724 m).

Przeszliśmy dalej przez Przełęcz Carchel (640 m) i na Żmijową (535 m), gdzie mieliśmy mieć w nocy ognisko i nocleg. Tam czekały nas fantastyczne widoki wschodzącego słońca, o których mało kto słyszał. Wydawać by się mogło, że małe góry niczym nie zachwycają. Oto dowód, że tak nie jest.

Zembrzyce – Starowidz

Następnie przeszliśmy przez osiedla i dotarliśmy do Zembrzyc. Tam po trafieniu do samego centrum zrobiliśmy sobie przerwę na przystanku autobusowym. Co kilka minut na przystanek podjeżdżały autobusy z tabliczkami na Kraków. Czyżby ktoś nas kusił i chciał, żebyśmy się poddali? Nie wiadomo, jednakże nawet o tym nie myśleliśmy. Pojedliśmy i poszliśmy dalej.

Czekały nas 2 ciężkie podejścia na Chełm. Najgorsze, że po asfalcie. Przed szczytem Starowidz (534 m) zgubiliśmy szlak. Okazało się, że dobrze szliśmy, tylko ktoś wyciął drzewa ze znakami i trochę pobłądziliśmy. Już poznaliśmy trochę Beskid Makowski i wiemy, że jak przez pół trasy nie pójdzie się betonem, to wycieczka nie może być udana :). W chełmskim lesie zdarzały się także takie cuda.

Palcza

Zeszliśmy do Palczy z myślą o jakimś sklepie i lodach. Jednak przy szlaku nie było żadnego, a nie chciało nam się szukać. Coraz wolniej mijały nam kolejne kilometry. Było dopiero południe, a czuło się już nogi – Bieńkowska Góra, Babica, aż w końcu dotarliśmy do kapliczki świętego Huberta. Wiedzieliśmy, że Myślenice są coraz bliżej. Nawet było słychać jakąś cywilizacje. Jeśli chodzi o cywilizacje. To Justyna właśnie z nią się komunikowała przez telefon :). Do końca było jakieś 15 kilometrów. Tak blisko. Tak daleko.

Myślenice – nocleg

Powoli jakoś szliśmy. Jednak im bliżej było celu, tym trudniej się szło. Po prawie 12 godzinach wędrówki padliśmy przed pierwszym lepszym sklepem. Ludzie patrzyli na nas jak na dziwaków. Przeszliśmy 47 kilometrów. Kupiliśmy co potrzeba. Mieliśmy jeszcze kiełbaski, dlatego Angelika postanowiła je upiec w kwaterze na patelni. Szliśmy tak przez miasto, szukając jakiegoś noclegu. Udało się dopiero poza centrum w spokojnej dzielnicy. Po wejściu do pokoju czekała na nas nagroda – ciepłe łóżko, prysznic, jedzenie i meczyk Ligi Mistrzów dla relaksu. W kolejnym dniu wszystko miało się jednak zmienić?

Z Myślenic na Kudłacze

Wstaliśmy dopiero o 7. Zbieraliśmy się powoli do wyjścia. Wiedzieliśmy, że w ostatnich dniach będziemy wędrować już bez Justyny, która z powodu choroby musiała wrócić do domu. Ogromna szkoda, bo już tyle razem przeszliśmy, jednak zdrowie najważniejsze.

Wyruszyliśmy o 8 przez puste ulice Myślenic. Po zakupie lodów i przejściu krótkiego odcinka weszliśmy do lasu. Już od samego początku czekało nas ostre podejście na Uklejną (680 m). Minęliśmy kilku grzybiarzy, jakąś biegnącą dziewczynę i czekało nas zejście do Borkówki. Tutaj spotkaliśmy wycieczkę, prawdopodobnie było to jakieś gimnazjum, bo robili straszny hałas na szlaku.

Chcieliśmy być przed nimi w schronisku, dlatego przyspieszyliśmy kroku. Planowaliśmy coś zjeść na Kudłaczach. Pieliśmy się w górę po zakosach. Schronisko było coraz bliżej, a czyjeś krzyki robiły się coraz głośniejsze. Okazało się, że to dzieciaczki wybrały się na górską wycieczkę. Miały może po 8 lat albo i mniej. Bawiły się w najlepsze. Weszliśmy do schroniska po pieczątki i w celu zobaczenia na jadłospis. Zdecydowaliśmy się zjeść jednak suchy prowiant.

Z Kudłaczy na Lubomir

Potem ruszyliśmy w kierunku Łysiny (891 m) i Lubomira (904 m). Po drodze na Trzech Kopcach (894 m) mieliśmy takie widoki.

Na Lubomir (904 m) dotarliśmy przed godziną 14. Nie wiem, dlaczego, ale chyba nigdy nie przekonamy się do tego szczytu.

Lubomir – Przełęcz Jaworzyce

Może wszystko by było w porządku, jakbyśmy wracali gdzieś po leśnej ścieżce, ale to kamieniste i betonowe zejście na Przełęcz Jaworzyce, jeszcze jak czuć każdy krok, każdy wystający kamień. Już chyba tutaj nie wrócimy. Musieliśmy zacisnąć zęby i jakoś schodzić po tych kamieniorach. Z przełęczy jeszcze przez jakieś 20 minut szliśmy po asfalcie.

Chcieliśmy jak najszybciej zniknąć gdzieś w lesie. Podejście na Wierzbanowską Górę (778 m) było czystą przyjemnością. Z biegiem kilometrów człowiek przekonuje się, że każde wyjście jest przyjemniejsze i łatwiejsze niż zejście. Dlatego teraz nie narzekamy już na żadne wyjście :).

Nocleg w Kasinie Wielkiej

Przed nami pozostało już tylko wyjść na Dzielec (650 m) i zejść do Kasiny Wielkiej. Udało się szybko przejść ten odcinek i dotarliśmy do rodzinnej miejscowości Justyny Kowalczyk. Nie mieliśmy jeszcze noclegu, dlatego szliśmy główną drogą z myślą o szybkim znalezieniu jakiegoś lokum. Udało się znaleźć coś taniego na jedną noc i po kąpaniu padliśmy jak zabici.

Z Kasiny Wielkiej na Lubogoszcz

Nadszedł piątek, ostatni dzień idąc Mały Szlak Beskidzki. Do przejścia około 20 kilometrów. Wędrówka przez Lubogoszcz, Mszanę Dolną i Przełęcz Glisne. Koniec na Luboniu Wielkim. Pobudka wczesnym rankiem i już przed 6 byliśmy na nogach. Chcieliśmy wyjść wcześnie, żeby szybciej zakończyć naszą wędrówkę, a potem leżeć, leżeć i leżeć. Kasinę Wielką opuściliśmy dość szybko i pokierowaliśmy się na Lubogoszcz (968 m), który jest postrachem turystów. Wyjście na niego od strony Kasiny nie należy do najłatwiejszych i napocimy się przy tym solidnie. Podejście jest ostre i szybkie. Po dojściu na górę czekają na nas ławki do odpoczynku.

Zejście do Mszany Dolnej było bardzo atrakcyjne. Najpierw przez las, ale potem po wyjściu na łąki otworzyły nam się widoki na Beskidy i pobliskie wioski. Widzieliśmy też nasz cel końcowy. Weszliśmy do miejscowości, asfalt, asfalt, asfalt przez pół godziny. W centrum kupujemy lody truskawkowe i siedzimy dość długo, obmyślając dalszy plan podroży. Po dłuższej przerwie udaliśmy się wzdłuż drogi głównej i odbiliśmy w prawo na Przełęcz Glisne (634 m). Trochę trwało, zanim się tam dowlekliśmy. Po drodze jeszcze bym sobie nogę skręcił i tyle by było z MSB.

Na Luboń z Przełęczy Glisne 

Na przełęczy odbiliśmy w lewo i zaczęliśmy ostatnią ścianę płaczu. Nie ma co mówić, ale podejście na Luboń (1022 m) to istna katorga. Powoli jakoś wydarliśmy pod górę :). Pod schroniskiem kilkanaście osób, widoki przednie, tylko gospodarz jakiś taki niechętny do współpracy z miną na ‚po coś tu przyszedł’. Niestety coraz częściej schroniska dzierżawią osoby niemające nic wspólnego z górskim klimatem.

Mały Szlak Beskidzki – noclegi

Zawsze przy przejściu szlakami długodystansowymi jest problem z noclegami. My podczas Małego Szlaku Beskidzkiego mieliśmy ze sobą namiot, którego użyliśmy już podczas pierwszej nocy. Tak samo miało być podczas drugiej, ale złapała nas burza i ulewa. Potem już nocowaliśmy w Myślenicach, gdzie jest sporo kwater różnego rodzaju, następnie w Kasinie Wielkiej niedaleko wyciągu, a potem już w Rabce-Zdroju po ukończeniu Małego Szlaku Beskidzkiego. Na trasie nocleg można znaleźć na Przęłęczy Kocierskiej, Potrójnej, Leskowcu, w Zembrzycach, Myślenicach, na Kudłaczach, pod Lubomirem, w Kasinie Wielkiej, Mszanie Dolnej i na Luboniu Wielkim. 

Mały Szlak Beskidzki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *