Szlak Warowni Jurajskich, etap 1: Mstów – Siedlec

Szlak Warowni Jurajskich, etap 1: Mstów – Siedlec

Ruszamy na Jurę! Taka myśl przyświecała nam, gdy pakowaliśmy się do autobusu relacji Kraków – Częstochowa w poniedziałek 24 kwietnia o godzinie 8:20. Dla tych co jeszcze nie wiedzą, to właśnie wróciliśmy z Jury Krakowsko-Częstochowskiej, przez którą wędrowaliśmy Szlakiem Warowni Jurajskich z Mstowa koło Częstochowy do Rudawy pod Krakowem. Zajęło nam to 5 dni. Według danych szlak ten mierzy 152 kilometry, a z Endomondo wyszło nam, że zrobiliśmy dokładnie 172 kilometry. Nie powiemy Wam jak było, bo o tym dowiecie się w kolejnych wpisach. Teraz skupmy się na pierwszym dniu. Od naszej drogi do Częstochowy, a następnie do Mstowa po zwiedzanie miasteczka i pierwszego odcinka niebieskiego Szlaku Warowni Jurajskich.

Z Krakowa wyjechaliśmy o 8:20. W Częstochowie zameldowaliśmy się o 10:50. Wymęczyliśmy się w busie niemiłosiernie, zwłaszcza, że kierowca nie włączył radia prawie przez całą drogę. W Częstochowie ruszyliśmy na dworzec PKS, żeby dojechać do Mstowa. Dopiero o 11:30 wyruszyliśmy na początek szlaku. Udało się zakupić płaszcz przeciwdeszczowy w budynku dworcowym, bo środa ma być niespecjalna pogodowo. Tradycyjnie wszyscy dziwnie patrzyli na nas widząc na plecach duże plecaki, a w rękach kijki. Dalej zastanawiamy się czemu wzbudza się takie zainteresowanie wśród zwykłych osób. Przecież wiele turystów przez Częstochowę się przewija. O 12:05 dotarliśmy do Mstowa. Na pierwszy rzut oka miejscowość niczym się nie wyróżniała. Poza klasztorem na wzgórzu nic specjalnego tam nie zauważyliśmy. Na początku naszej jurajskiej przygody mieliśmy się spotkać z Panem Adamem Markowskim – Zastępcą Wójta Gminy Mstów, a zarazem przewodniczącym Związku Gmin Jurajskich, który był naszym oficjalnym patronem podczas wędrówki. Skierowaliśmy się zatem do gminy, gdzie zostaliśmy ugoszczeni ciepłą herbatą i dowiedzieliśmy się co nieco o Szlaku Warowni Jurajskich, ale także o samej miejscowości Mstów, w której jesteśmy. Okazuje się, że to niepozorne miasteczko kryje w sobie wiele tajemnic i atrakcji.

Po pobycie w budynku gminy opuszczamy ją i ruszamy na krótkie zwiedzanie. Z Urzędu Gminy, który jest położony na przeciwko klasztoru idziemy w kierunku Góry Szwajcera i zalewu. Od początku widzimy ciekawe tablice znajdujące się na „Szlaku Śladami Przeszłości”. Tablice te ukazują nam Mstów (dawniej Wancerzów) z odległych lat. Można porównać sobie aktualną sytuację z tym co było tutaj kiedyś. Na tej tablicy mamy przedstawiony Dwór w Wancerzowie. W najbliższej okolicy jest plac zabaw dla dzieci, wiata turystyczna i kamień, na który można się wspiąć. Drogą ułożoną z kamieni zmierzamy w trójkę pod Skałę Miłości – jedną z głównych atrakcji okolicy. Wiele zakochanych par przychodzi pod nią, żeby zrobić sobie zdjęcie. Skała Miłości we Mstowie należy do grupy ostańców. Zajmuje okazałe miejsce, bo tuż nad rzeką Wartą i pod wzgórzem Szwajcera. Wokoło niej mamy rozwiniętą infrastrukturę turystyczną. Kawałek dalej jest kąpielisko z plażą i małym molo. Temu wszystkiemu towarzyszą altanki, miejsca na ogniska, place zabaw i punkty widokowe. Na jeden z takich punktów się udajemy. Schodami wychodzimy nad Skałę Miłości, a dalej na Szwajcerę. Z najwyższego punktu wzgórza rozciąga się szeroki widok na Mstów i okoliczne wioski. Najbardziej okazale prezentuje się klasztor – czyli pierwsza warownia jurajska na naszym szlaku. Schodzimy w dół terenem, który w zimie zamienia się w snowpark. Kierujemy się teraz do ostatniego punktu naszej wycieczki krajoznawczej.

Pierwotnie początek szlaku był w na mstowskim rynku. Teraz jest on przy pierwszej warowni jurajskiej. Warownia to późnobarokowy kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z pierwszej połowy XVIII wieku, wielokrotnie niszczony i odrestaurowany. Obok położony jest klasztor kanoników regularnych laterańskich z XV wieku, barokowy z fragmentami gotyckimi, kilkakrotnie przebudowywany. Kościół i klasztor otoczone są murem obronnym z dziewięcioma basztami z XVII wieku w dość dobrym stanie. Przed wejściem znajduje się pierwsza tablica Szlaku Warowni Jurajskich, kierunkowskaz z ilością kilometrów do zakończenia, czyli do Rudawy, a także kropka informująca o początku szlaku.

Nasza trasa:

Mstów Szlak niebieski Małusy Wielkie Szlak niebieski Turów-Dolny Szlak niebieski Zrębice Szlak niebieski Siedlec
Długość: 22 kilometry
Czas wycieczki: 5g:15m:55s
Suma podejść: 725 m
Suma zejść: 601 m
Trasa GPS: Link

Żegnamy się z Panem Adamem Markowskim, włączamy Endomondo i ruszamy przed siebie. Schodzimy schodami w dół do drogi głównej. Przechodzimy przez nią i dalej nad mostem łukowym nad rzeką Wartą. Między uliczkami Mstowa wchodzimy na rynek, na którym stoi olbrzymie jabłko. Jest to symbol tego miasteczka. Dorocznie odbywa się tam Święto Kwitnącej Jabłoni, czyli tak samo jak u nas w Łososinie Dolnej lub Łącku.

Przez Mstów przebiega także Szlak Jury Wieluńskiej na Wyżynie Woźnicko-Wieluńskiej. Szlak prowadząc przez tereny Załęczańskiego Parku Krajobrazowego łączy dwa miasta: Częstochowę i Wieluń. Szlak cały czas chodnikiem wyprowadza nas z centrum. Po prawej stronie mamy urokliwą kapliczkę. Trzeba uważać na szlak, ponieważ jest tutaj wiele dróg i można źle skręcić. Ostatnim sklepem po wyjściu z rynku jest Lewiatan na wysokości stadionu. Po 2 kilometrach skręcamy z drogi głównej w prawo. Maszerujemy tuż obok wzgórza nazywanego Małymi Górami. Piękna ścieżka wyprowadza nas przez pola uprawne na sam wierzchołek, z którego rozciągają się okazałe widoki. Stoi tam także samotne drzewo. Sporym mankamentem większości szlaku jest głupota ludzka i wywożenie śmieci, gdzie popadnie.

Schodzimy drogą do wioski Małusy Wielkie. Liczy ona zaledwie 470 mieszkańców. Kilkaset metrów od szlaku znajduje się zabytkowy dwór i pozostałości parku oraz stawów z II połowy XIX wieku. Obecnie mieści się tam zarząd spółdzielni produkcyjnej. Przechodzimy obok kościoła drogą asfaltową, a następnie kilka kilometrów szutrową. W międzyczasie zatrzymujemy się przy stawach rybnych.

W lesie Szyszki widzimy jak bardzo zostały zniszczone drzewa przez niedawne śnieżyce, które nawiedziły tę część województwa śląskiego. W Turowie Dolnym przechodzimy przez tory kolejowe i kawałek asfaltem pokonujemy odcinek w kierunku sklepu. Tam mamy sklep Lewiatan. Jest on około 200 metrów od szlaku. Tam idziemy na lody, a następnie wracamy na trasę. Po drodze powinniśmy widzieć gdzieś bunkry.

Maszerujemy już dobre 10 kilometrów. Z lewej strony okazale wygląda wzgórze Duży Kamień. Po chwili drogi po betonie skręcamy prostopadle w prawo i idziemy przez las Brdza. Tam też jest sezonowy grill prowadzony przy drodze głównej Olsztyn – Janów. Znajdujemy się w pobliżu rezerwatu Sokole Góry. Na chwilę pojawia się szlak czarny, a za chwilę na dłużej kolor zielony, a także Szlak Świętego Idziego. Docieramy do źródełka świętego Idziego i kaplicy jemu poświęconej. W oddali widać także skałki. W miejscowym kościele w Zrębicach jest także kościół poświęcony temu świętemu, więc wszystko tutaj jest skierowanego w kierunku jego osoby.

Święty Idzi to francuski opat z Gallii Narbonensis, święty kościoła katolickiego i prawosławnego, jeden z Czternastu Świętych Wspomożycieli. Wchodzimy do Zrębic i idziemy obok stawu. Dołącza do nas czerwony Szlak Orlich Gniazd. Ten odcinek znamy dobrze z poprzedniego roku. Mija się po drodze niewielkie skałki, a tak to prawie przez cały czas idziemy przez las, bardzo atrakcyjną ścieżką.

W Pabianicach skręcamy w prawo. Na skrzyżowaniu mamy tabliczki, mapę i krótką modlitwę. Teraz przed nami jakieś 3 kilometry po asfalcie do Siedlca. Słońce ma się już ku zachodowi i maluje różnymi kolorami niebo. Po prawej w oddali w szczerym polu widzimy skałę Garncarzową. Wchodzimy do miejscowości Siedlec. Okazuje się, że tutaj mamy, aż 4 sklepy. Po drodze na szlaku są 3. Jeśli chodzi o noclegi to spokojnie coś znajdziemy. Jest PTSM czynne cały rok, a także agroturystyki kilkaset metrów dalej. Tam właśnie kończymy pierwszy dzień na Szlaku Warowni Jurajskich. Na wszelki wypadek wzięliśmy chleb w sklepie jakby miało nie być kolejnego dnia, bo wiemy, że tutaj o chleb w małych sklepach nie jest łatwo. O godzinie 19 byliśmy już na miejscu. Kolacja, prysznic i do spania. Przed nami w kolejnym dniu było sporo kilometrów. Dziękujemy serdecznie Związkowi Gmin Jurajskich za objęcie patronatem naszej podróży po Szlaku Warowni Jurajskich.

Dziękujemy, że jesteś z nami!!!

Zachęcamy Cię do odwiedzin naszych stron na Facebooku, InstagramieTwitterze i Google+, śledzenia kanału na YouTubie, a także do powracania na www.mynaszlaku.pl. Komentuj i polecaj znajomym. Niech oni również dowiedzą się o naszym blogu.

Z górskimi pozdrowieniami!
Angelika i Mateusz :)

One thought on “Szlak Warowni Jurajskich, etap 1: Mstów – Siedlec

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress